10 sty 2016

Marie Kondo "Magia sprzątania" | Moja opinia.

recenzja książki "Magia sprzątania"
Tę książkę już dawno widziałam w księgarniach, a na blogach od jakiegoś czasu można przeczytać recenzję: pochlebne jak i negatywne. Dziś chcę się odnieść do swoich odczuć po przeczytaniu książki. Sam tytuł jest na tyle chwytliwy, że przyciągał wzrok i zapadł w mojej głowie na długo. Początkowo obawiałam się, że będzie to kolejny poradnik typu jak zostać perfekcyjną panią domu, czy inną perfekcyjną francuską do czego mi daleko i nie ku temu zmierzam.

W książce Marie opisuje swoje doświadczenia już z wczesnego dzieciństwa, jak to uwielbiała porządkować, organizować swoją przestrzeń, ale i swojej rodziny. Czytając te wspomnienia myślałam, boże ! ta dziewczyna jest chorobliwą pedantką. Podobnych zachowań dopatruję się w mojej Mamie, która dzwoniąc do mnie o 7 rano opowiada, że wysprzątała już całe mieszkanie, a ja jeszcze słodko chrapię... Mama rozpoczyna i kończy dzień porządkami, robi porządki także w ciągu dnia, jest na tym punkcie tak zafiksowana, że nie usiedzi spokojnie na tyłku pijąc z Tobą kawę. 

Dosłownie przeraziłam się czytając historię Marie, ale po latach opracowała swoją Metodę KonMari i została konsultantką sprzątania. Jej metoda jest banalnie prosta, wystarczy pozbyć się nadmiaru rzeczy, kierując się kryterium czy dany przedmiot sprawia radość czy nie. Wiem, że brzmi to idiotycznie, bo przecież ścierka do czyszczenia podłogi nie sprawia mi radości, ale jest niezbędna. I tutaj Marie dokładnie opisuje dlaczego tak a nie inaczej, nie będę powielać tej treści. Ale ma ku temu dobre argumenty i piszę to ja, osoba która już w ubiegłym roku pozbyła się ponad 700 przedmiotów ze swojego otoczenia!

Proponuje też sprzątać kategoriami: ubrania, książki, papiery itd... (dokładny podział i kolejność znajdziesz w książce). A nie miejscami np. jedna szafa, jedna szuflada na dzień itd. Dlaczego tak a nie inaczej, też ma dobre wyjaśnienie. Przyznaję, że nigdy tak nie robiłam, pewnie dlatego, że wszystkie poradniki skupiały się na miejscach czy inny sposób sprzątania był praktykowany w moim domu. Zajmowałam się jednym miejscem, później przechodziłam do kolejnego itd. Ostatecznie, gdy posprzątałam wszystko (albo już w połowie) zaczynał się ponownie tworzyć bałagan w miejscach wysprzątanych, lub po prostu się zniechęcałam. Nie zaszkodzi więc wcielić w życie Metodę KonMari i za jakiś czas wrócić na bloga i opisać swoje spostrzeżenia.
" Kiedyś oznacza nigdy."
Sprzątaj raz a dobrze, bez sentymentów i nadziei, że może tą książkę jeszcze przeczytam, a może tą rzecz ubiorę, chociaż leżą od lat nie używane. Wiem, jakie to ciężkie, bo sama byłam/ jeszcze trochę jestem takim mięczakiem. Na szczęście ja już mam część porządków za sobą, rozprawiłam się już dawno z torebkami, butami, ubraniami, kosmetykami. Ale jeszcze trochę przede mną, tym razem posprzątam kategoriami. 

Żeby było zabawniej w połowie czytania książki, wzięłam się za wyrzucenie rzeczy z którymi od roku zwlekałam (jeszcze bez zastosowania metody KonMari), bo czułam, że mnie uciskają i na pewno nie chcę przetrzymywać ich dłużej. Z pod mojego łóżka wyciągnęłam dwa ogromne pojemniki ubrań (nie pamiętam kiedy ostatnio do nich zaglądałam) i bez sentymentów, planów na sprzedaż itd. zapakowałam do dwóch wielkich worów i wyniosłam do kosza pck. Nawet nie wiesz jaką mi to przyniosło ogromną ulgę.

