11 gru 2015

Mieszkanie na kredyt | Czy podjęłabym ponownie tę decyzję, co 5 lat temu?

Dzisiejszy post to jeden z zapowiadanej serii o trudnych decyzjach, które podjęte w przeszłości mają swój skutek/ konsekwencje do dziś dnia. I nawet wykręcenie się z tej decyzji nie należy do najprostszych. Chronologicznie i celowo zaczęłam opisywanie od decyzji wzięcia ślubu bardzo młodo (jeszcze przed 22 urodzinami) o czym pisałam tutaj, a impulsem do zalegalizowania związku był właśnie zakup mieszkania. Mieszkania na kredyt, do którego na dzień dzisiejszy mam zupełnie inny stosunek niż w momencie zakupu. 

Wtedy, dokładnie 5 lat temu podpisaliśmy umowę u notariusza i ściskając w dłoniach klucze nie mogliśmy doczekać się przekroczenia progu naszego mieszkania. Uważaliśmy, że to świetna decyzja i najlepsza życiowa okazja. Cena za którą kupiliśmy była niższa od ceny rynkowej w tej dzielnicy miasta! Mieszkanie duże 65 m2, trzypokojowe z ustawnymi pomieszczeniami! Dla dwóch osób! (Wcześniej w 6 osób mieszkałam na 72 m2, a jeszcze kilka lat wstecz na mniejszym w 7). Używane, ale zadbane, czyściutkie - można się wprowadzać! Tak też zrobiliśmy nie posiadając nawet jednego własnego talerza. Gdyby cofnąć się w czasie i nie posiadać dzisiejszej wiedzy zrobiłabym tak samo, bo czułam, że postępujemy słusznie. 

Z dzisiejszą wiedzą nie tak łatwo dałabym się namówić. 

I nie będę tutaj rozdrabniać się na szczegóły czy lepiej kupić używane czy nowe, bo na ten temat można by napisać osobny post, pewnie kiedyś i ten temat poruszę. 

Kredyt hipoteczny jest uznawany za jeden z najlepszych i najsensowniejszych kredytów. W sensie inne gotówkowe są be.., bo duże odsetki itd... ten na mieszkanie każdy uważa za słuszny. Nawet finansiści. Czy na pewno? Czy zadłużanie się na początku swojej dorosłej drogi życia na 20-30 lat jest dobre? 

Na początku nie było łatwo. Bywały naprawdę ciężkie chwile, na szczęście mamy siebie, kochamy się i wspieramy.  Co miesiąc pierwszego, dużą część zarobionych pieniędzy trzeba oddać bankowi w formie raty. W kolejnym tygodniu opłaty: czynsz (utrzymanie klatki schodowej, domofonu, fundusz remontowy, ogrzewanie), woda, prąd, media... Nasze marzenie - mieszkanie - stało się więzieniem! Pracujemy głównie na kredyt. Na pozorne poczucie bezpieczeństwa jakie daje "nasze mieszkanie". Nie jest nasze, dalej jest banku! Który zabierze nam je bez skrupułów, gdy powinie się nam noga... Coś tam zostaje na życie, brakuje na wakacyjne wyjazdy nie wspominając już o oszczędnościach... Pewnie i tak żyliśmy nieco ponad stan, bo przecież "nie można sobie odmawiać wszystkiego". 

Liczyliśmy na lepsze zarobki, za rok, dwa. Udało się, chociaż dalej nie sypiamy na pieniądzach, a na mieszkanie co miesiąc przeznaczamy 2 tys. złotych (rata kredytu + opłaty). Rata kredytu "rodzina na swoim" wzrośnie za 3 lata, kończy się dofinansowanie od państwa. Gdy pod koniec zeszłego roku dostałam list z banku ile już spłaciliśmy, to nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać! Odsetki i niewiele ponad zaciągniętego kredytu! Spłacając ok. 16 tysięcy rocznie! 

