15 sty 2017

Codzienność.

Jest już połowa stycznia, nie lubię gadania, jak ten czas zasuwa, jak go mam mało. Mam go całkiem sporo, ale, pomimo że lubię to całe blogowanie, spędzam ten czas inaczej. Czasami robię sobie nawet godzinną drzemkę z Perunem pod kocem, bo mam czas i pielęgnuje w ten sposób nasze stare zwyczaje, te przed Findkiem w naszym życiu (kto jeszcze nie wie, to moje kocury). 

Byłam  na nartach biegowych, cieszyłam się jak dziecko, trochę świrowałam, dwa razy zaliczyłam glebę, ale to nic, leżałam na śniegu i głośno się śmiałam... Uwielbiam śnieżną zimę, pomimo że muszę odśnieżać samochód, czasami nawet 5 razy dziennie (a może i więcej), nawet gdy zakopuję się kołami w śniegu i potrzebuję męskiej pomocy, by wypchnąć moje niewielkie autko. Uśmiecham się na widok dwumetrowego bałwana przypominającego Olafa z krainy lodu, stojącego koło bloku moich rodziców, ulepionego przez sąsiadów, dla ich małoletnich dzieci... Czy to nie fajne, że rodzice mają czas dla swoich dzieci? Że jeszcze im się chce wysilić i spędzić ten czas na świeżym powietrzu?

Regularnie 2 razy w tyg. chodzę na jogę, ciesząc się jak dziecko z każdych małych postępów. Mamy już całkiem fajną, zgraną ekipę, same babki, z którymi sobie żartujemy na różne tematy. Niektórym coś wychodzi lepiej innym trochę gorzej. Znam swoje słabości i swoje mocne strony. Są na zajęciach i lepsze ode mnie - moja kuzynka, trochę jej tego zazdroszczę, ale tak wiecie nie groźnie:P Nie podaję się i pracuję nad sobą, chciałabym czasami szybciej, więcej, ale wiem, że wymaga to więcej czasu, cierpliwości... To taki trening nie tylko ciała, ale w dużej mierze duszy, umysłu? Nie wiem jak to ubrać w słowa...

Dalej uczę się angielskiego, przerabiając tam jakąś książkę, jako pretekst i temat do konwersacji, idzie mi całkiem nieźle, ale prawdziwy sprawdzian czeka mnie w marcu, gdy lecę na kilka dni do Irlandii. Sama, bez męża (który nieraz mnie wyręcza w mówieniu po ang.), na wieczór panieński przyjaciółki. W ogóle chciałabym więcej podróżować, chociażby na weekend, albo nawet na pół dnia wyskoczyć gdzieś za miasto. Nie czekać do wiosny, nie czekać do lata. Wiem, że takie odkładanie na później nie wychodzi mi na dobre... 

Czytam książki, pewnie dziś wieczorem skończę 3 w tym roku. Nie chodzi mi o żadne wyścigi, wyzwania, czytam, bo lubię, a jak coś mnie wciągnie to wolę czytać niż oglądać głupoty w tv czy internecie... Kryminały to zdecydowanie mój ulubiony gatunek. Nie wiem, czy polecać coś szczególnie, każdy ma inny gust, to trochę jak z kinem, w rozrywce nie zawsze szukam samych ambitnych i najwyższych lotów projekcji. 

Śmieję się sama z siebie, "starzeję się", bo wieczorami gotuję na następny dzień, albo piekę ciastka z tego, co aktualnie mam w kuchni. Testuję nowe przepisy, wracam do ulubionych... O tym wszystkim i nie tylko,chciałabym Ci napisać niebawem, ale nie obiecuję, nie umiem, nie wiem, czy życie tu i teraz nie zwycięży nad spędzeniem tych kilku godzin nad klawiaturą...

9 sty 2017

Nowa fryzura i bardzo minimalistyczna pielęgnacja włosów.


Dopiero uświadomiłam sobie, że nie pokazywałam na blogu swojej nowej fryzury, tylko na instagramie, więc nadrabiam zaległości! W grudniu bardzo chciałam udać się do fryzjera na strzyżenie, nie ze względu na święta, nie miałam na to ciśnienia, ale dlatego, że ostatnio ścinałam w kwietniu, przy okazji oddania włosów na fundację Rak'n'roll.  Tak jak powtarzałam już niejednokrotnie, ale zrobię to ponownie - to była jedna z lepszych decyzji w moim życiu! 

