5 myśli sierpnia.

Widok na Skwer Kościuszki z InfoBox'u na ul. Świętojańskiej. Żywy mech w Tokio Susi. Zabieg Repechage. Na zdjęciu od lewej: ja, Ola Izabella, Ania, Justyna, Izabela, Marlena, Paulina - pod imionami kryją się linki do ich blogów:) 
1) Pierwszy dzień sierpnia to była sobota, słoneczna sobota choć nie upalna. Udałam się nieco spóźniona na spotkanie trójmiejskich "urodowych" blogerek. Przyznam, że z pośród osób, które zadeklarowały swoją obecność znałam wcześniej tylko trzy dziewczyny: Kasię co się kryje pod pseudonimem Innooka, Izabelle z Anatomii Życia oraz przelotnie Justynę z Cosmetics my Addiction. Szłam jak to zawsze w moim przypadku bywa lekko obawiając się nowego - niepotrzebnie! Organizatorka Ola z Biały Lifestyle wybrała świetne miejsce Tokio Susi w Gdyni na ul. Mściwoja 9 (pyszna zupa i żywy mech na ścianie). Zapewniono nam intymną atmosferę i nawet jedna z nas skorzystała z zabiegu na twarz wykonanego przez przedstawicielkę marki Repechage. Inna firma, która miała się zaprezentować nie dojechała na miejsce. Trudno, ich strata. My poradziłyśmy sobie bez nich! Buzie nam się nie zamykały, bo łączy nas wiele wspólnych tematów! I to nie tylko te kosmetyczne, kobiety mają swój świat w którym muszą się od czasu do czasu spotkać bez swoim mężczyzn czy dzieci. I bez najlepszej przyjaciółki, bo "obce" mogą rzucić świeże spojrzenie na pewne sprawy, zainspirować... Po spotkaniu w knajpie z racji, że dysponowałam jeszcze czasem udałyśmy się w trójkę (ja, Ania z kosmeo-logy i Kamila - która akurat blogerką nie jest, ale może już niedługo?)  na spacer po Gdyni i w takim miłym towarzystwie czas szybko zleciał pokazując godzinę 18 na zegarku... Cieszę się, że poznałam dziewczyny! Część z nich weźmie  udział w blogowym projekcie, który mam nadzieję ukaże się w październiku.

