20 lut 2017

Sposób na większe / jędrne piersi


Niedawno opisywałam swoją pielęgnację ciała, celowo nie wspominałam tam o mojej pielęgnacji biustu, ponieważ stwierdziłam, że warto napisać o tym osobno. W żadnym wypadku olejek tutaj przedstawiony nie jest niezbędny, to dodatek. Czytałam o nim już kilka lat temu, gdy tylko zainteresowałam się półproduktami kosmetycznymi, ale tak się złożyło, że pierw był przez długi czas niedostępny, a później o nim zapomniałam. Ostatnio jednak zamawiając hydrolat różany, stwierdziłam, że czas wypróbować.

OLEJEK VOLUPLUS
Zawiera w sobie substancję aktywną Macelignan (3-5%) - aktywator adipogenezy (rozwoju komórek tłuszczowych), pozyskiwany z muszkatołowca i bardzo skuteczny nawet w niższym stężeniu. Badania wykazują również jego inne dobroczynne właściwości. Więcej szczegółów tutaj. Ja skupię się na tych pozwalających zwiększyć tkankę tłuszczową w biuście, za czym idzie zwiększenie jego objętości. Wszystko oczywiście na podstawie moich obserwacji po stosowaniu olejku ponad 2 miesiące.
Nie mam problemu, że mój biust jest za mały, przeważnie noszę miseczkę D czy nawet F, ale miej na uwadze fakt, że przy obwodzie pod biustem 65-70, a nie 80. Biust według mojej oceny jest ładny, kształtny. Z radością noszą koronkowe, nieusztywniane biustonosze. Nawet do niektórych topów chodzę bez. Nie byłam w ciąży, nie karmiłam dzieci, więc nie mogę wypowiedzieć się w tym kontekście. Jednak po utracie kilku kg widziałam, że można by popracować nad jego ujędrnieniem i w tym celu zaczęłam stosować olejek. 
Zdecydowałam się na zakup opakowania o pojemności 10 gramów (ok. 50 zł), w którym macelignan rozpuszczony jest w oleju macadamia, co poprawia jego penetrację, zapobiega utlenieniu oraz wygładza skórę. Z tego opakowania zużyłam już 2/3 produktu. Olejek Voluplus stosowałam w czystej postaci, chociaż można dodawać go do oleju z róży piżmowej i dopiero wtedy na skórę. W tej drugiej opcji, na pewno wystarczy na dłużej. Jednak ja chciałam zrobić sobie intensywną kurację i wtedy zadecydować, czy kupić ponownie, czy to strata pieniędzy. Owszem w tej kwestii tak samo, jak z balsamowaniem ciała, nie jestem bardzo regularna. Nie stosuje olejku codziennie, ale chociaż te 3 razy w tyg. (po ok. 3-5 kropli na pierś podczas jednej aplikacji) staram się o nim pamiętać.


Już po pierwszym zastosowaniu skóra jest niesamowicie przyjemna w dotyku. Przeważnie odczekuję chwilę, zanim założę biustonosz, aby olejkiem, go nie ubrudzić. Jest to chwila np. na umycie zębów czy spryskanie twarzy hydrolatem i aplikację kremu do twarzy. Nie zaobserwowałam, by tłuścił bieliznę czy inne ubrania, więc bez obaw można stosować go rano.

Po kilku kolejnych aplikacjach, tygodniach zaobserwowałam, że piersi są jakby pełniejsze, bardziej zwarte, "napompowane". Ciężko jest te wrażenia opisać. Poprawa jest wizualna i namacalna. Celowo czekałam 2 miesiące, zanim podzielę się swoimi odczuciami, bo jak każda kobieta wie, biust, jak i kobiece ciało zmienia się w zależności od dnia cyklu menstruacyjnego. Chciałam mieć pewność, że efekt pełniejszych piersi zawdzięczam olejkowi voluplus, a nie szalejącym hormonom. Według miarki krawieckiej różnica jest na poziomie 2-3 cm. Nie musiałam z tego powodu wymieniać biustonoszy na nowe, w tych co już miałam, po prostu piersi wyglądają jeszcze ładniej.

