21.09.2016

Dekoracje | Minimalizm, to nie tylko białe ściany.

Chociaż nie ukrywam, że biel na ścianach w naszym  mieszkaniu dominuje. Tam, gdzie jej nie ma, na pewno kiedyś się pojawi. Zaraz wytłumaczę dlaczego? Jeszcze zanim wprowadziliśmy się do naszego mieszkania, długo rozmawialiśmy z mężem, jaki kolor ścian wybierzemy, jakie meble, a jakie dodatki? Kupiliśmy mieszkanie z rynku wtórnego, czyli używane. Już wykafelkowane, wymalowane i po części umeblowane: zabudowa kuchenna, szafa na przedpokoju, szafa w WC, łazienkowa armatura. Ma to swoje plusy - można wprowadzić się do razu i mieszkać, ale też minusy - przy remoncie, trzeba pierw pozbyć się poprzednich elementów. 

Z racji na nasz ograniczony budżet na początku wspólnego życia, już prawie 6 lat temu, zdecydowaliśmy się jedynie na niewielkie zmiany, by mieszkało nam się przyjemniej. Odświeżyliśmy ściany gładzią i pomalowaliśmy na różne odcienie szarości, tak, aby tworzyły spójny element. W pokojach, gdzie było gumoleum, położyliśmy panele, dokupiliśmy bardzo skromne żyrandole. Od początku wiedzieliśmy, że wybierzemy białe meble + granatową kanapę. Postanowiliśmy, że kolorowe będą dodatki, które w razie, gdyby się znudziły, można wymienić na inne. Tak też uczyniliśmy. 

Ściany jak to ściany, brudzą się. Szarość na korytarzu zachęcała nawet odwiedzających nas gości do opieranie się o nie np. podczas ubierania obuwia, wieszania płaszcza na wieszak itd. Dlatego też przy odmalowywaniu (chyba po 3 latach), zdecydowaliśmy się na biel, nie odświeżyliśmy jedynie sypialni. W kolejnych latach wymieniliśmy okna oraz drzwi na nowe. Wnętrze stało się jaśniejsze, bardziej przestronne. Nam się podoba i to najważniejsze. Wiem, że nie każdemu biel będzie się tak bardzo podobać, dla mnie jest idealnym tłem do wszystkiego. Przy okazji nie rozprasza, nie drażni. 

Jeżeli chodzi o dekorację, to mamy ich niewiele, po tym, jak pozbyłam się ponad 700 przedmiotów w niecały rok. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile przedmiotów trafia do twojego otoczenia w formie prezentów lub nieprzemyślanych zakupów w pierwszych latach w nowym mieszkaniu. A strach pomyśleć ile gromadzi się przez całe życie? Teraz zostały tylko te rzeczy, które faktycznie cieszą moje oko. Bardzo starannie i wybrednie dobieram nowe elementy wystroju. Bo nie po to się pozbywałam poprzednich, by zamienić je nowymi. Nie ma tu miejsca na wyszukane ozdoby sezonowe, inne na święta inne na lato. No, może oprócz choinki. Głównie stawiam na ładne rzeczy użytkowe. Z racji, że cenie sobie swoją prywatność i mieszkanie jest moim małym azylem, pokażę Ci tylko jego części. 

Korytarz jak w większości bloków jest długi i ciemny, dlatego biel rozświetla go nawet w zachmurzone dni. Biel na ścianach, biała szafa, która wcześniej miała kolor jasnego drewna, lekko żółtawego. Nie znam się na tym, ale najbardziej przypomina mi jesion. Przemalowaliśmy, wymieniliśmy też uchwyty, bo poprzednie były luźne i wypadały. Miejsce koło wieszaka wytapetowaliśmy, czarną lekko wypukłą tapetą. Bardzo nam się to podobało, ale odkąd mamy kota (a od niedawna dwa), mocno uległa zniszczeniu. Nie, żeby drapał ją celowo, ale biegnąc przez korytarz, odbija się pazurkami od ścian. Na miejsce tapety wkroczyła betonowa farba. Do kontrastu lustro w czarnej ramie, oraz "plakat" podpatrzony w sieci, wykonany przeze mnie. W planach było jeszcze zdjęcie na korytarzu, ale zawsze brakowało mi czasu na jego wykonanie. Najprawdopodobniej zawiśnie plakat.