Pocieszaliśmy się myślą, że jak spłacimy kredyt planowo po 30 latach nie będziemy najstarsi, ja 52 lata - mąż 55 lat. W tym wieku na ogól ludzie pracują jeszcze zawodowo. O ile o siebie dbają są w miarę zdrowi, chociaż jak obserwuje w ostatnim roku umiera wiele osób w wieku moich rodziców! A oni są w przedziale 50-60 lat! Do tego obserwuje wiele przykrych sytuacji: zwolnienia ludzi z pracy po latach w jednej firmie, trudności ze znalezieniem kolejnego miejsca zatrudnienia, albo płaca poniżej kwalifikacji. Nic nie jest pewne... 

Nie zrozum mnie źle, nie użalam się, radzimy sobie, do biedy też nam daleko. W tym roku spokojnie wyjechaliśmy na wakacje i jesteśmy w komfortowej sytuacji mogąc pozwolić sobie na odrobinę luksusu w formie kosmetyków, ubrań. Mamy skromne oszczędności. Ale..

Wiem na dzień dzisiejszy, że kupiliśmy za duże mieszkanie na nas dwoje. I nie myślimy o powiększaniu rodziny. Co na początku wspólnej drogi mieliśmy w planach w przyszłości, może jak mąż będzie miał 30 lat? Tak nam się wydawało to odległe i że wtedy będziemy gotowi. Ma i co z tego? Dalej nie chcemy (samolubne, egoistyczne świnie!), nie czujemy potrzeby a to co dzieje się na świecie tym bardziej nie zachęca. Teraz myślę, że mogliśmy kupić mniejsze, powiedźmy 2 pokojowe (z małą sypialnią) i niższą ratą kredytu! Niby takie  mniejsze mieszkanie niewiele tańsze, ale jednak. Mniejsze mieszkania też łatwiej utrzymać (ogrzać) i ewentualnie sprzedać/wynająć. 

Chętnie sprzedałabym nasze mieszkanie, ale niestety już po 5 latach nie jest tyle warte za ile je kupiliśmy. Niby ogłoszenia widnieją w tych cenach, ale wiszą tak już od kilku/nastu miesięcy. Nie jest to mieszkanie w centrum miasta. A okolicy wybudowano wiele, wiele nowych mieszkań, które cieszą się większą popularnością... Kuszą nie tylko wyglądem zewnętrznym bloku ale dodatkami typu hala garażowa, place zabaw i inne. I co wiele osób przekonuje - niższym czynszem.

Skłonna bym była na dzień dzisiejszy nie kupować, a wynajmować. Możesz się ze mną nie zgadzać, pewnie. Pozwól, że przedstawię swój punkt widzenia. Wynajmując mieszkanie 2 pokojowe w mieście w którym mieszkam, można już z opłatami zmieścić się w 1500 zł. Czyli o 500 zł mniej niż płacimy. W skali roku to już zaoszczędzone 6 tysięcy! Na dodatek w wynajmowane tak się nie inwestuje, w sensie nie odczuwa się takiej potrzeby wiecznego udoskonalania, kupowania najlepszych mebli itd. Mi ostatnio niewiele potrzeba z takich dóbr materialnych: łóżko to podstawa, jakaś kanapa, stolik i podstawowe wyposażenie kuchni, łazienki. Nie potrzebuję ozdób, rzeczy użyteczne jak pościel mają być same w sobie ładne z dobrego gatunku i tworzyć ozdobę przestrzeni jaką zamieszkujemy. Czyste ściany i względny porządek, to lubię i sprawia mi radość.

Mogłabym zamieszkać w małym drewnianym domku na ogródkach działkowych (na szczęście są w mieście i komunikacja dobra). Kolejny abstrakcyjny dla niektórych pomysł, ale mi się bardzo spodobał! Taki "biwak" cały rok. Obcowanie z naturą, swój kawałek trawnika. Znacznie tańsza opcja niż murowane domy. A jak mi się znudzi to ruszam dalej w świat...

