ZERO WASTE W POLSCE, czy to się uda?


"Dlaczego zero, a nie kilka?
W największych korporacjach (...) stosuje się zasadę wyznaczania sobie bardzo ambitnych celów, żeby mieć większą motywację do ich realizowania. Jeżeli cel będzie za łatwy, zbyt szybko możemy osiąść na laurach."
Kasia, którą być może znacie z bloga: ograniczam się, wydała książkę: "Życie zero waste. Żyj bez śmieci, żyj lepiej". Ogromnie się cieszę, że mogłam ją przeczytać zaraz po premierze i podzielić się z Tobą swoimi odczuciami w tym momencie. Ekologią interesuję się od dłuższego czasu, a skoro tu jesteś, to ten temat nie jest Ci obojętny.

Ciężko uwierzyć mi w to, że w obecnej sytuacji w Polsce uda mi się nie generować odpadów w ogóle. Bądź słynny jeden słoik, który wraz z rodziną w ciągu roku zbiera Bea Johnson popularyzatorka nurtu zero waste w USA.

Wydaje mi się, że musi minąć jeszcze kilka miesięcy, lat, by stosowanie się do tych zasad było prostsze, produkty bez opakowań bardziej dostępne. Podejmuję próby, bo jak Kasia w swojej książce pokazuje, każdy taki krok ma znaczenie! A grupa idąca w kierunku nieodpadowego stylu życia wciąż rośnie w siłę!

Podziwiam Kasię za zaangażowanie w lokalne projekty (np. givebox), o to, jak drąży temat w sklepach, restauracjach, a nawet miejscu swojej pracy. Im więcej o zero waste się mówi i pokazuje na własnym przykładzie, że da się bez większych wyrzeczeń, tym więcej można osiągnąć, przekonać większe grono ludzi. Tych zwykłych konsumentów, jak i producentów/sprzedawców mniejszych i większych sklepów. 

Książkę pochłonęłam w dwa wieczory, czyta się ją szybko, bo jest napisana przystępnym językiem. To jak rozmowa z koleżanką. I, pomimo że to poradnik, nie czuję tu żadnego nakazu, pouczającego tonu. 

Jest oparta na doświadczeniach autorki, ale również wzbogacona o wywiady z innymi osobami praktykującymi zero waste. To różny punkt widzenia, różnych osób ze względu na to, czym zajmują się na co dzień, czy posiadają rodziny, czy żyją samotnie. Są przedstawione powodzenia, a także porażki, zabawne z życia wzięte anegdoty.

I chociaż niektóre ich doświadczenia mogą wydawać mi się skrajne, niezgodne z moimi przekonaniami, nie krytykuję. Każdy ma swój wybór, każdy w inny sposób interpretuje temat, ale każdy podjęty krok w stronę zmniejszenia odpadów pochwalam! 

Nie będę tutaj powielać treści, które są w książce, uważam, że warto ją samemu przeczytać! Książka dostępna jest między innymi w empiku w cenie do 35 zł. 

Każdy z tej książki wybierze to, co najlepiej odpowiada jego obecnym potrzebom, sytuacji życiowej. Zainspiruje, podsunie rozwiązanie, a nawet gotowy przepis. Bo to, co dla mnie oczywiste może być dla kogoś czymś nowym i na odwrót.

Książka podzielona jest na rozdziały i podkategorię. Dla mnie najbardziej inspirująca jest kuchnia bez odpadów, kompostowanie, za które w końcu chciałabym się zabrać. Nie tylko w kuchni produkujemy śmieci, ale również w łazience podczas dbania o siebie czy o porządek w naszym mieszkaniu. 

Widzę duże podobieństwo w idei minimalizmu a zero waste, to świadomy konsumpcjonizm, więc nie zabraknie kwestii garderoby, a nawet wychowywania dzieci. Wisienką na torcie będzie zero waste w podróży, w restauracji, na mieście, czyli tam, gdzie ja najczęściej odpuszczam, z racji niechęci do opuszczania strefy komfortu. 

W książce informacje są dawkowane tak jakby od najłatwiejszego zadania do najtrudniejszego. I myślę, że też dobrze sobie tę drogę podzielić na pewne etapy. 