Dlatego olejek ten będzie dobry również dla osób z większym biustem niż mój. Pozwoli zachować wielkość i jędrność na dłużej. Na stronie mazidła znajdziesz też opinię pań, które wcześniej karmiły piersią. Oraz takich, które olejek stosowały w innym celu np. pod oczy, na skórę szyi czy usta! Przyznaję, że i ja czasami w te miejsca aplikuję odrobinę olejku, tyle, co pozostaje mi na palcach po krótkim masażu biustu, chociaż nie zawsze o tym pamiętam. Pocieszające jest również to, że efekt ma utrzymać się nawet na kilka miesięcy po zaprzestaniu stosowania produktu. Ja na razie jestem zachwycona i z przyjemnością użyję olejku do końca. A nawet rozważam ponowny zakup w przyszłości.

Koszt olejku w stosunku do pojemności nie jest mały. Biorąc pod uwagę wydajność i moje odczucia odnośnie do efektu, większych, jędrniejszych piersi bez chirurgi plastycznej - warto spróbować.

BADAJ BIUST
Chciałabym również w tym miejscu zachęcić Cię do samobadania piersi, najlepiej takie badanie wykonywać regularnie co miesiąc w tym samym czasie, między 1 a 10 dniem cyklu menstruacyjnego. Niech to będzie uzupełnienie badań profilaktycznych u lekarza ginekologa, badań USG (ja wykonuję regularnie raz w roku) czy mammograficznych po 40 r.ż.

Według statystyk z 2015 r., rocznie w samej Polsce rak piersi wykrywany jest u 17000 kobiet. Im szybciej wykryty, tym szybsza możliwość wyleczenia. Dbajmy o siebie, dla nas samych, dla naszych rodzin, mężów, dzieci. Przypominajcie o badaniach swojej mamie, siostrze czy przyjaciółce. Więcej informacji, jak takie badanie wykonać samodzielnie w domu, gdzie się zwrócić do specjalisty i wiele innych znajdziesz na stronie fundacji ONKOCAFE.

Nie ważny jest kształt czy wielkość piersi - ważne by były zdrowe!

A Ty dbasz o swoje piersi?

14 lut 2017

Pielęgnacja cery mieszanej skłonnej do trądziku


Ostatni taki post pojawił się w lipcu 2016<tutaj>. W dzisiejszym zestawieniu zobaczysz część nowych kosmetyków, o których być może wspominam na blogu pierwszy raz, ale jest też miejsce na stałe pozycje w mojej łazience, z którymi nie zamierzam się rozstawać.

Nie wystrasz się ilości, bo część już sięgnęło dna, ale służyło mi w minionych miesiącach, dlatego pokazuję, a część dopiero od tygodnia czy dwóch zastąpiło poprzedników. Owszem o tych pustych opakowaniach mogłabym wspomnieć w poście z serii zużyte, ale mogłoby to umknąć Twojej uwadze, a tutaj czarno na białym widać, kiedy co stosowałam i z jakim efektem. W końcu na obecny stan cery pracowałam przez minione miesiące, a nawet lata. 
Moja cera jest mieszana. Chociaż w okresie jesienno-zimowym mniej się przetłuszcza. Skłonna do trądziku, zdarza się, że kosmetyki już po 2-3 razach od zastosowania zapychają mi pory czy powodują wysyp podskórnych bolących guzów lub malutkich krostek. Łatwo powstają na niej blizny czy przebarwienia po stanach zapalnych. Staram się używać produktów naturalnych, polskich i nietestowanych na zwierzętach. Na tyle o ile jest to możliwe, bez nadwyrężania mojego budżetu oraz dostępności produktów. 
W opisywaniu mojej pielęgnacji zachowam stary porządek, bo w dalszym ciągu uważam, że jest najbardziej przejrzysty i zrozumiały w odbiorze. 

