5 myśli minionego miesiąca.

1) Bliżej. Moja Sis z która większość życia dzieliłam pokój mieszka w moim sąsiedztwie, dzieli nas zaledwie 650 metrów. Przeprowadziła się wraz z chłopakiem, dzięki czemu możemy częściej się odwiedzać. Gramy w planszówkę, oglądamy filmy/seriale, jeździmy na rowerach czy zabieramy się jednym samochodem na obiad do rodziców. Chłopaki się polubili, więc nawet wychodzą razem na "męski wypad" a wtedy my mamy czas na swoje babskie ploty. Cenię sobie tą relację, bo nikt tak jak ona nie zrozumie mnie lepiej:)

2) Zdrowie. Jeżeli chodzi o moją tarczycę, komfort życia poprawił się diametralnie. Trochę zwlekałam z biopsją (bo kosztowna i bolesna), przez co przesunęła mi się w czasie wizyta kontrolna. Aż do takiego momentu, że lekarz pojechał na urlop a ja ostatnią tabletkę łyknę w dniu wizyty (w najbliższy czwartek). Uff... Obiecuję sobie poprawę i na kolejną umówię się szybciej. Zdrowie jest ważne! Więc zmotywowałam też Mamuśkę na wizytę kontrolną u ginekologa po 16 latach! Po części czuję satysfakcję, że mi się udało, a z drugiej strony wściekłość i żal, że tak późno... Wściekła jestem też na NFZ, ale nie będę narzekać, narzekanie nie przynosi korzyści... Będę wdzięczna, że mam inne możliwości podjęcia leczenia.

3) Nie pożyczaj. To kolejna nauka, która wyciągnęłam w lipcu. Serio, nie mam nic przeciwko pożyczaniu sobie nawzajem miksera, formy do ciasta a nawet roweru! Pod warunkiem, że osoba, która od Ciebie daną rzecz pożycza oddaje ją w terminie i nie zniszczonym stanie. Albo chociaż zadzwoni i uprzedzi o tym, że zamiast dziś odda jutro czy za tydzień. Ja się nacięłam, a szkoda... Bo idea jest słuszna, może służyć społeczeństwu i ograniczać konsumpcjonizm. Ale żeby tak było ludzie muszą się nauczyć i tak chętnie pożyczać swoje dobra innym jak pożyczają je od kogoś. Muszą nauczyć się też szacunku do cudzej własności. Kończąc miłym akcentem wspomnę moją Ciocię mieszkającą na przeciwko, której jestem wdzięczna za niejednokrotne pożyczanie miksera;) 

4) Życie to kwestia wyborów. Przeczytałam tą sentencję pod komentarzami ogromnego wydarzenia blogerskiego jakim jest See Bloggers i nie mogę się nie zgodzić! Ja wybrałam, że na 3 edycję nie pójdę, więc nawet nie ubiegałam się o jedno z 6-set miejsc. Na poprzednich edycjach sporo się nauczyłam! Chociaż z ogromu wiedzy jaką się tam zdobywa, chyba i tak wszystkiego w życie do tej pory nie wcieliłam - nawet jak chciałam. Z racji czasowych, zmęczenia i braku nastawienia na zarabianie na blogu. Jestem na etapie czerpania satysfakcji z pisania i tego, że czytacie/ komentujecie, ale nie nastawiam się na zyski w tej materii.

5) Wyjazd na wieś. Jak się okazało, świat się beze mnie nie zawali. Mogę od czasu do czasu rzucić wszystko w kąt i wyjechać poza miasto. Chłonąć przyrodę wszystkimi zmysłami. I chociaż pojechaliśmy z zamiarem imprezowania (ja bez alkoholowo) i późno położyliśmy się w świeżo postawionym drewnianym domku na dmuchanych materacach - mi się podobało! Wstałam nawet wczesnym rankiem i miałam okazję wypić herbatę na tarasie wraz z koleżanką. Gdyby nie deszcz drugiego dnia na pewno wybrałabym się pobiegać i zostalibyśmy dłużej. Było dużo czasu na rozmowy i przebywanie z ludźmi, z wyciszonym telefonem i bez zerkania co chwilę na zegarek. Wyobraźcie sobie pola tak wielkie, że nie do ogarnięcia wzrokiem, błękit jeziora i szum drzew. Obok gospodarz z wolno biegającymi kurami, kozami i królikami w zagrodzie, do tego psy i koty. Wszystko to co tak silnie wyryło mi się w pamięci z wakacji na wsi u Dziadków. Przez moment nawet wyobrażałam sobie jak moje życie wyglądałoby gdybym w takim miejscu zamieszkała. Na pewno wiązałoby się to z ogromnymi zmianami, bo nie wyobrażam sobie dojeżdżania godzinę (czy dwie w korku) pięć czy sześć razy w tygodniu do pracy i z powrotem. Takich "noclegowni" w pobliżu Gdyni jest wiele i wiele ludzi tak robi, ale to nie dla mnie...

A jak Ty wspominasz lipiec?

Komentarze

  1. Uwielbiam wieś ale jako miejsce na urlop niż do zamieszkania, tym bardziej że u mnie ani prawka, ani auta, ani sil i zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeśli chodzi o pożyczanie, uważam tak samo :)

      Usuń
    2. Tak urlop na wsi to jest to! Ja mam prawo jazdy, samochód jako taki też mamy, ale jeden w takiej sytuacji mógłby być mało. A siły i zdrowie - tego Ci życzę:*

      Usuń
  2. Też nie lubię pożyczać, a co do wsi to nasza polską uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe jest takie wypisywanie słów. Wyjazd na wieś - pewnie, że bym chciała.
    Jak mój lipiec? Upalnie i spędzony na wyczekiwaniu. Trochę o tym można przeczytać na blogu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację z tym pożyczaniem. Nie wiem jak ludziom jest nie wstyd czegoś nie oddać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oddają, ale z takim opóźnieniem...

      Usuń
  5. Zgadzam się z Twoją refleksją na temat pożyczania. Byłam w szoku kiedy ostatnio koleżanka, która przeprowadziła się do Warszawy kilka lat temu napisała do mnie, że wysłała mi książkę (moją ukochaną!!!), którą pożyczyła ode mnie w liceum :D. Teraz tylko czekam aż poczta się z tym upora! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że sobie w ogóle przypomniała:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!