Moje kroki w stronę zero waste, część z nich opisałam już wcześniej na blogu i są wciąż aktualne:
  • Od 7 lat segreguję śmieci: plastiki, zmieszane, szkło/metale i makulaturę. Makulaturę dodatkowo przekazuję siostrze. Przedszkole, w którym pracuje, organizuje zbiórkę, a za zebrane pieniądze po roku akademickim kupują zabawki i pomoce dydaktyczne. 
  • Zakupy robię ze swoją materiałową torbą, chociaż w dalszym ciągu kupuję niektóre produkty zafoliowane, gdy nie mam wyboru w pobliskim sklepie. Nie jem mięsa ani nabiału.
  • Staram się jak najwięcej rzeczy kupować stacjonarnie, blisko domu.
  • Kupuję mniej, wybieram mądrzej: kosmetyki, ubrania (również w sklepach z używaną odzieżą), jedzenie.
  • Naprawiam buty, spodnie (do noszenia po domu), a nawet drobne rzeczy w domu np. deskę do prasowania, suszarkę na pranie. Na szczęście małżonek ma również cenne umiejętności i naprawił już dwukrotnie naszą pralkę, zmywarkę, klawiaturę w laptopie czy lampkę na biurko.
  • Korzystam w mieszkaniu z tego, co pozostawili poprzedni właściciele: meble w kuchni, armatura w łazience i wc. Tak długo, jak będą spełniać swoją funkcję. 
  • Od 2 lat do demakijażu stosuję wielorazowe płatki kosmetyczne <recenzja>.
  • Od 1,5 roku stosuję ten sam kubeczek menstruacyjny <recenzja> oraz wielorazowe wkładki higieniczne <recenzja>.
  • Używam samodzielnie przygotowanych środków czystości <tu znajdziesz proste i skuteczne przepisy>.
Zapewne robię też inne drobne rzeczy, mechaniczne, o czym w tym momencie nie umiem sobie przypomnieć. Pomimo zaangażowania w tematykę zero waste wciąż w książce znalazłam wartościowe dla mnie treści. I czuję się zmotywowana do podjęcia kolejnych kroków, bardzo chciałabym:
  • Kupować do swoich pojemników: produkty sypkie takie jak kasze, ryż, makarony itd. Oraz nabiał i wędlinę dla małżonka. 
  • Lepiej planować posiłki, by nie marnować jedzenia. 
  • Kompostować odpady organiczne. 
O tym, jak mi dalej idzie, chętnie napiszę na blogu w przyszłości, właściwie już zaczęłam notować, coś na styl "dziennika praktykantki zero waste".

A Ty podejmiesz wyzwanie?

Komentarze

  1. W pewnych kwestiach jestem ZA, ale są takie rejony, w których po prostu nie widzę siebie ani moich bliskich :P

    Segregacja śmieci na tak, kompostownik w domu rodzinnym jest od lat, ale to jest proste bo jest działka i ogród (w innych warunkach do mnie nie przemawia i choć obecnie mamy ogródek przy domu, to nie widzę sensu żeby w ścisłej zabudowie tworzyć kompstownik kiedy odpady orgaiczne są zabierane przez firmę raz w tygodniu), torby na zakupy wielorazowego użytku także od dawna ze względów praktycznych. Z zakupami nie ma żadnego problemu, raczej dyktowane są przez ramy czasowe i często robię je online z opcją "bez toreb", czyli przyjeżdża kierowca i wypakowuje zawartość z koszy :). Czy kupuję mniej? Raczej nie :D Kupuję na bieżąco, wedle rzeczywistych potrzeb. Jeżeli coś jest znoszone, sprane itd. to znika z szafy ;) Naprawy zależy jakie, są pewne rzeczy, które tak jak piszesz, można naprawić ale w większości przypadków odpuszczam. Mąż też jest tzw. "złotą rączką", lecz nie zawsze wszystko w warunkach domowych jest możliwe. Nie mamy za to kompletnie ciśnienia na wyposażenie wnętrz, kuchnię także mamy po poprzednich właścicielach i uznałam, że jak coś padnie na amen, to dopiero kupię nowe. Zrezygnowaliśmy za to ze zmywarki, która ma sens przy większej rodzinie, u Nas ona się nie sprawdziła.

    Nie jestem w stanie i nawet nie myślę (bo nie wyobrażam sobie takiej opcji :P) o rezygnacji z rozwiązań jedorazowych jak np. płatki do demakijażu, środki higieniczne, środki czystości (kupuję chemię z przedziało eko, sprawdza się i jestem zadowolona).
    Produkty sypkie kupuję w większych opakowaniach i przesypuję do pojemników, nie widzę tutaj za bardzo zmiany opcji ;) Za to jak tylko mogę, to rezygnuję z jednorazówek podczas zakupów owoców i warzyw. Z planowaniem posiłków nie mam problemów, bardzo rzadko się zdarza, by coś zostało wyrzucone. Za to do przechowywania warzyw/owoców i nie tylko kupiłam niedawno "food wrap" i widzę, że dzięki temu faktycznie uda mi się wyeliminować folię spożywczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, po za tym nie zmuszam męża, przypominam o siatkach na zakupy, ale nie robię afery jak przyniesie foliowy worek. Próbowałam nie używać worka na śmieci, ale mąż się upiera. Żyjemy razem, więc trzeba się jakoś dogadać.