DEMAKIJAŻ
Resibo olejek do demakijażu

Na tym etapie zrobiło się najwięcej zamieszania. Zachęcona pozytywnymi opiniami w internecie zakupiłam olejek Resibo, którego osobiście uważam za największe rozczarowanie kosmetyczne 2016 roku. Nie mówię od razu, że to bubel, rozumiem, że ktoś może być zadowolony, różnimy się przecież cerami i preferencjami, a nawet przyzwyczajeniami. Swoją opinię wyraziłam <w tym poście>, postanowiłam mu dać jeszcze jedną szansę i wzbogacić go półproduktem kosmetycznym: glyceryl cocoate. Emulgatorem, który miał ułatwić zmywanie olejku ze skóry twarzy. Jest trochę lepiej, zużyję do końca, bo po prostu żal mi wyrzucić wydane pieniądze. Mam jeszcze 1/3 opakowania a zaczęłam go używać we wrześniu ubiegłego roku. Ściereczka z zestawu powędrowała do mojej siostry. Dla mnie ten olejek to dodatkowy (niepotrzebny) krok w oczyszczaniu skóry, który zamiast przyspieszać demakijaż, to go wydłuża. Olejek w moim przypadku absolutnie nie nadawał się do zmywania makijażu z oczu.


Stąd płyn micelarny Organique z serii aloe vera, która pojawiła się w sprzedaży, jeśli dobrze pamiętam w październiku. Ja zaczęłam go używać w listopadzie (zażyczyłam go sobie na urodziny) i wystarczył mi na 2 miesiące codziennego stosowania wieczorem, do zmywania makijażu z oczu oraz wstępnego oczyszczenia twarzy. Z demakijażem radził sobie rewelacyjnie, szybko rozpuszczał tusz do rzęs czy wodoodporną czarną kredkę - najmocniejszy element mojego makijażu. Nie szczypał w oczy i nie podrażniał delikatnej skóry powiek. Nie pienił się, nie pozostawiał lepkiej warstwy na skórze. Czyli w skrócie, bardzo dobry produkt. Pachniał obłędnie! Co dodatkowo umilało czas wieczornego demakijażu. Opakowanie jest mi już dobrze znane z żelu oraz toniku z serii basic, nakrętkę wystarczy przekręcić (nie ściągać), by przez dziurkę wydobyć płyn. Dokładny skład kosmetyku możesz znaleźć na stronie producenta, dlatego nie będę go tutaj przepisywać. Chętnie kupię ponownie, chociaż cena 46 zł za 200 ml nieco studzi mój entuzjazm. Chociaż głównie dlatego, że znam inny bardzo dobry płyn micelarny Sylveco. 

Płyn micelarny Garnier to mój stary ulubienic <recenzja>. Nie pamiętam, ile opakowań zużyłam, ale trochę tego było. Chociaż nie ma naturalnego składu, a marka należy do koncernu L'oreal testującego produkty na zwierzętach kupiłam ponownie. Potrzebowałam skutecznego płynu micelarnego łatwo dostępnego.

wielorazowe płatki kosmetyczne

Muszę ponownie wspomnieć o wielorazowych płatkach kosmetycznych, ponieważ na dobre wyparły te jednorazowe. Używam ich już 15 miesięcy! Po takim czasie to naturalne, że nie wyglądają jak nowe. Powierzchnia nie jest już idealnie biała ani równa (włoski nieco się zmechaciły), chociaż wydaje mi się, że od lipca ubiegłego roku już niewiele uległy zmianie. Wciąż są miłe w dotyku, gdy trzymam je pomiędzy palcami czy podczas demakijażu, szczególnie jeżeli chodzi o okolice oczu. Tymi zwilżonymi płatkami zmywam także ze skóry twarzy olejek Resibo oraz maski kosmetyczne. Z racji, że na samym początku zakupiłam ich więcej, nie muszę ich często prać w pralce. Chciałam przetestować, który rodzaj będzie najfajniejszy, opisywałam/porównywałam je dokładnie <tutaj, znajdziesz też kod rabatowy na zakup>. Spokojnie na potrzeby jednej osoby wystarczą 2-3 sztuki na tydzień, przy przepraniu ręcznym zaraz po zastosowaniu. 

