15 wrz 2016

Recenzja książki "Finansowy ninja".


Jakieś 3 tygodnie temu, na instagramie wspomniałam, że czytam książkę innego blogera - Michała Szafrańskiego "Finansowy ninja". Nie ukrywam, że jego blog jakoszczedzicpieniadze.pl był i jest dla mnie w dalszym ciągu wielką inspiracją i motywacją do mądrego gospodarowania pieniędzmi naszej dwuosobowej rodziny. Do oszczędzania i zadbania o naszą wspólną, szczęśliwą i bezpieczną przyszłość. Ponieważ pieniądze są niezbędne do zaspokojenia podstawowych potrzeb, czy tego chcemy, czy nie. Minimalizm jest moją dobrowolną decyzją, a nie przymusem podyktowanym przez ubóstwo. Skoro byłyście ciekawe recenzji (wybaczcie damską formę, ale większość moich czytelników to  kobiety), to postanowiłam napisać tych kilka zdań na jej temat. 
"Finansowy ninja napisany jest prostym językiem, zrozumiałym dla każdego - także osób, które o finansach nie mają zielonego pojęcia. Książka przeznaczona jest przede wszystkim dla ludzi młodych, wchodzących na rynek pracy oraz 30-latków, ale skorzystają z niej także starsze osoby odczuwające braki w edukacji finansowej." 
Książkę możesz kupić wyłącznie na <tej stronie>. Zamieszczony przeze mnie link jest linkiem afiliacyjnym, więc jeżeli skorzystasz z niego podczas zakupu 10% wartości zamówienia brutto (bez kosztów przesyłki) trafi na moje konto, dzięki czemu wesprzesz mój blog. Ty nic na tym nie tracisz, bo i tak płacisz wyłącznie tyle ile kosztuje książka + przesyłka. 

Ten opis promuje książkę i zgadzam się w nim w 100%. Książka składa się z 10 rozdziałów. Od samych podstaw, po zaawansowane tematy jak optymalizacja podatkowa czy inwestowanie. To uporządkowany zbiór wiedzy, doświadczeń Michała. Bazuje na bardzo wielu książkach o tematyce finansowej, to tak jakby przeczytać najlepsze opracowania lektur przed klasówką w szkole średniej. W razie potrzeby można tę wiedzę uzupełnić o kolejne pozycje podane na końcu w bibliografii.
Poza prostym językiem każdy element zobrazowany jest wykresami, które jeszcze lepiej pozwalają przyswoić treść. Każde zagadnienie poparte jest obliczeniami. Przykłady:
  • Ile pieniędzy musi zacząć odkładać 28-latka, by żyć na tym samym poziomie co teraz, gdy osiągnie wiek emerytalny?
  • Ile oszczędzi Tomek, a ile Jurek inwestując taką samą sumę pieniędzy, na różnej przestrzeni czasu?
  • Ile kosztują odsetki od kredytu hipotecznego zaciągniętego na 30 lat, a ile na 20 lat?

To, co odróżnia ją od innych, to przede wszystkim odniesienie do panujących warunków w Polsce, statystyk, ofert bankowych, podatków itd. Nie ma tu miejsca na pierdoły typu: powtarzaj sobie, że jesteś bogaty, a takim się staniesz... Za to masz podane jak na tacy sprawdzone i działające metody. Michał odnosi się w swojej książce do komentarzy i listów swoich czytelników, dzięki czemu dobrze wie, co jest dla nich ważne, co budzi ich wątpliwości. 

Za 2 miesiące obchodzę swoje 28 urodziny. Na rynek pracy wkroczyłam już kilka dobrych lat temu, po ukończeniu studiów licencjackich. W tym samym czasie podjęłam najważniejsze do tej pory decyzje w moim życiu. Zgodziłam się zostać żoną, o czym pisałam w poście: najlepszy czas na małżeństwo? Oraz już wspólnie podpisaliśmy umowę wiążącą na 30 lat - kredytu hipotecznego na wymarzone 65 m2. Pisałam już na blogu czy podjęłabym ponownie tę decyzję, co 5 lat temu?  Z pensji powinno wystarczyć nam na codzienne wydatki: opłaty, żywność, ubrania, kosmetyki, a nawet na rozrywkę typu kino czy jedzenie w restauracji. Mamy kredyt konsumpcyjny na samochód i jeszcze jeden mniejszy, które regularnie spłacamy (ale nie nadpłacamy), oraz niewielkie oszczędności.

Znasz już moją sytuację, żałuję, że "Finansowy ninja" nie pojawił się na rynku te kilka lat wcześniej, zanim podjęliśmy decyzję o kredycie hipotecznym. Na szczęście, dzięki Michałowi widzę też światełko w tunelu i ze zdobytą wiedzą po przeczytaniu książki, pozostaje mi wcielić jego rady w życie. Wiem, że to dopiero początek mojej - naszej drogi. Żebym mogła powiedzieć, że książka odmieniła coś w moim życiu potrzeba czasu. Czasu poświęconego na działanie. 

