Głodówka - jak długo, dlaczego i po co?

Przyznam, że nie wiem jak rozpocząć ten post, aby został dobrze przyjęty i zrozumiany przez czytelników. Nie jestem lekarzem/ dietetykiem (liznęłam jedynie co nieco z tej dziedziny na studiach i swoją pracę licencjacką pisałam właśnie z dietetyki), dzisiejszy post to głównie moje doświadczenie/refleksje. 
W zeszłym tygodniu poddałam się jednodniowej głodówce - piłam jedynie wodę i niesłodzone herbaty.  Aby odpowiedzieć Wam na wszystkie pytania zawarte w temacie, najlepiej byłoby zacząć od początku, który jak się okazuje sięga głęboko w moją przeszłość.... 

Gdy byłam dzieckiem, byłam niejadkiem i na wiele proponowanych dań mówiłam "fu". Rodzice nie zmuszali mnie do jedzenia, uważają, że jak dziecko głodne to samo powie. Owszem jadaliśmy wspólne co najmniej 1 posiłek dziennie (przeważnie obiad). Później w miarę jak dorastaliśmy tradycją stał się niedzielny obiad - który pielęgnujemy do dziś dnia (chociaż nie mieszkamy już pod jednym dachem). Rodzice pilnowali byśmy przed wyjściem z domu zjadali śniadanie, a przed obiadem nie jadali słodyczy. Ponieważ mieszkałam w małym mieście omijaliśmy też takie przybytki jak McDonalds (do tej pory a mam już 25 lat nie wiem jak smakuje tego typu kanapka - przeraża mnie mielone mięso i "dmuchane bułki").   Z domu wyniosłam prawidłowe wzorce żywienia i chwała im za to. Jedyny problem mojej Mamci to przygotowanie za dużej ilości jedzenia, ale to temat rzeka... 

Nigdy nie miałam i nie mam nadwagi, zawsze mieszczę się w normie. Jednak metabolizm człowieka zmienia się po ok. 18 roku życia. Idąc na studia więcej przesiadujemy na tyłku (wykłady/ nauka itd), a większość spotkań ze znajomymi kończy się w pubie przy piwku. Mamy też mniej czasu i chęci na aktywność sportową (tym bardziej, gdy nigdy nie przepadaliśmy za wychowaniem fizycznym). I również częściej sięgamy po szybkie/ kaloryczne nie koniecznie wartościowe jedzenie. Jesteśmy też bardziej podatni na wpływ otoczenia, chyba każdemu zdarza się ulec pokusie po namowie przyjaciółki/ kolegi/ męża/ cioci itd. na kolejny kawałek ciasta/pizzy itd. 

Z wiekiem przestałam wybrzydzać w jedzeniu, chętnie poznaję nowe smaki i eksperymentuję w kuchni - gdy tylko pozwala mi na to czas. Polubiłam nawet znienawidzone oliwki;) Na dzień dzisiejszy powiem nawet :KOCHAM JEŚĆ. Zjem nawet od czasu do czasu pizzę, frytki czy skrzydełka w KFC. Jadałam chipsy i to było moje główne uzależnienie, ale od roku (odkąd też jestem bardziej aktywna fizycznie - biegam/ ćwiczę) nie widzę sensu ładowania w siebie tych tłustych przekąsek. Słodycze i ciasto? Jedynie raz w tyg. u rodziców czy na kawie z koleżanką. 

W swoim życiu przechodziłam diety (dwa razy Dukana) oraz te rozpisywane przez dietetyka (vitalia.pl czy potreningu.pl o czym przeczytacie wciskając na pasku bocznym w etykieta: dieta). Po to by  lepiej wyglądać, zrzucić te przeszkadzające mi 5 kg. 

Już po przydługim wstępie zdradzę Wam w końcu dlaczego głodówka? Mianowicie przeczytałam książkę "Sztuka prostoty", w której autorka Dominique Loreau zachęca do głodówki. 

