13 lut 2016

Codzienność.

Wiem, że nie każdy czytelnik bloga obserwuje moje poczynania w mediach społecznościowych jak facebook czy instagram. Na facebooku staram się chociaż codziennie napisać kilka słów od siebie, czy umieścić zdjęcie na instagramie z opisem obecnej chwili, chociaż nawet na to ostatnio znajduję coraz mniej czasu. Dlatego czuję potrzebę zebrania tego wszystkiego tutaj w poście. Nie wiedziałam, jak go nazwać, ale słowo codzienność wydaje mi się najbardziej odpowiednie. 

MAKIJAŻ / WALENTYNKI 
Pod tym zdjęciem prosiłyście o post makijażowy, bo dawno takiego nie było, a już jutro Walentynki. Bardzo chciałabym taki dla Was wykonać, wiecie prosty krok po kroku, który każda będzie mogła odtworzyć w swoim domu z niewielkim  nakładem kosmetyków. Niestety tak jak się spodziewałam nie znalazłam odpowiedniego czasu by wykonać makijaż + zdjęcia (nie dysponowałam też odpowiednim światłem), a co dopiero wykadrować i zredagować post. Nie lubię robić czegoś po łepkach, więc niestety nie tym razem, ale być może za miesiąc czy dwa pojawią się posty z prostymi makijażami na większe wyjścia. 

Jeżeli chodzi o moją radę - im mniej tym lepiej. Jeżeli to pierwsza randka, pokaż się w jak najbardziej naturalnej odsłonie. Owszem, umyte włosy, opiłowane paznokcie, schludny strój czy skromny makijaż jest wskazany. Ale myślę, że malowanie kresek, konturowanie twarzy czy obrysowywanie ust konturówką można sobie śmiało darować - tym bardziej, gdy nie mamy zbyt dużej wprawy. Stres i emocje związane z randokowaniem nie ułatwia sprawy. 

Mówię to z perspektywy kilkuletniego bycia w związku. Sama doskonale pamiętam, jak wyglądałam na pierwszej randce z moim mężem. Minimum makijażu - tusz do rzęs i pomadka ochronna na ustach. Wracałam z kilku godzin pracy na stadionie piłki nożnej na którym grillowałam i sprzedawałam kiełbaski. Ufff, pośpiesznie udało mi się odświeżyć w toalecie, zmienić sweter w centrum handlowym (najbardziej charakterystycznym miejscu w mieście) pod którym mieliśmy się spotkać. I najwidoczniej tą swoją naturalnością i charakterem oczarowałam obecnego małżonka. Dzięki temu, nie musiałam później wstydzić się chodzić przy nim bez makijażu, czy to na weekendowym wyjeździe, na plaży, czy podczas odwiedzin, gdy leżałam chora w łóżku. A później po pierwszej spędzonej wspólnie nocy po dziś dzień... Najmilsze co możesz usłyszeć od swojego partnera to: "jaka Ty jesteś piękna!" zaraz po przebudzeniu... Gdy wcale taka się nie czuję, wiesz, włosy potargane, poduszka odciśnięta na twarzy, sińce pod oczami itd. 

Jeżeli jesteście ze sobą dłużej to na pewno już wiecie co lubi Twój partner, co go wyjątkowo kręci. Czy lubi czerwone usta, a może czerwony lakier na paznokciach. A może lubi, gdy masz związane włosy i może spoglądać na Twój kark, a może szaleje na punkcie Twojego tyłka? Chcesz mu sprawić przyjemność, zrób dla niego to co lubi;) Jeżeli chodzi o mnie to nie przywiązuję szczególnej wagi do Walentynek, wręcz omijam wszelkie przybytku typu kino czy restauracje w tym "gorącym okresie". Lubię codziennie małymi gestami pokazywać mężowi, że mi na nim zależy. O tym pisałam w zeszłym roku tutaj: walentynki i nie tylko | Jak miło spędzić czas we dwoje? I skoro mowa o tej codzienności, to już tłumaczę dlaczego brakuje mi czasu. 

