21 wrz 2015

Szwecja | Ceny: jedzenie, kawa, alkohol, kosmetyki i pamiątki.

Przed moim wyjazdem urlopowym (obiecuję, że już ostatni raz o nim wspominam!), zrobiłam małe rozeznanie w sieci, poza tym, co warto zobaczyć szukałam informacji co, gdzie i za ile? Jakie są sklepy, których u nas nie ma w tym też kosmetyki. Wszędzie, gdzie nie weszłam było napisane, że Szwecja jest droga!

To ja Ci dziś opowiem o swoich obserwacjach, pokażę też na zdjęciach, co do jedzenia kupowałam i jakie pamiątki ze sobą przywiozłam. Oczywiście niektóre ceny mogą się różnić w zależności od wielkości miasta, jakie odwiedzicie w Szwecji. 

My poza jednodniowym pobytem w Sztokholmie byliśmy w mieście Falun w środkowej części Szwecji. Miasto to ma niecałe 40 tys. mieszkańców, ale słynie ze skoczni narciarskiej Lugnet, na której rozgrywane były zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich, oraz pięciokrotnie (w tym w 2015 r.) mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. Falun to też strefa górnicza Wielkiej Góry Rudy Miedzi Falu Gruva znajdującej się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. 

Nieziemsko piękne miejsce! Z wieloma boiskami sportowymi, szkołami, z rynkiem w którego centrum stoi kościół (podobnie jak w pl). Na głównej uliczce znajduje się sporo sklepów, w tym dwa małe centra handlowe a w nich również sieciowe kawiarnie np. Weyne's coffee, knajpy, restauracje itd. Trzy Szweckie markety ICA max, a nawet na obrzeżach Lidl. Na wjeździe do miasta szwedzka restauracja a'la McDonalds - MAX. Nie ma tam wieżowców, w większości drewniane domki pomalowane na charakterystyczną Faluńską czerwień (Faluröd) z białymi framugami okien, bloki nie wyższe niż 4 piętra. W większości mieszkańcy poruszają się rowerami lub pieszo. Wspominam o tym byś mniej więcej mogła wyobrazić sobie jakie to miasteczko. 

Wraz z małżonkiem nocleg mieliśmy w 4 gwiazdkowym hotelu w samym centrum miasta. W koszcie noclegu (ok. 880 koron - 1 os./1000 koron - 2os.*) były śniadania i kolację w formie szwedzkiego stołu, osobno odpłatne alkohole do kolacji. 

1 korona szwedzka to ok. 45 groszy i najprościej orientacyjnie podzielić cenę, którą widzimy w koronach na pół. 

Na szczęście wybór jedzenia w hotelu był ogromny, więc nawet ja na diecie bez laktozy miałam co jeść. Zadbano nawet o mleko sojowe;) To, co ja widziałam po raz pierwszy - do śniadania były na kredensie w kieliszkach różne owocowo-warzywne koktajle. Mój mąż, pomimo że był w tym hotelu już nie jeden raz, nigdy ich nie pił - mi bardzo smakowały! Kolacje poza pieczywem i klasycznymi wędlinami, serami  itd. składała się z dwóch dań na gorąco: codziennie inna zupa, mięsa, duże ilości warzyw. Sałatki samemu można było sobie skomponować już na talerzu - sosy/dressingi  również podawane osobno. Kawa, herbata, woda mineralna, owoce, a nawet ciasto! Do woli za darmo w ciągu dnia w części wspólnej hotelu na parterze. 

Jedzenie na mieście to najbardziej kontrowersyjne, jeżeli chodzi o nas polaków. Nie przywykliśmy do takich cen i zawsze w pamięci przeliczamy korony na złotówki. Tak jak czytałam na innych blogach czy stronach zjeść obiad/ lunch za 100 koron to tanio, 200 koron to średnio, 400 koron to drogo. W restauracji  najbliżej rynku ceny były od 80 koron (za przystawki) do 250 koron (dania główne).

