18 wrz 2015

Zużyte | Bielenda; Cattier; Charmine Rose; L'Oreal; Organique; The Body Shop.

Minął tydzień od mojego powrotu z urlopu. Rozpakowałam walizkę, ogarnęłam 4 prania i jak nigdy dotąd wyprasowałam wszystko zaraz po ściągnięciu z suszarki. Powoli wracam do normalnego trybu dnia. W środę spędziłam kilka godzin na konferencji Frontwoman, co znowu napełniło mój umysł ogromną ilością pomysłów! Już zapisałam się na kolejne dwa interesujące mnie szkolenia - koniec odkładania na później. Właściwie na trzy, bo również zapisałam się na konwersacje w języku angielskim (trochę z przymusu męża) i od przyszłego tygodnia zaczynam! Odnalazłam wczoraj czas na ugotowanie czegoś nowego z wegańskich przepisów zawartych w książce Jadłonomia. Miałam ubaw, gdy małżonek zapytał: "z czym jest ten makaron?" - a to nie makaron tylko fasolka szparagowa! Wyszło pysznie i zdrowo, ale może o kulinariach innym razem.

Czemu znowu o zużytych produktach? Bo walają się saszetki po próbkach o których warto wspomnieć oraz słoiczki i przekładam je z konta w kont co zaburza moją oczyszczają skrupulatnie przestrzeń tworząc chaos który pozbawia mnie sił witalnych...

Bielenda - Vanity, krem do depilacji i mleczko po depilacji, skóra wrażliwa ( 2 x 20 ml) Forma saszetek to świetny pomysł na wyjazdy i z takim urlopowym zamiarem kupiłam te saszetki. Co prawda wzięłam ze sobą i zużyłam jedynie saszetkę z kremem do depilacji, a mleczko spowalniające porost włosów zamierzam zużyć w przyszłości. Krem marki Bielenda już znam i opisywałam tutaj, ale wróćmy do saszetki: 20 ml wystarcza na dwie aplikację na strefę bikini. Głównie w tym celu używam kremy do depilacji i polubiłam ten sposób pozbywania się zbędnych włosków;p

Obecnie testuję krem do depilacji marki Isana.

Cattier - gommage argile. Inaczej peeling na bazie białej glinki. Markę Cattier poznałam przypadkowo. Dostałam zestaw mini produktów na spotkaniu trójmiejskich blogerek i w tym przypadku ucieszyłam się - bo są to kosmetyki ekologiczne, naturalne. Takich własnie poszukuję i chcę wprowadzić na stałe do mojej pielęgnacji. Saszetka zawiera 12,5 ml produktu o bardzo świeżym zapachu, przyjemnym dla nosa podczas aplikacji. Wystarczyła na 4 razy na twarz, szyję i dekolt, aplikowana cieniutką warstwą. Konsystencja jest płynna z zatopionymi drobinami złuszczającymi. Drobiny są dosyć ostre, ale nie ranią skóry, a dobrze oczyszczają pory i wygładzają skórę. Jest bardzo miła w dotyku. Już po pierwszym użyciu glinka-peeling ładnie wyrównała koloryt cery. Bardzo miłe pierwsze wrażenie! 

Skład: Lavandula Angustifolia Extract*, Aqua, Magnesium Aluminum Silicate, Glycerin, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Decyl Glucoside, Titanium Dioxide,Bambusa Arundinacea Steam Extract, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Aloe Barbadensis Leaf Extract*, Menthal Piperita Oil*, Lactic Acid. 

Mam jeszcze sporą zawartość w słoiczku peelingu enzymatycznego Organique. 

Charmine Rose - Krem CC, natural. Krem ma białą konsystencję, która po roztarciu zamienia się w krem tonujący dopasowujący się do kolorytu cery. Jestem obecnie trochę opalona i odcień mi odpowiada, skóra wygląda na promienną i wypoczętą nawet po kilku godzinach. Nie wiem jednak jak by się prezentował na mojej skórze zimą, gdy jestem bledsza lub na ciemniejszych cerach. Krem ma też właściwości pielęgnujące, ma nawilżać, nawadniać, zapobiegać powstawaniu zmarszczek i chronić przed szkodliwym działaniem UV (spf 20). Krem skierowany jest do każdego typu cery, ale szczególnie do osób z problemami pigmentacyjnymi. Moje pierwsze spostrzeżenie, po aplikacji efekt nie jest "mokry", szybko zastyga na twarzy, pomimo to utrwalałam całość sypkim pudrem Shiseido. Próbka 2 ml wystarcza na 3 aplikację. Nie spowodował u mnie wysypu niedoskonałości, ciekawy produkt! Z tego co odnalazłam w sieci występuje w 3 odcieniach, a koszt pełnowymiarowego kosmetyku (50 ml) to 99 zł.

Skład: Aqua, Zinc Oxide, Cyklopentasiloxane, Biosaccharide Gum-2, Urea, Cl 77891, Glycerin, Polyacrylate 13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Octyldodecanol, Octyldodecyl Xyloside, Peg-30 Dipolyhydroxystearate, Panthenol, Simmondsia Chinensis (jojoba) Oil, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Allantoin, PEG-8, Propylene Glycol, Butylene Glycol, Synthetic Fluorphlogopite, Disodium Stearyl Glutamate, Phenoxyethanol, Aluminum Dimeristate, Xantan Gum, Aluminum Hydroxide C12-15 Alkyl Benzoate, Polyhydroxystearic Acid, Cl 77492, Cl 77491, Cl 77499, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben.

Nie mam innego produktu tego typu w kosmetyczce, ale obecnie mój makijaż jest bardzo skromny i jedynie korektor służy mi do maskowania niedoskonałości cery.