Bardzo chciałam, aby mój mąż również ją przeczytał, by lepiej zrozumiał to, co próbuję mu przekazać od kilkunastu miesięcy. Byśmy również na tym polu byli zgodni, działali wspólnie jak partnerzy, a nie swoi wrogowie. Na razie usłyszałam: "nie mam czasu", ale okazał zainteresowanie, bym streściła  mu najważniejsze treści. Przeprowadziliśmy poważną (trudną) rozmowę i postanowił mi zaufać w kwestii finansów. 

  • Rozpisaliśmy budżet na kolejny miesiąc, uwzględniając każdą najmniejszą kategorię, która przychodziła nam do głowy. 
  • W pilnowaniu ustalonego budżety pomoże nam metoda kopertowa, o której pisałam w poprzednim poście na blogu. Oszczędziłam w ten sposób aż 23% na jedzeniu. 
  • Nadwyżkę przeleję na konto oszczędnościowe. Mam nadzieję, że szybko spłacimy samochód i ten mniejszy kredyt (o którym wspomniałam wyżej), zbudujemy poduszkę finansową o równowartości 6 miesięcy naszych wydatków. 
Ponadto:
  • Złożyłam wniosek o zlikwidowanie nieużywanego konta bankowego, które generowało opłaty.
  • Skorzystałam z usługi oferowanej przez mój bank: mSaver, która pomaga w regularnym oszczędzaniu poprzez zaokrąglanie sum do 10 zł za płatności kartą lub przelewem. Czyli jeżeli płacę kartą 18,25 zł to 1,75 zł automatycznie przelane jest na konto oszczędnościowe. W ten sposób już w ubiegłym miesiącu udało mi się zaoszczędzić ponad 100 zł, w ogóle nie odczuwając braków w portfelu/na koncie. To również sugestia Michała! 
  • Stworzyliśmy listę "do zrobienia", po powrocie męża z delegacji: rezygnacja z mobilnego internetu; sprawdzenie dodatkowego pakietu medycznego, ile i za co płacimy - rozważamy obniżenie składki; wykupić ubezpieczenie na życie; 

Od siebie zachęcam do przeczytania książki i mogę obiecać kolejne relacje za jakiś czas, jak to u nas wygląda. Oczywiście, jeżeli uważasz tę tematykę za ciekawą i wartą zgłębiania. Daj znać w komentarzu poniżej. Jeżeli moje słowa nie są wystarczająco przekonujące, zapoznaj się z recenzją Oszczędnickiej <tutaj>. Alicja ma dar do recenzowania książek, znajdziesz u niej również cytaty z książki. Jest też autorką cotygodniowego cyklu "ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie". Czasami chciałabym umieć pisać tak jak inni, ale skoro nie potrafię, to robię to, co wychodzi mi do tej pory najlepiej - jestem sobą. I mam nadzieję, że chociaż czasami inspiruję swoich czytelników... 

34 komentarze:

  1. Mi podoba się Twoj styl pisania :) piszesz bardzo przejrzyscie i dużym plusem sa linki do postów o podobnej tematyce :)
    Ostatnio bardzo duzo czytam o oszczędzaniu i zaczęłam od Twoich postow, bo to właśnie Ty zainspirowalas mnie do oszczedzania i minimalizmu:)
    Mam dopiero 20 lat i na razie brak jeszcze kredytow ale tez mam mniejsze doswiadczenie jezeli chodzi o zarzadzanie pieniędzmi. Na pietwszym roku studiow zazwyczaj co miesiac wychodziłam na 0. I tak dobrze ze nie na minusie :D od października bedziemy razem z chlopakiem wynajmowac wspolnie pokoj i łączyć nasze wydatki. Chcemy przez ten rok i kolejne zaoszczedzic troche zeby po studiach nie byc bez grosza :)
    Równocześnie chce tez wprowadzic do naszego zycia wiecej minimalizmu. Duzym plusem jest to ze wyprowadzajac sie z rodzinnego domu moge wszystkie moje rzeczy glownie ubrania przejrzec, ocenic i zdecydowac o ich przyszlosci i zabrac ze soba tylko te potrzebne i od poczatku miec w nowym mieszkaniu tylko to co chce i potrzebuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie tym bardziej polecam książkę, bo jesteś w idealnym momencie życia, by zacząć swoją edukację finansową:) Razem we dwoje na pewno będzie Wam łatwiej się utrzymać, ale też zawsze jest więcej pokus:P Trzymam za Ciebie kciuki! Moment przeprowadzki jest idealny na przejrzenie nie tylko garderoby, ale i innych pamiątek, czy rzeczywiście je wszystkie chcesz i w dalszym ciągu przywodzą miłe skojarzenia?

      Usuń
  2. Na bazie (nie tylko własnego) doświadczenia napiszę tylko tyle, nie obniżaj składki dotyczącej ubezpieczenia na życie bądź uszczerbku na zdrowiu. Na tym polu nie warto oszczędzać i żaden analityk mnie do tego nie przekona. Teoria jest dobra dla wykresów, życie boleśnie daje po dupie w takich sytuacjach.

    Mnie trochę bawią takie książki, ale na pewno znajdzie się grupa odbiorców, do których dotrze/przekona/zmieni nastawienie. Do wielu rzeczy też trzeba dojrzeć i chcieć lub zostać zmuszonym. Niestety :D i żadne poradniki/przewodniki tego nie zrobią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam na myśli obniżenia składki ubezpieczenia, a właśnie dodatkowe ubezpieczenie małżonka ponieważ to on ma większe dochody.