Plakaty bardzo mi się podobają, znalazłam co najmniej kilka, które mogłyby ozdobić moje ściany. Jak na razie jednak z większą łatwością przychodzi mi pozbywanie się niż nabywanie nowych elementów. Nowy jest "plakat" zrobiony przeze mnie i służący do zamaskowania kaloryfera w sypialni. Nie mamy roślin doniczkowych, a nawet cięte kwiaty przy Perunie (kocie) nie są bezpieczne. Motywy roślinne są bardzo popularne ostatniego czasu, więc chociaż w tej formie przemyciłam je do naszego wnętrza. Ozdobna może być pościel, czy narzuta na łóżko. Lubię, gdy prześcieradło jest podobnego koloru/wzoru co poszewka na kołdrę. Poduszki, jeżeli z nich korzystamy. My we dwoje śpimy na jednym małym "jaśku", więc mija się z celem posiadanie ich więcej. Odkładanie poduszek wieczorem czy rozkładanie rano. Nie chcę na to poświęcać swojego czasu.

W sypialni często też stoją worki z czystym praniem, tym czekającym na wyprasowanie i ułożenie w szafie. Według mnie również mogą stanowić element dekoracyjny, na pewno nie szpecą przestrzeni tak jak przekładane pranie z łóżka na krzesło i tak w kółko. Posegregowanie książek czy ułożenie w otwartej szafie ubrań według kolorów nie zajmuje dużo czasu, a daje super efekt. To, co użyteczne, leży u nas na wierzchu, bo często z tego korzystamy. Nie musi być brzydkie i skrywane. W miarę możliwości, gdy stare się niszczy, zamieniam na nowe i dbam o to, by cieszyły oko, nawet gdy pozostaną na widoku.

W salonie spędzamy najwięcej czasu w ciągu dnia. Przyjmujemy w tym miejscu również gości. Największym meblem jest rogówka z możliwością spania, po tych kilku latach właściwie jest już mocno zużyta, dlatego też osłaniamy ją kraciastymi narzutami. Kupionymi przeze mnie w sklepie z używaną odzieżą. Bardzo podobał mi się ten wzór. Z tego miejsca właśnie piszę. Ozdobą samą w sobie są też rolety, wybrałam rzymskie, granatowe, pół-transparentne. Na ogół są spuszczone do połowy okna w ciągu dnia, wieczorami w całości. Przez okno balkonowe widać siedzisko-hamak, a latem truskawki rosnące na balustradzie.

Posiadamy telewizor i inne sprzęty, których głównym użytkownikiem jest małżonek. Telewizor wisi na specjalnie dobudowanej ściance, a za nią jest fototapeta imitująca stare cegły, a może deski? Znowu możecie zaobserwować plakat, zamówiłam go na któreś święta dla mojego męża, jest wielkim fanem kosmosu itp. Regał z Ikea jest tym samym meblem, co kupiliśmy zaraz po wprowadzeniu. Przestawiamy go tylko z miejsca na miejsce i zmieniamy na nim aranżację. Są tam gry planszowe, książki, płyty i pojemnik z różnymi kablami typu ładowarki itd. Betonowy konik to pamiątka, którą przywiozłam w ubiegłym roku ze Szwecji. Lubię też palić świece wieczorami, dlatego mam zawsze co najmniej 2 duże słoje Yankee Candle. Wcześniej stosowałam woski, ale czyszczenie kominka doprowadzało mnie do szału. Zawsze stawiam je w bezpiecznej odległości od ciekawskich kocich łapek.

Skłamałabym, mówiąc, że nic nie zbieramy. Mamy kawowy stolik ze szkłem nakładanym na blat. Pewnego dnia włożyliśmy pod szkło 1$ i tak zaczęliśmy kolekcjonować banknoty z różnych miejsc na świecie. Część przywieźliśmy ze swoich podróży inne, dostaliśmy od znajomych. Mamy już całkiem pokaźną kolekcję, która cieszy nasze oko i budzi ciekawość gości.  Na stole zawsze też coś leży, czy to aktualnie czytane gazety (chociaż kupuję bardzo rzadko), notes czy moje notatki z lekcji języka angielskiego.