Nie za karę, nie po to by schudnąć. Po prostu by oczyścić swoje ciało, pobyć ze sobą sam na sam, pomedytować. Nie zamierzam cytować Wam tutaj książki bo nie o to chodzi. Z resztą każda osoba i tak inaczej zinterpretuje słowa autorki. Do jednej to przemówi do drugiej nie. W Japonii i innych krajach poszczenie/ głodówka jest popularna. Znajdziemy pewnie tyle samo zwolenników co przeciwników. Skoro inni mogą pościć, to czemu ja nie spróbuję? Nigdy wcześniej nie wyobrażałam sobie, że mogę żyć bez jedzenia! 

Głodówka jednak musi być przemyślana, najlepiej w dni wolne od pracy. Tak abyśmy nie tracili za dużo energii na pracę, lecz przebywali ze sobą i np. wybrali się na spacer;) Oczywiście głodówek nie zaleca się osobą chorym, więc jeżeli masz stwierdzone choroby lub coś w Twoim organizmie Cię niepokoi nie poddawaj się głodówce! 

Jak długo? Jeden dzień - powstrzymywanie się od jakichkolwiek posiłków, jedynie przyjmowałam spore ilości wody i niesłodzonych herbat (głównie rooibos - bo nie zawiera teiny, więc można spożywać ją w większej ilości bez szkody dla organizmu). 
Drugiego dnia piłam owocowe soki (niesłodzone), tak jak proponuje autorka. Ja postanowiłam już tego dnia dołączyć owoce, nie czułam sporego głodu, więc zjadłam jedynie 2 porcje. 

Trzeciego dnia powracamy do spożywania posiłków, ale pamiętajmy by nie rzucać się od razu na wszystko w ogromnych ilościach. Małe porcje - ale częściej. Żołądek człowieka jest wielkości jego zaciśniętej pięści. Zadbajmy o to by posiłki spożywane przez nas były jak najmniej przetwarzane. Świeże, pełnowartościowe. Bogate w węglowodany złożone, białka, ale również w tłuszcze! I taki stan powinien zostać z nami już na zawsze:) 

Po co? To zdradziłam już wyżej, po to by spróbować. By jeść po to by żyć, a nie żyć po to by jeść! 
Przez te dwa dni miałam okazję posłuchać własnego ciała. Odróżniać prawdziwy głód od zachcianek/ przyzwyczajeń. Nie chodziłam głodna, nic mnie nie bolało, nie miałam zawrotów głowy. "Łapałam się" jedynie na tym, że z nudów zaglądam do lodówki, że wieczorem do filmu wypiłabym piwo/wino - od tak dla relaksu, chociaż wcale nie byłam niczym zestresowana czy zmęczona! Uświadomiłam sobie, że człowiek to śmieszna istota nagradzająca się jedzeniem - bo ćwiczyłam/ bo ciężko pracowałam itd. a w efekcie pochłania dużo więcej niż rzeczywiście potrzebuje. 
Przemyśleń w mojej głowie mam jeszcze setki, ale nie tak łatwo przelać to na klawiaturę;) Na mnie taki dzień/ dwa zadziałały pozytywnie, być może kiedyś zdecyduję się na powtórkę. 

Teraz wracam do garów.... I małymi krokami do zdrowego żywienia siebie, męża... Między innymi upiekłam swój pierwszy własny chleb (na drożdżach) z mąki graham. Może jeszcze nie idealny, ale jestem na dobrej drodze;)

Jeśli macie jakieś pytania, spostrzeżenia co do głodówki, żywienia piszcie śmiało! Wymieńmy się doświadczeniami, przepisami, możecie również wklejać pod tym postem linki do interesujących stron o zdrowym żywieniu;) 

Pozdrawiam gorąco z mroźnego trójmiasta!