      Chodziło mi o obniżenie pakietu dodatkowego Medica z pracy, ponieważ podwyższaliśmy go w ubiegłym roku, gdy wizyta u lekarza goniła wizytę. Teraz korzystam dużo mniej, moja sytuacja zdrowotna już unormowana, a do endokrynologa chodzę i tak w innym miejscu niż z Medici, więc ponoszę dodatkowe koszty. Chcemy zostać przy podstawowym pakiecie, a nie tym rozbudowanym:)

      Szczególnie książka jest dla tych co chcą. Wiesz młodzi ludzie, szczególnie w pl są wręcz namawiani do kredytu hipotecznego, bo trzeba mieć swoje mieszkanie/dom itd. I pracownikom banku zależy na tym by przekonać Cię właśnie do tego 30letniego kredytowania, bo tak najtaniej, co w rzeczywistości okazuje się, że jest dużo drożej, niż w przypadku kredytowania na 20 lat. Bo odsetki itd. O tym się nie mówi. Sami też się tak nacięliśmy. Moi rodzice, by kupić mieszkanie nie potrzebowali kredytu hipotecznego, kupili za gotówkę i to w wieku dopiero ok. 50 r.ż. Teściowie żyją w domu wybudowanym jeszcze przez dziadków mojego męża. Nie miał nam kto doradzić. A jeżeli można taką wiedzę zdobyć czytając książkę, to warto ją polecać:)

      Całą resztę za pewne można wynieść z domu, o oszczędzaniu na "czarną godzinę" co bardzo groźnie brzmi i młodzi wolą o tym nie myśleć:P Lub samemu dostać od w życia w tyłek i nauczyć się na swoich błędach.

      Usuń
    2. Achhhhh to źle zrozumiałam ;)
      To faktycznie, jeżeli pakiet nie jest wykorzystywany mija się z celem opłata wyższa od np. podstawowej.

      Przyznam się, że nie nie znam za bardzo mechanizmów polskich banków. Zawsze były zakupy za gotówkę, a Rodzice gdy brali kredyt na budowę domu, to spłacili go dużo szybciej i potem już nie było tematu krążącego wokół jakiegokolwiek kredytu. Natomiast ze znajomymi też jakoś nie było okazji do omawiania tego ;) Większość na wynajmowanym bądź odziedziczonym po Dziadkach/Rodzicach co też zmienia postać rzeczy i postrzeganie wielu spraw. W UK natomiast system kredytowy jest przejrzysty i szybko można skorzystać. Tzw. mortgage ma wiele opcji, w trakcie spłacania dochodzą dodatkowe oferty i tak naprawdę może on się stać niezłą inwestycją, zwłaszcza gdy kupuje się nowy dom, w dobrej lokalizacji. Zresztą od paru lat rynek nieruchomości w UK ma się bardzo dobrze, ceny idą nieznacznie w górę i jak ktoś mądrze dysponuje pieniędzmi, to jest w stanie z tego wyciągać dodatkowe pieniądze. Inwestycja w nieruchomości zawsze była opłacalna, zwłaszcza gdy w grę wchodzi chodliwa okolica. Oczywiście to też wiąże, ale patrząc na sytuację z wynajmem mieszkań w UK, to albo masz farta i dobrze trafisz, albo szuka się długo i nie zawsze z powodzeniem bądź bierzesz to, co jest.

      Wiele osób nie myśli o "czarnej godzinie", lecz posiadanie zabezpieczenia to podstawa. Przynajmniej dla mnie, bo śpię spokojnie.

      Wiesz, niektórzy nie myślą o przyszłości. W ogóle. Mamy z mężem znajomych, którzy odziedziczyli dom po Rodzicach. Dobra okolica, dom był praktycznie spłacony i zaczęli pobierać pożyczki pod mortgage. W ciągu kilku lat zadłużyli go na nowo do maksymalnej kwoty tylko po to, by kupować nowe samochody, jeździć w egzotyczne miejsca. Jednym słowem przehulali całą kasę. Niedługo potem zaczęły się problemy zdrowotne, jedno z nich straciło pracę i bank przejął dom. Mieszkają teraz w strasznych warunkach. Oboje są po 50 r.ż i coraz mniej perspektyw.

      Usuń
    3. Dopisałam "wykupić" do ubezpieczenia, by już nikogo nie zmylić. Wiesz, my o takich rzeczach nawet jak ubezpieczenie na życie nie myśleliśmy, bo przecież mieliśmy w chwili brania kredytu na mieszkanie ja 22 lata mój mąż 26. Tylko to co obowiązkowe do kredytu, ale już się skończyło. Później myśleliśmy, że skoro nie mamy dzieci to sobie jedno bez drugiego poradzi. Teraz myśli się więcej, a co jak mąż straci zdrowie? Sama nie dam rady pociągnąć kredytu i utrzymania nas oboje. Więc koniecznie wykupimy ubezpieczenie by spać spokojnie.

      Widzisz, w pl też by się wydawało, że mieszkanie to inwestycja i zawsze będą Ci to wszyscy dookoła wmawiać. Śmieszy mnie to, że ktoś z zazdrością patrzy na to co mamy, a mamy mieszkanie na jeszcze 24 lata kredytowania, co sporo miesięcznie nas kosztuje. A uwierz, że są takie osoby.