Odkładanie pozbycia się rzeczy w czasie, często spowodowane jest myślą "a może to sprzedam", zamiast wyrzucić. Pewnie ja też bym chciała by wszystkie moje rzeczy miały jeszcze drugie życie i dodatkowo na tym zarobić! Ale nie chcę ich oddawać komuś bliskiemu, by nie spychać na niego odpowiedzialności za moje rzeczy. Nawet jeżeli są to całkiem nowe przedmioty. Część rzeczy oddałam na gratyzchaty.pl, ale najlepiej uczynić to od razu, gdy poczujemy, że tego przedmiotu nie chcemy. Zrobić zdjęcie, opisać, wystawić, zapakować, wysłać... To bywa czasochłonne i potrafi zniechęcić, więc jeśli jesteś z tych ociągających się, to od razu lepiej wyrzuć do kosza na śmieci. Ubrania tak jak pisałam już kiedyś oddaję do kosza pck, wiem, że dzięki temu trafią do kogoś, kto zrobi z nich pożytek, nawet jeśli miałby na tym zarobić, a ja nie. 

Marie składa i układania ubrania inaczej niż większość - pionowo, pionowo stawia też różne przedmioty. Nie wiem czy chcę zastosować te rady do układania wszystkiego w swoim otoczeniu, ale spróbuję z bluzkami ;) 

Jeszcze jedna ważna sprawa, poleca zająć się układaniem na nowo przedmiotów, dopiero wtedy, gdy pozbędziemy się wszystkich zbędnych. Wtedy zobaczymy jaką przestrzenią dysponujemy i będziemy mogli dobrze ją zagospodarować. 

Sprzątamy i pozbywamy się tylko swoich przedmiotów! Nie można decydować za męża, siostrę, mamę. Podobno jak ty posprzątasz swoje rzeczy i oni zechcą ogarnąć swoje. Potwierdzam im więcej przedmiotów się pozbyłam, tym chętniej mój mąż robi swoje porządki, pisałam już nawet o tym, że pozbył się kilku głośników czy starych płyt, których nie używał i innych elektro-śmieci. 

Dziękowanie przedmiotom to kolejny kontrowersyjny temat. Szczerze nie skupiam się na każdej rzeczy, by jej podziękować słownie. Ale odkąd mam porządek w ubraniach i mam tylko te ubrania które mi się podobają i uważam, że dobrze w nich wyglądam to w duchu jestem im wdzięczna. Spoglądam w lustro i myślę "to był dobry wybór", taka myśl przyświeca mi bardzo często, gdy po lecie wyciągam z szafy swoje ulubione jesienne buty, czy zimowy płaszcz. Jestem zadowolona z tego co mam. Marie proponuje podziękować też przedmiotom, których się pozbywamy, za to, że spełniły już swoja funkcje. Więcej na ten temat oczywiście znajdziecie w książce. 
" Sprzątanie to tylko narzędzie, a nie ostateczny cel. Kiedy tylko w twoim domu zapanuje porządek, twoim prawdziwym celem powinno być wprowadzenie upragnionych zmian w życiu". 
Oto ta cała magia o której mowa w tytule książki. Autorka przytacza historie osób, którym pomogła uprzątnąć domy/ mieszkania i to jaki miało wpływ na ich życie. Przez sukcesy zawodowe, prywatne a nawet schudnięcie czy poprawa kondycji skóry, włosów i paznokci. Ja się z tym po części zgodzę, bo sama widzę, że im mniej rzeczy posiadam im mniej tworzy się u mnie bałaganu, tym więcej mam czasu i chęci na swoje hobby. Zaobserwowałam, że najprzyjemniej spędza mi się czas w "dużym pokoju" bo jest tam najmniej mebli: rogówka, stolik kawowy, regał, szafka pod sprzęty rtv, telewizor i głośniki (oraz drapak dla kota). A wcale nie dlatego, że jest tam telewizor, jak jestem sama w mieszkaniu w ogóle go nie włączam, co nie raz spowodowało zdziwienie na twarzy małżonka, gdy wrócił po kilku dniach-tygodniach z delegacji i zobaczył, że nie korzystałam z tv. Ale dlatego lubię ten pokój, bo jest tam najczyściej i najłatwiej doprowadza się tą przestrzeń do porządku, odnieść talerzyk do zmywarki, czy kubek po herbacie, zmieść/ umyć podłogę i koniec. Mogę rozłożyć matę do ćwiczeń i zrobić jogę czy inne ćwiczenia na które mam ochotę, już nie powstrzyma mnie pogoda, że pada czy zimno i nie pójdę biegać. Nie czuję też potrzeby korzystania z zatłoczonej siłowni. Mogę też w spokoju poczytać książkę, prowadzić blog, uczyć się angielskiego. 
"W Japonii uważa się, że posprzątanie domu oraz utrzymywanie czystości w toalecie przynosi szczęście. Jeżeli twój dom jest zagracony, to efekty szorowania toalety będą minimalne. To samo odnosi się do praktyki feng shui. Dopiero kiedy uporządkujesz dom, twoje meble i ozdoby wrócą do życia".
Spotkałam się z opiniami, że Metoda KonMari nie jest innowacyjna. Owszem czytałam już o tej oczyszczającej magi w innych książkach, właśnie w tych nawiązujących do feng shui czy minimalizmu. Ale czy to coś złego? Przecież Marie to japonka, przesiąknęła tą kulturą. 


