2 miesiące bez mięsa | Dlaczego? Co jem na co dzień?

POCZĄTEK
Odkąd wykluczyłam z diety laktozę (w maju 2015) czuję się o niebo lepiej! Zgodnie z przepuszczeniami endokrynologa, laktoza była główną przyczyną mdłości, biegunki i bólów brzucha. Wspominam o tym kilkoma zdaniami, dla tych czytelników mojego bloga, który dołączyli do mnie niedawno. Więcej postów na temat mojej diety chronologicznie znajdziecie tutaj

Szukając alternatywy dla produktów mlecznych, oraz w ogóle pomysłu na to co mogę jeść zaczęłam wzorować się na weganach. Przecież oni nie jedzą mleka i przetworów a żyją;) Nawet jeżeli uważasz to za nie mądre, lub nie wyobrażalne dla Ciebie - weź z nich przykład, nauczą Cię jak przyrządzać i jeść więcej warzyw. 

Próbowałam co rusz nowych przepisów. Między innymi znalazłam alternatywę dla masła o czym pisałam tutaj, mleko krowie zamieniłam roślinnym (najbardziej lubię ryżowe!), zrobiłam własną wegańską śmietankę do sosu do makaronu (z pestek dyni), znalazłam przepis na pyszne ciasta itd. Ogromnie pomocna okazała się książka z przepisami Jadłonomia, oraz jej blog. Z samej książki wypróbowałam przeszło 20 przepisów, do których regularnie wracam (nawet w momencie pisania tego posta gotuje zupę krem z brokułu). 

Jedząc mięso nie było źle. Właściwie nie cierpiałam za bardzo po odstawieniu laktozy. Wręcz odwrotnie, schudłam, bo wiele tłustych produktów poszło w odstawkę: ser, pizza, śmietanowe sosy, większość chipsów, ciastek itd. Chociaż wcześniej tych produktów nie jadałam jakoś znacząco dużo to i pomimo aktywności fizycznej, moja waga stała w miejscu, a nawet tyłam. Teraz wiem, że produkty mleczne mi szkodzą - więc mnie nie kuszą. 

IDEOLOGIA 
Nie zgłębiałam ideologii, ograniczania cierpienia zwierząt, dalej jadłam mięso w myśl "tak zostałam wychowana". Przecież rok w rok spędzałam wakacje na wsi, gdzie dziadkowie hodowali zwierzęta - by móc później je zjeść. Nie była to hodowla na skalę przemysłową, tylko taka zaspokajająca potrzeby dwupokoleniowej rodziny. Nadwyżka była towerem wymiennym wśród sąsiadów. Kury chadzały wolno, skubiąc to co oferuje matka natura. Kozy, krowy również wypasane były całymi dniami na dworze, dodatkowo Babcia kosiła kosą dla nich trawę itd. Miały dobre warunki. Myślę, że za swojego życia nie doznały cierpienia. 

Nie chciałam zgłębiać tematu cierpienia zwierząt, nikt nie chce słyszeć a tym bardziej zobaczyć na własne oczy jak są traktowane w hodowlach na skalę przemysłową. Wolimy wierzyć w humanitarny chów i ubój itd. Wygodnie kupuje się porcjowane mięso w sklepie, nie patrzymy wtedy na piersi z kurczaka jak na kurczaka, tylko jak na zwykły produkt jak ryż, czy brokuł. Ja też wolałam o tym nie wiedzieć. 