Komentarze

  1. Post bardzo dobry, jak na obecne czasy.. hm. Ja kiedyś sądziłam, że jem po to by żyć. Z jednej strony to nie jest normalna opcja.. bo można się w błędne koło wprowadzić.. a później w anoreksję. Jedzenie jest ważne, ale tak jak podkreśliłaś w normie. Ja tę normę w sumie trzymam, a jeść tylko po to by żyć - dla mnie osobiście to błędne założenie. Po wielu latach jedzenia "byle by coś w brzuchu było" mogę powiedzieć, że nie jest to zdrowe wyjście.. Głodówka raz do roku też mi się zdarzy, ale to ze względu na to, że grypa żołądkowa mnie złapie.. i potem cały tydzień dochodzę do siebie. :D
    Szczerze mówiąc.. jeśli zwracamy uwagę na to co jemy, to to jest chyba najważniejszy krok.. od wszelkich kfc, chipsow, i tym podobnych. Ja także pochodzę z mniejszej wioski i nie jest mi w zwyczaju chodzić na fast food'y.
    Moja mama ma taki dobry przepis na samorobny chlebek! tyle, że jasny.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Byle by coś w brzuchu było" to nie rozwiązanie, mi chodzi o jedzenie zdrowego śniadania, 2 śniadania, obiadu, przekąski i kolacji. Nie tak jak to robi większość nic rano + kawka w pracy, po powrocie ogromny obiad i ogromna kolacja...

      Usuń
    2. a chlebek Twojej mamy samorobny mimo, że jasny i tak pewnie 100 razy lepszy od tego co serwują nam np. markety :P

      Usuń
    3. Myślę, że autorka miała na myśli, że jeść żeby żyć, znaczy dobrze odżywiać swój organizm, a nie wrzucać w żołądek byle co :) przynajmniej ja to tak pojmuję

      Fajny wpis. Sama chciałbym zrobić sobie taką głodówkę, ale niema kiedy. Ciągle praca i praca w której trzeba mieć siły jak koń pociągowy ;)

      Usuń
    4. Agata Z cieszę się, że dobrze się zrozumiałyśmy:)

      W dni pracujące to nie wskazane, za duży wysiłek dla organizmu.

      Usuń
  2. Szanuję Twoją decyzję, ale w życiu nie zrobiłabym sobie dnia bez jedzenia. Mogłabym jeść mikroskopijne porcje, ale nie pociągnęłabym na samych herbatach. Ważne, że udało Ci się i ''dogadałaś'' się ze swoim organizmem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy:) A właśnie z tym głodem to jest tak, że odczuwamy go prędzej dostarczając nawet mikroskopijne dawki jedzenia, niż gdy nie jemy nic, bo wtedy nie dochodzi do gwałtownych spadków cukru w organizmie.

      Nikogo nie namawiam, szanuję Twoje decyzje i zdanie;)

      Usuń
  3. Jestem sceptycznie nastawiona do głodówek, po tym jak moja koleżanka głodziła się w sumie w ukryciu... ;/
    aktualnie jestem w pierwszej fazie Dukana i już 2 kg w dół :D
    ______________________________________
    Zapraszam na moje pierwsze rozdanie: http://borsuk-testuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głodzenie w ukryciu, po to by schudnąć to zupełnie co innego jak świadome zrezygnowanie i powstrzymywanie się od posiłków jeden dzień np. w roku.
      Dukana przerabiałam i odradzam, to nie naturalne spożywać samo białko lub z minimalną ilością węglowodanów. Prowadzi do zakwaszenia organizmu, problemów z wypróżnianiem i innych konsekwencji z tym związanym.

      Usuń
  4. muszę kiedyś spróbować, ciekawa jestem czy bym wytrzymała, bo jestem strasznym żarłokiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak, ale nic na siłę;) Jak poczujesz się słabo to lepiej coś zjeść;)