      Czy inwestycja? Nie do końca, w moim mieście buduje się tak dużo nowych osiedli, że nasze mieszkanie z rynku wtórnego niewiele zyskuje, powiedźmy, że jak na razie trzyma wartość na jaką braliśmy kredyt. Ale za parę lat blok będzie starszy, a na rynku będą nowsze, pewnie w jeszcze ciekawszych okolicach. Po za tym jest duże, a widzę tendencje, że jednak ludzie decydują się na mniejsze bo to się równa z mniejszymi kosztami utrzymania. Nikt nie chce płacić czynszu w wysokości 800 zł/miesiąc - a taki mamy zimą, ze zużyciem wody. Bez policzenia prądu i gazu.

      Banki nawet potrafią obarczyć kupującego karą za spłatę w szybszym czasie nawet do 5 lat od zakupu. Więc panuje opinia, że nie opłaca się spłacać szybciej. A ja już wiem, że się jednak opłaca i jak już uzbieramy pewną sumę, to mam zamiar i ten kredyt nadpłacać. By szybciej cieszyć się wolnością;)

      Ja nie liczę na żaden spadek, cieszę się, że nie muszę się martwić o to, czy moi rodzice będą mieli za co żyć, w razie gdyby zostało jedno z nich. Bo w razie śmierci Taty - Mama przejmie jego emeryturę, a w razie śmierci Mamy - Tata ze swoją sobie poradzi. Nawet z tym dużym mieszkaniem co mają. Gorzej pewnie będzie z moimi Teściami, mają dom na utrzymaniu, a emerytury nie są wysokie.

      Konsumpcja,konsumpcją, też mogliśmy poczekać na zakup samochodu, mamy właściwie obecnie dwa. Ale nie chcieliśmy zwlekać, bo poprzedni był już po wypadkowy, dwa lata temu wjechał we mnie na skrzyżowaniu pewien pan, maska zgięta w pół, zbite reflektory i przesunięte osie czy jak to się tam nazywa. Więc nawet po naprawie, nie czułam się w nim bezpiecznie. Teraz mam swój mały, kupiony za gotówkę, a drugi większy męża spłacamy.

      Usuń
    4. Nie demonizowałabym aż tak kredytów mieszkaniowych. Niestety dla większości ludzi to jedyna opcja. Nie każdy może liczyć na spadek w postaci mieszkania, a nie każdy chce mieszkać z rodzicami do 30tki czy nawet dłużej i czekać, co się wydarzy. Uważam, że lepiej wziąć kredyt i spłacać swoje niż płacić za wynajem komuś. Podam prosty przykład moich znajomych. 5 lat temu wzięli ślub i zamieszkali razem w mieszkaniu wynajmowanym. Stwierdzili oboje, że to sytuacja przejściowa, że poczekają, może mieszkania stanieją, może zarobki wzrosną. Mija 5 lat, a oni nadal wynajmują. Gdyby od razu po ślubie zdecydowali się na kredyt dziś mieliby za sobą 5 lat spłaty. A tak w dalszym ciągu żyją na walizkach, żaden spadek się nie pojawił, za to pojawiło się dziecko, więc ich zdolności kredytowe automatycznie się pogorszyły, gdyby chcieli starać się o kredyt teraz. W dodatku ceny mieszkań również wzrosły. Nie wiem jak to wygląda w innych miastach Polski, ale tutaj gdzie mieszkam najczęściej bardziej 'opłaca się' wziąć kredyt niż wynajmować, bo rata jest porównywalna (albo nawet niższa) jak koszty wynajmu. Tak przynajmniej na pewno jest w przypadku moich znajomych. Uważam, że własny dach nad głową to poczucie bezpieczeństwa. Względnego poczucia co prawda, bo ciąży kredyt, ale na wynajmie również niczego nie możemy być pewni. Nie wyobrażam sobie żyć na wynajmie latami, szczególnie gdybym zdecydowała się na dzieci. Znajomi, którzy wynajmują co jakiś czas przeprowadzają się i o ile są sami to właściwie żaden problem. Gorzej, gdyby mieli dzieci- zmiana miejsca zamieszkania, kolegów, szkoły co kilka lat to nie są sprzyjające warunki do rozwoju. Mało kto może sobie pozwolić na jednoczesny wynajem i takie oszczędzanie, żeby odłożyć na zakup mieszkania bez kredytu. Niestety większość z nas stoi przed dylematem albo albo.

      panna_migotka

      Usuń
    5. Ubezpieczenia na życie, to temat na oddzielną dyskusję bo w ogóle mało się na ten temat mówi, edukuje. Teraz, z perspektywy czasu patrzę na to inaczej, ale mając 20 lat odbyłam wiele długich rozmów.

      Wiesz, na mieszkanie można patrzeć dwojako, ale tak, stanie się inwestycją jeżeli spełnia kilka warunków. Niemniej nie można wszystkich nieruchomości wrzucić pod jedną kreskę.
      Ludzie zazdroszczą, ponieważ widzą TYLKO jedną stronę medalu i nie zagłębiają się w szczegóły.