Jeżeli chodzi o kuchnię, to tutaj nie miałam za dużego wpływu na jej wygląd. W dalszym ciągu korzystamy z zabudowy, jaka była po poprzednich właścicielach. Na szczęście kolorystyka ścian czy mebli jest jasna. Tak jak mówiłam, dbam, by elementy użytkowe były ładne i nieco ożywiały przestrzeń. Może to być kolorowa konewka, deska do krojenia, ściereczki kuchenne czy pojemnik na płyn do naczyń (po mydle kupionym w TKMaxx'ie). Dbam też oto, by produkty spożywcze przechowywane na zewnątrz były ładnie posegregowane. Użyłam w tym celu plastikowych pojemników po karmie dla legwana, oczywiście porządnie umyłam i odkleiłam etykiety. Pomimo że, moja "spiżarka" znajduje się za drzwiami kuchennymi i prawie przez cały dzień, jest niewidoczna dla oczu. Lubię też ładne talerze, kubki do codziennego użytku. Pozbyłam się już jakiś czas temu tych niepasujących elementów lub przez nas nie używanych jak filiżanki.

Łazienki są najbardziej surowymi miejscami w naszym mieszkaniu. Zależy mi na tym, by większość rzeczy była pochowana, co ułatwia sprzątanie. Jak na razie też nie robiliśmy remontu, tylko zamontowaliśmy firanę prysznicową i małą białą szafkę pod zlewem, gdzie można schować ściereczki, chemię czy suszarkę do włosów. Na wannie stoją wyłącznie kosmetyki, które są aktualnie używane. Kosmetyki coraz częściej mają bardzo ładną szatę graficzną, jeśli coś miało za bardzo pstrokatą, przelewałam do innej buteleczki. Niektórzy odklejają wszelkie etykiety i też to jest jakiś sposób.

Myślę, że wszystko to, co zastosowałam w naszym wnętrzu, można przełożyć nawet na wynajmowane mieszkanie. Nie potrzeba drastycznych zmian, by poczuć, że to miejsce jest nasze. Nie potrzeba drogich dodatków, gdy dba się o te codziennego użytku. I sukcesywnie, gdy niszczy się stare kupuje nowe - ładniejsze. Myślę, że gdyby ulegać chwilowym trendom to dekoracje szybko by mi się znudziły, byłoby na nich widać ich wiek. To, co pokazałam to tylko część mojego mieszkania, ale główne elementy użytkowo-dekoracyjne. Mam sporo wolnej przestrzeni i od 6 lat nie dokupowaliśmy mebli. Wręcz odwrotnie, zdemontowałam szafę na ubrania oraz zabudowę pod lodówkę. Zaobserwowałam, że im mniej posiadamy przedmiotów, tym przyjemniej spędza nam się czas. Nawet wszelkie duże remonty odkładam jak najdalej w czasie. Bo tak jak teraz, jest mi dobrze. Dokładne posprzątanie całego mieszkania nie zajmuje mi więcej niż 2-3 h. Codziennie spokojnie wystarcza 20 minut, na odłożenie rzeczy na swoje miejsca, zamiecenie podłogi i załadowanie/rozładowanie zmywarki. Mamy więcej czasu dla siebie, na swoje hobby. 

I jak Ci się u mnie podoba? Jakie Ty masz dekoracje w mieszkaniu? Zmieniasz je sezonowo, czy przez cały rok korzystasz z tego samego, tak jak ja? A może masz jeszcze jakieś pytania? Śmiało, komentuj! 

20.09.2016

ZUŻYTE | Chanel, DSD Pharm, Physicians Formula, Smooth.


Posty z zużyciami nie pojawiają się co jakiś określony czas, ale dopiero wtedy, gdy zużyję 3-5 kosmetyków. Są miesiące, że dna sięgają nieliczne produkty, a są takie, że wszystko kończy się w jednym czasie. Opisując te kilka produktów częściej, jest mi jednak dużo łatwiej, niż gdy sztuk jest więcej. I na bieżąco możecie dowiedzieć się, jak wydajne były zużyte kosmetyki i co je zastąpi lub zastąpiło. A może zakupiłam ponownie? Zacznę opisywać produkty kierując się kolejnością, jaką znajdują się na fotografii powyżej, od lewej do prawej. 