To takie główne myśli, które przychodzą mi do głowy. Nie będę Ci polecać, ani odradzać książki, decyzję pozostawiam Tobie, mogę jedynie obiecać, że w książce jest dużo więcej treści. Długo zwlekałam z kupnem i przeczytaniem, ale osobiście na tym etapie nie żałuje spędzonego czasu na lekturze. Ale wiem, że to początek, bo po przeczytaniu powinno się przejść do czynów, szczerze mam ochotę na porządki! Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła podzielić się kolejnymi doświadczeniami, przemyśleniami, czy ta książka wniosła coś w moje życie? 

Swój egzemplarz kupiłam w formie ebooka na portalu virtualo.pl, który poleciła mi jedna z obserwatorek instagrama: @aniamackay, dziękuję! Ebooki można tam kupić nawet o 10-15 zł taniej od tych w Empiku, płatność przebiega gładko, można książki od razu wysłać na czytnik Kindle, albo zapisać na dysku. 

Daj znać, czy znasz książkę. Czy polubiłaś, wcieliłaś w życie, a może to zupełnie nie Twoja bajka? 

31 komentarzy:

  1. Do tej pory czytałam jedynie negatywne opinie na temat tej książki. Muszę przyznać, że Twój post zmienił moje nastawienie co do tej pozycji. Może kiedyś po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kończę właśnie czytać tą książkę i szczerze mówiąc nie sądzę by oferowała cokolwiek odkrywczego. Te elementy, które częściowo opisałaś w poście, a które uznawane są za kontrowersyjne, sprawiają, że ciężko mi "wczuć się" w autorkę. Bo kiedy pisze o układaniu ubrań pionowo, to - wybacz - ale w głowie wyświetla mi się tylko wielkie WTF?! Podobnie miałam, kiedy czytałam o sprzątaniu w ciszy, aby prowadzić dialog wewnętrzny z przedmiotami. Tak samo, kiedy czytałam co robi Marie Kondo wracając do domu - jest w książce dość obszerny opis na ten temat. Że nie wspomnę o wyrzucaniu cudzych rzeczy, co w mojej opinii jest nie tylko wyjątkowo aroganckie, ale wręcz momentami chamskie (pozwalam sobie na tak ostrą opinię, bo wiem, że gdyby ktoś ośmielił się zrobić czystkę w moich rzeczach "bo tak", to bym go chyba rozniosła na miejscu). Generalizując, po przeczytaniu tej książki mam takie odczucia, że autorka jest w gruncie rzeczy osobą dość samotną, sfrustrowaną i w zasadzie poza sprzątaniem brakuje w jej życiu jakiejkolwiek pasji, a to serio, serio smutne. I właściwie bardziej jej współczuję niż ją podziwiam. Ale nie ulega wątpliwości, że pomijając wszelkie kontrowersje, udało się jej tą książką pomóc jakiejś grupie ludzi (sądząc po opiniach dość pokaźnej) na całym świecie ogarnąć przestrzeń dookoła nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszulki poukładane w pionie widziałam i to było całkiem praktyczne ;) Spodni za to nie wyobrażam sobie stawiać. A nie wiem czy się dobrze zrozunialysmy, Marie owszem wyrzucała cudze rzeczy jak była dzieckiem/ nastolatka ale w dorosłym życiu zrozumiała że tak postępować nie wolno. Więc też niro wyrzuca cudzych rzeczy a jej klienci mają zrobić to sami. Tak te rutyaly ciszy czy przywitania mogą być dziwne, ale ja lubie ciszę i rzadko włączam muzyke więc może mniej mnie to zaskoczyło, gdy wracam do domu witam się z kotem ;) że ścianami nie widzę sensu. A i sprzątam nieraz w sukience bo tak lubie i nic tego nie zmieni. Myślę że punkt widzenia zależy od patrzenia, więc Ci co szukają sposobu do ogarniecia to go w tej książce znajda, CI co nie potrzebuja to faktycznie mogą stwierdzić że to nic ciekawego. W każdym razie masz prawo do własnego zdania i twój komentarz może rozwiać innych wątpliwości;)