      W UK mortgage ma dobre i złe strony (wszystko zależy od rodzaju), także zostaniesz obciążona szybszą spłatą kredytu. To jest nadal bank ;) nie ma nic z dobrego serca. Natomiast wszystko zależy od Twojej historii oraz zdolności kredytowej, dlatego pisałam ogólnikowo, ponieważ nie sposób tego wyłozyć tu i teraz. W skrócie wygląda to tak, że jeżeli jesteś dla banku wiarygodny, wpływy są regularne, a ich wysokość mieści się w określonym pułapie - można mieć wiele opcji.

      Wiesz, taki rodzaj konsumpcji, to nic wielkiego ;) Chyba prawie każdy realnie patrzący na życie wybrałby nowy samochód niż taki po wypadku, zwłaszcza że zostaje uraz.

      Usuń
    6. @panna_migotka nie sposób się z Tobą nie zgodzić :) - dla mnie osobiście życie w mieszkaniu/domu wynajmowanym, to takie właśnie życie na walizkach i w życiu nie zdecydowałabym się na taką opcję (chyba, że na chwilę w sensie kilka miesięcy i pas). Co prawda jest kontrakt/umowa itd. ale on się kiedyś kończy, teoretycznie łatwiej zmienić mieszkanie w razie problemów finansowych, ale tak naprawdę przez ten cały ten czas ładujesz kasę w kieszeń komuś innemu (i jesteś uzależniony od decyzji, czy umowa zostanie przedłużona lub nie, a znam takie przypadki kiedy tak się nie stało i było bardzo mało czasu na znalezienie czegoś nowego), zamiast np. wybrać bank i mieć perspektywę posiadania mieszkania na własność. Ogólnie kij ma dwa końce ;)
      Wysokość raty a kwoty wynajmu faktycznie często są zbliżone.

      Usuń
    7. Hexxana zgadzam się z Tobą:)

      Panna_migotka nie wiesz (albo przynajmniej nie uwzględniłaś w wypowiedzi) czy znajomi przez ten czas wynajmowania oszczędzili pieniądze. Bo może mają fajną sumkę na wkład własny? Co do wynajmu to też zależy, czy wynajmujemy przejściowo coś tańszego, czasami mniejszego by właśnie zaoszczędzić, czy od razu rzucamy się na mieszkanie gabarytów tego docelowego. Nigdy do końca nie poznasz historii swoich znajomych, bo obserwujesz ją z zewnątrz:) Ja mam znajomych co mieszkali razem jako para przez cały okres studiów a nawet i dłużej właśnie na wynajmowanym, ale tylko 30 m2 mieszkaniu, dzięki temu koszta mieli mniejsze niż kredyt i bardzo niski czynsz. Uzbierali w ten sposób na wkład własny. I na 100% przez ten okres czasu wzrosły ich dochody, więc i zdolność kredytowania większa.
      Czy ma się poczucie bezpieczeństwa czy nie? Z własnego doświadczenia powiem tak, przeprowadzałam się w życiu kilka razy, bo z małego miasta do większego. I to właśnie początkowo na wynajmowane mieszkania, łącznie z rodzicami i 3 rodzeństwa, trochę tego było do przetransportowania. Na ogół przeprowadzaliśmy się w wakacje, ale i jak trzeba było to w roku szkolnym. Nie wpłynęło to na mnie w żadnej sposób negatywnie, nie odbiło się na moich ocenach czy kontaktach ze znajomymi. Powiem lepiej, nauczyło mnie bardzo wiele samodzielności np. dojeżdżanie do szkoły. A nawet tego jak potrafią być interesowne przyjaźnie niektórych osób... Bezpieczeństwo daje rodzina, miłość. Nie samo mieszkanie, puste mury. Ale rozumiem, że dla kogoś to główny czynnik skłaniający do zakupu, by czuć się pewniej. Każdy dlatego samodzielnie podejmuje decyzje. I na ten temat, właśnie tych "emocjonalnych kosztów" Michał też napisał, to już indywidualna kwestia wyboru, a czy wybierze się słusznie okaże się za kilka lat.

      Usuń
    8. Racja, nie uwzględniłam. Na ten moment nie mają oszczędności. Niestety ich obecne zarobki wystarczają im jedynie na aktualne potrzeby + wynajem i rachunki. Piszę akurat o tym przypadku, bo to moi przyjaciele, więc mimo, że nie siedzę u nich w portfelu to wiem jak sytuacja wygląda. To nie jest tak, że uważam, że kredyt to zawsze najlepsza opcja. Przypadek Twoich znajomych pokazuje, że każda sytuacja jest inna i trzeba wybrać takie rozwiązanie, które będzie dla nas optymalne/najlepsze. Nie ma tutaj gotowych rozwiązań. Mam z kolei znajomego, który wynajmuje mieszkanie i na ten moment nawet nie myśli o zakupie własnego. Jest singlem, nie zakłada rodziny, a jego praca wymaga od niego częstych wyjazdów. Nie jest pewien czy w ogóle zostanie na stałe w mieście rodzinnym. W jego sytuacji nie dziwi mnie jego wybór.