A MOŻE ZDROWIE?
Ale, coraz częściej oglądałam na youtube: nissiax83 - przeszła na dietę wegańską ze względów zdrowotnych, czy MayaTheBee również ideologicznych. Zgłębiałam temat i stwierdziłam, że dieta wegańska/ roślinna jest najzdrowszą opcją jaką mogę wybrać, a po wykładzie Gary Yourofsky nie miałam ochoty więcej jeść mięsa. 
Dalej zgłębiam swoją wiedzę w tym zakresie, przeczytałam już całą książkę "Dieta roślinna na co dzień" Hever Julieanna, a obecnie czytam "Nowoczesne zasady żywienia" Campbell T. Colin, Campbell II Thomas M. Które rozwiały moje wszelkie wątpliwości na temat niedoboru białka i innych składników odżywczych na diecie wegańskiej. Oraz utwierdziły mnie w przekonaniu, że postępuję dobrze, dla swojego zdrowia. Książki te nie poruszają aspektów cierpienia zwierząt, opierają się głównie na badaniach o szkodliwości białka i tłuszczy pochodzenia zwierzęcego i słuszności diety roślinnej. Badania prowadzone były również pod kątem genetyki. Więc może Cię to zainteresować jeżeli w Twojej rodzinie występują choroby takie jak: cukrzyca, nadciśnienie, zawały, nowotwory i inne. Tak samo jak wspomniane youtuberki - polecam te książki! Wiem, że na rynku jest też wiele innych pozycji wartych poznania, więc jeśli czytałaś, daj znać w komentarzu;)

CO JEM?
I tak mijają już dwa miesiące bez mięsa. Wyjątek to 0-1 porcja w tygodniu: ryba, owoce morza (wiem, ryba i owoce morza to też mięso), jajka, ale być może i te produkty wykluczę w przyszłości. Mając na myśli porcję nie chodzi mi o to, że każdy z tych produktów jem w tygodniu, tylko jedną z pośród wymienionych np. raz w tygodniu zjem kawałek ryby a w kolejnym tygodniu zjem jajko, a jeszcze w następnym nic z tych rzeczy. 

Śniadania to przeważnie płatki na mleku przepis tutaj, albo kasza manna, kleik ryżowy, ryż z jabłkiem. Zużywam to co mam jeszcze w domu. Przekąski to głównie świeże/suszone owoce, sok świeżo wyciskany albo smoothie. W zależności od moich upodobań danego dnia. Na zakupach spożywczych często kieruję się intuicją i tym na co mam aktualnie ochotę. Wącham, dotykam i wybieram owoce, warzywa. 
Z przepisów Jadłonomia: Chowder kalafiorowo-kukurydziany; Zimowa zupa z brukselki i jabłka (smakuje bardzo podobnie do krupniku); Zupa pomidorowa z mlekiem kokosowym i ryżem.
Na obiad królują zupy, jesień - zima temu sprzyja. Pewnie latem częściej będę jadać sałatki. Teraz potrzebuję czegoś na rozgrzewkę. Jem sporo, dwie a nawet czasami 3 porcje. Oraz wszelkie makarony, bo uwielbiam makarony z sosem pomidorowym! Do łask wróciły kasze, ryż podaję do pieczonych warzyw, sosów warzywnych czy kiszonej kapusty, ogórków itd. Soczewica, ciecierzyca pod różną postacią. 
Z przepisów Jadłonimia: Bób po Libańsku; Makaron niegrzecznej dziewczyny; Płaty lazanii (zamiast kurek użyłam pieczarek).
Staram się wybierać warzywa sezonowe i na nich opierać swoje menu. Nie korzystam z bardzo wyszukanych przepisów, nie chcę gromadzić zbyt wiele przypraw, olei, dodatków które używa się wyłącznie do jednego dania. W ogóle gotowanie wegańskie jest bardzo proste. Okazuje się, że obiad można zrobić z 2-3 składników np. wspomnianą już wcześniej zupę krem z brokuła. 