DSD Pharm - Dixidon de luxe peeling 200 ml. To peeling z przeznaczeniem do stosowania na skórę głowy. Zakupiłam go u pani trycholog, po konsultacji, którą odbyłam na przełomie maja-czerwca. Wspominałam o tym <tutaj>. Stosowałam zgodnie z zaleceniami początkowo przed każdym myciem, a później wydłużając przerwy. Ostatnie porcje zużyłam w zeszłym tygodniu, więc wystarczył mi na około 4 miesiące stosowania. Gdyby używać z mniejszą częstotliwością (nie przed każdym myciem w pierwszym miesiącu stosowania) to myślę, że wystarczyłby na co najmniej pół roku. Dobrze radził sobie z oczyszczaniem skóry głowy, co do tego nie mam zastrzeżeń. Bazuje na kwasach owocowych, wyciągach roślinnych i proszku z pestek moreli. Nie trzeba pocierać skóry głowy, tylko pozostawić go na suchej skórze przez ok. 10-15 minut, później po zmoczeniu włosów i skóry głowy wykonać delikatny masaż, spłukać i umyć włosy szamponem. Od razu czuć, że skóra jest czysta. Pomimo zawartości alkoholu i kwasów w składzie nie podrażnia. Stosowanie peelingu nie wzmaga przetłuszczania się skóry głowy. Byłam z tego produktu zadowolona. Kosztował mnie 85 zł. 

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Prunus Armeniaca (apricot) seed powder, Alcohol Denat, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Panthenol, Hydrolized Keratin, Capsicum Extract, Thiamine Hcl, Riboflavin, Pyridoxine, Feax (yeast) Extract, Lanolin, Eucaliptol, Niacinamide, Menthol, Tatraric Acid, Salicylic Acid, Malic Acid, Glycolic Acid, Sodium Hydroxide, Phosphoric Acid, Quaternium-80, Hydroxyethylcellulose, Lactic Acid, Cellulose, Sodium Acetate, Citric Acid, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Dehydroacetic Acid, Butylene Glycol, Parfum, Benzyl Alcohol, Linalool, Hexyl Cinnamal, Geraniol, D-limonene, Citral, Benzyl Salicylate. 

Nie wiem czy do niego powrócę, być może wystarczą mi peelingi z mielonej kawy połączonej z cukrem i szamponem. Czas pokaże... Inny tego typu produkt recenzowany przeze mnie <tutaj>.

Chanel - powder blush 72 rose initiale 4g. Niesamowicie piękny i ogromnie wydajny. Miałam go dłużej niż wskazane 18 m-cy po otwarciu, ale nie zmieniał w trakcie użytkowania swoich właściwości, wyglądu czy zapachu. Kasetka również w dalszym ciągu prezentuje się elegancko, nie jest zarysowana, uszkodzona, pomimo częstego noszenia w kosmetyczce/kufrze z innymi kosmetykami. To zdecydowanie najczęściej stosowany przeze mnie róż do policzków. <Tutaj> pokazywałam jak prezentuje się na mojej twarzy oraz opakowanie w pełnej okazałości. Myślę, że pomimo wysokiej ceny warto. 

Osobiście nie kupię ponownie, z racji, że Chanel swoje produkty testuje na zwierzętach. A skoro już tak wiele firm nie testuje, to chciałabym wybierać właśnie spośród nich. Obecnie stosuję/ testuję róże Zoeva. 

Physicians Formula - Intensywnie odżywiający tusz do rzęs 7,5 g. Jestem w szoku, że już minęły 3 miesiące od rozpoczęcia stosowania tego tuszu. Bardzo go lubiłam, przede wszystkim za mocną czerń, jaką dawał moim rzęsom, ale również szczoteczce, która bardzo dobrze rozczesywała rzęsy. Im dłużej stosowałam, tym bardziej byłam zakochana. Pisałam o nim już na blogu <tutaj> i pokazywałam jak, prezentuje się na rzęsach. Czy faktycznie odżywia rzęsy? Myślę, że na pewno im nie szkodzi. Ma bardzo dobry skład. Chociaż praktycznie przestałam sięgać po serum do rzęs Revive Lashes (Floslek), to moje rzęsy dalej przypominają piękne firanki i zbierają komplementy. Nie miałam też problemu z usunięciem tego tuszu z rzęs. 

Chętnie do niego powrócę, tym bardziej że na iherb jest dostępny w niższej cenie niż w perfumerii Douglas. A moje pierwsze zakupy przebiegły pomyślnie. Obecnie na jego miejsce wskoczył wegański tusz do rzęs Wet'n'Wild - mega plump dostępny w drogeriach Natura. 