      Usuń
  5. do tej pory zdarzały mi się co najwyżej przymusowe :) ale muszę spróbować kiedyś, oczywiście w wolny dzień - w pracy bym nie wytrzymała :) czipsy rzuciłam - teraz tylko okazyjnie na imprezach, ale muszę jeszcze pozbyć się czekolady - a ją uwielbiam, albo przynajmniej ograniczyć ilość :) poza tym chyba nie jest źle
    obiady staram się zawsze gotować, raz na jakiś czas zdarzy się tylko gotowe, a teraz usiłuję wyrobić sobie nawyk przygotowywania kanapek itp. do pracy, żeby nie kupować na szybko w biegu czegokolwiek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak obiady robisz smaczne:) Ja nieraz z Twoich przepisów korzystam. Pozwól sobie na czekoladę od czasu do czasu - to nic złego:)

      Usuń
    2. :) bardzo się cieszę
      staram się gotować w miarę zdrowo, bez wielkiej ilości śmietan itp. ale całkiem chudo też nie mogę - bo mój mąż ma tak rewelacyjną przemianę materii, że dużo muszę mu składników dostarczać a i tak szczuplutki
      w końcu się zmotywowałam i od piątku jestem na diecie z vitalią :) na razie fajnie się czuję, ćwiczę i dziś np. nie zjadłam lunchu (przeciągnęło mi się spotkanie) i zabrałam się dopiero za obiad - i nie jestem głodna
      spokojnie tymi porcjami się najadam - co dało mi też dużo do myślenia

      Usuń
    3. Vitalia ma spore- zdrowe porcje;) Cieszę się, że nie czujesz głodu i trzymam kciuki za efekty:)

      Usuń
  6. Oj głodówki nie dla mnie, kocham jeść i zwariowałabym cały dzień na głodzie...aczkolwiek jest to całkiem ciekawy sposób na oczyszczenie organizmu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy przyjmuje się dużo płynów nie odczuwa się tak silnego pragnienia jedzenia.

      Usuń
  7. Od czasu do czasu również stosuję takie jednodniowe głodówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak widać jesteś normalną zdrową osobą;)

      Usuń
  8. Mam w planach przeczytanie wszystkich książek tej autorki.
    Jestem ich niezmiernie ciekawa.

    Głodówki nigdy nie zafundowałam swojemu organizmowi.
    Szczerze powiedziawszy, nigdy o tym nawet nie myślałam.
    Chyba nie mam ochoty próbować ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę dorwać kolejne dwie;) Myślę, że warto z nimi się zapoznać, mimo, że zdania na ich temat są podzielone. Mi szczególnie w sztuce prostoty podobał się rozdział o ciele i urodzie;)

      Usuń
  9. z miłą chęcią zafundowałabym sobie dzień bez jedzenia, ale szczerze przyznam, że za bardzo lubię ten codzienny rytuał. Szanuję jednak Twoją decyzje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto nie lubi? :) Jak ktoś nie lubi jeść to jest z nim coś nie tak.

      Usuń
  10. Jakiś czas temu myślałam także nad taką głodówką. Chciałam oczyścić organizm. Co jakiś czas myślę o tym, ale muszę do tego psychicznie się przygotować i także zapas wody zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej zrobić przed wielkimi spożywczymi zakupami:P Tak by nic nie kusiło. A wodę staram się zawsze mieć w domu pod dostatkiem.

      Usuń
  11. Pochwalam. Niestety tak mam, że gdy nie jem pół dnia, to czasem strasznie boli mnie głowa! Robi mi się wręcz niedobrze... mogłabym nie jeść cały dzień, ale ten ból głowy mnie przeraża. Chociaż może w któryś weekend zrobię sobie głodówkę, spróbuję przeżyć na samych napojach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie dobrze, ale Ty jesteś bardzo szczupłą osobą. Ogólnie mi się słabo robi w autobusie na głodnego, ale to związane z moją chorobą lokomocyjną.