      Na pewno segregacja śmieci wygląda inaczej w UK gdzie mieszkasz, a inaczej w PL nawet w zależności od miasta w jakim się mieszka. Fajnie, że Twoi rodzice kompostują. Ja rozważam kompostowanie, gotowy kompost mogłabym wywieść właśnie do rodziców na działkę. Ale w innej sytuacji sobie tego nie wyobrażam, chyba, że byłoby więcej otwartych kompostowników w Polsce. Wiem, że w Czechach są, nawet w Pradze.

      Naprawiam spodnie, które bardzo lubię i chcę chodzić w nich po domu. Mam taką jedną parę, nie kilka. Asiu Ty w ogóle do wielu spraw podchodzisz zdroworozsądkowo, myślę, że to po części kwestia wieku a w dużej mierze wychowania :)

      A ze zmywarki korzystamy, pomimo, że jesteśmy tylko we dwoje. Ja dużo gotuję i dużo brudzę. Co do tych rzeczy niedojedzonych, to swoje jedzenie jakoś zjadam na bieżąco, mało wyrzucam, gorzej z mężem, jakiś jogurt się popsuje, czasami wędlina. Nie umiem dokładnie zaplanować ile zje, czasami więcej, czasami mniej.

      Nie zmuszam do rezygnacji z tego co dla ciebie wygodne i się sprawdza. Sama nie lubię takich nakazów, ale jeśli ktoś czuje, że mógłby spróbować to warto. Ja tak właśnie miałam z kubeczkiem menstruacyjnym, bo i tak nie lubię podpasek. Wkładki to tylko takie dodatkowe zabezpieczenie i 4 sztuki mi wystarczają. Nie przeszkadza mi ich pranie, bo nie są zapaskudzone, że tak to nazwę, zwyczajnie jak bielizna codziennego użytku. Podpasek wielorazowych sobie nie wyobrażam, ale to głównie dlatego, że ja podpasek w ogóle nie lubię, czuję się wtedy brudna.

      O food wrapach słyszałam, rozważałam, ale ja nie pakuję w folię, tylko pojemniki. Gorzej z wyeliminowaniem papieru do pieczenia :P nie mam pomysłu czym zastąpić.

      Usuń
  2. Idea minimalizmu jest mi bardzo bliska i staram się jak tylko mogę żyć w zgodzie z naturą. O zero waste pierwsze słyszę, ale z tego co piszesz ma to ogromny związek, więc mogłoby mi się spodobać. Cóż, o kubeczku wiedziałam, ale o płatkach kosmetycznych nie :O. Ja jak ja, uważam, że naprawdę świadomie dokonuję zakupów, korzystam z różnych rzeczy w mieszkaniu, ale inni ludzie wokół... serce mnie boli jak widzę ile w moim rodzinnym domu jest do poprawy... Lekturę na pewno przeczytam jak każdą książkę tego rodzaju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ja również mam męża, który nie popiera wszystkich moich pomysłów.Trudno, akceptuję to, a on akceptuje moje wymysły. Moim rodzicom też nie narzucam woli (na szczęście dla nas nie mieszkamy razem), czasami tylko napomknę o tym co robię, jak zainteresuję ich tematem to go rozwijam,jak nie to nie drążę. I tak się cieszę, że moi rodzice tak szybko zaakceptowali mój sposób żywienia i zawsze u nich jest specjalnie coś dla mnie, co również smakują inne osoby:)

      Usuń
  3. Polecam księgarnię czytam.pl - książka za nie całe 25 zł, inne pozycje również taniej
    ja mam o tyle dobrze, że mieszkam w Poznaniu więc dodatkowo odchodzą mi koszty wysyłki/przesyłki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, księgarni które sprzedają tę książkę jest więcej, dlatego napisałam, że cena nie przekracza 35 zł, w empiku widziałam promocję. Można również zamówić ebook jeżeli ktoś woli taką opcję :)