Rzadko jadam produkty gotowe typu serki/jogurty sojowe, tofu i inne. W ogóle unikam dużej ilości soi z racji mojej niedoczynności tarczycy. Po za tym zależy mi by moja dieta była w miarę możliwości z jak najmniej przetworzonych składników. 
Hummus klasyczny z przepisu Jadłonomia; sałatka ze szpinakiem to moja inwencja twórcza.
Na kolację sałatki lub żytnie pieczywo na zakwasie (koło mnie sprzedają takie bez dodatków drożdży). Do pieczywa jadam najczęściej awokado, pasty z fasoli, przeróżne hummusy (w tym przypadku czasami kupuję gotowca), a nawet pasztet z soczewicy, który robiłam na święta na pewno będę przygotowywać częściej. Na kanapkach lądują warzywne dodatki, czy to kawałek pomidora, czy ogórka, papryki, rzodkiewki, kiełki itd. 
Jeżeli chodzi o smakołyki, dla chcącego nic trudnego;) Mogę Ci z czystym sumieniem polecić kilka sprawdzonych przeze mnie przepisów: Bezglutenowe brownie z ciecierzycy - ciężkie, mocno czekoladowe; Placek z rabarbarem i marcepanem - lekkie, wilgotne a'la placek jogurtowy, doskonale smakuje również z innymi owocami śliwkami czy jabłkiem, pomijałam marcepan; Ulubione ciasteczka owsiane - są przepyszne, ale następnym razem olej kokosowy zastąpię innym tłuszczem roślinnym, bo olej kokosowy w tych temperaturach za szybko tężeje; Ratunkowe czekoladowe ciasto szybkie do przygotowania i pieczenia (jedynie 25 minut) i zapewne masz wszystko co potrzebne w swoim domu; Rafaello z kaszy jaglanej pyszne! chociaż dla mojej siostry za mało słodkie, więc przed uformowaniem kulek posmakuj masę i w razie potrzeby dosłodź; Karmelizowane orzechy z suszonymi śliwkami i brandy super do zagryzania przy piwku lub do filmu, słodko - pikantne.

Moja waga stoi w miejscu, centymetry ciała również, chociaż moja aktywność fizyczna jest teraz mniejsza niż w wiosną-latem. Teraz poświęcam około 10 h miesięcznie na ćwiczenia, o mojej aktywności chronologicznie znajdziesz więcej tutaj.

RODZINA I PRZYJACIELE
Zaakceptowali moją decyzję, chociaż nie każdy uważa ją za słuszną, a niektórzy uważają za chwilową modę/ zachciankę, która mi minie. Nie wiem, nie chcę się deklarować na tak wczesnym etapie, że już nigdy nie zjem mięsa, ale raczej ku temu zmierzam, czas pokaże. Podziwiam moją Mamę, która specjalnie dla mnie robi wegańską opcję na niedzielny obiad (jej gołąbki to była czysta poezja smaku!), chociaż tego od niej nie wymagam, bo mogę zjeść ziemniaki z surówką i nie będę wybrzydzać. Tak samo, przyjaciółka Olcia, która specjalnie ze mną na tegoroczne święta zrobiła wegańskie pierniki <3

Jeżeli chodzi o mojego męża, dalej jest mięsożercą, aczkolwiek ja nie przygotowuję mu mięsnych posiłków. Nie umiem gotować i nie smakować, więc tego nie robię. Je dania wegańskie, które przygotowuję, a na śniadania czy kolacje zje ser czy wędlinę. Będąc u rodziców raz w tygodniu zje mięsny obiad, czy podczas jedzenia na mieście. To dorosły człowiek, którego nie zamierzam do niczego zmuszać, przekonywać na siłę. Ale nie ma też oporów odkrywać ze mną wegańskie knajpy w trójmieście :)

W gościach nie wybrzydzam, zawsze powtarzam: "mną się nie przejmujcie, ja sobie poradzę" najwyżej jem coś przed wyjściem z domu, albo "poszczę" kilka godzin dłużej i najadam się po powrocie do siebie. Od kilku godzin nie jedzenia nie umrę. Możesz też ze mną wyjść do knajpy na obiad, na pewno w menu znajdę coś dla siebie, a jeśli nie to przecież można poprosić kucharza o przygotowanie warzyw + kaszy/ryżu/ziemniaków lub o wykluczenie jakiegoś składnika z dania widniejącego w karcie. Nie obrażę się na Ciebie, za to, że jesz mięso - to Twój wybór!

FINANSE 
Według mnie będąc na diecie wegańskiej nie wydaję więcej na jedzenie niż wcześniej. Raczej nie dużo taniej, ale powiedziałabym na równi. Mięso zastąpiły większe ilości warzyw, owoców. Kasze, ryż, fasola, ciecierzyca, soczewica - to nie są drogie produkty, bo po ugotowaniu pęcznieją zwiększając swoją objętość i na długo dają uczucie sytości. Nie kupuję wymyślnych produktów, a zakupy w warzywniaku koło domu okazują się niejednokrotnie tańsze od tych w markecie. A, że kupuję to na co mam aktualnie ochotę, mniej się marnuje, mniej ląduje w koszu.