Nie ma co się załamywać, w Szwecji popularne są lunche, w godzinach 11-15 większość restauracji proponuje posiłek w formie szwedzkiego stołu. W cenie 80-90 koron i z takiej opcji też korzystaliśmy. Płacisz raz, nakładasz, ile chcesz i tutaj podobnie jak w hotelu znajdą się w cenie nie tylko dania obiadowe (2-3 do wyboru), ale również pieczywo, owoce, ciasta i ciastka czy napoje typu: woda, kawa, herbata, soki. Na takie lunche "wysypuje się" ogromna ilość ludzi z miejsc pracy i idzie w miasto. Wtedy najwięcej spotkacie ludzi na ulicach w różnym przedziale wiekowym. Nastolatków czy starszych ludzi spotkacie niezależnie od pory dnia. 
Inna opcja zamiast lunchu to bar sałatkowy w markecie na wagę ok. 12 koron/100 gram. Samodzielnie nakładacie sobie do kubełków, co chcecie. Do wyboru sałaty, makarony, kasze, ziemniaki, mięsa, wędliny, sery, owoce itd. Osobno płatne dressingi oraz sztućce (nóż + widelec + serwetka). Takie "sałatki" też kupowałam, szczególnie gdy planowaliśmy zwiedzanie za miastem, a nie wiedzieliśmy, czy zdążymy wrócić na kolację. Za to, co widzicie na zdjęciu zapłaciłam ok. 90 koron, to porcje dla mnie i męża, wzięliśmy jeden winegret i wystarczył nam na dwie osoby, plus sztućce dla każdego. Pojemniki były średnicy talerza śniadaniowego. 

Przekąski. Jak wiecie lub nie, podczas urlopu nie tylko zwiedzałam, spacerowałam po mieście, ale i biegałam. Ja właśnie w ten sposób odpoczywałam najlepiej. Wiąże się z tym fakt, że potrzebuję też więcej jeść. We wspomnianych już sklepach kupowałam też przekąski! Pozytywnie zaskoczył mnie szeroki wybór produktów wegańskich (bez laktozy, która mi szkodzi). W markecie był też dobrze zaopatrzony dział ze zdrową żywnością.

Między innymi pitne jogurty OATLY!** (13.90 - 16.90 koron za 245 ml, w zależności od smaku), a nawet lody na patyku (chyba 13 koron). Pyszne smoothie z owoców/ warzyw, to w zależności od firmy i pojemności (na zdjęciu ok. 500 ml/ ok. 32 koron, były też mniejsze pojemności, ale wychodziło drożej), smoothie ICA 500 ml - 18,90 ml. Świeże soki też duża butla chyba 750 ml kosztowała ok. 30 koron. Banany różnie od 12,90 koron/ kg nawet do 24 koron/ kg - chyba jakieś organiczne. Awokado tak jak u nas 10 koron/ szt. Batony RAW BITE to połączenie owoców z orzechami, bardzo sycące i smaczne! Z tego, co pamiętam ok. 20 koron /szt., pierwszy kupiłam na próbę w Sztokholmie, a kolejne dwa już w Falun i była promocja 30 koron/ 2 szt. To, co pokazuję to akurat tylko część tego, co jadłam.

Kupowałam też kilka razy Fante dla męża - bo on lubi gazowane napoje, 1,5 l za 9,90 + 2 korony za plastikową butelkę (tak, Szwedzi mocno dbają o segregację śmieci).

Często ze Szwecji mój mąż przywozi żółty ser, w takich okrągłych blokach 1-2 kg. Z prawdziwego mleka o zawartości tłuszczu 38%, ser poza foliowym opakowaniem jest w woskowej? otoczce, która zapobiega przed jego schnięciem - pyszota! I to jest również hit wśród naszych znajomych i specjalnie przywozi kilka sztuk, koszt sera to 91,90 koron/ 1 kg, czasami można znaleźć taniej. Szwecja ma też ogromny wybór czekolad! Niestety jakoś tym razem wypadło nam to kompletnie z głowy i nie przywieźliśmy ani jednej sztuki. Może dlatego, że ja już czekolady jeść nie mogę, ale jak jeszcze jadłam to mówię Ci - niebo w gębie!
Kupując jedzenie, nie przywiązywałam dużej wagi do ceny, bardziej tak z ciekawości. Coś jeść trzeba, a jak jadę na wakacje to nie po to, by dusić grosza i głodować. 

Z tego, co wiemy od znajomych, market ICA ma fajną opcję dla mieszkańców, coś a'la abonament na jedzenie. Za ok. 750 koron tygodniowo, otrzymują odliczoną ilość produktów spożywczych na 5 obiadów dla 4 osobowej rodziny + przepisy, co jak przygotować. Znajomi to rodzina 2 + 1 (w tym dziecko w wieku 7 lat), więc im jedzenia wystarcza praktycznie na 7 dni (z tego on zabiera jeszcze jedzenie na lunch do pracy), czasami dokupuje coś na zupę, oraz oczywiście na śniadania, kolację. Uważam, że takie abonamenty to świetna sprawa! Nic się nie marnuje, nic nie zostaje, a jedzenie jest smaczne. Miałam okazję zjeść u nich makaron z bakłażanem, szynką parmeńską w sosie pomidorowym z migdałami i czymś tam jeszcze, myślę, że samodzielne kupienie wszystkich produktów wychodzi drożej.