      Usuń
  4. Na razie nie wyobrażam sobie zupełnego ZERO waste w moim życiu. Wydaje mi się, że żeby do tego dążyć ile tylko się da musiałabym się na tym za bardzo skupić kosztem innych spraw. Ale staram się jak tylko mogę podejmować decyzje zgodne z zasadami dbania o środowisko. Noszę ubrania po wiele lat, sporo ciuchów trafiło do mnie używanych, korzystam z wielorazowych toreb, a jeżeli mam reklamowki, to potem je wykorzystuje zamiast worków na śmieci, do zawijania rzeczy itp., kupuję większe opakowania rzeczy, które mogą leżeć i wiem, że je zużyję (ryż, orzechy), staram się nie pić butelkowanej wody tylko taką z kranu w domu i w pracy, planuję jedzenie i gotuję z podstawowych składników, sporo kupuję bez opakowań od pobliskich sprzedawców (w tym mięso no i warzywa), ponownie wykorzystuję niektóre opakowania po żywności (słoiki, plastikowe pudełka i tacki, kartoniki). W ogóle śmieszne, bo głównym powodem do tego jest przede wszystkim oszczędność i skromne zasoby finansowe, a dopiero potem dbanie o środowisko. Może gdyby odgórne decyzje i rozwiązania sprawiły, że praktyki zero waste pozwalały na większą oszczędność, to więcej lubi by się tym zainteresowało?
    W każdym razie na razie i tak nie wyobrażam sobie życia bez jednorazowych wkładek czy płatków kosmetycznych, z totalnym wyeliminowaniem plastikowych siatek, chyba byłoby mi z tym zbyt trudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle czasem sobie myślę, że te hipsterskie trendy na oszczędzanie, minimalizm i zero waste, szczególnie opakowane w tę modną otoczkę to tak na prawdę zwykłe życie wielu ludzi i przykra konieczność dla nich. I wtedy cieszę się i bardziej doceniam to, że moja decyzja o naprawianiu starego, podniszczonego plecaka czy tam innej rzeczy to jest mój wybór, a nie smutna konieczność. I wtedy też bardziej uważam na to co kupuję i czego używam, bo trochę słabo jak się czasem wyrzuca w sumie dobre rzeczy, na które tyle osób nie stać.

      Usuń
    2. Zgadzam się! Gdyby te rozwiązania były tańsze i łatwiej dostępne więcej osób by z tego korzystało. Dlatego właśnie warto o tym mówić, edukować, by sklep też zmieniły swój stosunek do tego. Wprowadzenie opłaty za siatki foliówki nic nie zmieniło, poza drążeniem jeszcze bardziej portfeli. W dalszym ciągu mało osób korzysta ze swoich siatek, a wręcz sklepy wmuszają stosowanie pakowania owoców/ warzyw po kilka sztuk w folie, lub nie można kupić nie zafoliowanych w jednym sklepie. Więc trzeba latać od miejsca do miejsca. Dlatego ja wybieram sklepy blisko siebie,by nie tracić benzyny i nie zanieczyszczać dodatkowo spalinami.

      Też jestem oszczędna dlatego nie lubię przepłacać za rzeczy o których jakości nie mam przekonania. Nawet w kontekście minimalizmu, że lepiej jedną a droga sukienkę. Bo mi jedna za 500 zł nie wystarczy,bo co jak się ubrudzę, a plama się nie spierze? A na 2-3 za 500 zł mnie nie stać.

      Wiesz Twoje postępowanie też jest Zero Waste ;) Może nie takie totalnie zero, ale jednak świadome!

      Usuń
  5. No bardzooo ciekawa sprawa. Jesteś już którąś blogerką, która poleca tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne dlatego, że właśnie weszła do księgarni, część osób w tym ja dostałam ją od wydawnictwa, ale zgodziłam się głównie dlatego, że tematyka mnie mocno interesuje i nie żałuję. Swój egzemplarz jutro przekazuje dalej :)

      Usuń
  6. Ta tematyka interesuje mnie od lat, kiedyś nawet czytałam bloga angielskiego na ten temat. Teraz też czytam książkę ale nazywa się polub swój dom. Ja mam naturę recyklingowca, mój mąż wiele razy miał już dość że ja chodzę coś segregować. Czasem też zanoszę makulaturę do skupu i choć są to smieszne pieniadze to wiem, że trafi ona we właściwe miejsce. Niestety nie jestem gotowa na kupowanie wszystkiego na wagę i na nieprzyjmowanie prezentów. Może za jakiś czas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polub swój dom to chyba właśnie tłumaczenie książki, której autorką jest Bea Johnson. Super, że zanosisz makulaturę do skupu! Ja puszki odkładam do specjalnego worka i zostawiam koło śmietnika, dla pana który codziennie sprawdza kosze w poszukiwaniu puszek na skup. Ja nie zbiednieję - pan zarobi :) Kupowanie na wagę chcę spróbować i nawet spróbowałam, opiszę to następnym razem. A przyjmowanie prezentów - już nieraz o tym pisałam przy okazji świąt. Można robić prezenty bez śmieciowe, albo prosić o rzeczy aktualnie potrzebne. Mi ogromną frajdę sprawił bon na ebooki w internetowej księgarni z której korzystam najczęściej i dzięki temu wybrałam kilka tytułów, które chciałam przeczytać.