OCZYSZCZANIE TWARZY
foreo luna mini, mydło do twarzy Organique

Do mycia rano i wieczorem (czasami tylko raz dziennie) używam mydła Organique do skóry normalnej z błotem z morza martwego oraz szczoteczki sonicznej Foreo luna mini. Mydło używam od października. Oceniając po wyglądzie, myślałam, że szybciej ulegnie zmydleniu, a jest wyjątkowo twarde w strukturze. Według mnie nawet słabo się pieni, szybko wysycha na skórze i masaż szczoteczką soniczną nie jest już taki przyjemny (musi trwać krócej) niż w przypadku czarnego mydła Dudu Osun, którego używałam wcześniej. W takim tempie to będzie ze mną jeszcze przez bardzo długi czas. Cieszę się, że kupiłam mydło do cery normalnej, a nie np. tłustej. Po myciu czasami skóra wydaje mi się być przesuszona, co jest niezgodne z zapewnieniami producenta. Czego wolałabym unikać w swojej pielęgnacji. Konieczne jest zastosowanie toniku i kremu. Kosztowało 19,90 zł/105 gram. I raczej nie zakupię ponownie. 

Czasami otrzymuję zapytania, czy warto kupisz szczoteczkę soniczką Foreo luna mini? Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sama, bo to nie jest mały wydatek. Mogę jedynie opowiedzieć o swoich odczuciach, przemyśleniach. Mam szczoteczkę już 17 miesięcy i używam regularnie. Nie było czasu, by mi się znudziła lub byłabym niezadowolona z jej oczyszczającego działania. Nigdy nie wywołała na mojej skórze podrażnienia. Jest malutka, poręczna i wodoodporna, dzięki czemu używam jej z przyjemnością stojąc pod strumieniem wody spod prysznica. Wykonuję nią ten 1-2-minutowy masaż i wierzę, że ma on dobroczynny wpływ na poprawę krążenia skóry czy owalu twarzy. Delikatnie rozluźnia spięte mięśnie (tworzące poziome zmarszczki na czole czy pomiędzy brwiami) po całym dniu. Przez ten czas nie zauważyłam nowych zmarszczek ani pogłębienia się już wcześniej pojawiających. Mam 28 lat, a na ogół każdy daje mi mniej. Wiadomo, że na powstawanie zmarszczek mają też wpływ inne czynniki, a samym masażem szczoteczką tego nie zahamuję, ale traktuję to, jak swego rodzaju inwestycję. 

TONIZACJA

Tonik a właściwie obecnie (ponownie) ekologiczny hydrolat z róży domasceńskiej <recenzja> stosuję zawsze po oczyszczeniu twarzy. Spryskuję nim twarz z odległości ok.10-15 cm i wklepuję hydrolat dłońmi. W tym celu korzystam z buteleczki z atomizerem po poprzednim toniku Organique, bo wciąż działa bez zarzutu. Do buteleczki przelewam jedynie małą pojemność hydrolatu, a resztę przechowuję w lodówce, według zaleceń na opakowaniu, by zachować jak najdłużej właściwości wody różanej. Hydrolat stosuję zarówno rano, jak i wieczorem.

PIELĘGNACJA SKÓRY TWARZY I (OKO)LICY
Be Organic serum pod oczy, krem wzmacniający Flos Lek

Ponownie w mojej pielęgnacji znalazło się serum pod oczy Be Organic, nie będę się rozpisywać na jego temat, ponieważ recenzje możesz przeczytać <tutaj>. W każdym razie stosuję obowiązkowo rano i wieczorem! A moja skóra wokół oczu, dzięki temu wciąż jest w dobrej kondycji. 