Nie obeszło się bez prezentów, które trafiły w mój gust idealnie! Miniatury kosmetyków naturalnych Cattier, które zabiorę ze sobą na wyjazd! Oraz tonik i płatki pod oczy Repechage, tonik już używam, ale do płatków z racji mojego lenistwa jeszcze się nie zabrałam:/ Była z nami też przedstawicielka Clarks i otrzymałyśmy zniżkę na zakup obuwia z kolekcji jesień-zima, ja pewnie nie skorzystam, bo mam już niezbędne obuwie na wszystkie pary roku (oprócz trampek). 
2) Skoro mowa o znajomościach blogerskich, to wspomnę, że niektóre mają swoją kontynuację nawet jak już ich autorka przestanie tworzyć. Z Emilią umówiłyśmy się (ponownie) do kina, tym razem na seans pt.: "Dar". Film jest o małżeństwie (Simon i Robyn), które po stracie nienarodzonego dziecka postanowiło się przeprowadzić. Kupili więc dom w miejscowości w której przed laty mieszkał małżonek. Tak się złożyło, że podczas zakupów spotkali w sklepie mężczyznę (Gordo) z którym wcześniej uczęszczał do szkoły. Od tej pory ich znajomość jest trochę uciążliwa, Gordo obsypuje ich tytułowymi darami i często nieproszony odwiedza pracującą w domu Robyn. Aby dowiedzieć się w jakim celu to robi - musicie obejrzeć film! Emilia też bardzo dużo czyta książek, co zmotywowało i mnie by codziennie odnaleźć chwilę na czytanie. Przeczytałam już wszystko co miałam w wersji papierowej, więc z przyjemnością kupiłam książkę na czytnik Kindle. Nie mając żadnego konkretnego tytułu na myśli wybrałam przypadkowo "Kości" Mark Billingham, autora nie znałam wcześniej, ale kryminały to gatunek, który lubię. "Kości" jak właśnie wygooglowałam to 12 tom z cyklu książek Tom Thorne - imię i nazwisko głównego bohatera - detektywa inspektora. Thorn po kilku latach od schwytania seryjnego mordercy Stuarta Nicklina zmuszony jest eskortować go na odludną wyspę na której 25 lat temu popełnił zbrodnię, w celu odnalezienia ciała zmarłego. Nie szkodzi, że nie czytałam poprzednich części, bo autor wystarczająco nawiązuje do przeszłości i pozostawia furtkę na kontynuację.
3) W dalszym ciągu jestem aktywna fizycznie o czym przypominam na instagramie;) Pierwszy raz w tym roku byłam na molo w Gdańsku brzeźnie i to na rowerze z najstarszą z moich sióstr. Zrobiłyśmy ponad 30 km pedałując z Gdyni Dąbrowy przez Sopot do Gdańska. Dla mnie to sporo, głównie ze względów czasowych nigdy nie byłam na dłuższej wyprawie. Ścieżka po drodze jest super! Tylko jeden mały element (na placu górnośląskim w Gdyni) jest pozbawiony ścieżki typowo rowerowej. Tak to jest bezpiecznie i przyjemnie. Chętnie powtórzę taki wypad, ale może spokojniejszym tempem;) Spałam później jak małe dziecko. Zakupiłam matę do jogi i innych aktywności typu Chodakowska itd. Myślę, że na początek dobrze wybrałam, mata jest długa na 182 cm i gruba na 6 mm. Chociaż wykonana za PCV to nie śliska się na panelach w moim pokoju. Kosztowała 69,99 zł w TKMaxx'ie i na początek musi wystarczyć, jeżeli okaże się, że szybko ulegnie zniszczeniu wtedy zdecyduję się na solidniejszą, droższą i polecaną marki Kettler. Moją przygodę z jogą zaczęłam od filmików na youtube Yoga with Adirene. Dalej z przyjemnością biegam, dalej nie dla rekordów lecz sporej dawki potu i endorfin. To też mój czas na przemyślenia, ale i relaks, bo oglądam zmieniającą się koło mnie naturę, chłonę jej zapachy i dźwięki. Bieganie też spala największą ilość kalorii spośród wszystkich moich aktywności. Dobrze widzicie, na zakończenie miesiąca przytaszczyliśmy do domu trochę ciężarów. Kolega przeprowadzając się na drugi koniec pl zostawił swój sprzęt pod naszą opieką i oczywiście pozwolił korzystać do woli. Pierwsza myśl męża była taka, że rozstawi w piwnicy, ja zaproponowałam w dużym pokoju w mieszkaniu. I tak też będzie - będzie szybciej pod ręką, gdy najdzie ochota na trening. Też zamierzam korzystać i już pierwsze 10 minutówki mam za sobą. Pomimo systematyczności ćwiczeń (4-6 razy w tyg.) od maja, ale różnorodności ciągle odczuwam zakwasy tu czy tam.
4) Korzystając z gościnności znajomych ponownie wyjechaliśmy do domku na wsi, tym razem podobało mi się jeszcze bardziej! Wieczorem grillowaliśmy, popijaliśmy piwo (ja bezalkoholowe), dyskutowaliśmy do późna przy "ognisku". Pogoda była ładniejsza, rano po bieganiu do którego namówiłam kumpelę zanurzyłyśmy się w chłodnej wodzie w basenie. Później wygrzewałyśmy się i opalałyśmy ciałka na kocu, aż szkoda było wracać, ale weekend się kończył... Pozostałe słoneczne niedziele spędziłam wypoczywając na działce u rodziców (popularne "ogródki działkowe" w mieście). Poza trawą, domkiem i grillem jest czereśnia, krzak porzeczki i kilka krzaczków borówek amerykańskich, które ze smakiem zajadałam. Praktycznie  nie jadam kupnych słodyczy, ale owoców sobie nie żałuję. A takie z działki smakują podwójnie! Tego na pewno będzie mi brakować jesienią....Gościłam też u siebie przyjaciółkę z Irlandii i jej mężczyznę. Dosyć często teraz się widzimy (3-4 razy do roku), nawet zasiałam w niej chęć powrotu do Polski, ale czy tak się stanie?
Między innymi posegregowałam paragony i zostawiłam tylko te aktualne i w końcu zamyka i otwiera się szuflada ze sztućcami bez żadnego problemu! 
5) W dalszym ciągu pozbywam się zbędnych przedmiotów, uproszczam przestrzeń i w dalszym ciągu dziwię się, gdzie i kiedy to wszystko uzbieraliśmy...  O moich wrażeniach i zmianach jakie nastąpiły po wyrzuceniu (pierwszych) 365 rzeczy pisałam tutaj.   Wcześniej z tymi porządkami byłam sama, teraz włączył się małżonek. Nie naciskałam na niego i poza znoszonymi jego ubraniami nie ruszałam wcześniej jego rzeczy, może wziął ze mnie przykład, a może sam poczuł przesyt? To tak w skrócie, bo z tego postu zrobił się już niezły tasiemiec, obiecuję, że do tematu jeszcze wrócę bo zbliżam się do zakreślenia wszystkich 365 okienek na drugiej liście.

A co u Ciebie? 