      Usuń
    2. Bogusiu, jakie kupowanie na wagę?
      Proszę tylko nie produkty sypkie.... pracowałam w sklepie i często przeterminowane rzeczy z opakowań trafiają w te produkty na wagę (mrożonki również) ... niestety :(

      Usuń
    3. Myślałam o kaszy, ryżu itd. Ojej mam nadzieję, że to nie są częste praktyki! Mrożonki na wagę jakoś mnie odstraszają tym bardziej.

      Usuń
  7. Zakupy w duzym stopniu robię w sklepach internetowych, a tam niestety nie ma filozofii zero waste. Z Mpiku dostałam małą przesyłkę w przeogromnym kartonie i zastanawiałam się czemu takie marnotrawstwo. W naszym konsumpcyjnym swiecie trudno jest osiagnąć poziom ZERO waste, ale na pewno można w tym kierunku zmierzać.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ogrom opakowań po przesyłkach mnie dobija,więc jak tylko mogę kupuję stacjonarnie. Zero waste może nie do osiągnięcia, ale można się chociaż starać produkować mniej odpadów. Ja się staram.

      Usuń
  8. Zaciekawiłaś mnie tymi wielorazowymi płatkami kosmetycznymi :) Zresztą wszystkie podlinkowane wpisy przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po takim czasie nie są idealnie białe, bo tusz mimo wszystko powoduje, że szarzeją, ale po praniu nie mam oporów do ich używania,bo wiem że są czyste.

      Usuń
  9. Pojęcie jest mi nieznane, ale z samą zasadą jestem obyta bo również segreguję od lat śmieci, na zakupy chodzę ze swoją materiałową torba, zakupy niemal zawsze robię blisko domu. Resztę po części stosuję, po części nie przyszłoby mi to do głowy, ale to raczej z przypadku niż podążając w zgodzie z zasada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pirelka zasad tam jest znacznie więcej, w duchu idei jest nie tylko segregacja odpadów, ale to żeby było ich jak najmniej, co dla wielu jest bardzo trudnej jak nie dla większości. Ale i tak się chwali,że chociaż ludzie wkładają wysiłek w segregację ;)

      Usuń
  10. Ja jak Paulina uważam, ze skrupulatne trzymanie się zasad zero waste pochłonęłoby moja energię, którą przeznaczam na inne aktywności, które akurat są dla mnie ważne, ale segregacja śmieci to podstawa, podobnie jak chodzenie na zakupy z własną torbą/torbami, kompostowanie resztek organicznych. Staram się tego uczyć dzieci i męża tez trochę :)

    Ale płatkami kosmetycznymi to mi zabiłaś ćwieka :) Najchętniej kupiłabym te Pupus, ale widzę, ze są teraz sprzedawane na sztuki po 4,55 za jedną, a z moich wyliczeń wychodzi, ze na tydzień potrzebowałabym 28 sztuk. Może wiec pójdę jeszcze dalej i spróbuje sobie sama zrobić z bawełnianej koszulki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompostowania ja jeszcze się nie podjęłam, mieszkam w bloku więc jest trudniej.

      Aż 28 płatków? czemu tak dużo? ja jednym zmywam makijaż z oczu, płuczę go zmywam z drugiego oka, ewentualnie kolejny używam do przemycia twarzy. Czyli 2 dziennie/ 14 tyg. Tonik aplikuję dłońmi na skórę i o niebo lepiej się sprawdza w takim zastosowaniu.
      Możesz płatki uszyć sama, nawet z tetrowych pieluszek, bawełnianych t-shirtów, czy starszych ręczników:)

      Usuń
    2. Też nie odważyłabym sie kompostować w bloku :)

      Moja "rutyna pielęgnacyjna" wymaga przemycia twarzy płynem micelarnym rano i wieczorem i nałożenia toniku też rano i wieczorem i jakoś sobie nie wyobrażam nakładania toniku dłońmi. Postanowione, ze sobie uszyję takie płatki. Wnet będę musiała uporządkować bluzki młodszej córki, to na pewno znajdę coś 100% bawełny :)