To chyba wszystko co chciałam napisać w tym temacie, jeśli masz pytania pisz w komentarzu. Może jesteś zainteresowany/a foodbookiem? Zestawieniem wszystkiego co jadłam w ciągu jednego dnia, raz na jakiś czas? 

Komentarze

  1. Podstawa to wiedzieć, co się robi i jeść zdrowo. Myślę, że tobie się to udaje. Kiedyś przy innym poście próbowałam ci napisać o mojej diecie weganskiej i niedoczynnosci, ale post się nie wysłał. Spróbuję teraz: po ośmiu latach bez mięsa, w tym paru latach weganskich, wróciłam do mięsa, jaj i ryb. Obecnie jem go mało, ale jem. Przez pierwsze trzy lata wege było super, a poźniej wyszła mi niedoczynność. Niestety wtedy jeszcze nie wiedziałam, że soja i produkty mączne mi szkodzą, wiec jadłam ich sporo. Efekt wiadomy. Do powrotu do mięsa namówił mnie lekarz, ale nie musiałam tego robić. Dziś (po czterech latach z mięsem) czuję się dobrze bez hormonów, ważny jest ruch i unikanie stresu. Tobie życzę powodzenia - na pewno będę śledzić bloga i trzymać kciuki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twój komentarz, szkoda, że poprzednio nie udało Ci się dodać, ale czasami blogger szwankuje. No proszę, mogłaś odstawić leki? Też bym chciała osiągnąć taki efekt! Ja mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć, a jeśli nie to chociaż zostanę na niskiej dawce tak jak dotychczas, właśnie muszę się umówić na wizytę kontrolną do endokrynologa. Ruch i unikanie stresu - staram się ćwiczyć codziennie chociaż te 20-30 minut i nie stresować:) I całkiem nieźle mi to wychodzi. Dziękuję i wzajemnie wszystkiego dobrego!

      Usuń
    2. Wracam z odpowiedzią. ;) W moim przypadku okresy najgorszego samopoczucia związane były z długotrwałym stresem. Gdy stres minął po jakimś pół roku zdecydowałam, że spróbuję nie brać hormonów. Miałam robione różne badania, nie tylko tarczyce, tez kortyzol itp. (cały pakiet badań z oferty przychodni) i lekarz zgodził się na odstawienie. Minus jest taki, że muszę stosunkowo często się badać i mimo wykupionego abonamentu medycznego i tak czekam dosyć dlugo na wizytę u endo. Mąki unikam (lata doświadczeń ;)), choć pozwalam sobie na coś razowego od czasu do czasu, za to soja odpada całkowicie. Moim zdaniem przy niedoczynnosci i wege lepiej iść w warzywa i kasze (np. gryczana) niż w pieczywo i makarony, tak jak ja to niestety z braku czasu robiłam będąc na studiach.

      Usuń
    3. Rozumiem. Ja również miałam podwyższony mocno kortyzol, myślę, że ten stres mocno mi się nasilił po wypadku samochodowym i może przez to ta tarczyca dała mi we znaki. Z ciekawości i tym razem zrobię poziom kortyzolu. Również mam wykupiony pakiet medyczny, ale akurat do endokrynologa chodzę innego z polecenia i jestem bardzo zadowolona, że trafiłam na tego człowieka.

      Mi mąka tak nie szkodzi, nawet zanim odstawiłam laktozę i stwierdzono u mnie niedoczynność próbowałam diety bezglutenowej, ale nie miała na mnie żadnego pozytywnego wpływu. A makarony na szczęście w Biedronce można już kupić do spaghetti makaron z mąki kukurydzianej - czyli bezglutenowy i często go wybieram. Na obiad często wybieram kasze czy to gryczaną, jęczmienną, pęczak. Soja sporadycznie mleko jak jestem na mieście i mam ochotę na latte, ale ja kawę już nawet nauczyłam się pić czarną. Tofu jadłam na razie 2 razy, chcę spróbować coś jeszcze z niego przyrządzić ale nie myślę o nim jako o stałym elemencie mojej diety, ewentualnie jako urozmaicenie:)