      Usuń
  12. Czytając ten wpis jest mi normalnie, autentycznie wstyd. Siedzę na tym dupsku, zakuwam do egzaminów, nic się nie ruszam, wcinam czekoladę, piję mocno słodzoną herbatę i można powiedzieć, że "żyję by jeść" :P Zdecydowanie jem więcej, niż wymaga tego mój organizm... Oj, trzeba coś z tym zrobić. Dobrze, że podeszłaś do tematu z rozsądkiem, bez mocnego głodzenia się. I gratuluję wypieku :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bogusia super wpis! Właśnie myślałam o Tobie i Twojej głodówce. Kiedyś też się nad tym zastanawiałam, ale na razie mam zbyt wiele na głowie i zbyt dużo obowiązków by tak przestać jeść chociaż na 1 -2 dni. Może kiedyś spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. W przeszłości zdarzało mi się kilka razy zaliczyć taką jednodniowa głodówkę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. podziwiam - jedyne głodówki jakie sobie 'funduję' to te po dobrej imprezie ;) - jak dla mnie posunięcie bardzo mądre jak również świadczące o dużej świadomości tego co jest dla nas dobre.
    Jestem łasuchem i bardzo trudno jest mi wytrwać w jakichkolwiek postanowieniach. W teorii wiele prawidłowych zachowań mam opanowanych do perfekcji, jednak do perfekcji w życiu jestem daleka.
    Największą moją bolączką jest fakt,że uwielbiam piec ciasta, ciasteczka i wszelakie słodkości - średnio dwa razy w miesiącu z mojego piekarnika wychodzi 'cudne' ciasto :)
    Nie potrafię powiedzieć czy bym się o to pokusiła - mam wrażenie, że w tej kwestii nie jestem jeszcze na tyle dojrzała (leniwa) aby na to się zdecydować :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po imprezie to mam właśnie ochotę by zjeść wszystko. Też czasami piekę, ale głównie na urodziny/ rocznice:)

      Usuń
  16. ja mam często podobnie, mala głodówka nei jest wcale zła , 1 dzien to nie tygodniowe glodówki które tylko niszcza organizm. ostatnio odrzucialm sporo produktów wysokokalorycznych i wiedze ze wagi leci....cieszy mnei to mimo że wcale nie potrzebuje odchudzania. pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowe podejście:) ja już dawno wyeliminowałam większość mocno kalorycznych produktów, tylko od czasu do czasu zdarzają się grzeszki.

      Usuń
  17. Kiedyś czytałam książkę o głodówkach. Niektórzy ludzie potrafili wytrzymać w takim postanowieniu nawet kilkanaście dni. Dla wielu z nich miało to działanie lecznicze [nawet w przypadku poważnych chorób]. Sama nie raz potrafiłam przeżyć dzień na kilku orzechach włoskich. Na samej wodzie też dałabym radę. Jestem typem osoby, która je żeby żyć, choć mam dni kiedy pojawiają się zachcianki (zazwyczaj w towarzystwie, jak jestem sama, mogę nie jeść). Oczywiście widać to po mnie aż za bardzo :P
    Podoba mi się Twoje podejście i zazdroszczę rozsądnych rodziców, moi zabierali mnie do Mc D. i zmuszali do jedzenia (bo byłam za chuda). Gratuluję Ci też walki o zdrowe życie - biegasz, jesz rozsądnie :) Podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam Mama robiła domowe frytki, a Tata serwował swoje zapiekanki - były pyszne;)

      Fiolka Ty jesteś taka szczupła, że możesz jeść o czym tylko zamarzysz:)

      Usuń
    2. Ooo domowe frytki też mama robiła mniam, były słodkie, więc je lubiłam hehe
      Wolałabym jednak sobie nie folgować, bo faktycznie zacznę lubić jedzenie hehe

      Usuń
  18. Ja w swoim życiu przeszłam trzy oczyszczające głodówki dla zdrowia, pierwsza trwała 5 dni. Po kilku latach dwie kolejne w odstępie niecałego roku, tym razem każda trwała 30 dni. Nigdy tak dobrze się nie czułam i nie miałam tak dobrych wyników badań krwi (poszłam do lekarza, powiedziałam, że przechodzę głodówkę i poprosiłam o skierowanie na badania, byłam ciekawa, lekarka zresztą też, więc dostałam skierowanie). Teraz planuję kolejną, po długim czasie od ostatniej. Wszystkim polecam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!