Przede wszystkim w krótszych włosach jest wygodnie. Z myciem, suszeniem, układaniem i ogólnie w ciągu dnia nie przeszkadzają podczas różnych czynności. Przestałam swój plan dnia/ ćwiczeń układać pod mycie włosów, teraz ich pielęgnacja zajmuje mi bardzo mało czasu, a ja wciąż cieszę się ładną fryzurą. Nie walczę też o każdy nowy centymetr, nie mierzę uparcie ile urosły w skali miesiąca, dwóch, trzech... Nie patrzę czy końcówki uległy zniszczeniu od szalika, kurtki, czy po prostu od suszenia suszarką. Włosy w takiej długości jak teraz przez długi czas pozostawały zdrowe, nawet po tylu miesiącach niepodcinania.

Oczywiście, jeżeli lubisz poświęcać na te wszystkie zabiegi czas, rób to, ja nie mam ochoty, chcę wyglądać dobrze, bez dużego nakładu czasu w dbanie o ten wygląd. A ja bardzo lubię nosić rozpuszczone włosy, wtedy czuję się najpiękniej. Jest tyle innych ciekawych rzeczy do zrobienia i w końcu mogę się im poświęcić!

WIZYTA U FRYZJERA 
Na szczęście zakład fryzjerski, do którego chodzę od lat (z małymi skokami w bok), ma teraz rejestrację online, co bardzo ułatwiło mi rejestrację na konkretną godzinę, do konkretnej fryzjerki. Udałam się do pani Reginy w salonie O'la na ul. Starowiejskiej w Gdyni. Widziałam już kiedyś ją w akcji, ale to było nasze pierwsze spotkanie fryzjerka - klientka. Już po kilku minutach znalazłyśmy nić porozumienia. Przed wizytą nie zastanawiałam się, czy włosy chcę skracać z długości, było mi to bez różnicy, ale zależało mi na dłuższej grzywce z możliwością przedziałka na środku lub na bok w zależności od nastroju.

P. Regina zadecydowała za mnie, że z długości obetniemy jedynie 2-3 cm, bo włosy nie są zniszczone i taka długość do mnie pasuje. Górę wycieniowała, tworząc wspomnianą przeze mnie grzywkę oraz łagodne przejście pomiędzy partiami włosów. Same końcówki nie zostały wycieniowane, więc nie przypominają smętnego mysiego ogonka, który widziałam u wielu kobiet kilka lat temu, gdy tak modne było cieniowanie, degażowanie itd.

strzyżenie Gdynia, dobry fryzjer Gdynia



Przy okazji wypiłam herbatę, porozmawiałyśmy o produktach, które używam, o produktach fryzjerskich i innych zabiegach. W tym o farbowaniu włosów, co zaprzestałam już kilka lat temu, ale kiedyś pewnie będę musiała wrócić, gdy pojawi się więcej siwych włosów. P. Regina nie ściemnia, że zabiegi farbowania, trwałej ondulacji, prostowania czy suszenia włosów nie niszczą w żaden sposób struktury włosa. I to mi się podoba! Podkreśla jednak, że odpowiednią pielęgnacją gabinetową oraz tą kontynuowaną w domu, możemy zadbać o lepszą kondycję włosów, chociażby stosując produkty termoochronne, czy maski odżywcze. Przy czym nie namawia, nie zmusza do zakupu kosmetyków sprzedawanych na miejscu, skoro jestem zadowolona ze swojej pielęgnacji, a moje włosy jak to oceniła - są w bardzo dobrej kondycji.

To był bardzo miły czas, pełen relaksu. Wiedziałam, że jestem w dobrych rękach. Włosy na co dzień suszę suszarką wspomagając się okrągłą szczotką, by przyspieszyć wysychanie, oraz nadać jeszcze więcej objętości moim prostym jak druty włosom. Fryzjerka również ułożyła mi włosy w ten sposób, bym mogła zobaczyć fryzurę w pełnej okazałości. A ja już tego dnia byłam ogromnie z nowej fryzury zadowolona i ten stan w dalszym ciągu trwa...