      Usuń
  2. chyba sięgnę po te przepisy. już od kilku lat nie jem mięsa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiało próbuj, są proste i smaczne;)

      Usuń
  3. Czego się nie robi dla ukochanej przyjaciółki <3 Nawet piernikowy krem daktylowy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniam! Wyjadałam ze słoiczka paluchami taki ze mnie żarłok;P

      Usuń
  4. Ciekawa sprawa, potrawy wyglądają smakowicie! :) Ja jak jestem na studiach w Krakowie to też nie jem w ogóle mięsa bo jakoś mam obawy przed tym kupionym w Krakowie i w ogóle nie sprawia mi to problemu, ale jak jestem w domu to zawsze coś zjem razem z resztą rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze chociaż ograniczyć spożycie mięsa, niestety sporo osób "mięsożernych" je go bardzo dużo, w sensie nie wyobraża sobie obiadu bez, a surówki, ziemniaki czy kasze praktycznie wcale. Do tego wędliny i sery, które są wątpliwej jakości. Ja tak sobie nieraz z mojego męża żartuję, że je ser z serem:P

      Usuń
  5. Już rok jestem na diecie wegetariańskiej i początkowo miała być to droga do weganizmu, jednak po obserwowaniu własnego organizmu stwierdzam, że może to nie być dla mnie dobra droga. Zastanawiam się nad wykluczeniem nabiału, ale wprowadzeniem ponownie ryb do diety. Ogólnie czuję się dużo lepiej bez mięsa, polecam każdemu spróbować, ale nie naśladujmy w tym bezmyślnie innych osób. Należy dietę dostosować do własnego organizmu, dokształcić się w tym temacie i być pod opieką dobrego lekarza. Ciało ludzkie to skomplikowane dzieło, bądźmy rozsądni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brać z kogoś przykład a naśladować to dwie różne sprawy. Nissiax83 i MayaTheBee pokazują, że na weganizmie wbrew opinią je się dużo. Nissiax83 robi wiele urozmaiconych i smakowicie wyglądających przepisów, natomiast MayaTheBee bazuje na prostszych. Dzięki temu przekonałam się, że nawet jak nie mam dużo czasu to mogę zjeść zdrowo - kasza/ryż + warzywa i być najedzoną. A nie koniecznie zapychać się kanapkami.
      Wsłuchuje się w swój organizm i coraz lepiej potrafię odczytywać jego sygnały:) Mam dobrego lekarza i tak jak pisałam ciągle pogłębiam wiedzę. Dzięki książce 'dieta roślinna na co dzień" wiem jak komponować posiłki ;) Rozsądek przede wszystkim !

      Usuń
  6. Każdy ma prawo jeść jak chce, to jego osobisty wybór i jeśli nie zmusza do swojej filozofii innych to mi nic do tego :) Super, że czujesz się lepiej, ale tylko jedna moja uwaga - mięso jest źródłem B12 (i innych wit z gr. B), a ty jak piszesz masz niedoczynność - pamiętaj aby uzupełniac ją bo tarczyca nie będzie zadowolona ;-) Pozdrawiam i życzę zdrówka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą:) Suplementuję wit. D3 od września i w zeszłym tygodniu zaopatrzyłam się w B12 :) Niedługo czeka mnie wizyta u lekarza i zobaczymy jak wyniki:)

      Usuń
  7. Najpiękniejsze jest to, że nasze kubki smakowe przeżywają istną rewolucję. Chcąc nie chcąc jemy więcej warzyw, przez to mniej smakują nam już mocno przetworzone produkty. Nigdy nie skuszę się na zupę z warzywnej kostki rosołowej, czy frytki posypane wegetą bo czuję jakbym jadła płyn do mycia naczyń.
    A pizza z serem na którą sobie pozwoliłam jakiś czas temu? Jej smak równał się z wypiciem słoika oleju. Zero smaku, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, im czyściej się je tym bardziej odkrywa się naturalne smaki np. pomidora:) Ja nawet jak gotuję to w niektórych potrawach pomijam już przyprawy bo smakuje mi w podstawowej wersji.
      Pizze wegańską jadłam pyszną w Gdańsku w Ósemce - mają też opcje normalne dla mięsożerców, więc można się wybrać z osobami, które z mięsa rezygnować nie zamierzają. Ale jak na razie taką pizzę jadłam raz i nie chcę też za często, bo mimo wszystko to dalej przetworzone produkty, fast -food.