Smooth - mleczko kosmetyczne do cery suchej i wrażliwej 150 ml. Mleczko okazało się bardziej wydajne od toniku o około 3 tygodnie, co daje łącznie wynik 4 miesięcy codziennego stosowania, do oczyszczania z makijażu oczu oraz skóry twarzy. Pisałam o tym mleczku w poście o mojej naturalnej pielęgnacji twarzy <tutaj>. Byłam z tego kosmetyku zadowolona. 

Na jego miejsce wskakuje sławny w internecie olejek do demakijażu Resibo. Bo zżera mnie ciekawość, czy rzeczywiście jest taki wspaniały, jak o nim mówią?

To już na dzisiaj wszystko, wracam do czytania książki, bo w taką pogodę jak dziś nic innego nie chce mi się robić. Jest szaro, buro i dużo chłodniej niż wczoraj. Czuć jesień w powietrzu. Podzielcie się opinią jeżeli używałyście, któryś ze zużytych przeze mnie kosmetyków, a może znacie ich zamienników?

15.09.2016

Recenzja książki "Finansowy ninja".


Jakieś 3 tygodnie temu, na instagramie wspomniałam, że czytam książkę innego blogera - Michała Szafrańskiego "Finansowy ninja". Nie ukrywam, że jego blog jakoszczedzicpieniadze.pl był i jest dla mnie w dalszym ciągu wielką inspiracją i motywacją do mądrego gospodarowania pieniędzmi naszej dwuosobowej rodziny. Do oszczędzania i zadbania o naszą wspólną, szczęśliwą i bezpieczną przyszłość. Ponieważ pieniądze są niezbędne do zaspokojenia podstawowych potrzeb, czy tego chcemy, czy nie. Minimalizm jest moją dobrowolną decyzją, a nie przymusem podyktowanym przez ubóstwo. Skoro byłyście ciekawe recenzji (wybaczcie damską formę, ale większość moich czytelników to  kobiety), to postanowiłam napisać tych kilka zdań na jej temat. 
"Finansowy ninja napisany jest prostym językiem, zrozumiałym dla każdego - także osób, które o finansach nie mają zielonego pojęcia. Książka przeznaczona jest przede wszystkim dla ludzi młodych, wchodzących na rynek pracy oraz 30-latków, ale skorzystają z niej także starsze osoby odczuwające braki w edukacji finansowej." 
Ten opis promuje książkę i zgadzam się w nim w 100%. Książka składa się z 10 rozdziałów. Od samych podstaw, po zaawansowane tematy jak optymalizacja podatkowa czy inwestowanie. To uporządkowany zbiór wiedzy, doświadczeń Michała. Bazuje na bardzo wielu książkach o tematyce finansowej, to tak jakby przeczytać najlepsze opracowania lektur przed klasówką w szkole średniej. W razie potrzeby można tę wiedzę uzupełnić o kolejne pozycje podane na końcu w bibliografii.
Poza prostym językiem każdy element zobrazowany jest wykresami, które jeszcze lepiej pozwalają przyswoić treść. Każde zagadnienie poparte jest obliczeniami. Przykłady:
  • Ile pieniędzy musi zacząć odkładać 28-latka, by żyć na tym samym poziomie co teraz, gdy osiągnie wiek emerytalny?
  • Ile oszczędzi Tomek, a ile Jurek inwestując taką samą sumę pieniędzy, na różnej przestrzeni czasu?
  • Ile kosztują odsetki od kredytu hipotecznego zaciągniętego na 30 lat, a ile na 20 lat?

To, co odróżnia ją od innych, to przede wszystkim odniesienie do panujących warunków w Polsce, statystyk, ofert bankowych, podatków itd. Nie ma tu miejsca na pierdoły typu: powtarzaj sobie, że jesteś bogaty, a takim się staniesz... Za to masz podane jak na tacy sprawdzone i działające metody. Michał odnosi się w swojej książce do komentarzy i listów swoich czytelników, dzięki czemu dobrze wie, co jest dla nich ważne, co budzi ich wątpliwości. 