L'Oreal - Shine caresse 103 Marilyn  jeden z ulubionych barwionych produktów do ust! Pokochałam od pierwszego użycia do ostatniej kropli. Pisałam o nim wielokrotnie.

Mam jeszcze inne odcienie. 

L'Oreal - mythic oil conditioner. Ryzykownie z mojej strony zabrać na wyjazd produkt do włosów, którego nie znam. Bo albo mogła być klapa w dosłownym słowa znaczeniu, albo mogłam być zadowolona i nie wstydzić się wyjść do ludzi w rozpuszczonych włosach. I na moje szczęście - było dobrze! 15 ml wystarczyło na 4 użycia, czyli idealnie na 6 dniowy wyjazd;) Włosy nie były oklapnięte, ani brzydko się nie puszyły. Oczywiście odżywkę aplikowałam od płatka ucha po końce włosów, niewiele odżywek mam odwagę użyć bliżej skalpu, bo moje włosy łatwo przeciążyć i szybko się przetłuszczają. Po za tym ja uwielbiam dotykać swoje długie włosy, gdy noszę rozpuszczone, bo lubię tą gładkość, ale nie pozwalam nikomu innemu!;p 

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Amodimethicone, Cetyl Esters, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Myristyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Dipalmitoyethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Hydroxyethylcellulose, Trideceth-6, Isopropyl Alcohol, Argania Spinosa Oil/ Argania Spinosa Kernel Oil, Persea Gratissima Oil/ Avocado Oil, Gossypium Herbaceum Oil/ Cotton Seed Oil, Vittis Vinifera Seed Oil/ Grape Seed Oil, Citric Acid, Limonene, Chlorhexidine Digluconate, Hexyl Cinnamal, Coumarin, Linalool, Parfum. 

Używam obecnie maski do włosów Organique z serii energazing. 

Organique - czarne mydło. 200 g słoiczek zużyłam w ciągu roku - tyle ile jest ważne od otwarcia. Używałam najczęściej do peelingowania skóry ciała wraz z rękawicą Kessa. Czasami do mycia twarzy będąc pod prysznicem, a pod koniec słoiczka do mycia włosów i to było kolejne wow! Wiedziałam, że włosy można tym mydłem umyć, ale ja się trochę bałam, że będzie za mocno oczyszczające. Fakt dogłębniej myło, włosy póki mokre wydawały się dziwne w dotyku, ale po wytarciu, wysuszeniu były super! Odbite od skóry głowy, puszyste takie jak lubię. I chętnie w tym celu kupię mydło ponownie, nie do mycia codziennie włosów, ale raz w tygodniu na pewno. 

Do peelingowania ciała w kolejce czeka Ziaja - multi modeling.

The Body Shop - krem matujący z serii seaweed. Miniatura 15 ml - dobre rozwiązanie "na próbę" lub na podróż bo nie zajmuje dużo miejsca w kosmetyczce, a nawet można spakować do bagażu podręcznego przy locie samolotem. Krem po pierwszych tygodniach używania trafił do faworytów lipca, dzisiaj emocje trochę już opadły. Nie  jest zły, ale też nie do końca uporał sobie z problemami mojej cery. Czyli raz jest dobrze raz gorzej - kilka krostek tu i tam. Będę dalej szukać ideału. 

Skład (na opakowaniu różni się od tego umieszczonego na oficjalnej stronie marki): Aqua, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Glycerin, Aluminum Stearch Octenylsuccinate, Polysorbate 60, Phenoxyethanol, Carbomer, Tocopheryl Acetate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Peg-100 Stearate, Butylene Glycon, Sodium Hydroxide, Methylparaben, Parfum, Zinc Gluconate, Hydrolized Algin, Zinc Sulfate, Disodium EDTA, Focus Vesiculosus Extract, Butylparaben, Ethylparaben, Propylene Glycol Algiante, Hydrolized Wheat Protein, Sodium Stearate, Propylparaben, Benzyl Alcohol, Algine Extract, Acacia Senegal Gum, Serine, Xantan Gum, Linalool, Butylpropional, Benzyl Salicytate, Tocopherol. 

W planach zakup normalizującego kremu dla cery tłustej i trądzikowej Organique na bazie kwasu azelainowego. 

5 komentarzy:

  1. Kurczę, nie znam żadnego z wymienionych przez Ciebie produktów! Chociaż nie, moja Mama miała L'Oreal Shine Caresse i pamiętam, że nawet tę szminkę polubiła :)

    Jestem pełna podziwu dla osób, które potrafią ogarnąć wszystko i mieć jeszcze czas na swój własny rozwój. Mi ostatnio niestety średnio to wychodzi. Tak trzymaj! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te produkty do ust i czarne mydło to chyba najbardziej popularne:p

      Wiesz, na ogół coś tam zaniedbuję, coś nadrabiam, ale odkąd wstaję szybciej to już łatwiej mi wszystko zorganizować tak jak bym chciała;)

      Usuń
  2. Chciałabym prosić o posta z zakupami z Szwecji i czy mogłabyś opisać ceny jakie tam mają i czy jest tak drogo jak wszyscy twierdzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się jutro opublikować, ale nie obiecuję bo mam parę spraw do załatwienia :p

      Usuń
  3. wszystkie nowe rzeczy dla mnie chętnie wypróbuję bielendę:)
    cudownie wszystko zestawione

    http://kolorystyczna-dusza.blogspot.com/ - Nowa nazwa bloga:) Jeśli mnie nie pamiętasz byłam z : Spelniaj Twoje marzenia.
    Serdecznie Pozdrawiam, oczywiście obserwuje:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!