Albo kupić działkę blisko miasta (nawet znalazłam jedną, której lokalizacja bardzo mi odpowiada) na pół z siostrą? I postawić ten mały domek? Dobrze się dogadujemy, przez lata miałyśmy wspólny pokój. Dalej często się widujemy, nasi mężczyźni też się bardzo lubią;)

Po co? By zmniejszać koszty życia, by móc mniej pracować, więcej żyć, przeżywać... Serio, nie uśmiecha mi się przez całe lub większość życia uganiać się za kasa na mieszkanie

Na razie to pozostaje w strefach marzeń, takich decyzji nie powinno się podejmować pochopnie. Oszczędności poszukam gdzieś indziej. Tym bardziej, że moja wizja różni się od wizji męża, tzn. ta ostatnia najbardziej mu się spodobała, ale on nie chce pozbywać się mieszkania, które "mamy"... Tymczasem lecę dalej odgruzowywać swoją przestrzeń... 

Koniecznie zostaw komentarz, czuję, że nie wyczerpałam tematu, przelewanie na klawiaturę myśli nie jest takie proste. Rozmawiając twarzą w twarz byłoby mi łatwiej. Masz pytania, pisz! 

53 komentarze:

  1. Hej:-) Ja tez jestem "szczęśliwą" posiadaczką kredytu mieszkaniowego na 30 lat.....od dwóch lat:-) My nie jestesmy po slubie gdyż ja majac 22 lata podobnie jak Ty wzielam slub lecz niestety bardzo zle ulokowalam swoje uczucia co oczywiście skończyło sie rozwodem, teraz mam wpanialego mężczyze:-) wracajac do tematu kredytu .... my tez dlugo zqstanawialismy sie jak duze mieszkanie... jak duza rate zdolamy udźwignąć, w naszym mieście wynajecie mieszkania to koszt onwiele większy niz kredyt plus oplaty .... zdecydowalismy sie na male 2 pokojowe mieszkanie 40m2, a w razie W kupimy...zamienimy na wieksze. mialam mieszane uczucia bo z jedej strony mniejsza rata mniejsze oplaty z deugiej czy sie pomiescimy? planowalismy ze z dzieckiem nie bedziemy dlugo czekac ...i co? mija dwa lata ...okazalo sie ze chciec a moc miec dziecko to dwie rozne sprawy. ..... :-( tetaz nie zaluje mamy wiecej kasy na leczenie. ...i nie ukrywam poprawe nastroju malymi zakupami jak kosmetyki czy jakis ciuch.... Podsumowujac nigdy nie wiemy co nas czeka co szukuje nam los z czym przyjdzie nam sie w zyciu zmierzyć:-) ale tak jak ty mając u boku wpanialego mężczyznę , przyjaciela wszystko jest o wiele prostsze. musimy cieszyć sie tym co mamy i kazda chwilą. Pozdrawiam goraco i gratuluje wspanialego bloga:-) czytam od dawna ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam zostało jeszcze 25 lat! Jak to koszmarnie brzmi;p
      Dobrze, że w końcu trawiłaś na prawdziwą miłość:) I tak jak mówisz, życie los lubi nas zaskakiwać i do końca nigdy nie można być pewnym co jest nam pisane. Trzymam kciuki za to by Wasze starania nie poszły na marne i żebyście szybko zostali rodzicami. My w razie czego, gdyby nam się kiedyś nie udało, bo dużo osób tak straszy, tych odkładających tę decyzję w czasie, to jesteśmy zgodni co do adopcji. By dać dom dziecku, które tego potrzebuje. Ciesz się tym co macie, bo mając siebie macie już ogromny skarb, zawsze tak w trudnych chwilach pocieszam mojego męża, że mamy siebie i razem damy radę.
      Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa dotyczące bloga.

      Usuń
  2. Wyszłam za mąż w wielu 25 lat, kredyt wzięliśmy rok później. Byłam już w ciąży i bardzo chcieliśmy mieć swój własny kąt. To jest nasz azyl, nasze miejsce na ziemi, choć wiem, że do spółki z bankiem. Wynajmując mieszkanie koszty byłyby pewnie podobne, bądź nawet nieznacznie wyższe. Przez pierwszy rok po ślubie wynajmowaliśmy kawalerkę, ale nigdy nie czułam się tam u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mając dzieci punkt widzenia na pewno się zmienia;) Najważniejsze, że wy jesteście zadowoleni z własnej decyzji.