ODCHUDZANIE 
Otóż mój małżonek postanowił się odchudzać, nagromadziło mu się kilka nadprogramowych kilogramów, głównie zgromadzonych w okolicy brzucha. A, że już kiedyś się odchudzał z moją pomocą to i tym razem nie mogłam mu odmówić. Zadeklarowałam się, że będę przygotowywać mu wszystkie posiłki i zajmuję się tym dokładnie od pierwszego lutego. Wcześniej owszem, gotowałam obiad czy od czasu do czasu zrobiłam mu kolację, ale tak to musiał radzić sobie sam i niestety nie umie podejmować rozsądnych decyzji żywieniowych. Więc żywił się pączkami, drożdżówkami, kebabami, zapijał to wszystko dużą ilością gazowanych napoi. Serio, nie wyolbrzymiam, nie przerysowuje sytuacji, dobrze o tym wiedzą jego rodzice, przyjaciele a nawet współpracownicy! Uważam, że każdy ma swój rozum i wie co robi, więc nie miałam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, że wychodzi z domu głodny, czy sam nie zrobi sobie kolacji, bo mu się nie chce. Ale, gdy przychodzi do mnie po radę, nie odtrącam tylko wyciągam rękę i pomagam. Wiedziałam, że planowanie wszystkich posiłków, robienie zakupów, przygotowywanie i porcjowanie będzie czasochłonne. Po tym wszystkim trzeba jeszcze posprzątać... Serio, od prawie dwóch tygodni czuję jakbym była w ciągłym gotowaniu! Ja też uwielbiam jeść, więc sobie przygotowuję posiłki (chyba nawet nie zliczę ile ich w ciągu dnia zjadam), a do tego dochodzą zwierzaki: kot i legwan, którym też trzeba podać jedzenie o określonych porach. Nie zrozumcie mnie źle, nie żalę się! Bo wiem, DLACZEGO? to robię. Nawet już w tak krótkim czasie widzimy świetne efekty, mąż dobrze się czuje i obiecuje, że nie podjada na boku. Mam dosyć sporą wiedzę z zakresu żywienia, przerabialiśmy już diety z vitalii, więc wiem jak mniej więcej powinny wyglądać posiłki mojego męża jeżeli chodzi o porcje, kaloryczność itd. 

BUDŻET
Żeby było jeszcze trudniej notuję wszystkie wydatki. Notowałam to już wcześniej. Ale teraz dokładniej analizuję zakupy spożywcze, sprawdzam różnice w cenach na tych samych produktach w pobliskich sklepach. W moim najbliższym sąsiedztwie jest: Tesco, Biedronka, dwa mniejsze osiedlowe sklepy (jeden z nich bardzo dobrze zapatrzony jeżeli chodzi o bardziej wymyślne produkty typu nasiona chia, mąki kokosowe itp.) oraz warzywniak. Nie śledzę dobitnie cen warzyw i owoców, chociaż kupuję ich stosunkowo najwięcej, ale wiem, że te ceny mogą ulegać zmianie z dnia na dzień. Ale szczegółowo notuję ceny produktów w puszkach/ butelkach, takich jak krojone pomidory, fasola, kukurydza, oliwki, oleje itd. Oczywiście zależy mi na oszczędności, ale nie kosztem jakości produktów. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że nie raz nie dwa tańsze produkty zawierają mniej ulepszaczy, cukrów itd. niż droższe produkty bardziej znanych marek. Wszystkie te notatki sporządzam sobie w komórce, bym szybko mogła do nich wrócić podczas robienia zakupów, skoro i tak najczęściej wstępuję do 2-3 sklepów przy okazji jednego wyjścia z domu. Ogromnie jestem ciekawa, co wyjdzie po miesiącu takiego eksperymentu, ile dokładnie wydajemy na jedzenie dla dwu osobowej rodziny? Co można zakupić taniej, w którym sklepie? I po takim doświadczeniu na pewno nauczę się jeszcze lepiej planować zakupy spożywcze, na dłuższy okres czasu. 

Nie ukrywam, że im więcej analizuję tym bardziej włącza mi się tryb oszczędzania! Nie chcę oszczędzać na jedzeniu czy zdrowiu, ale na innych aspektach życia owszem, uważam, że można przyciąć budżet by budować fundusz bezpieczeństwa na przyszłość. 

ZDROWIE/ URODA
Tak jak sobie obiecałam, na początku lutego zrobiłam podstawowe i rozszerzone badania krwi. Odwiedziłam endokrynologa (nieznacznie podwyższymy dawkę leku 2 dni w tygodniu) i ginekologa. Jeszcze tylko na przełomie marca/kwietnia odwiedzić onkologa - jestem pod stałą kontrolą przez wzgląd na guzki w obu piersiach.

Długo zwlekałam z tą decyzją i nie wiedziałam też, czy poruszać ten temat na blogu, ale w końcu zakupiłam kubeczek menstruacyjny oraz wielokrotnego użytku wkładki higieniczne jako zabezpieczenie "awaryjne". Wspomniałam o tym na facebooku i widzę, że nie tylko mną kieruje ciekawość, ale i wy chętnie dowiedziecie się czegoś więcej w tej tematyce. 