Jeżeli chodzi o kremy do twarzy, to dopiero co skończyłam drugie opakowanie kremu nawilżającego SMOOTH Barbary Miedziak z zieloną glinką, o którym pisałam już w lipcu <tutaj>. Tyle że tym razem miałam pojemność 50 ml, które jest sprzedawane w szklanym opakowaniu. Byłam z tego kremu zadowolona, dobrze kontrolował wydzielanie sebum, nie zapychał porów pomimo kontrowersyjnej parafiny w składzie. Nowe zmiany trądzikowe, jeśli się pojawiały to bardzo sporadycznie i równie szybko znikały, ale bardziej spowodowane tym, co spożyłam/wypiłam czy zmianami hormonalnymi podczas cyklu miesiączkowego. Głównie stosowałam na dzień, na noc w dalszym ciągu praktykowałam bezkremowe noce. 

Zastąpi go (ponownie) normalizujący krem dla skóry tłustej i trądzikowej Organique, o którym pisałam <tutaj>. Znam potrzeby mojej cery i mam świadomość tego, co mi służy, między innymi dzięki blogowaniu, pamiętam o tych kosmetykach i w tym roku planuję wracać do sprawdzonych rozwiązań. Owszem nowości też są fajne, ale w moim przypadku tych nowości będzie mniejszość. 

Krem ULTRA PROTECT wzmacniający Flos lek otrzymałam od marki w prezencie, którego nawet się nie spodziewałam. Akurat tego dnia, kiedy odebrałam przesyłkę, spadł pierwszy śnieg. Dlatego też znalazł zastosowanie w mojej codziennej pielęgnacji. Używam go zawsze wtedy, gdy więcej czasu mam przebywać na zewnątrz, mam zaplanowany spacer czy idę na narty biegowe. Skutecznie chroni skórę przed mrozem, czuć, że otula skórę, ale bez uczucia ciężkości, lepkości na skórze twarzy. Również nie powodował nowych wyprysków skórnych. Tak jak producent obiecuje, nadaje się pod makijaż, nie wpływając negatywnie na jego trwałość czy wzmożenie wydzielania sebum. Bardzo fajny produkt!

maseczka nawilżająca Lush oatifix, olej z pestek śliwki, kwas hialuronowy

W dalszym ciągu do złuszczania naskórka 1-2 razy w tygodniu używam peelingu enzymatycznego Organique, na zdjęciu wciąż to samo opakowanie co w lipcu. To bardzo wydajny kosmetyk. Tak samo wygląda schemat po peelingu: kwas hialuronowy z odrobiną oleju z pestek śliwki. Czasami o ile nie zapomnę wcześniej wyciągnąć z lodówki, aplikuję maseczkę Oatifix - Lush. Maseczka pachnie bananami i płatkami owsianymi, które ma w swoim składzie, aż ma się ochotę ją zjeść. Mam małe opakowanie 50 ml i jak widzisz, nie jestem jakaś super regularna w tej kwestii. Najczęściej ze względu na to, że wieczorem jestem już bardzo zmęczona i szybciej mimo wszystko jest nałożyć kwas hialuronowy + olejek niż maseczkę, którą należy później zmyć. Maseczka sama w sobie dobrze nawilża skórę, pozostawia ją bardzo miękką w dotyku. 

Swój egzemplarz kupiłam, będąc na urlopie w Pradze. Marka Lush jest niedostępna w Polsce, więc to był mój taki miły akcent wyjazdu, pamiątka. Nie jest, aż  na tyle genialna, by nie móc jej zastąpić inną maską. Na plus dla marki na pewno nietestowanie na zwierzętach, ta maseczka ma nawet wegański skład, ale również proekologiczne działania. Przynosząc pustych 5 opakowań po ich produktach (mowa o tych czarnych słoiczkach), otrzymuje się maskę gratis. Szpatułka nie jest dołączona do opakowania, mam ją z innego kosmetyku. 

ZABIEGI KOSMETYCZNE
Z racji, że jestem kosmetologiem raz, czasami dwa razy do roku poddaję swoją skórę serii zabiegów kwasami. Jednak tym razem próbowałam zupełnie czegoś innego, a mowa o mezoterapii mikroigłowej, o której pisałam <tutaj>.