      Usuń
  3. To może i ja dorzucę swoje kilka groszy.
    Nigdy nie miałam swojego mieszkania, teraz mieszkam z moim Narzeczonym w wynajmowanym mieszkaniu, a właściwie domu, bo chyba można go tak nazwać, skoro ma osobne wejście, mamy swój mały ogródek, parter i piętro (kuchnia i łazienka w standardzie of kors:DDD). W sumie 3 pokoje plus salon. Wiem, że nie jest nam takie duże potrzebne, ale trafiła nam się okazja od landlorda (to jest taki ktoś, kto ma dużo mieszkań w UK i je wynajmuje ludziom). Są jeszcze agencje, przez które można wynająć mieszkania, ale tam oprócz kwoty na początek i depozytu trzeba jeszcze zabulić około 300-500 funtów dla samej agencji na papierologię, oczywiście tej kasy już się nie odzyska. Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na tego landlorda, jak się przeprowadziliśmy do tego miasta i chociaż mieszkanie jest za duże na naszą dwójkę, to płacimy za nie taką samą kwotę, jak mieszkanie 2 pokojowe które mielibyśmy z agencji. W życiu nie byłoby szans na to, żeby za taką kasę mieć taki domek, jak teraz mamy.
    I jestem świadoma, że co miesiąc muszę zapłacić za wynajem i muszę zapłacić rachunki. Kiedyś sobie myślałam, że może lepiej byłoby zamiast tego wziąć kredyt na ileś lat i mieć coś swojego, ALE teraz jestem odmiennego zdania, bo jednak kredyt trzeba by było wziąć na wiele lat, już nie można zmienić zdania (bo cena nieruchomości spada, więc jakbym chciała sprzedać to już ze stratą dla siebie), druga sprawa to po co nam ten dom, czy to mieszkanie? My nie chcemy mieć dzieci, więc po co się zarzynać całe życie na spłatę kredytu, potem w wieku 50 czy 60 lat będę to miała na własność i co? Nikomu tego nie zostawię, a będę miała świadomość, że całe życie musiałam poświęcać wszystko na dom/mieszkanie, z którym teraz nie wiem za bardzo, co mam zrobić. Jeszcze jedna sprawa to jest coś takiego jak ubezpieczenie kredytu, masz sobie go na 30 lat, ale płacisz jeszcze ubezpieczenie (w razie czego), to są dodatkowe koszta. No i pytanie - po co to wszystko? Żeby w wieku 60 lat mieć chatę na własność a całe życie nic nie mieć, nic nie zobaczyć, nic nie zwiedzić, bo zawsze widmo kredytu nad głową?
    Oczywiście sprawa ma się inaczej, jak się zarabia naprawdę duże pieniądze, wtedy można brać kredyt i nawet spłacić go wcześniej, a niektórzy mają tyle, że za gotówkę mogą kupić, ale mówimy tu o realiach znacznej części społeczeństwa, czyli jeśli mieszkanie, czy dom, to tylko kredyt.
    Może moje podejście by się zmieniło, gdybym miała dzieci, ale nie chcę ich mieć, a druga sprawa, że uważam, że rodzice powinni dać dzieciom przysłowiową wędkę w życiu i nauczyć łowić ryby, a nie dać rybę, czyli wszystko na tacy. Także pomysł z tym, żeby brać kredyt na dom na 30 lat, a potem ten dom zostawić dzieciom to dla mnie trochę też nie bardzo. Bo dzieci powinny nauczyć się żyć same, a nie ciągnąć od rodziców i liczyć na to, że rodzic będzie zapieprzal całe życie na mieszkanie, od ust sobie odejmując, żeby dziecku po swojej śmierci zostawić spłaconą chatkę. To chyba tak nie powinno być.
    Jeszcze jest jedna sprawa różniąca własny dom od takiego wynajmowanego - ostatnio mieliśmy problem z piecem, to jeden telefon do landlorda, przyjechał i naprawił, a jakbyśmy mieli swój dom, to już pewnie byśmy musieli dać komuś 300 funtów za naprawę. Jak wynajmujesz, to owszem - obchodzi Cię (to znaczy w tym przypadku mnie), jak to mieszkanie wygląda, staram się, dbam, sprzątam, chcę, żeby było nam w nim dobrze, ale nie muszę się martwić, jak się coś zepsuje, czy jak coś nie działa, bo wszystko mam w cenie czynszu załatwione następnego dnia bez żadnej łaski. Na swoim tak łatwo chyba by nie było.
    Ale się rozpisałam :D To jest oczywiście tylko moja subiektywna opinia, nikt nie musi się z nią zgadzać, ale na dzień dzisiejszy mocno się zastanawiam, czy w ogóle warto brać mieszkanie na kredyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w samo sedno i idealnie dopełniłaś moją wypowiedź! Dziękuję:)