Urodowo jestem leniwa i ograniczam się tylko do podstawowych zabiegów. Kilka kosmetyków sięgnęło dna, o czym pisałam tutaj, a już kolejna piątka czeka w pudełeczku na zrobienie pamiątkowego zdjęcia i wyrażenie ostatecznej mojej opinii. Kupuję niewiele i niewiele potrzebuję. Ale pochwalę się, bo udało mi się dzięki Waszym wiadomością dostać w niższej cenie (55 zł/szt. zamiast 85 zł) olejek do ust Clarins w perfumerii Douglas. I stopniowo dawkuję sobie tą dobroć przed wielkimi wyjściami! Mówiłam, że nie umiem się powstrzymać przed otwarciem! 

Po za tym, stawiam na sen i kładę się ostatnio szybciej bo ok. 23-23 zamiast 2-3 w nocy, dzięki czemu unikam ogromnego zmęczenia w ciągu dnia. Z tym spaniem to też ciekawa historia! Przyłapałam ostatnio niejednokrotnie naszego kocura, że wskakuje w nocy do łóżka, kładzie się koło mnie na wysokości mojego brzucha i przesypia noc, aż do momentu alarmu budzika mojego męża. Wtedy cwaniak ucieka i udaje, że go nie było. Nie gniewam się na niego, jest to nawet dla mnie miłe, że moja kulka chce spać przytulona właśnie do mnie i mam swoje ukochana dwa kocury obok siebie (ten drugi to mąż):)

To na razie wszystko, coś pewnie umknęło mojej uwadze, ale przyjdzie na to czas. Nie chcę się śpieszyć i czuć przymusu pisania. Chcę by wszystko to co robię sprawiało mi przyjemność, a blog przynosił również korzyść Tobie. Więc jeśli jakiś temat, o którym wspomniałam już dziś - szczególnie Cię zainteresował, zostaw komentarz. Albo napisz w kilku zdaniach co u Ciebie! 

19 komentarzy:

  1. Przedstawiasz bardzo rozsądne podejście. Podoba mi się, że wszystko tu jest poukładane, sama również analizuję ceny i lubię dokonywać w tej dziedzinie najlepszych wyborów, niemniej jednak nigdy nie rozumiem historii w tylu "za złotówką do Warszawy", czyli choćby na koniec miasta bo tak pare groszy taniej - lubię rozsądne podejście - takie jak Twoje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, zawsze śmieszyły mnie takie osoby co przejeżdżały pół miasta, bo tam taniej. Owszem kupuję też w innych miejscach niż moja dzielnica, ale głównie przy okazji załatwiania innych spraw na mieście, czy spotkania z przyjaciółką:)

      Usuń
  2. Z chęcia bym się dowiedziała czegoś więcej na temat kubeczka mentruacyjnego. Widziałam filmik na Youtube ale czuję, że to wciąż za mało. Obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam rozejrzeć się po stronie, a potem napisać na forum lub prywatnie do pani Ewy z magicznykubeczek.pl . Sama wybrałabym zupełnie inny model kubeczka i początkowo trochę żałowałam, jednak po kilku miesiącach widzę, że to była świetna decyzja :)

      Usuń
    2. Ja kubeczek wybierałam według testu (chyba 11 pytań) który można znaleźć w internecie, a po odpowiedzeniu na pytania pokazuje, który z kubeczków najlepiej wybrać;) Jak już doszedł do mnie wydawał się całkiem spory, ale poczyniłam pierwszą próbną aplikację i nie sprawiała problemu. Ale ostatecznie jak będzie się sprawdzał w dni miesiączki to się okaże, jak często mam konieczność wymiany itd. Bo być może okaże się, że nawet mniejszy dałby sobie radę na tyle godzin ile potrzebuję, ale to wyjdzie wszystko z czasem użytkowania.

      Usuń
  3. a ja to bym chciala wiedziec jak Ci sie sprawdza ten krem ze zdjecia bo szukam czegos takiego na dzien:) widze , że poszłaś o krok dalej jesli chodzi o oszczedzanie, gratulacje! ja póki co zapisuje wszystko co wydałam wlaśnie z wyjątkiem jedzenia, chyba czas to zmienić i wkładać wszystkie paragony do portfela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobię osobną recenzję, bo na to zasługuje:)
      Oj na jedzenie czasami można tak bezmyślnie przetrwonić spore sumy. Warto zapisywać i wiedzieć ile w miesiącu potrzeba pieniędzy na podstawowe wydatki jak: rachunki, jedzenie, zdrowie, higiena. Bo wiadomo kosmetyk można ale nie trzeba kupować jak się jest w fazie mocnego oszczędzania, do kina iść można ale również nie trzeba. Nie mówię by wszystkiego sobie odmawiać, ale niektóre kroki czasami warto podjąć, przemęczyć się i później cieszyć oszczędnościami;)