To już wszystko. Najlepiej podsumuje ten post, tak jak poprzedni z tej serii: 
"Piszę o każdym poszczególnym kroku, czy kosmetyku nie po to, by dać Ci gotową receptę na Twoje problemy skórne, niestety nie ma, tak łatwo. Każda cera jest inna, ma inne potrzeby, może inaczej reagować na dane kosmetyki. Najważniejsze to wsłuchać się w jej potrzeby, obserwować, a nawet prowadzić dzienniczek. Mam nadzieję, że schemat: demakijaż, oczyszczanie, tonizacja, pielęgnacja da Ci pewne wskazówki i być może dzięki takim postom poznasz kosmetyki, których szukasz?"

A Ty, masz już swój sprawdzony schemat pielęgnacji i ulubione kosmetyki? Czekam na Twój komentarz. 

6 lut 2017

Zakupy ubraniowe lipiec - grudzień '16 | Podsumowanie roku

garderoba idealna

Minął drugi rok, podczas którego spisywałam każdy ubraniowy wydatek. W ten sposób bardziej rozsądnie i przemyślanie podchodziłam do zakupów. Tutaj zobaczysz podsumowanie roku 2015, który okazał się rokiem budowania mojej garderoby idealnej. Uporałam się z nadmiarem ubrań, również niechcianych kilogramów mojego ciała, kupiłam kilka porządnych rzeczy, z których korzystam do dziś dnia. W końcu mam większą świadomość swojego ciała oraz wiem, w czym wyglądam/ czuję się dobrze. Wydałam wtedy całkiem pokaźną sumkę, ale nie mam wyrzutów sumienia. Nie nadwyrężyłam naszego budżetu domowego. Spoglądając na ubrania zakupione w 2015, chciałabym jeszcze coś dodać, bo myślę, że takie przemyślenia warto zanotować, dla mnie, ale i dla Ciebie.

  • Spodnie jeansowe zakupione w Reserved noszę w dalszym ciągu, chociaż zdecydowanie rzadziej, ponieważ odkąd schudłam, mogę je ściągać i zakładać bez rozpinania zamka nawet świeżo po praniu. Obowiązkowo noszę do nich pasek, ale przez to niedopasowanie nie czuję się w nich tak jak w jeansach 710 super skinny Levis (które są jak moja druga skóra). Gdyby nie ten fakt, mogłabym lepiej przetestować ich wytrzymałość. 
  • Granatowa Marynarka zakupiona w Reserved w tym samym czasie została mi skradziona w marcu ubiegłego roku. Nie chcę już powracać do tego tematu, ale do tej pory nie kupiłam nic w jej zastępstwo, korzystam z tego, co mam już w szafie. 
  • Maxi sukienka polskiej projektantki - Pulpa. Długość maxi zdaje najlepiej egzamin latem oraz wiosną i jesienią pod warunkiem, że nie pada deszcz. Średnio jednak jestem zadowolona z jej materiału, 100% wiskozy, bardzo szybko się zmechaciła pod pachami na wysokości biustu, a później na brzuchu itd. Co w porównaniu z sukienkami By Insomnia nie ma miejsca, a nosze je równie często, a nawet zimą. W moich odczuciach cena zbyt wysoka do jakości, chociaż krój bardzo udany.

Tutaj natomiast zobaczysz, co kupiłam w pierwszej połowie roku 2016. Już wtedy podejrzewałam, że zmniejszę wydatki ubraniowe w stosunku do poprzedniego roku, nawet o 50%, a jest jeszcze lepiej, bo wydałam mniej o 56%! 

Uwielbiam te wyliczenia! Wydałam łącznie 1239,79 zł. Wiem, że dla niektórych w dalszym ciągu to wiele, dla innych kropla w morzu wydatków. Nie chodzi tutaj o to, by się chwalić, czy żalić... Ok. trochę się chwalę, ale nie tym, że tyle wydałam, a tym, że wydałam znacznie mniej niż poprzednio. Czyli zmierzam w dobrą (dla mnie) stronę. 