      Super jeżeli kogoś stać na kupno za gotówkę, wtedy super, też pewnie nie miałabym wtedy wątpliwości. Ale co innego spłacać tyle lat:/

      Moim rodzice późno kupili swoje mieszkanie, wcześniej mieszkaliśmy na służbowym, później na wynajmowanych. Owszem dbali o nie na tyle ile mogli, czy to wymalowali, czy wytapetowali itd. Meble w większości były nasze. Ale nie przywiązywaliśmy się wtedy za bardzo do przedmiotów. To było dobre:)
      A teraz mają swoje, ale wcale nie oczekuje od nich, że nam coś dadzą. Mam też rodzeństwo. I szczerze, jak dla mnie to rodzice mogą sprzedać to swoje mieszkanie i żyć sobie za te pieniądze w razie, gdyby im zbrakło. Oni znają moje zdanie.

      Usuń
    2. Dokładnie, jeśli ktoś ma pieniążki i może sobie pozwolić na kupno za gotówkę, to super, ale jak już pisałam w większości ludzi na to nie stać.
      Nie miałam na myśli, że Ty oczekujesz od rodziców mieszkania, czy czegokolwiek :) Tylko napisałam, że moim zdaniem podejście ludzi do tematu posiadania swojego mieszkania powinno być takie, że jeśli kupują, to robią to dla siebie i tylko dla siebie, a nie dlatego, żeby zostawić je swoim potencjalnym dzieciom, gdyż dzieci powinny zostać nauczone zarabiania na życie samemu, jak wspomniałam "dać im wędkę, a nie rybkę", dlatego branie kredytu na 30 lat z myśleniem "a, bo potem dla dzieci będzie" moim zdaniem mija się z celem. Rozumiem, że dzieciom chce się dać to, co najlepsze, ale nie można dawać wszystkiego kosztem siebie i trzeba nauczyć je żyć po swojemu, a nie dać wszystko gotowe. Po prostu zmierzam do tego, że kupowanie mieszkania tylko po to, żeby potem dzieci miały to nie jest według mnie najlepszy pomysł.
      Owszem, fajnie by było mieć coś swojego, bo to jednak jest lokata kapitału, niestety to jest zamrożona lokata, która już w momencie zakupu spada na wartości i już raczej nie zdarzy się tak, że otrzymamy tą samą cenę jeśli chcielibyśmy sprzedać. Druga sprawa to fakt, że odsetki, które bank sobie życzy za kredyt też małe nie są. Gdyby to były kredyty zero %, że płacisz tylko to, co faktycznie trzeba zapłacić za mieszkanie, to super, ale niestety po tych 30 latach jak sama napisałaś wyjdzie wtedy, że się zapłaciło prawie dwa razy tyle za mieszkanie, które cenę wyjściową 30 lat temu miało 5 razy niższą, czyli nie dość, że pieniądze zamrożone na wiele lat, w każdej chwili jak powinie się noga można chatkę stracić, a do tego trzeba zapłacić o wiele więcej, tylko dlatego, że ma się kredyt... Niestety teraz już wszędzie jest tak, że jak się chce mieszkanie, to albo wynajem, albo kredyt na ileśdziesiąt lat. Stąd właśnie moje zdanie na chwilę obecną i w obecnej życiowej sytuacji jest takie, że lepiej (może nie lepiej, a KORZYSTNIEJ finansowo dla młodych ludzi) jest wynajmować.