      Usuń
  4. Od prawie dwoch lat uzywam kubeczka i juz nigdy nie zmienie tej metody. Mam jeden kubeczek i nie potrzebuje dodatkowych rzeczy. Sprawdza sie u mnie rewelacyjnie jest wygodny, higieniczny itp. Dobra deczyja :) Bardzo przyjemny post :ú Z pozdrowieniami n. c Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super:) Jaka to oszczędność pieniędzy i środowiska! Mam nadzieję, że ja też się przekonam do tej metody, bo jestem zdeterminowana do stosowania:)
      Pozdrawiam;)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy temat posta. Całkowicie zgadzam się z Tobą Bogusiu, że w kwestii pierwszej randki zdecydowanie najlepiej sprawdza się minimum makijażu, ubrania w których czujemy się komfortowo i bycie po prostu sobą :) Po ponad 5 latach bycia razem MM nadal prawi mi komplementy i to właśnie w chwilach kiedy wg mojego uznania nie wyglądam tak jakbym sobie tego życzyła ;) Przeszliśmy razem bardzo wiele... czasami wydaje mi się, że ta naturalność na początku naszego związku pozwoliła nam lepiej się poznać i obdarzyć wzajemnie tym pięknym uczuciem jakim jest miłość...
    W kwestii oszczędzania też staram się zapisywać wydatki i planować menu. Dzięki temu wydajemy mniej jednocześnie lepiej się odżywiając.
    W tym roku podjęliśmy decyzję, że nie robimy sobie prezentów Walentynkowych... ponieważ tak naprawdę każdy dzień jest równie ważny i piękny, zwłaszcza kiedy spędza się go z ukochaną osobą. Miłych Walentynek - serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, poznać siebie bez udawania kogoś kim się nie jest. Bez oczekiwania od siebie później zawsze nienagannej fryzury czy makijażu. Bez zarzutów "zmieniłaś/ zmieniłeś się" czy "kiedyś dbałaś/ dbałeś bardziej".
      Chciałabym nauczyć się planować na cały tydzień, to też sporo ułatwiłoby mi robienie zakupów, ale może się tak w drążę w temat, że za kilka miesięcy będzie to dla mnie proste. Nie dowiem się, jak nie spróbuję.
      My też nie robiliśmy w tym roku prezentów na Walentynki, pewnie pójdziemy na jakiś spacer ;) A, że to niedziela to mamy sporo czasu dla siebie we dwoje.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Ale Twój Mąż ma z Tobą super! :) Samemu pewnie ciężko by mu było zapanować na dietą, ale ma Ciebie na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam by sobie nie poradził, jego zdolności kulinarne kończą się na kanapkach, jajecznicy czy ugotowania mrożonych pierogów.

      Usuń
  7. Szkoda że to żony bardziej wspierają mężów w odchudzaniu niż na odwrót. Moim koleżankom własnie z Vitalii czasami brakuje wsparcia z ich strony, dobrze, że mamy siebie tam ;) A próbowałaś Smacznie Dopasowanej czy tej drugiej, z indeksem glikemicznym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, mój mąż nigdy nie krytykuje mojej diety, zaakceptował to, że nie jem mięsa i nawet chodzi ze mną do wegańskich knajp;) Ale fakt, że często gdy się odchudzałam kusił mnie pizzą czy innymi smakołykami, zawsze wtedy, gdy nie mieliśmy czasu na gotowanie. Znaleźliśmy też na to rozwiązanie, bo w centrum handlowym w naszym mieście jest kilka knajp w jednym miejscu i można zjeść fast-fooda i coś zdrowszego w bio wey'u czy jak to się pisze, więc ja wybierałam te zdrowsze opcje. Mam silną wolę sama w sobie, więc nie dawałam się tak łatwo złamać.
      Dietę smacznie dopasowaną, nie było chyba wtedy z indeksem glikemicznym.

      Usuń
  8. No proszę, a mój mąż nie potrafił na początku zrozumieć, że nie będę mu robiła kanapek do pracy (chociaż wszystkie pozostałe posiłki sama przygotowuję) :-) Mama go nauczyła i jęczał na początku niemiłosiernie. Minęło kilka miesięcy i niedawno zauważyłam, że jednak potrafi! Jest postęp :) Czekam koniecznie na post z makijażem - w końcu to najbliższa mi tematyka. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak tak, naturalność ponad wszystko. Prawdę powiedziawszy, nie znam faceta, który lubi tapetę na twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj tak, zdrowe produkty są droższe, niekiedy kilkukrotnie, więc jeśli dobrze się nie rozplanuje wydatków, trzeba potem na sobie zaoszczędzić. Najbardziej nie opłaca się odwiedzać sklepów windujących ceny.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!