PIELĘGNACJA DOMOWA
mycie włosów mydłem

Tak jak w tytule, jest bardzo minimalistyczna. Do czarnego mydła dudu-osun moje włosy powoli zaczęły się przyzwyczajać, szybciej przetłuszczać, dlatego szukałam czegoś, co je zastąpi. Przy okazji zakupów w Bio sklepie* (do którego jeżdżę czasami po mleko roślinne, wegański ser i inne nietypowe produkty) trafiłam na polskie, naturalnie wytwarzane ręcznie mydła w kostce, a wśród nich na mydło do włosów - producenta Pięć przemian. 
* Bio sklep ku mojej radości od 16 stycznia 2017 przenosi się z Gdynia Wiczlino na Dąbrowe i będę mogła teraz iść na zakupy na pieszo:)

Kostka ma 110 gram i kosztuje 14 zł, gramatura mniejsza niż dudu-osun ale również niższa cena. Używam mydła od początku listopada (ponad 2 miesiące) i jeszcze zostało ok. 1/3 kostki. Opakowane jest wyłącznie w papier co dla mnie, osoby chcącej zminimalizować ilość śmieci jest ważne i przemawia na korzyść. Mydło w kostce po użyciu odkładam do plastikowego opakowania po piance myjącej Organique, by wyschło i nie rozmokło się na wannie. Nie kupowałam w tym celu żadnej mydelniczki, bo uznałam, że nie ma sensu, skoro mogę wykorzystać to co już mam pod ręką. Mydło ma bardzo delikatny, neutralny zapach i bardzo prosty skład.
INCI (składniki zmydlone): sodium cocoate (olej kokosowy), sodium olivate (oliwa z oliwek pomace), sodium shea butterate (masło shea), sodium ricinoleate (olej rycynowy).
mydło do mycia włosów

Bardzo dobrze się pieni i myje włosy oraz skórę głowy, nie podrażniając jej i neutralizując dokuczające mi do tej pory swędzenie. Po mydle nie stosowałam octu jabłkowego do płukania włosów, można, ale nie ma takiej potrzeby. Nie osadza się na włosach, nie tłuści, czego najbardziej się obawiam zawsze w tego typu produktach. Płukanka octem owszem może ułatwić rozczesywanie, bo włosy po mydle, gdy są mokre wydają się bardziej szorstkie niż w przypadku szamponów z sls-ami czy innymi silikonami. Ja nie mam problemu z ich rozczesywaniem, od kilku lat używam kompaktowej szczotki Tangle Teezer i szczerze polecam. Włosy pozostają świeże nawet do 3 dni od mycia.

bardzo dobra maska do włosów suchych

Mydło okazało się tak dobre, że nawet nie muszę używać odżywki czy maski po każdym myciu. Dlatego maskę Organique z serii sensitive używam jedynie raz na 1-2 tygodnie, na 2-3 minuty. Nie potrzebuję dłużej, a poza tym jestem niecierpliwa, więc w międzyczasie myję buzię szczoteczką Foreo luna mini lub szoruję skórę ciała rękawicą Kessa. Używam porcji jaką widzisz na fotografii poniżej. Te maski są niesamowicie wydajne, więc niech Cię nie zniechęci wyższa cena 44,90 - 49,90 zł/ 150 ml. Używałam wcześniej maski anti-age oraz energazing, sprawdzam, która najbardziej odpowiada moim włosom. To nie są jedyne maski z oferty Organique, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam serdecznie, śmiało mogę je nazwać ulubieńcem 2016 roku!
INCI: aqua, cetearyl alcohol,cetrimonium chloride, glycerin, galactosyl-fructose, lecithin, triticum vulgare (wheat) germ extract, saccharomyces cerevisiae extract, sodium hyaluronate, centella asiatica extract, urea, hydrolized silk, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, parfum. 
ile aplikować maski na włosy

To już wszystko, co miałam na dziś do powiedzenia. Podsumowując, z nowej fryzury jestem ogromnie zadowolona, tak samo, jak z prostej pielęgnacji, którą obecnie stosuję i będę stosować przez najbliższe miesiące. Gdyby coś się miało z jakiś powodów zmienić, na pewno dam znać! 

2 sty 2017

Ile kosmetyków użyłam w 2016 roku?

Po pół miesięcznej przerwie wracam do pisania. Przerwa była spowodowana awarią komputera (zalana klawiatura laptopa), mini remontem kuchni (jeszcze nie skończyliśmy) oraz po prostu świętami, które chciałam spędzić z bliskimi. Taki detoks dobrze mi zrobił. Czasami mam ochotę zaprzestać pisania na zawsze, a chwilę później tęsknię za kontaktem z czytelnikami. I tym, by podzielić się z Tobą moimi najnowszymi spostrzeżeniami, czasami nawet obserwacjami, które prowadzę przez cały rok. I jeśli miałabym pomóc chociaż jednej osobie - to myślę, że warto o tym mówić i pisać! 

Zakładając blog, myślałam w kategorii stricte kosmetycznej, z czasem tematyka bloga ewaluowała, dojrzewała razem z moimi poglądami na życie. Mogę śmiało powiedzieć, że jako jedna z nielicznych urodowych blogerek poruszałam tematy, ile my kobiety wydajemy na te wszystkie kosmetyki. Potrzebne i nie oszukujmy się, również na te, co bezużytecznie leżakują... Skłaniałam do refleksji.