Teraz mogę już przejść śmiało do zakupów lipiec - grudzień 2016:

Biustonosz H&M 55 zł
Biustonosz + 3 pary fig Intimmisimi 205 zł

Z oczywistych względów jej na sobie nie zaprezentuję. Bielizna to ewidentnie moja największa słabość i wliczając do tego, zakupy z pierwszej połowy roku to wydałam na samą bieliznę prawie połowę wszystkich ubraniowych wydatków! Nie da się ukryć, nad tą kategorią należy popracować. Na dodatek z bielizny z Etam i tego biustonosza H&M jestem niezadowolona, leżą i przyprawiają mnie o moralnego kaca :P Może ten biustonosz z Etam uda mi się sprzedać i odzyskać chociaż część wydanych pieniędzy?

Naprawa butów Ryłko 40 zł, o czym pisałam tutaj. Dlatego w kołowym diagramie widnieje liczba 1,5 zamiast 1 czy 2 sztuk. Skrywa się też tam też tłuszcz do pielęgnacji butów i torebek skórzanych, który zakupiłam w pierwszej połowie roku.

Naprawa lubianego obuwia okazuje się korzystna, będzie mi dalej dobrze służyć. Tym bardziej warto, kiedy obuwie jest bardzo wygodne, idealnie do Ciebie dopasowane. Ja już tak mam, że jak w jakieś wejdę to noszę na okrągło i nie mam ochoty zmieniać na inne. A z moich obserwacji wynika, że droższe skórzane obuwie noszę znacznie dłużej niż to tanie, ze sztucznych tworzyw, które rozklejały się/dziurawiły nieraz nawet w pierwszym sezonie użytkowania. Do tego komfort samego noszenia mocno się różni. Wszystkie moje buty pokazywałam tutaj.

minimalistyczna garderoba

















Bluzka w paski Massimo Dutti 99 zł - 100% bawełny. To dla mnie taki ponadczasowy klasyk. Kupiłam ją w zastępstwo za bluzkę z H&M, którą ubrudziłam przypadkowo, gdy rozlał mi się długopis i niczym nie mogłam usunąć tej plamy. Jestem z tej bluzki zadowolona, często ją noszę, za czym idzie konieczność prania, nie zauważyłamby się rozciągnęła czy poskręcały się w niej szwy. Noszę ją na spodniach i w spodniach, bo długość na to pozwala. Natomiast długość rękawa to jedynie 3/4, dla mnie idealnie, bo ja bardzo nie lubię długich rękawów i zawsze je podwijam.






Bluzka Filippa K wypatrzona i kupiona na Dobrze.com.pl 43 zł, również bawełna. Przyznaję, że obawiałam się tego zakupu przez internet, bo nie byłam pewna, jak będę wyglądać w takim kroju bluzki. A ostatecznie bardzo mi się podoba. Luźniejsza w okolicach brzucha, super, gdy panują wyższe temperatury na dworze. Według mnie fajnie się prezentuje, gdy dół jest dopasowany, nosiłam również do czarnej mini latem. Z daleka pewnie nie widać, ale bluzka jest w cieniutkie pionowe paski. 

Kolejne 4 rzeczy zakupiłam w sklepie z używaną odzieżą za łączną sumę 45 zł. Nie pamiętam dokładnie, ile płaciłam za poszczególną sztukę.
BIK BOK BLUZKA


Bluzka BIK BOK ma podobną formę do poprzedniczki. Bardzo spodobał mi się nie tylko krój, ale i tłoczony wzór, nieoczywisty, dopiero z bliska można gdzieniegdzie rozpoznać kwiaty. Tył jest odrobinę wydłużony i na plecach znajduje się zamek.