      Usuń
    2. Tak, wiem, że wyrzucała cudze rzeczy wcześniej i po latach tego żałowała/odradzała. I dobre choć to, bo zdecydowanie nie powinna była tego robić. Nawet w dobrej wierze. Po prostu nie rusza się cudzych rzeczy i tyle - takie jest moje zdanie.
      Pionowe ustawianie ubrań to coś, co niestety w moim przypadku się nie sprawdzi. Jeśli ktoś tak lubi - świetnie, niech tak robi ;) Ze mną jest tak, że reaguję dość alergicznie kiedy słyszę lub czytam że ktoś przekazuje swój pomysł jako ten najwłaściwszy. Nie chcę wdawać się zbytnio w szczegóły, bo bym się rozpisała że hej ;) Ogólnie chodzi mi o to, że nie kupuję metody KonMari jako całości. Niektóre jej elementy mają dla mnie sens, ale inne niestety już kompletnie nie. I podobnie nie za bardzo podoba mi się to, jak autorka niejednokrotnie w książce podkreśla to jak wielu ma klientów, jaką to jest profesjonalistką, jaka to jest zarobiona i zapracowana. Możliwe że się czepiam, ale takie zachowanie przeważnie odbieram jako przechwałki i tyle ;)

      Usuń
    3. A to rozumiem :) ja też metody nie kupuje w całości i chyba o to właśnie chodzi wybrać to co dla nas ma sens. Hm a to pisanie ile ma klientów itd. To chyba jest trik marketingowy bo jak byłam na szkoleniu to wręcz każą od tego zaczynać przedstawianie się :p sorki za "byki" w poprzedniej wypowiedzi ale pisze z komórki

      Usuń
    4. Całkiem możliwe, że chodzi o marketing ;) Wiesz, ja mam naturę nietoperza i czepiam się wszystkiego ;) A co do byków to luzik - wiadomo jak się pisze na komórkach :D

      Usuń
    5. Komórka to jakiś koszmar, tym bardziej, że ja nie mam jakiejś tam wypasionej i słownik lubi mi się sam przełączać z pl na eng.

      Usuń
  3. Chyba Twoja opinia mi wystarczy za czytanie całości. Hihi zatem dzięki, zaoszczędziłaś mi czasu ;) Dla mnie to kolejna pozycja z radami, które dawno sobie po swojemu wypracowałam i wprowadziłam w życie, podobnie mam z tekstami o minimalizmie, porządkach w szafie itp. Meh :P Hihi nawet "dziękowanie przedmiotom" praktykuję, choć może w innej formie - po prostu lubię rzeczy które mam i zawsze jak z nich korzystam to sobie myślę, jakie to mam fajne przedmioty i ile radości mam z używania ich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę ;) fajnie że masz swoje opracowane sposoby ja ciągle mam takie miejsca które potrzebuj dopracowania a brakowało mi pomysłu jak to osiągnąć lub dodatkowej motywacji i znalazłam to co szukałam w tej książce. Może moja opinia jest tak pozytywna bo w każdej lekturze szukam pozytywów, na siłę wszędzie można się głupot i wad doszukać. Chociaż są książki które mam ogromny problem by przeczytać bo są po prostu debilne - na szczęście tak nie było tym razem.