Komentarze

  1. Bogusia, jaka Ty ładnie opalona jesteś!!!! [zdjęcia z jogi!] Aż zazdroszczę tego pięknego złocistego ciała :)
    Ja mam Kindle i długo wzbraniałam się przed zakupem [bo przecież książka to książka, a ja czytać na większym 'telefonie' nie będę - w jakim byłam błędzie! Zakup jak najbardziej trafiony].
    Ściągnełam też od Ciebie liste 365 rzeczy w 365 dni. Na razie w zeszycie, zobaczymy, jak się potoczy sprawa :) bardzo dużo rzeczy się pozbyłam w przeciągu ostatniego 1,5 roku, więc nie jestem aż tak zagracona. Ale po mału wykreślam kolejne numerki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, najwięcej opaliłam się podczas biegania oraz w niedziele na działce. Heh książka książką, ale jednak na Kindle czyta się szybciej i mniej waży, więc zmieści się do każdej torebki;)
      Super, lista może być i w zeszycie to nie jest istotne, ale dobrze widzieć ile tych przedmiotów jednak się nagromadziło i oddało/wyrzuciło z czasem;)

      Usuń
  2. Ja jestem teraz dosyć zajęta, a za tydzień jadę nad morze (może uda się spotkać?) i jeszcze muszę trochę rzeczy pozałatwiać, więc usuwanie zostawiłam na koniec września, ale nadal jeśli coś kupuję/przynoszę to coś oddaję/wynoszę (1 do 1), no i z racji, że ciągle jestem w pracy to nie robię zakupów ani bałaganu za bardzo ;) Sierpień był całkiem niezły, a wrzesień będzie jeszcze lepszy :)) Malowanie kuchni umożliwiło mi pozbycie się połowy rzeczy ze stałego asortymentu, dzięki czemu mogłam zrobić większe zapasy suchego prowiantu, wody itd. (rozważam od 4 lat chyba już bobble, ale jeszcze się nie zdecydowałam). Zakładam, że przy regularnym przeglądaniu zakamarkóœ uda mi się do końca roku poczynić postępy w kwestii przedmiotów w ogóle. Zaczęłam w lutym (mniej więcej) i do lutego mam pewne rzeczy jeszcze do odhaczenia na liście. Jak się uda to będę zadowolona. Nie ma sentymentów, ale powoli etapami. U mnie nadmiaru było tak dużo, że po pierwszej sesji usuwania poszło tak dużo rzeczy, że później musiałam trochę zwolnić i robić to falami, bo po prostu przytłaczało mnie to, że jestem chomikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie! Tak 1 do 1 zrobiłam z biustonoszami czy ręcznikami - bo musiałam kupić już nowe, te co miałam nie nadawały się bo za duże (w przypadku biustonoszy) a ręczniki już zużyte i wstyd było wieszać w łazience:P Z pędzlami do makijażu zrobiłam tak samo.

      Usuń
  3. W Gdyni możesz chodzić na zajęcia jogi za darmo jeśli chcesz. ;-) Wtorek godzina 18:00 hala lekkoatletyczna przy ulicy Olimpijskiej. Zajęcia w ramach Gdyńskiego Poruszenia. Za darmo dla wszystkich, tylko zabierz swoją matę. Ja chodzę i polecam, joga w grupie z instruktorem to coś zupełnie innego niż taka w domu. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Największy problem z zajęciami zorganizowanymi to ja mam z czasem:P Ale może kiedyś na tych zajęciach się pojawię. Ogólnie mam w planach kupić nawet karnet, ale pierw muszę pójść na pierwsze zajęcia by zobaczyć które miejsce wybrać:)

      Usuń
  4. muszę też zacząć akcję pozbywania się rzeczy, chociaż przy remoncie i sprzątaniu myślę, że już dużo wyrzuciłam niepotrzebnych rzeczy, przecież 'kiedyś się przyda' może nie nadejść nigdy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh ja pamiętam jak się przeprowadziłam na swoje, zmieściłam się spokojnie w samochód osobowy, teraz byłoby ciężko:P U mnie "przyda się" już praktycznie nie ma.

      Usuń
  5. Ależ szalony miesiąc masz za sobą :) Super. Widać, że osiągnęłaś już w swoim życiu pełną harmonię, jest czas na sport, ludzi, relaks i pracę. Idealnie wyważone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze brakuje tylko czasu na prasowanie ubrań, ale tego to ja nie znoszę! :p

      Usuń
  6. Miło było poznać Cię na spotkaniu blogerek :)
    Aktywność popieram, sama staram się regularnie uczestniczyć w zajęciach fitness.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również;) Zorganizowane zajęcia fitness kiedyś bardzo lubiłam:)

      Usuń
  7. Wow, ale się dużo działo :)
    Super, że się dobrze bawiłaś na spotkaniu, szkoda że jak coś się dzieje to ja nigdy nic nie wiem :P Ale z drugiej strony nie mogłabym się pojawić bo to był pierwszy dzień wyjazdu. Dobrze, że nadal jesteś aktywna fizycznie i dalej sprawia Ci to przyjemność :) Takie spotkania ze znajomymi przy ognisku/piwie w miłych okolicznościach przyrody to dla mnie milion razy lepsze niż imprezy :) Zawsze uwielbiałam taką kameralną formę spędzania czasu. No i zaszokowała mnie ta kartka - pamiętam kiedy rozpoczynałaś akcję pozbywania się 365 rzeczy w 365 dni, a to już tyle dni minęło :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!