      Usuń
  8. Ja swego czasu w celu zniwelowania trądziku zaczęłam jeść inaczej. Stopniowo zaczęłam odstawiać mleko, mięso i przetworzone produkty. I tak doszłam do momentu w którym wszyscy w rodzinie debatowali tylko o tym, że powinnam jeść mięso bo będą niedobory blablabla. Jeżeli pilnuje się spożywanych kalorii w ciągu dnia to nie ma najmniejszych problemów z jedzeniem. Jeśli za mało.. to niestety czuje się głód. Obecnie piję mleko sojowe, ryżowe też smaczne! Krowie mleko zazwyczaj działa wzdymająco. Przeróżne owocowe koktaile to była masakra dla brzucha.. Odstawiłam i już nie miewam takich problemów. MayaTheBee też swego czasu królowała u mnie w oglądanych filmach na yt. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, ja wcześniej bym nawet nie pomyślała, że zła cera to wynik picia mleka. Fakt mocno mi się poprawiła. Ale u mnie mleko po prostu robiło rewolucję w brzuchu i "wywracało flaki na drugą stronę". Sojowego piję bardzo bardzo mało ze względów na niedoczynność tarczycy, ale ryżowe uwielbiam! Nie wiem czy próbowałaś orzechowe? Też jest ciekawe w smaku;)

      Usuń
  9. Wszystko wygląda bardzo apetycznie. Lubię przepisy z Jadłonomii, ale jeszcze muszę się bardziej wdrożyć w wegańskie smaki. Sama raczej nigdy nie wykluczę całkowicie mięsa z diety (uwielbiam ryby i owoce morza), ale coraz częściej gotuję bezmięsne obiady, bo chcę wprowadzać w życie mojej rodziny jak najwięcej warzyw. A mleko ryżowe uwielbiam i Maja także mogłaby je pić non stop :) Wiem, że bez nabiału mogłabym żyć, ale nie mam ciśnienia, by wykluczać laktozę, nie mam z nią żadnych problemów. Tylko ten cukier, jednak za dużo cukru w naszej diecie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu mądrze robisz serwując swojej rodzinie więcej warzyw:) Ja nie chcę nikogo przekonywać na siłę do odstawiania laktozy czy mięsa, ale wdrążanie więcej warzyw i owoców na pewno przyniesie korzyści:)
      U mnie cukru takiego białego jest niewiele, chociaż nie ukrywam czasami słodzę herbatę kiedy mam ochotę na coś słodkiego, bo przecież nie piekę ciasta i ciasteczek co tydzień czy częściej, prędzej raz na 1-2 miesiące.

      Usuń
  10. U mnie cała historia ze zdrowym odżywianie zaczęła się właśnie od problemów z cerą:) i tak poszło dalej. Los chciał, że trafiłam na mądrą! kosmetyczkę, która zaleciła ograniczenie laktozy... i tak się zaczęło!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwidoczniej sama musiała mieć problemy z laktozą co objawiało się na jej cerze. Ja wcześniej nie wpadłam sama na to, że moje problemy są z laktozą związane. Tzn. odstawiłam normalne mleko i piłam to bez laktozy ale w dalszym ciągu jadałam sery, jogurty, maślanki - które mi szkodziły.

      Usuń
  11. nie jem mięsa dokładnie od 20 grudnia i czuje sie super:) a nabiał odstawiłam jakos w październiku i rownież mi go nie brakuje.moj kolega ze studiów stwierdził ze nie zdałam biochemii dlatego ze nie jem mięsa ,ale pozostawiłam to bez komentarza.rodzice na poczatku nie byli zachwyceni...ale teraz juz przestali to komentować,wiec jest postęp:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhee wynika to tylko z niewiedzy kolegi:P
      A rodzice przyzwyczają się i jak ugotujesz im coś smacznego to być może sami przekonają się do jedzenia większej ilości warzyw:)