      Usuń
  4. Ja jestem bardzo ciekawa tej książki :) Wielu blogerów ją polecało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opinii widziałam wiele, nie chciałam się nimi kierować przed zakupem książki, chociaż po jednej recenzji stwierdziłam - co mi szkodzi, można przeczytać, a nóż widelec dowiem się czegoś nowego - pożytecznego:)

      Usuń
  5. Czytałam tą książkę już jakiś czas temu kiedy zaczęłam się interesować "minimalizmem" Zgodzę się z opinią ,że całości porad z tej książki nie da się przenieść na nasz słowiański grunt. Jednak pewne wskazówki i sposób myślenia o sprzątaniu jako takim pobudziły Mnie do świadomego działania. Dziś po ok roku patrzę na ten tekst już nieco mniej spontanicznie i prawdy zawarte w tekście nie robią na Mnie już takiego wrażenia.W Moim odczuciu książki zawierające podobne przesłanie, są tylko drogowskazem jak i dokąd zmierzać, aby osiągnąć cel jakim jest minimalizm w każdej dziedzinie życia.ALE.....należy pamiętać, że on ma być Nasz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tematyka może się pokrywać, bo tutaj również chodzi o ograniczenie przedmiotów w okół siebie. Ale po tej lekturze, nie czuję, że wszystko już wiedziałam i wszystko odkryłam, niektóre rzeczy dalej są dla mnie nowością - tak jak piszesz, drogowskazem. I czerpię z nich to co mi osobiście pasuje:)

      Usuń
  6. Książkę przeczytałam kilka miesięcy temu i mimo że wolę na ten temat np. książki Dominique Loreau, to mogę powiedzieć, że nie żałuję. Nie wiem, czy Marie Kondo jest samotna, zwłaszcza że, jak gdzieś przeczytałam, kilka miesięcy temu urodziła dziecko. Natomiast te wszystkie "dziwne" rzeczy o dziękowaniu przedmiotom zrzucam na karb różnic kulturowych - w naszej kulturze też można znaleźć aspekty "dziwne" dla kogoś z innego kręgu kulturowego. Tu akurat mamy do czynienia z religią shinto, a religie w ogóle mają to do siebie, że są "dziwne" i wymykają się racjonalnemu pojmowaniu (więcej na ten temat pisała autorka bloga Simplicite).
    Jeśli chodzi o układanie rzeczy pionowo, to czytając książkę, pomyślałam, że to na pewno się nie sprawdzi, rzeczy będą się gnieść, przewracać i że to zupełnie nie dla mnie. Kilka miesięcy później przypadkiem natknęłam się na zdjęcie tak ułożonych rzeczy, a potem jeszcze obejrzałam kilka filmików na youtubie i postanowiłam spróbować. Zaczęłam od skarpetek, potem wzięłam się za rajstopy, majtki, t-shirty, a skończyłam na swetrach (również rozpinanych, które wcześniej wisiały na wieszakach) i spodniach. Okazało się, że ubrania nie przewracają się ani nie gniotą bardziej niż ułożone jedno na drugim (nic w sumie dziwnego, nie są przygniecione innymi rzeczami), od razu widzę, co mam, wyjęcie jednego t-shirta jest proste i nie niszczy ułożenia pozostałych, a do tego ubrania zajmują o połowę mniej miejsca. Jestem zadowolona, a do tego dostałam kolejny raz cenną lekcję - żeby nie wydawać opinii o czymś, czego nie spróbowałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam jedną lub dwie książki Dominique Loreau, podobały mi się i pewnie od nich zaczęłam porządki w swoim otoczeniu, aczkolwiek co niej jakbym chciała, też bym się mogła przyczepić. Hehehe, tak głównie wynika to z różnic kulturowych, dlatego każdej książki nie biorę dosadnie do serca i nie wcielam każdej zasady w życie, tylko te które uważam za sensowne.
      Ja koniecznie chcę w ten sposób poukładać topy/ koszulki. Bo spodni, swetrów mam bardzo mało i nie widzę sensu.