Za 2 miesiące obchodzę swoje 28 urodziny. Na rynek pracy wkroczyłam już kilka dobrych lat temu, po ukończeniu studiów licencjackich. W tym samym czasie podjęłam najważniejsze do tej pory decyzje w moim życiu. Zgodziłam się zostać żoną, o czym pisałam w poście: najlepszy czas na małżeństwo? Oraz już wspólnie podpisaliśmy umowę wiążącą na 30 lat - kredytu hipotecznego na wymarzone 65 m2. Pisałam już na blogu czy podjęłabym ponownie tę decyzję, co 5 lat temu?  Z pensji powinno wystarczyć nam na codzienne wydatki: opłaty, żywność, ubrania, kosmetyki, a nawet na rozrywkę typu kino czy jedzenie w restauracji. Mamy kredyt konsumpcyjny na samochód i jeszcze jeden mniejszy, które regularnie spłacamy (ale nie nadpłacamy), oraz niewielkie oszczędności.

Znasz już moją sytuację, żałuję, że "Finansowy ninja" nie pojawił się na rynku te kilka lat wcześniej, zanim podjęliśmy decyzję o kredycie hipotecznym. Na szczęście, dzięki Michałowi widzę też światełko w tunelu i ze zdobytą wiedzą po przeczytaniu książki, pozostaje mi wcielić jego rady w życie. Wiem, że to dopiero początek mojej - naszej drogi. Żebym mogła powiedzieć, że książka odmieniła coś w moim życiu potrzeba czasu. Czasu poświęconego na działanie. 

Bardzo chciałam, aby mój mąż również ją przeczytał, by lepiej zrozumiał to, co próbuję mu przekazać od kilkunastu miesięcy. Byśmy również na tym polu byli zgodni, działali wspólnie jak partnerzy, a nie swoi wrogowie. Na razie usłyszałam: "nie mam czasu", ale okazał zainteresowanie, bym streściła  mu najważniejsze treści. Przeprowadziliśmy poważną (trudną) rozmowę i postanowił mi zaufać w kwestii finansów. 

  • Rozpisaliśmy budżet na kolejny miesiąc, uwzględniając każdą najmniejszą kategorię, która przychodziła nam do głowy. 
  • W pilnowaniu ustalonego budżety pomoże nam metoda kopertowa, o której pisałam w poprzednim poście na blogu. Oszczędziłam w ten sposób aż 23% na jedzeniu. 
  • Nadwyżkę przeleję na konto oszczędnościowe. Mam nadzieję, że szybko spłacimy samochód i ten mniejszy kredyt (o którym wspomniałam wyżej), zbudujemy poduszkę finansową o równowartości 6 miesięcy naszych wydatków. 
Ponadto:
  • Złożyłam wniosek o zlikwidowanie nieużywanego konta bankowego, które generowało opłaty.
  • Skorzystałam z usługi oferowanej przez mój bank: mSaver, która pomaga w regularnym oszczędzaniu poprzez zaokrąglanie sum do 10 zł za płatności kartą lub przelewem. Czyli jeżeli płacę kartą 18,25 zł to 1,75 zł automatycznie przelane jest na konto oszczędnościowe. W ten sposób już w ubiegłym miesiącu udało mi się zaoszczędzić ponad 100 zł, w ogóle nie odczuwając braków w portfelu/na koncie. To również sugestia Michała! 
  • Stworzyliśmy listę "do zrobienia", po powrocie męża z delegacji: rezygnacja z mobilnego internetu; sprawdzenie dodatkowego pakietu medycznego, ile i za co płacimy - rozważamy obniżenie składki; wykupić ubezpieczenie na życie; 

Od siebie zachęcam do przeczytania książki i mogę obiecać kolejne relacje za jakiś czas, jak to u nas wygląda. Oczywiście, jeżeli uważasz tę tematykę za ciekawą i wartą zgłębiania. Daj znać w komentarzu poniżej. Jeżeli moje słowa nie są wystarczająco przekonujące, zapoznaj się z recenzją Oszczędnickiej <tutaj>. Alicja ma dar do recenzowania książek, znajdziesz u niej również cytaty z książki. Jest też autorką cotygodniowego cyklu "ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie". Czasami chciałabym umieć pisać tak jak inni, ale skoro nie potrafię, to robię to, co wychodzi mi do tej pory najlepiej - jestem sobą. I mam nadzieję, że chociaż czasami inspiruję swoich czytelników...