      Usuń
  12. Cześć ;)
    Ważne aby jeść dobrej jakości produkty i starać się urozmaicać swoje posiłki ;) Fajnie, że pokazujesz coś innego, zawsze można się zainsirować. Niestety mój mąż życia bez mięsa sobie nie wyobraża i np zupa zawsze musi być na rosołku. Z drugiej strony ja kocham ryby i owoce morza. Nie wyobrażam sobie bez nich obiadów choć raz w tygodniu. Tak samo lubię wędzoną rybe na kanapki czy sałatki. Dlatego weganką nigdy nie będę. Wiele rzeczy (do kuchni, ale też w życiu) które uwielbiam są pochodzenia odzwierzęcego. Myślę, że w diecie jak i w życiu potrzebny jest zdrowy rozsądek, a wtedy wszystko będzie dobrze. Szczerze, też nie lubię etykietek: weganka, wegetarianka itd. Jest wiele osób które jedzą ciekawie, kolorowo i co najważniejsze zdrowo a wcale nie deklarują, że są weganami czy na diecie wegańskiej np. http://www.losfruittismama.com/#!blog/czwt
    Reasumując życzę abyś była zadowolona ze swojej diety ;) i pogłębiała temat. Trzymam za Ciebie kciuki i wspieram ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tą swobodę, że mąż zje prawie wszystko to co ja, a jak ma na coś innego ochotę to niech sobie zrobi:P Owoce morza i ryby to też coś czego będzie mi najtrudniej sobie odmówić, dlatego tego jeszcze nie wykluczyłam.

      Pochodzenia odzwierzęcego lubię buty, torebki i kurtkę - nie chcę z tego rezygnować, uważam te rzeczy za trwalsze itd. z kosmetykami również, chętnie sięgam po naturalne, organiczne ale nie będę szukać na siłę tych wegańskich więc też nigdy nie będę weganką.
      Bloga na pewno odwiedzę :)
      Dziękuję, jak na razie jestem zadowolona i odkrywam wiele nowych smaków:) Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Jako nastolatka przez 4 lata nie jadłam mięsa z przyczyn ideologicznych. Jadłam jednak ryby i produkty pochodzenia zwierzęcego (jajka, mleko, masło, itd.). Obecnie jadam mięso codziennie i nie wiem czy dałabym radę przejść na dietę wegańską. Z jednej strony chciałabym, bo kocham zwierzęta i uważam, że to z mojej strony hipokryzja. Z drugiej strony jednak lubię smak mięsa i nie wiem czy potrafiłabym je czymś zastąpić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to hipokryzja czy nie, nie chcę się wdawać w szczegóły i rozliczać kto jest lepszy a kto gorszy. Ważne, aby Twoja dieta Ci służyła. Ja też lubię smak mięsa, może nie każdego, ale wiele tak. Hm nie szukam takich typowych zamienników, nie próbuję robić kotletów imitujących kurczaka, ale za to odkrywam nowe, wcześniej mi nieznane smaki. Bazuję głównie na owocach, warzywach, kaszach. Ale z tego co wiem, to jest na rynku coraz więcej produktów imitujących mięso, czy to wegańskie salami, szynka czy kiełbaski i gotowe dania. Jadłam raz taki granulat z tofu i makaronem i sosem pomidorowym bardzo przypominał w smaku spaghetti bolognese;)

      Usuń
    2. Nie wiem czy to hipokryzja czy nie, nie chcę się wdawać w szczegóły i rozliczać kto jest lepszy a kto gorszy. Ważne, aby Twoja dieta Ci służyła. Ja też lubię smak mięsa, może nie każdego, ale wiele tak. Hm nie szukam takich typowych zamienników, nie próbuję robić kotletów imitujących kurczaka, ale za to odkrywam nowe, wcześniej mi nieznane smaki. Bazuję głównie na owocach, warzywach, kaszach. Ale z tego co wiem, to jest na rynku coraz więcej produktów imitujących mięso, czy to wegańskie salami, szynka czy kiełbaski i gotowe dania. Jadłam raz taki granulat z tofu i makaronem i sosem pomidorowym bardzo przypominał w smaku spaghetti bolognese;)