Zaczęło się od postu: 
Naga prawda | Ile rocznie wydaje na kosmetyki blogerka urodowa? Zachęcam Cię do przeczytania tego postu, podsumowywał on moje wydatki kosmetyczne z 2013 roku. Wtedy dopiero zdałam sobie sprawę, ile rzeczywiście wydaję i ustanowiłam budżet na kolejny rok. Nawet nie wiesz, jak ogromnie się zdziwiłam, gdy danego limitu się trzymałam, a nawet zmniejszyłam wydatki kosmetyczne o 24% w skali roku. W tych postach możesz zobaczyć, jak zmieniał się mój tok myślenia, jak zaczęłam przywiązywać wagę do jakości, nie ilości. W jaki sposób korzystam/bądź nie z promocji, newsletterów itd. Czy kupuję na zapas, czy nie? To co wypracowałam przez te trzy lata, podsumowałam w poście: Jak wydawać mniej na kosmetyki?  Post wciąż bardzo aktualnym i nie ma sensu, bym tutaj powielała te treści. Tymi samymi zasadami kierowałam się w minionym 2016. 

Nie przekroczyłam budżetu, niczego mi nie brakowało, używałam dobrych kosmetyków: o naturalnych składach, w dużej mierze produkowanych w Polsce i coraz częściej również nietestowanych na zwierzętach. Okazuje się, że wcale te kosmetyki nie są dużo droższe, po prostu mądrzej wybieram. Zrezygnowałam też z kosmetyków, które używa się przez krótki czas, np. brokatowy lakier do paznokci pasujący tylko na jedno wyjście. To oczywiście tylko przykład, ale na pewno w swojej kosmetyczce znajdziesz coś, co kupiłaś z myślą o jednorazowym zastosowaniu, bo tanie... A jakby nie patrzeć, to tu 10 zł, tam 20 zł i pieniądze uciekają Ci z portfela w zastraszającym tempie. Spokojnie, nie jestem sknerą, dbam o higienę, dalej używam dezodorantu, pasty do zębów, noszę delikatny makijaż, a nawet mam swoje ulubione perfumy (1 szt.). Nie maluję paznokci u dłoni z czystego lenistwa, nie chce mi się ich później zmywać. 

W tym roku, a właściwie pod koniec podliczyłam, ile sztuk danego kosmetyku zużywam w ciągu roku. Tak z czystej ciekawości. Wiadomo, że niektóre pojemności mogą się różnić, czasami płyn micelarny ma 150 ml innym razem 200 ml, gdy wybieram inną markę, więc uśredniłam.

  • Szampon do włosów - 6 szt. W tej kategorii jest najwięcej, mocno dokuczała mi swędząca skóra głowy, szukałam ideału. Z tych 6 sztuk, dwie to kostki mydła, Dudu Osun, które używałam również do twarzy czy ciała. Obecnie też używam mydła innej marki, o której niebawem napiszę więcej, potrzebowałam zmiany, włosy i skóra się przyzwyczaiły i szybciej tłuściły. 
  • Odżywki/ maski do włosów - 2 szt. Obcięcie włosów to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Zużywam znacznie mniej produktów pielęgnacyjnych, dbających o ładny i zdrowy wygląd włosów. A maski Organique są niesamowicie wydajne! Oszczędzam też na tym swój czas, teraz mycie włosów to dla mnie żaden problem, chwila, a nie przykry obowiązek. Zużywam dzięki temu też mniej suchych szamponów. I częściej noszę rozpuszczone włosy, tak jak lubię najbardziej. 
  • Peeling do skóry głowy - 1 szt. Zakupiony po wizycie u trychologa, potrzebowałam tego produktu w tym momencie. Obecnie przestawiam się na peeling robiony w domowym zaciszu z tego, co mam pod dostatkiem: mielonej kawy i cukru.