      Z ostatnim zdaniem się zgadzam w 100%

      Usuń
    2. Ja też nie mam wiele swetrów, ale dzięki temu ułożeniu zrobiło mi się dużo pustego miejsca i np. do szuflady wcześniej wypełnionej kilkoma swetrami mogłam dołożyć spodnie czy szorty i zupełnie opróżnić część szuflad. Poza tym jest mi z takim układem wygodnie, bo od razu widzę, co mam, dzięki czemu nie grzebię w poszukiwaniu rzeczy, która jest akurat w praniu (tylko od razu widzę, że jej nie ma), i częściej noszę te, które wcześniej leżały na spodzie.
      Agata

      Usuń
    3. Super! Jak wyprasuje pranie to się biorę za układanie;)

      Usuń
  7. a ja tak bardzo nie lubie sprzątać :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię, ale lubię już taką czystą przestrzeń:)

      Usuń
  8. Czytałam już tyle recenzji tej książki, że czuję, że w ogóle nie muszę jej czytać ;) Ale strasznie mnie kusi i może jak ją gdzieś dorwę, to w końcu przeczytam o tych metodach KonMari.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, dlatego ja przeczytałam wyłącznie dwie i stwierdziłam, że w końcu mam ochotę ją przeczytać.

      Usuń
  9. Podzielam Twoją opinię Bogusiu o książce Marie Kondo. Wcieliłam w życie kilka rad z książki i faktycznie bardzo ułatwiają życie. Książkę zakupiłam w formie e-book - serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoja recenzja jest mocno zachęcająca, dlatego z miłą chęcią przeczytam tę książkę, zwłaszcza, że u mnie z porządkami jest tak sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie przypuszczałam, że do takiego poziomu wiedzy potrzebne jest przeczytanie książki :P a co dopiero napisanie i wydanie jej w takim formacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogarnęłam już większość swojej przestrzeni, ale dalej są zakamarki za które nie chce mi się zabrać, chyba głównie te rzeczy sentymentalne, czy takie wiesz pierdołki. Mnie osobiście przeczytanie tego typu książki motywuje, ale wiem, że dla niektórych to może być starta czasu. Dlatego też nie mówię, że to konieczna pozycja do przeczytania, nawet nie polecam szczególnie, chyba, że ktoś sam odczuwa taką wewnętrzną potrzebę:)

      Ale fakt, czasami może nas zaskoczyć na jakie tematy ludzie potrafią napisać książki i to jak dobrze się sprzedają:)

      Usuń
  12. Po książkę Kondo sięgnęłam z czystej ciekawości po kilku dobrych miesiącach "porządków". Czy proponuje coś odkrywczego? Może nie odkrywczego, ale dla mnie motywującego. Gratuluję tym, którym jest łatwo pozbyć się nietrafionych prezentów czy też innych przedmiotów. Ja niestety mam duży problem z ubraniami, gdyż większość jest w dobrym stanie, ale po prostu nie wywołuje radości... nagle okazuje się, że lubię naprawdę niewiele rzeczy z tych, które mam. Kryterium "spark of joy" wydawało mi się początkowo głupie, ale pomogło mi rozprawić się z kilkoma rzeczami, co do których nie mogłam się przełamać.

    Bardzo ciekawa recenzja. I jak już pisałam na Instagramie - pionowe przechowywanie ubrań jest fantastyczne, w końcu widać, co się ma... i taka bałaganiara jak ja nie musi rozwalać całego stosiku, by wyjąć jedną rzecz.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czas pozbyć się tych rzeczy, ale może tak jak ja zapisuj sobie podczas ich wyrzucania dlaczego to robisz? Czy dlatego, że nie odpowiada Ci krój, czy materiał, by stworzyć listę swoich wymarzonych/ idealnych ubrań. Mi to mocno pomogło w tworzeniu garderoby i teraz jestem usatysfakcjonowana w 100%. Wiem, że nie lubię głębokich dekoltów, długich rękawów czy koszul i więcej nie kupię! Nikt mnie nie namówi:P

      Tak, u mnie też panuje większy porządek:)

      Usuń
  13. To ona urodziła dziecko? Myślę że teraz zweryfikuje swoją złota rade ze po domu nie można chodzić w dresach i "byle czym" ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypominam sobie;P
      Może zmylił Cię fragment o mojej Mamie? Moja Mama przy 4 dzieci zawsze była/ jest pięknie ubrana, wymalowana i uczesana przy czym była aktywna zawodowo;)

      Usuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!