      Zgadzam się, poczucie bezpieczeństwa to nie tylko mury, ale np. dla mnie jakiś rodzaj stabilizacji. Lepiej czułabym się w miejscu, które jest moje, które mogę urządzić tak, by czuć się w nim dobrze.

      panna_migotka

      Usuń
    9. I ta wypowiedź pięknie podsumowuje cały sens naszej rozmowy:) Wszystko zależy od sytuacji w jakiej aktualnie się znajdujemy:)

      p.s. Mi już faza urządzania przeszła:)

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. ja jeszcze nie wkroczyłam w swiat zarabiania,a moi znajomi po licencjacie juz tak:( czasem im troche zazdroszczę,ale z drugiej strony te 3 lata mina mi na pewno bardzo szybko wiec chyba juz teraz warto przeczytac taka ksiazke. Chciałam ja dac w prezencie mojej siostrze na dobry początek studiów ( finanse w wawie) ,myslisz ze to dobry pomysł ? Czy jest jeszcze za młoda na cos takiego? jest tyle ksiazek o których myslalam ,cos o samorozwoju ,korporacjach,firmach ect ale ta tak wszyscy polecają ... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest idealna! To nie jest podręcznik tylko dla finansistów, to książka dla każdego. Ja pracowałam będąc już na studiach, różne dorywcze prace. Im szybciej tym lepiej.

      Usuń
  4. Cieszę się że to właśnie u Ciebie zobaczyłam recenzje. Przynajmniej wiem że nie jest elementem reklamy jak u "znanych blogerów". Swoją drogą coraz bardziej przeraża mnie wysyp "zawód bloger", gdzieś to wszystko według mnie traci autentyczność ale nie o tym :)

    Za rok czeka mnie ślub, połączenie budżetu i budowanie swojej póki co dwuosobowej rodziny. Wydaje mi się że ta książka jest jak najbardziej na teraz :) miejmy nadzieję że od pierwszego wspólnego tak na 100% miesiąca ogarniemy siebie wszystko tak aby jak najlepiej to wszystko zaplanować i realizować :)

    Swoją drogą powiedz mi jak to wygląda z gospodarowaniem Twoim budżetem bo tak jak ja z tego co mi wiadomo masz nieregularne pensje.

    Pozdrawiam i nigdy się Bogusiu nie zmieniaj bo przestanę czytać! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michał nie tylko jest blogerem, pracował przez lata w korporacji, ale dzięki swoim oszczędnością mógł rzucić pracę i założyć swoją firmę. W której również zatrudnia ludzi. Blog pozwolił mu na to by też zdobyć rzeszę klientów, ponieważ również prowadzi szkolenia itd. A książkę uważam za akurat jedną z bardziej wartościowych wydanych przez "blogerów". :)

      Skoro czekają Cię takie ważne decyzje, to dobrze się do nich przygotować i już przed ustalić jak będzie wyglądał Wasz budżet itd.

      U nas polegamy głównie na pensji męża, ja właściwie przed ślubem założyłam działalność gospodarczą, więc dochody nieregularne. To bardzo dobrze nauczyło mnie by każdy dochód procentowo dzielić na opłaty, jedzenie i inne wydatki, również na oszczędności, gdyby zdarzył się gorszy miesiąc. W branży beauty takie przestoje mają miejsce. Ustaliliśmy z góry, za do płaci mąż za co ja. Nadwyżka pozostawała do dyspozycji bez ingerencji drugiej osoby. Był też czas kiedy moje zdrowie mocno podupadło i musieliśmy liczyć tylko na jedną pensję i w przypadku dochodów nieregularnych, trzeba zawsze bardziej polegać na tej osobie, która ma stałą pensję pierwszego na koncie. W zasadzie gdyby nie kredyt na samochód i ten drugi o którym wspomniałam to z tej jednej pensji moglibyśmy jeszcze nawet odłożyć całkiem spore sumy. Obecnie moja sytuacja zawodowa uległa zmianie, nie chcę na razie tutaj o tym pisać. Ale jak uda mi się wcielić w życie wszystkie plany to pewnie się pochwalę. Mam nadzieję, że od przyszłego roku, a dokładnie sezonu wiosna-lato będę już pracować w takim systemie jak założyłam.

      Pozdrawiam i dziękuję!

      Usuń
    2. Jeśli jest to związane z branżą beauty to ja bardzo chętnie się dowiem co tam wymyśliłaś? :)

      Usuń
    3. Wizaż kochana, tylko malowanie;)

      Usuń
  5. Bogusiu, zacznę od końca, ale po prostu nie mogłabym tego nie napisać :) Bardzo lubię Twojego bloga, tematykę, którą poruszasz i styl w jakim piszesz. Uważam, że robisz to świetnie- jesteś naturalna, szczera, a w dzisiejszej blogosferze, gdzie wszystkie blogi są pisane i prowadzone jak od linijki, Twój to prawdziwa perełka. Nie każdy temat mnie dotyczy, nie zawsze ze wszystkim się zgadzam, ale z przyjemnością czytam każdy post. Zaczęłam zdrowiej się odżywiać, myślę o zapisaniu się na zajęcia jogi i na pewno masz w tym jakąś zasługę ;) A może kiedyś i ja przekonam się dzięki Tobie do minimalizmu? Kto wie... Na ten moment jestem, jakbym to powiedzieć, po drugiej stronie barykady ;)