      Usuń
    3. Aaa już rozumiem. Ale spróbuj chociaż z tym tonikiem, zobaczysz, że jest lepszy efekt :)

      Usuń
  11. Bogusiu, trzymam za Ciebie mocno kciuki. W wielu Twoich wpisach bardzo podoba mi się ton Twojej wypowiedzi, właśnie taki niepouczający, nienakazujący, nieoceniający innych. Potrafisz pisać o takich "delikatniejszych" tematach w sposób umiejętny i bardzo Cię za to podziwiam. Ba, widziałam to również, gdy byłyśmy razem na spacerze - mimo, że nasze życie, poglądy i podejście do wielu tematów bardzo się różni - potrafiłyśmy się świetnie dogadać, nie wchodząc sobie w drogę :) Za to Cię bardzo cenię.

    Idea zero waste wydaje się być świetna, choć z pewnością niełatwa, szczególnie w dobie hipermarketów, gdzie wszystko jest pakowane osobno. Naprawianie też nie zawsze ma sens. Ostatnio za naprawę ulubionych spodni, które przetarły mi się na udach (każde spodnie mi się tam przecierają, uroki masywnych ud), zapłaciłam 40 złotych. I jeszcze krawcowa podszyła je takim materiałem, że już są koszmarnie niewygodne - spierniczyła robotę. Obcierają mnie i uwierają. Zapłaciłam 40 zł na naprawę ulubionych spodni, których... już nie chcę nosić. Dołożyłabym niewiele więcej i miałabym nowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze lodówka (za kupę pieniądzów) rozwaliła się 3 miesiące po upływie gwarancji. Mechanicy stwierdzili, że już nie da się jej naprawić. Musieliśmy kupić nową - tym razem najtańszą, Polara, nieenergooszczędną.

      Usuń
    2. Wiesz, sama nie lubię pouczania, nakazywania, działa to na mnie jak płachta na byka! Dlatego też jestem taka a nie inna w stosunku do innych osób, nie robię tego co mi nie miłe:) Poza tym ja naprawdę rozumiem, że ktoś nie musi chcieć żyć tak jak ja. Nie akceptuję i ostro potrafię się wypowiedzieć, gdy ktoś swoim postępowaniem krzywdzi innych zależnych od siebie np. dzieci. Tego nigdy nie będę popierać.

      Nie jest łatwo, wierzę, że małymi krokami można uświadomić ludziom, że można dbać bardziej o środowisko. Ale nie krytykując tylko dając przykład ;) Z tego też względu pakowania wszystkiego osobno przestałam praktycznie jeździć do Tesco,bo mnie to irytowało.

      Co do spodni i takich drobnostek, jak coś to pisz do mnie. Moja Mama jest z zawodu krawcową, może Ci takie drobnostki naprawić. Moje spodnie właśnie Mama ratuje, czy jak coś trzeba skrócić, zwęzić. I nie piszę tego po to by na Tobie zarabiać, tylko po prostu mogę Ci pomóc :)

      Ze sprzętami AGD tak jest niestety, nam pralka się po raz pierwszy zepsuła już 2 tyg. po upływie gwarancji, część za 1,40 zł, gdyby nie umiejętności męża to ciekawa ile by sobie zażyczył majster :p I byłam strasznie wtedy zła, że pralka wcale nie taka tania bo za ok. 1600 zł popsuła się po 2 latach i wtedy też stwierdziłam, że wcale nie ma co kupować drogich sprzętów, bo wcale jakość nie idzie w parze z ceną.
      Znajoma mi opowiadała, że szukała kupiła ekspres do kawy nie pamiętam czy za 2 czy za 3 tys. w każdym bądź razie też się szybko zepsuł, zanieśli do naprawy na gwarancji, przy czym patrzy, że w tej naprawie stoją i te ekspresy za 7-8 tys. i sama się z tego śmiała, że rozważała zakup takiego hiper extra kosztownego ekspresu...

      Usuń
    3. I właśnie to jest mega w porządku.

      Dzięki za info co do mamy :) A mieszka tu gdzieś blisko w razie czego? Bo chyba nawet nie wiem. Możesz mi napisać na priv, w sensie dzielnica. Ale dobrze wiedzieć :) Zawsze łatwiej zaufać :)

      Lodówka była niestety nie do naprawienia :( Producent celowo tak to skonstruował. To prawda, że jakość nie idzie w parze z ceną. Płacisz za bajery, ale czy są one potrzebne? I czy są warte tego, by wyrzucać pieniądze na sprzęt, który długo nie pożyje?