  • Demakijaż - 3 płyny micelarne, 2 mleczka kosmetyczne, 1 olejek. Jedynie olejek Resibo okazał się w moim przypadku nietrafionym zakupem, który zużywam w dalszym ciągu. Zmuszona byłam jednocześnie zakupić płyn micelarny do usuwania makijażu z oczu. Teraz już mam swoich faworytów, których będę się trzymać w 2017 roku. 
  • Tonik - 4 szt. Tonik używam i rano i wieczorem. Czasami robiłam też maseczkę tonikową na wieczór, więc tego kosmetyku zużywałam więcej. Obecnie tonik rozpylam na twarzy buteleczką z atomizerem i tak chyba zużywa się najwolniej, czas pokaże. 
  • Mycie twarzy - 1 żel, 3 mydła. Z czego tak jak pisałam wyżej, dwa mydła używałam również do mycia włosów i ciała, więc w tym roku powinno być tego mniej. 
  • Krem do twarzy - 2 kremy, olej śliwkowy, kwas hialuronowy. Z czego jeszcze część produktów mi została i jest w użyciu. Krem do twarzy stosuję głównie  na dzień, w nocy daję skórze odpocząć lub aplikuję kwas hialuronowy z kilkoma kroplami oleju śliwkowego. 
  • Peeling do twarzy - 1 szt. Ponownie Organique i jego wydajność zaskakuje, wykonuję z częstotliwością raz w tyg., czasami dwa razy.
  • Maska do twarzy - 1 szt. Jestem pod tym względem ogromnym leniwcem, więc nie kupuję więcej maseczek, bo wiem, że ich nie zużyję.
  • Serum/krem pod oczy - 2 szt. Używam regularnie rano i wieczorem i widzę efekty. 

  • Serum do rzęs - 1 szt. Bardzo podobały mi się efekty, jakie dają tego typu wspomagacze, przez kilka miesięcy mogłam się cieszyć ładnymi rzęsami. Niestety to, co dzieje się po odstawieniu kosmetyku doprowadza mnie do szału, rzęsy wypadają mi głównie na środku, przy czym od wewnętrznego i zewnętrznego kącika mam długie i wyglądam idiotycznie. Postanowiłam więcej nie stosować i docenić to, co daje mi natura, ewentualnie na wielkie wyjście dokleić kępki rzęs czy rzęs w pasku.
  • Tusz do rzęs - 3 szt. Tusz staram się regularnie wymieniać, pomimo że czasami mokry jest jeszcze dłużej, to przestrzegam etykiet ile ważny od otwarcia. 
  • Krem BB/ podkład mineralny - 2 szt. Innego produktu używam w zależności o panujących temperatur na dworze, czy trybu mojego dnia. Te dwa kosmetyki jeszcze mi zostały. 
Inne kosmetyki do makijażu zużywają się powoli, puder, bronzer, róż - śmiało wystarczają na rok. Kupuję, dopiero gdy coś się skończy. Nie mam już takiej potrzeby odkrywania co chwila czegoś nowego, pomimo że wybór jest przeogromny. 

  • Balsam do ciała - 3 szt. Tutaj również przemawia moje lenistwo, nie chce mi się smarować, czekać aż się wchłonie itd. Chociaż znalazłam już produkty, które spełniają moje oczekiwania, to mimo wszystko używam nie więcej niż 2-3 razy w tyg. 
Zrezygnowałam z kupnych peelingów do ciała, stosuję za to szorstką rękawicę Kessa. Bardzo rzadko smaruję dłonie czy stopy, nie lubię.

Nie zliczyłam pasty do zębów, żeli/pianek/mydeł do mycia ciała, bo z tych produktów korzystam wraz z małżonkiem. Nie pamiętam też liczby antyperspirantów/dezodorantów, ale to już nie jest tak istotne, nie będę na tym oszczędzać.

Dzięki takim wyliczeniom mogę zaplanować kolejny rok. W jakiej cenie mogę kupić płyn micelarny czy krem do twarzy, by nie przekroczyć swojego budżetu. W jakiej cenie kupić kosmetyk kolorowy, jeżeli na podstawowe kosmetyki potrzebuję określoną sumę. Planuję trzymać się ulubieńców, tego, co się sprawdziło, mam swoje typy. A nawet przy okazji obniżek, wiem, co warto kupić na zapas, a co odpuścić, by nie czekało w kolejce do użycia zbyt długo.

To tyle ode mnie, jeśli wciąż nie wiesz, jak dużo wydajesz, albo kupujesz zbyt dużo kosmetyków, zacznij po prostu notować w zeszycie/ kalendarzu/ komórce, obojętne. Co kupiłaś, ile wydałaś? Zanotuj sobie, co z tych rzeczy regularnie używasz, co było fajne, a co nie? Czy kosmetyk jest wydajny? Czy warty jest swojej ceny, a może nie warto przepłacać? Mówię o kosmetykach, ale może to się tyczyć każdej dziedziny Twojego życia, w której kupujesz zbyt wiele. Serio, to działa, a piszę to, jak widzisz, po kilku latach obserwacji, wcielania założeń w swoje życie.
Czy może być lepsza rekomendacja?