    Nie czytałam książki M. Szafrańskiego, ale postanowiłam odnieść się do tego, co napisałaś i podzielić się własnymi spostrzeżeniami. Przyznam, że mam nieco inne podejście do pieniędzy i nie potrafię (a nawet nie wiem czy chcę się nauczyć) oszczędzać. Myślę, że minimalistom jest łatwiej. Jeśli ktoś niewiele potrzebuje to tym samym niewiele kupuje, więc oszczędności możnaby powiedzieć tworzą się same. A ja jestem osobą o dużych potrzebach. Lubię ładnie mieszkać, ładnie wyglądać, podróżować, a nie ukrywajmy to zawsze będzie oznaczało wydatki. Oczywiście jestem przeciwniczką zaciągania kredytów na zachcianki, życia ponad stan czy przehulania wypłaty w dwa dni, ale również nie wyobrażam sobie odmawiać przyjemności na rzecz rosnących cyferek na koncie. Oczywiście nie chodzi o to żeby wydawać wszystko. Jasne, dobrze mieć coś na przysłowiową 'czarną godzinę', ale uważam, że zdrowo zachować równowagę. Nie chcę żyć jak tak moi rodzice (i miliony ludzi na świecie), którzy całe życie ciężko pracowali, odmawiali sobie wszystkiego, a tak naprawdę w imię czego? Śmieszą mnie mądrości w stylu: na emeryturze zaczniemy podróżować, trzeba odkładać na spokojną starość itd. A co jeśli to nigdy nie nadejdzie? A co jeśli na emeryturze będziemy mieć pieniądze, ale zabraknie zdrowia i siły żeby spełniać swoje marzenia/podróżować? Życie jest tu i teraz. Nie warto je odkładać na potem.

    Pozdrawiam!
    panna_migotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie Ci dziękuję za te słowa! :)

      Powiem Ci, że spodziewałam się tego typu komentarza, że życie jest tu i teraz. I skoro mnie czytasz, to wiesz jak szybko sobie to uświadomiłam, przez wypadek samochodowy czy chorobę tarczycy, która uniemożliwiała mi cieszenie się życiem tak jak bym tego chciała. I właśnie wtedy uświadomiłam sobie to co dla mnie najważniejsze, czyli moja rodzina i czas z nią spędzony. Dlatego też ja wolę oszczędzać, mniej wydając by tych pieniędzy zarobionych w tym samym czasie wystarczyło mi na dłużej. Wiąże się to z tym, że możemy pracować mniej, a więcej cieszyć się sobą. Ja zauważyłam, że większość tego co mnie raduje nie kosztuje nic. A swoim marzeń nie zamierzam odkładać, aż do emerytury zarządzonej przez rząd, tylko chciałabym szybciej móc przestać pracować.
      Ja też lubię ładnie wyglądać, w końcu w tym celu stworzyłam garderobę idealną, maluję się. Skromnie bo skromnie, bo to mi się właśnie podoba. O moim podejściu do mieszkania typu meble, dodatki, remonty pewnie jeszcze napiszę obszerniejszy post. Ale to też dla mnie nie jest tak istotne, jest wszystkiego mało, skromnie i łatwo się sprząta. A porządek daje mi satysfakcję. A gdy mi się nie chce tego sprzątać, to też nie sprzątam tylko wychodzę i spędzam czas na świeżym powietrzu w pięknej okolicy w której mieszkam. Te lasy, polany, wieże widokowe - też mam za darmo:)
      Wiesz, mi się marzy 2-dniowy tydzień pracy i do tego darzę. By teraz mieć więcej czasu dla siebie, męża, rodziny. Teraz póki jestem jeszcze młoda i pełna sił, by móc sobie pozwolić na wyjazd za miasto:) Itd.

      Usuń
    2. Powinnam doprecyzować- chodziło mi nie tyle o Ciebie, co raczej o ogół naszego społeczeństwa. Gonitwa za pieniędzmi, godziny spędzone w pracy, oszczędzanie... Większość z nich zapomina przy tym o relaksie, czasie dla rodziny czy realizacji własnych pasji. Moi rodzice też powtarzali mi: dużo pracujemy, żeby kiedyś pracować mniej. Hmm wydaje mi się, że pracują tyle samo, jak nie więcej. Co mówią teraz? Oszczędzamy dla was, dla wnuków itp. Jestem im za to wdzięczna, ale powtarzam, że jestem dorosła i muszę dawać sobie radę sama. Kiedy jak nie teraz pomyślą w końcu o sobie?