      Usuń
    3. Wiem, co miałaś na myśli, może ja się źle wyraziłam:) Bo mam takie samo zdanie co Ty. Moi rodzice wybrali duże mieszkanie, bo nas było dużo. Ale teraz nie chcą zamieniać na mniejsze, bo lubią tą przestrzeń którą mają dla siebie. Po za tym to ich dorobek, który im się udało kupić za gotówkę i to na dodatek w czasach, gdy mieszkania były 3-krotnie tańsze niż teraz, więc oni akurat wyszliby na sprzedaży na +. Aczkolwiek za sumę za którą by sprzedali to mieszkanie obawiam się, że w czasach dzisiejszych nie kupiliby już takiej wielkości mieszkania. Ale tak jak pisałam, nie widzę też przeszkód, że gdyby chcieli to zamienili sobie na mniejsze czy sprzedali z korzyścią dla siebie. Nie można całe życie oglądać się na swoje dzieci. Tak jak mówisz "dać wędkę" - stworzyć możliwości edukacji, rozwoju - ale dorosłe dziecko powinno radzić sobie już samo.

      Usuń
  4. też mamy kredyt. normalny, nie w opcji "Rodzina na swoim". 18-letni, pełnoletni. zostało nam jeszcze 14 lat. nie żałuję. wiele lat włóczyłam się po stancjach, będąc na studiach i po nich. bardziej żałuję, że sporo pieniędzy utopiłam właśnie w nie swoje mieszkanie. miesiąc w miesiąc. a teraz? oczywiście, że pozbywanie się tysiąca złotych z konta plus opłaty trochę boli, ale mam poczucie, że to jest nasze.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 18-letni brzmi jakoś przyjaźniej niż 30;p Ale ok, rozumiem i szanuję Twoje zdanie. Moje się już po prostu po kilku latach zmieniło, może za parę lat znowu się zmieni. Chociaż tak jak mówię, mi to nie daje poczucia bezpieczeństwa na którym mi najbardziej obecnie zależy.

      Usuń
  5. 2 lata temu kupiliśmy mieszkanie (oczywiście na kredyt). Bardzo szybko podjęliśmy decyzję o zakupie, dosłownie w jeden dzień. Oglądając na żywo tylko to jedno mieszkanie. Pożyczyliśmy od rodziców pieniądze na zaliczkę i ruszyliśmy z formalnościami.
    Wcześniej przez 9 lat wynajmowaliśmy mieszkanie (60m2). Teraz mamy 38 m2 (dwa pokoje, z osobną kuchnia) dokładnie w tych samych pieniądzach (rata+czynsz ~ 1500 zł, wynajem dokładnie tyle samo).
    Wartość mieszkania póki co wzrosła (remont). Kupiliśmy mieszkanie w starym budownictwie, ale w dość dobrej lokalizacji, z parkiem tuż obok (za parę lat 100 m od nas będzie stacja metra).
    Póki co z decyzji o kredycie jesteśmy zadowoleni i mam nadzieję, że to się nie zmieni w najbliższych latach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałaś na ile lat macie kredyt? Też na 30? Skoro udało się w cenie wynajmu to myślę, że to dobry wybór;) My też co nieco wyremontowaliśmy np. położyliśmy panele, wycekolowaliśmy ściany, wymieniliśmy drewniane okna na plastikowe i zamieniliśmy drzwi do każdego pokoju. Ale jednak za dużo w naszym mieście buduje się dookoła nowych, mniejszych z niższym czynszem, wręcz "bez-czynszowych' cokolwiek to znaczy.

      Usuń
    2. Też na 30 lat. W naszej najbliższej okolicy raczej nic nie budują. Zrobiliśmy generalny remont. Jedne czego nie wymienialność to okna, bo już były w miarę nowe.

      Usuń
    3. Rozumiem:) U nas brakuje jeszcze nowych łazienek:/

      Usuń
  6. Cześć, czy nie myśleliście o takim pomyśle - aby podzielić mieszkanie, wydzielić z niego osobną dwudziestokilkumetrową kawalerkę - i ją wynajmować komuś? To naprawdę świetny patent przy dużym mieszkaniu. Oczywiście są koszty: zrobienia podziału, urządzenia łazienki i aneksu kuchennego, wyposażenia, ale to się i tak opłaca. Oczywiście ważne czy w danym mieście jest popyt na wynajem. Pozdrawiam, Jagna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagna, obawiam się, że przy układzie naszego mieszkania (korytarza i lokalizacji kuchni, łazienek) to będzie niemożliwe. I oczywiście wchodzi jeszcze w to kwestia czy spółdzielnia zgadza się na taki podział:/