Kawa. Byłam na kawie w sieciówce Wayne's Coffe, mała latte z mlekiem sojowym to koszt 35 koron. Uważam za rozsądną cenę i w podobnej napijemy się kawy w pl.. Nie było mi jednak dane skosztować ich przysmaku cynamonowej bułeczki, co razem z kawą nazywają Fika, z racji mojej nietolerancji laktozy, ale doszły mnie słuchy, że są smaczne! 

Alkohol. W zwykłym sklepie znajdziemy jedynie wina bezalkoholowe i piwa o niskiej zawartości %. Alkohol można kupić w specjalnym sklepie i taki jeden był w Falun, odwiedziliśmy go, by kupić wino dla znajomych. Tam ceny są wysokie! Bo za wino ze średniej półki cenowej zapłaciliśmy prawie 100 koron. Cen piw już nie pamiętam. Wino w hotelowej restauracji (które jednego wieczoru zamówiliśmy do kolacji, by umilić sobie czas we dwoje) jedna lampka to koszt 60 koron/ cała butelka ok. 250 koron. 

Kosmetyki. Temat rzeka, Sztokholm to raj dla zakupoholiczek. Ja z racji, że byłam przemoczona do ostatniej nitki, przez ulewę, w której przyszło nam zwiedzać, nie miałam już nawet ochoty chodzić po centrum handlowym. A uwierzcie, byłoby w czym przebierać. Nie miałam jednak konkretnego planu co kupić, nic tak naprawdę nie potrzebowałam na teraz, a z robienia zapasów dawno wyrosłam. Więc wolałam szybciej udać się do hotelu i wygrzać się pod kołdrą.

W Falun była perfumeria KICKS a w niej nawet kosmetyki Anastasia Beverly Hills - niestety głównie produkty do brwi. Gdyby jednak była paleta pudrów do konturowania z pewnością bym kupiła! W perfumerii ceny kosmetyków luksusowych marek w cenach bardzo zbliżonych do pl. Natomiast widziałam tam sporo marek z kosmetykami ekologicznymi np. Estelle & thild (ceny od 100 - 400 koron), Weleda, Une, Dr Bronners. Nigdy wcześniej nie miałam nic z tych produktów, a nawet nie znalazłam na ich temat za wiele informacji więc nie ryzykowałam w ciemno. Dr Bronners to wyjątek, o tych mydłach czytałam sporo. Trochę żałuję, że nie kupiłam na próbę, ale nic straconego można kupić już w polskich sklepach internetowych.

Coś, co mnie bardzo zaskoczyło to w H&M na części kosmetycznej można kupić też kosmetyki Maybelline, L'oreal, Isa Dora, Batiste, farby do włosów Garnier i inne, a nawet sporą ilość akcesoriów w tym szczotki Tangle Teezer czy pędzli Real Techniques ( w tym seria bold metals). Ceny podobnie jak u nas, Batiste i farby do włosów - prawie dwa razy droższe.

W Falun był też fajny sklep Ahlens a tam podobnie: kosmetyki marek ekskluzywnych, odzież, bielizna, rzeczy do domu od dywanów, przez zasłony, dodatki i meble. A nawet książki i rzeczy dla dzieci. Świetny! Ceny w tym przypadku podobne jak u nas, aczkolwiek trzeba wziąć pod uwagę, że mieszkając i pracując w Szwecji, dużo szybciej możemy pozwolić sobie na te zakupy. W Ahlens akurat skusiłam się na olejek do ust z Clarins, który chciałam kupić już jakiś czas temu, ale był niedostępny. To jedyny kosmetyk, który kupiłam. Kosztował 195 koron. No i wzięłam najtańsze gumki do włosów (15 koron - 5 sztuk), bo zapomniałam spakować swoje invisi booble, a czymś musiałam związać włosy podczas do biegania.
Pamiątki. Centralna część Szwecji Dalarna słynie ze struganych w sosnowym drewnie koni, malowanych na czerwono i zdobionych na różne sposoby. Konik według legendy ma odstraszać złe demony;) Koniki można kupić w przeróżnych rozmiarach, drewniane i nie tylko, również w formie magnesów, breloków, kolczyków, przypinek itd. Magnesy przywieźliśmy znajomym na ich specjalne życzenie. Dla nas wybrałam konika, co prawda nie drewnianego, ale z betonu bo skradł moje serce (na ogół nie kupuję tak dużych pamiątek!) i najbardziej pasuje do naszego skromnego wystroju mieszkania. Ceny magnesów w zależności od sklepu od 30 do 60 koron, koników od 100 nawet do 1000 koron!
Zaszłam też z ciekawości do księgarni i wypatrzyłam tak kilka świetnych pozycji. Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam dwie sztuki, jedna z przepisami na smoothie a druga na inne dania obiadowe. Książki są po Szwedzku, ale bez obaw są tak pięknie i czytelnie wydane, że nie będę miała problemu, by z nich korzystać! A może to też szansa na naukę? Jeden przepis już nawet wypróbowałam, ale o tym może innym razem... Za dwie książki łącznie zapłaciłam ok. 130 koron.
Ok, to już chyba koniec mojego długiego wpisu, chyba najdłuższy na blogu! Nie spodziewałam się tego. Tym postem zamykam już gadaninę o Szwecji - chociaż bardzo mi się podobało i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę! W razie pytań piszecie w komentarzach, odpowiem oczywiście poniżej;) 