      Dobrze, że nie kupiła tego za 7-8 tys. :D

      Usuń
    4. Na Obłużu :)

      Hehehe my tak zapłaciliśmy więcej za miejsca na filtr do wody w lodówce, po kilku miesiącach przestaliśmy korzystać, bo trzeba było wymieniać wkłady, a i tak się w pojemniku osadzał brud od tych filtrów a woda przesiąkała zapachem z lodówki więc wolimy kranówę.

      Dokładnie .

      Usuń
  12. Chyba jestem przeciwieństwem wszystkiego o czym jest ta książka. Choć powoli, ale jednak bardzo powoli staram się jednak ograniczyć przynajmniej pewne aspekty. Niestety poza segregacją, czy torbą materiałową, nie mogę się pochwalić wieloma sukcesami. Ale dołożyłabym jeden, pożyczam książki, a nie wszystkie kupuję, a jak kupię i przeczytam to puszczam ją dalej 😜

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Nie zmuszam. Fajnie, że chociaż segregujesz śmieci i nosisz swoją siatkę na zakupy. Wiesz to niby nie wiele, ale zawsze coś! ;)

      Książki papierowe też pożyczam, ta znalazła już nową właścicielkę, właśnie dziś przekazałam ją dalej i wcale nie oczekuję, że do mnie wróci, wręcz przeciwnie poprosiłam by poszła dalej w świat. Tak to kupuję ebooki, nie zajmują miejsca i są tańsze, no i mi tak się szybciej czyta.

      Usuń
  13. Ja również segreguję śmieci, od kiedy jestem na swoim, torbę również zawsze mam swoją i ona mi służy już dobrych kilka (!) lat, tylko co jakiś czas ją piorę. Niestety mam wielki problem z ograniczeniem kosmetyków, ale może kiedyś do tego dojrzeję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też swoje torby co jakiś czas piorę;) Wierzę, że kiedyś dojrzejesz do tego ograniczenia kosmetyków, może chociaż szybko poślesz w świat te, z których nie korzystasz z jakiś względów? Np. wystawisz na olx na sprzedaż, albo oddasz za darmo zanim skończy się termin ważności. Nie zmuszam, ale to może Cię zainspiruje.

      Usuń
  14. Mieszkam w Niemczech i tutaj stety niestety mamy inne przeszkody na drodze do życia zero waste. Z jednej strony powszechnie praktykowana jest segregacja śmieci, na plastikowe i szklane butelki i aluminiowe puszki z reguły naliczana jest co powoduje, że ludzie je zwracają w sklepach a nie wyrzucają do śmieci. Praktycznie nie ma niszczących przyrodę dzikich wysypisk śmieci w lasach i na polach, dzięki czemu nie zanieczyszczają one gleby swoim rozkładem. Z drugiej strony w zwykłym supermarkecie wszystko jest zapakowane w folię albo jest na plastikowych tackach - buraki, marchew, jabłka, pomidory, ogórki ... to, co w Polsce możemy często kupić na sztuki nie tylko w warzywniaku, ale i w dyskontach. Kiedy zbierane są śmieci wielkogabarytowe np. meble, sprzęt AGD, lampy, szafki itd. zamiast te rzeczy przekazać dalej są one rozgniatane w śmieciarce, a najczęściej są to rzeczy nadające się do użytku, często prawie nowe albo wymagające jedynie odmalowania. Wiele osób kupuje gotowe jedzenie, oczywiście zapakowane w plastik (np. pokrojoną paprykę i ogórka) po prostu z lenistwa lub braku czasu.

    Trzymam za Ciebie kciuki Bogusiu, aby udało Ci się zrealizować swoje zamierzenia. Ja staram się żyć proekologicznie, ale przyznam, że nie chcę, aby pochłaniało to zbyt wiele mojej energii. Używam materiałowych toreb, segreguję śmieci, staram się nie wyrzucać jedzenia i liczę, naprawiam zużyte rzeczy, praktykuję minimalizm, ale póki co nie czuję potrzeby by robić coś więcej.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę tego oddawania butelek i puszek w sklepach :)
      Niestety w pl coraz częściej w marketach marchewki, papryki, jabłka!, salaty pakowane są w folię, dlatego już tak rzadko tam jeżdżę.