      Ja pracuję w korpo, więc tak czy siak mam 8godzinny tryb pracy. Jasne, też chciałabym pracować mniej/krócej, ale w korporacji nie ma na to szans :P Z kolei kompletnie nie mam pojęcia co mogłabym robić żeby zarobić pracując np. 2 dni w tygodniu. Oznaczałoby to pewnie zmianę branży, ale na jaką tego też nie mam pojęcia. Ty akurat jesteś w tej komfortowej sytuacji, że jesteś na swoim (z tego co zrozumiałam), więc jest łatwiej dostosować godziny pracy do swoich potrzeb. Trzymam kciuki za realizację Twoich planów! :)

      Wracając jeszcze na chwilę do książki. Myślę, że przeczytam ją, choćby po to żeby zweryfikować własne poglądy, poznać inny punkt widzenia. To nie jest tak, że uważam, że mam rację. Być może jej nie mam. Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą. Zacznę chyba jednak od książki J. Glogazy 'Slow life. Zwolnij i zacznij żyć' (czytałaś?), bo bez okrzesania mojego konsumpcjonizmu chyba nie mam mowy o oszczędzaniu w takiej formie o jakiej pisze M. Szafrański ;)

      panna_migotka

      Usuń
    3. To fakt, społeczeństwo goni za kasą i wszystko chcą szybko tu i teraz. Ale trochę właśnie ten model studia -> praca -> mieszkanie -> samochód -> dzieci nas do tego zmusza. Rozumiem, że w korpo raczej ciężko o inny grafik. Ja jako kosmetolog też pracowałam nieraz w godz. od 10-21. Ale mam nadzieję, że jak zajmę się wyłącznie wizażem, to właśnie taki system pracy jedynie weekendowej jest możliwy do osiągnięcia:)

      Przeczytaj, może chociaż coś z niej wyciągniesz. Ja poruszyłam tylko niektóre kwestie, ale jest ich tam znacznie więcej. Również tych osób, co właśnie celowo mniej pracują by cieszyć się życiem.

      Czytałam "Slow life. Zwolnij i zacznij żyć" i przyznam szczerze, że mniej podobała mi się od "Slow fashion", może dlatego, że nie znalazłam tam nic odkrywczego dla siebie. A na dodatek drażniły mnie ostatnie rozdziały na temat szukania partnera, randek itd. Bo ja ten etap w życiu mam już dawno za sobą. Wolałabym by ta lektura, była bardziej dla szerszego grona ludzi, w różnym wieku, bo slow life może być też dla 40 - 50 latków. Z takich lektur to dużo bardziej podobała mi się książka "Minimalizm dla zaawansowanych" Anna Mularczyk-Meyer.

      Usuń
  6. Nie będę ukrywała Bogusiu, że czekałam na tę recenzję ;) Ostatnio staram się dość skrupulatnie zapisywać ale przede wszystkim kontrolować wszystkie nasze wydatki - dotyczy to również książek... Bardzo zaciekawiła mnie Twoja opinia o tej książce i postanowiłam, że chyba zdecyduję się na zakup "Finansowego ninja" jednak w wersji e-book - pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę;) Mi zależało na papierowej, bym mogła do niej wracać na wyrywki. I dzięki temu, mogę ją też pożyczyć zainteresowanym z mojego najbliższego towarzystwa:) Na Kindle nie umiem tworzyć sensownych notatek, a spisywanie interesujących rzeczy w notesie to już dla mnie strata czasu. A tak otwieram książkę w danym rozdziale i już mam co potrzebuję:) Pozdrawiam

      Usuń
  7. Chyba powinnam to przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w Twoim wieku jak najbardziej;) Przecież niebawem kończysz studia! Oczywiście trzymam kciuki za Twoją obronę! :)

      Usuń
  8. Ten artykuł zainspirował mnie do tego, by poważnie zastanowić się nad swoimi finansami

    OdpowiedzUsuń
  9. O rety! Ale mi miło :) Dziękuję za polecenie.

    Nie wiem, dlaczego "marudzisz", że inni piszą "lepiej" od Ciebie. Ja tam bardzo lubię czytać Twoje wpisy :) I to nie tylko te o oszczędzaniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę:) I dziękuję jednocześnie, bo wiesz, może człowiek zawsze w sobie widzi wady?

      Usuń
  10. Cześć Bogusiu! Zaglądam czasem do Ciebie, ale to mój pierwszy komentarz. Podoba mi się Twój styl pisania, dobrze się Ciebie czyta. Recenzja książki w Twoim wydaniu jest bardzo ciekawa, poparta przykładami z życia :) Ja też przeczytałam tę książkę i uważam, że powinna być lekturą obowiązkową w szkole. Ilu młodych ludzi podejmowałoby racjonalne decyzje w kwestii finansów gdyby ktoś po prostu im powiedział, co dla nich najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za ten komentarz:) Każdy wiele dla mnie znaczy.
      Też uważam, że powinna to być lektura obowiązkowa! :)

      Usuń
    2. Uważam w sumie, że ta książka jest również obowiązkowa dla każdego, kto jest przedsiębiorcą i temat pieniądza nie jest dla niego obcy. Gdyby na podstawie takich właśnie przykładów z życia czy praktycznego zastosowania oszczędzania pieniędzy zorganizować np. szkolenia dla firm to ile firm nie byłoby zamykanych przez to? Ludzie inwestowaliby mądrze i racjonalnie, bez podejmowania decyzji pod wpływem emocji ;)

      Usuń
  11. Jestem początkującym przedsiębiorcą. Tym, którzy prowadzą swój biznes, również polecę tę książkę zdecydowanie. Dzięki niej wprowadziłem szereg mniejszych zmian, głównie w kwestii oszczędzania... Zamieniłem program do fakturowania na darmowy, wyrzuciłem połowę abonamentów. W skrócie - na podstawie jednego dnia "cięcia kosztów" wyliczyłem, że zaoszczędzę 2400 zł rocznie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!