*Cena maleje przy większej ilości noclegów, nie pamiętam przy ilu, ale my byliśmy na 5 nocy i już płaciliśmy mniej.

**Tej marki w pl. widziałam jedynie mleka i śmietanę w sklepie Piotr i Paweł, mam nadzieję, że gdzieś odnajdę szerszy asortyment. A może Ty już znalazłaś?

13 komentarzy:

  1. Bardzo interesujący post i z góry dziękuję za bardzo pożyteczne informacje :) Od jakiegoś czasu planujemy wybrać się na weekend do Szwecji, może wiosną się nam uda - zobaczymy? Bardzo spodobał mi się betonowy konik, który wybrałaś jako pamiątkę. Poza tym jestem bardzo ciekawa tego olejku z clarins. Przyznam szczerze, że nawet nie wiedziałam, że mają taki produkt w ofercie. Czekam na post z przepisami, ponieważ książki wyglądają bardzo interesująco. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli wybieracie do większych miast to o jedzenie martwić się nie musicie, bo będzie gdzie się zaopatrzyć;)
      Dziękuję, miałam dylemat czy surowy betonowy czy może biały, ale betonowy pierwszy wpadł mi w oko.
      Tak, olejek był w sprzedaży już jakiś czas temu, ale nie wiem czy się u kiepsko sprzedawała, czy co, ale nie ma go już w sprzedaży, a całkiem fajnie nawilża usta.
      Kilka przepisów na pewno pokażę na blogu - te co mi najbardziej zasmakują.

      Usuń
  2. Szwecja to niezbyt popularny kierunek urlopowy ale przecież to przepiękny kraj!!! :) Można łatwo znaleźć tanie loty do Skandynawii, ja chętnie się wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W trójmieście dosyć popularne, bo nawet promy płyną do Karlskrony i w ten sposób moja siostra wybrała się na tygodniowy wyjazd rowerowy:P Ale fakt, że po drodze raczej niewielkie miejscowości z gorszym dostępem do sklepów.

      Loty są tanie, mnie bilety tam i z powrotem kosztowały jedynie 228 zł, z bagażem podręcznym, więc na sam wypad do Sztokholmu można się pokusić jeszcze raz!

      Usuń
  3. Szwecja i Norwegia są w planie, ale najpierw Islandia :)
    natomiast sam post super - uwielbiam tego typu podsumowania z garścią przydatnych informacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Islandia też specyficzna;P to życzę jak najszybszego zrealizowania planów;) Dziękuje!

      Usuń
    2. oj tak :) ale za to jaka piękna, nietknięta w wielu regionach ręką człowieka, nieskomercjalizowana, dziewicza :) poza tym kocham góry, fiordy :)) świnka już postawiona hyhyhy

      Usuń
    3. Co to to prawda, w Szwecji też tyle pięknej natury, że zupełnie inaczej się odpoczywa:p

      Usuń
  4. Byłam z M na potopie rowerowym w Szwecji. Zauroczenie tym krajem pozostało do dziś. Chcemy pojechać jeszcze raz za rok ale już większą grupą :) Konik naprawdę ma to coś, nie dziwię się że wybrałaś akurat takiego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam z M na potopie rowerowym w Szwecji. Zauroczenie tym krajem pozostało do dziś. Chcemy pojechać jeszcze raz za rok ale już większą grupą :) Konik naprawdę ma to coś, nie dziwię się że wybrałaś akurat takiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Sis była na wjeździe rowerowym, promem. Ale po drodze niestety często napotykała same małe miejscowości, gdzie z tym jedzeniem było nieco gorzej.

      Usuń
  6. Mam pytanie odnośnie miejsc gdzie '' jesz ile chcesz i płacisz raz''. Gdzie jedliście (nazwa, lokalizacja) ?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedliśmy w miejscowości Falun,niestety nie pamiętam nazwy restauracji, ale było to podczas tzw. happy haur - w porze lanczu i z tego co widziałam nie tylko ta restauracja miała taką opcję. Mój mąż jak tam jest, to często z tego właśnie korzysta i mieszkańcy również.

      Usuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!