      Usuń
  7. Jesteś pierwszą osobą, ktora poznała realia i przyznaje sie otwarcie, że mieszkanie w okresie płacenia należy do banku a płacąc 30 lat odplacamy najlepszy czas naszego życia. Ja sie nie zdecydowałam na kredyt hipoteczny, wzięłam gotówkowy i kupiłam działkę pod Wrocławiem mam kredyt na 4 lata wraz z odsetkami, rata nie duża bo chciałam płacić spokojnie co miesiąc. Spłacam kredyt i międzyczasie zbieram na mały domek tak ok 25m2 + ogrodek. Przyznamy, że i mi nie jest łatwo płacić choć jestem oszczędna osoba, ale myśle o tych biednych istotach, ktore muszą płacić 30 lat prawie swoja wypłatę, kupują i pracują, wydają i wiecej pracuja. Też jestem zdania, że korzystniej jest wynajmować rok tu, lub drugi rok w innym kraju, jak nie masz zobowiązania to nie musisz pracować aby na cos płacić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tu owijać w bawełnę, już mnie wkurzały te niektóre komentarze ludzi, którzy znają mnie pobieżnie "pani to ma szczęście!", "taka młoda i już swoje mieszkanie, super" itd., itp... Więc piszę, szczerze co o tym myślę. Może ktoś się chociaż zastanowi dwa razy, albo i trzy zanim się zadłuży na 30 lat.

      Wow, 25m2 domek? Będzie uroczy! Sama budowa domu nie jest tak kosztowna jak kupno samej działki w fajnej lokalizacji. Daleko masz do miasta? Liczyłaś ile wyjdą Cię koszty dojazdów do pracy? My na pewno ten plus, że nie marnujemy czasu i pieniędzy na dojazdy do pracy, bo jest pod nosem. Ale to w sumie też się zawsze może zmienić.

      Usuń
  8. Ja kupowałam mieszkanie zanim poznałam męża. uznałam, że juz pora opuścić rodzinny dom i iść na swoje. Nie żeby w domu było mi źle, ale miałam taka potrzebę. Małe, dwupokojowe, w zupełności dla mnie wystarczające. I kilka tygodni po tym jak je kupiłam, poznałam mojego męża. Po remoncie wprowdziliśmy sie do niego juz razem. Ratę kredytu i opłaty mam w sumie na tyle niskie, że mnie nie opłacałoby się wynajmować mieszkania, bo wyszłoby to drożej niż spłata kredytu i innych opłat. A jednak zawsze jest to jakieś zabezpieczenie. Nauczyłam się nie martwić na zapas. Co ma być, to będzie, jeśli coś złego się wydarzy to to, że będę się tym martwić za wczasu niczego nie zmieni, a życie czasem układa się jednak po naszej myśli :) Rozumiem Twoje przemyślenia, jednak ja nawet mając tę sama wiedzę ponad 7 lat temu jak brałam kredyt, i tak bym go wzięła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszym przypadku wynajem byłby tańszy. To moje osobiste przemyślenia i szanuję, że inni mogą mieć inne doświadczenia, przemyślenia. Pewnie, że nie martwię się na zapas, bo to nie ma sensu. Tzn. nie można płakać nad rozlanym mlekiem tylko się wziąć w kupę i działać:)

      Usuń
  9. Mieszkanie w domku na działkach jest nielegalne ;) Można za to stracić prawo do korzystania z działki.

    A obecnego mieszkania faktycznie nie ma sensu się pozbywać - jeśli jest np. możliwość wynająć... Takie duże to można wynajmować studentom na pokoje. Miałoby to szansę zarobić na ratę kredytu (oczywiście tu wszystko zależy od lokalizacji, przede wszystkim odległości od uczelni czy komunikacji miejskiej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuję, to już teraz można. Owszem bez meldunku, ale można jeżeli działka jest Twoją własnością.