kappahl

Bluzka KappAhl w rozmiarze L, a ja na ogół noszę S-M w zależności od sklepu. Tutaj ponownie spodobał mi się wzór i kolor. Stwierdziłam, że skoro w sklepach jest bardzo dużo ubrań oversize, to przymierze, a po postanowiłam ją kupić. Do jeansów noszę ją w spodniach, by nie dodawać sobie niepotrzebnie objętości (w moich szerokich już biodrach), a do legginsów noszę na wierzchu jak tunikę. Jest bardzo miła w dotyku, przewiewna i na pewno z przyjemnością będę ją też nosić latem.

minimalizm

Czarna tunika, nie mam pojęcia jakiej marki, bo nie widnieje na niej metka. Noszę ją czasami do jeansów, ale mimo wszystko znacznie częściej do legginsów, bo przy jeansach brzydko odstaje na pasku od spodni. To taki mój strój bardziej po domowemu. Wystrzegałam się przez długi czas czarnych rzeczy w formie bluzek, swetrów i tak jak widzę to po fotografiach  słusznie. Dużo korzystniej, promienniej wyglądam w jasnych ubraniach koło twarzy ewentualnie granatach czy szarościach, które tak mocno nie przytłaczają, jak czerń. Do tego wyjątkowo mocno na czerni widać kocie kłaczki.

Biała bluzka Cubus jest właśnie w praniu, ale możecie ją/mnie w niej/ zobaczyć tutaj.

Uznałam, że skoro mogę znaleźć fajne rzeczy w sklepie z używaną odzieżą, to czemu nie. Nie przeszkadza mi, że ktoś je nosił przede mną. Rzeczy zawsze w takim sklepie są już wyprane i wyprasowane, a ja piorę i prasuję je ponownie po przyniesieniu do domu. Przynajmniej od razu widzę, w jakim są stanie szwy, czy się mechaci itd. Przy okazji płacę mniej.

Nie kupuję tam, tylko dlatego, że jest tanio i mogę kupić więcej. Wiele razy wychodzę z pustymi rękoma. To, co kupuję, musi mi w 100% odpowiadać. Mam już swoje ulubione kolory: biały, szary, granat, czerń jako bazę i uzupełniam je odcieniami niebieskiego i różu. Wiem, co lubię i tego się trzymam. A czego nie: koszul, głębokich dekoltów czy długich rękawów, więc ich nie kupuję. 

Zakupów bluzek/ koszulek zawsze u mnie będzie najwięcej. Mówiłam już, że szybko się brudzę jedzeniem czy mocniej pocę niż "normalna" osoba, więc potrzebuję ich więcej w tygodniu, by nie być w wiecznym kole: pranie-suszenie-prasowanie. Wymieniam też stare, znoszone (dziurawe, zmechacone, wyblakłe, poplamione) sztuki na nowe.

Poza tym po ostatniej lekturze "Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo" Marka Rabij, tym bardziej nie mam przekonania co do bluzek popularnych marek, że płacąc więcej, płacę za jakość. Koszt wyprodukowania takiej bluzki jest koszmarnie niski.

Wolę większe sumy przeznaczyć na buty, torebki, które kupuję z założeniem, że będę nosić przez kilka lat. Czy po prostu wspierać polski rynek, młodych projektantów, na tyle o ile nie nadwyręża to mojego budżetu. Mam swoje własne przedziały ile jestem w stanie zapłacić za dane ubranie. Czy nawet wolę dać zarobić tej pani pracującej w sklepie z używaną odzieżą, blisko mojego miejsca zamieszkania. Daję drugie życie ubraniom, których pierwszy właściciel już nie chciał, pomimo że są w bardzo dobrym stanie. Wierze, że takim zachowaniem dbam również o planetę, na której żyję. Można by na ten temat pisać i pisać, lecz chciałabym w końcu opublikować ten post! Chciałabym poznać Twoje podejście do ubraniowych zakupów, czy coś z ubiegłym roku uległo zmianie? 

Plany na 2017?

Mądrze kupować, tylko to, co rzeczywiście potrzebuję. Czyli kontynuować to, co zaczęłam.