      Co do mebli coraz więcej osób kupuje używane,nawet są specjalne grupy na fb. A nawet zabiera z pod śmietników, szkoda, że u Was niszczą te meble:/

      Pewnie, nikt nie chce by odbierały mu te wszystkie zmagania radość z życia. Też chcę mieć czas na tak proste i przyziemne - przebywanie z rodziną zamiast ganianie od sklepu do sklepu ze swoją siatką. Czy z kompostem na drugi koniec miasta :P

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. Też żyję normalnie i jem to co lubię. Dbanie o środowisko mi w tym nie przeszkadza.

      Usuń
  16. Mam tą książkę i wiele z tych porad stosuję w swoim życiu lub mam zamiar zacząć. Niestety są i takie, do których się nie przekonam np kubeczek menstruacyjny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Kubeczek jest super! I zdrowszy od tych bielonych chlorem tamponów czy podpasek.

      Usuń
  17. Chetnie siegne po ta pozycje, poniewaz chcialabym zaglebic nieco bardziej idee zero waste. Po prostu przeraza mnie ilosc smieci, jakie produkujemy!
    Sama od lat segreguje odpady, stosuje wielorazowe torby, co sie da - rowniez staram sie naprawic i jak tylko to mozliwe, wybieram 'mniejsze zlo'. Daleko mi do typowego zero waste, ale wazne, aby podejmowac male kroki i isc do przodu. Aby nie produkowac kolejnego odpadu, czekam, az publikacja pojawi sie w formie na kindle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam już wersje na czytnik:)
      Masz rację, wciąż produkujemy wiele śmieci, mi też daleko do zerwo waste, ale się staram, tam gdzie mogę, lecz wciąż są rejony w których się wstydzę lub powoduje to u mnie tak duży dyskomfort, że nie potrafię się przełamać do zmian.

      Usuń
    2. Wlasnie kupilam wersje na Kindle i zaglebiam sie w lekturze! Dzieki za ten post, ktory przekonal mnie do zakupu ksiazki :)

      Usuń
  18. Ubrania, które nie nadają się do noszenia, tnę na szmatki i wykorzystuję do sprzątania. Np. starymi rajstopami dobrze poleruje się buty, zaś pocięte na paski mogą służyć do podwiązywania krzaków pomidorów w ogródku (są delikatne i w odróżnieniu od zwykłego sznurka nie uszkadzają łodygi). Woreczki i torebki foliowe z zakupów wykorzystujemy na sprzątanie kup psa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rajstop nie noszę, nie lubię:P No może 1-2 pary na rok. Pochwalam jednak Twoje pomysły ponownego wykorzystania. Wiele osób woreczki i torebki foliowe wykorzystuje w ten sam sposób co Ty, jednak to dalej nie jest idealne rozwiązanie, bo te worki rozkładają się latami... Może chociaż rozważyć woreczki papierowe?

      Usuń
  19. Nie znałem wcześniej pojęcia zero waste, ale świadomie stosuję sporo tych zasad. Na przykład segreguję śmieci, używam materiałowej torby na zakupy, rzadko kupuję nowe ubrania, jeżdżę do pracy rowerem.
    W Polsce nie jest najlepiej, mamy sporo śmieci w lasach i brudne rzeki, ale powoli idzie ku lepszemu. Coraz więcej ludzi segreguje śmieci, coraz więcej ludzi wybiera rower zamiast samochodu itd.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojęcie w Polsce jest młode, ale mam nadzieję, że jego promocja wyjdzie nam na dobre. Podziwiam dojazd do pracy na rowerze, moja Sis też jeździła 2 miesiące do pracy rowerem, chociaż wymagało to od niej więcej czasu i wysiłku,bo droga powrotna jest uciążliwa, 5-6km cały czas pod górę. Myślę, że więcej osób korzystałoby z tej formy, gdyby było jeszcze więcej ścieżek rowerowych oraz miejsc w których można zostawić/przypiąć rower.

      Co do śmieci w lasach, rzekach. One są i na dzielnicach. Nie pamiętam już kto, ale promował by codziennie zebrać chociaż 5 odpadów po swojej drodze i wrzucić do odpowiednich koszy na śmieci. Czasami praktykuję, gdy idę na spacer. Nie mam jeszcze na tyle odwagi, by pójść na spacer do lasu i zebrać worek zalegających tam plastików. Ale może w przyszłości.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  20. Temat nie jest mi obojętny, a wręcz przeciwnie - jest dla mnie interesujący i intrygujący. Jeśli miałabym być praktykantką i prowadzić dziennik - to jestem "za" !!! To bardzo dobry pomysł !!! Na razie trzymam za Ciebie kciuki, żeby się udało, a ja muszę kupić książkę :) Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!