      Usuń
  14. Nigdy nie lubiłam mięsa, ale jadłam na siłę, w końcu 1,5 roku temu powiedziałam dość i od tej pory czuję się cudownie. Co ciekawe zauważyłam, że mniej choruję ;) Super jest to, że gdy rezygnuje się z mięsa zaczyna się jeść dużo różnorodniej i kolorowo. Powodzenia i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak mówisz, różnorodnie i kolorowo i wszystko tak cudownie smakuje;)

      Usuń
  15. Ja ciągle jeszcze jem mięso, coraz mniej, ale jem. Właściwie tylko na obiad i to z lenistwa. Mam w domu mięsolubne towarzystwo kręcące nosem na zieleninę. Nie zawsze chce mi się gotować 2 obiady, a jak małż gotuje tym bardziej nie mogę wybrzydzać. Zrezygnowałam z wędlin, kiełbas etc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem:) Ale dobrze chociaż ograniczyć jego spożywanie;)

      Usuń
  16. U mnie z jedzeniem mięsa jest dziwnie.. Dziwnie - bo nie wiem jak to określić.. Mój narzeczony nie je mięsa , ryb , jajek już kilkanaście lat i nawet grypa go nie bierze :) pomijając fakty zdrowotne , gdy jestem u niego to wiadomo , że też nie jem , chociaż on mi nie zabrania itp Nie mieszkamy jeszcze razem , więc jak wracam do rodziców..to zaczynam mieć ochotę..i biję się z myślami..i po jakimś czasie i tak zjem.. a Wiem jak zwierzęta są traktowane , oglądałam straszne filmy , które później śniły mi się po nocach m.in taki film jak krowa jest zabijana (jest takie ciasne wejście , ludzie od tyłu ją w nie po pypchają , ona nie wie co się dzieje..odgłosy straszne , jest łapana w taką obręcz , porażana chyba prądem..jeden mężczyzna rozcina tętnicę , gardło , drugi zakłada obręcz na nogę i już ona wisi i wierzga.. Masakra.. i minuta nie minie i kolejna krowa.. Dziwię się sama sobie , że nadal mnie ciągnie do mięsa.. i mój narzeczony stwierdził , że może mam taki organizm który dłużej nie wytrzyma bez tego "pokarmu" , że z czasem i tak coś muszę zjeść . Nie mam pojęcia..ale wiem jedno , że ludzie są najgorszym gatunkiem , który we wszystkim widzi możliwość zarabiania - począwszy od (hodowli psów/ kotów na siłę , co nie jest normalne..czasem jakaś fundacja znajdzie taką "hodowlę" - widoki tragiczne.. ) , (traktowanie zwierząt domowych i hodowlanych - bicie zwierząt , wyrzucanie , wyżywanie się na nich , znęcanie itd ; hodowlane - przypomnę tutaj o transporcie zwierząt do rzeźni , po transporcie zwierzęta są bardzo zestresowane..z połamanymi kopytami , poobijane..bo nie myślcie , że kierowca wiedząc że TO trafi na rzeź jedzie wolno..wyładunek - zwierzęta bite prętami..eh..) ; (hodowla zwierząt na zabicie , traktowanie NATURY jako coś co zawsze będzie , myślenie.. jest i zawsze będzie.. ) , kończąc na złym traktowaniu ludzi INNYCH ludzi..jak ludzie sami siebie traktują nawzajem.. Można by było wymieniać i wymieniać.. Sama nie jestem "święta" , bo jadam..ale zamierzam to zmienić i nie jeść w ogóle.. mam nadzieję , że teraz mi się to uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleksandro to, że masz już świadomość jak zwierzęta są traktowane to już dużo zmienia w Twoim zapatrywaniu się na mięso. To, że nie umiesz z niego w pełni zrezygnować to kwestia przyzwyczajenia, domowych rytuałów, że mięso jest i będzie. Mi też przyrządzone mięso pięknie pachnie, ale na zapach surowego ostatnio zrobiło mi się aż niedobrze w sklepie. Wszystko kwestia czasu, nic na siłę. Wierzę w Ciebie, że jak chcesz to Ci się uda!

      Usuń
  17. im mniej jemy mięsa tym czujemy się lżejsi i mniej ospali. Polecam ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!