      Hm wynająć, nie ma w pobliżu nas żadnej uczelni, lokalizacje przy uczelniach i tak są w niższych cenach - w starszych dzielnicach miasta. Ceny wynajmu pokoju dla studenta to ok. 600-700 zł w Gdyni, trzeba by wziąć na takiej wielkości mieszkanie co najmniej 3 osoby by im się finansowo opłacało, a i tak nie wiadomo, czy by nie zużyli więcej wody i nie wzrósł by im czynsz. Z drugiej strony nie rozważam na razie wynajmu komuś, bo gdzie ja się mam podziać?:P

      Usuń
  10. Moim zdaniem cudownie jest miec swój kąt, tez bardzo tego chciałam po kilkuletnich studenckich tulaczkach, lecz szukałam takiej opcji, aby nie stać sie niewolnikiem banku i pracodawcy;). Dzialke kupilam za 48 tys razem z odsetkami bankowymi. Działka jest 25 km od Wrocławia, lecz 2 km dalej polozone jest większe miasteczko, z którego dojeżdżają autobusy podmiejskie :)jeżeli szukam to moge obniżyć koszta transportu lub szukac pracy w miasteczkach leżących bliżej. Miejsce, mnie zauroczyło, mała góra w oddali (Sobótka)i mnóstwo zieleni. Dojazdy to zmora kazdego dużego miasta, gdy praca jest w jednej a mieszkanie w drugiej czesci miasta ( kiedys dojeżdżałam 40 minut do pracy). Liczę na to iż ogrod, wlasne warzywa, mniejsze opłaty a także cisza na weekend, zrekompensują komunikacyjne boleści. Dodam jeszcze, że mieszkam teraz w całkiem innym miejscu ( Urugwaj) wraz z mężem sami budujemy maly domek (tiny house- 25 m2), płacimy za dzialke w POlsce, nie jest łatwo ani wygodnie, ale po skończeniu jest nasz, bez dodatkowych kosztów. Jeżeli mogę Ci doradzić od siebie, mieszkania nie sprzedawaj, zbieraj na małą działeczkę oferta kiedys sie trafi tak ja mi, tylko oszczędzaj dalej i szukaj:))) Szukajcie z mężem czegoś co możecie robic wspólnie i możecie sobie dorobić pare groszy, jakiś mały biznes. Tu gdzie mieszkam ludzie żyją ze sprzedawania jedzenia, robienia bransoletek, szycia, pieczenia i wiele innych rzeczy. Powodzenia I pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 25 km to jeszcze nie koniec świata, w dużym mieście to norma. Sama do szkoły (liceum) czy na studia dojeźdzałam 40-60 minut. Super jeżeli ma się pracę, którą można z taką łatwością zmienić - bo jest nią zapotrzebowanie. Pewnie, że cały czas myślimy o dodatkowych formach zarobku, by było więcej oszczędności;) Mamy kilka opcji na życie.

      Usuń
    2. Ja też mieszkam we Wrocławiu i dla mnie Sobótka to koniec świata. Fajnie tam ale nigdy nie zdecydowałabym się na zamieszkanie tak daleko od miejsca pracy - codzienne dojazdy to koszmar. Teraz jestem na etapie szukania mieszkania i jak na razie tylko centrum i okolice biorę pod uwagę.

      Usuń
    3. To jest bardzo indywidualna sprawa czy to daleko, czy blisko. Też mieszkam na obrzeżach miasta i dla innych (dla mnie kiedyś też) to był koniec świata, teraz widzę, że to wcale nie jest tak daleko jak się wydawało.

      Usuń
  11. Cieszę się, że dzielisz się takimi przeżyciami i przemyśleniami. Młode pokolenia dzielą się na kilka kategorii, z tego co widzę, ja sama często licytuję się ze znajomymi, co jest lepsze: własne z kredytem, czy bez kredytu, ale np. z rodzicami piętro niżej. To jest nasza opcja. Mamy własne, 120m2 (z możliwością powiększenia o drugie tyle) mieszkanie, osobna łazienka, kuchnia itp., ale z rodzciami piętro niżej i ze wspólnym ogrodem. My czujemy duuużą ulgę i wolność, choć wiadomo, że czasami rodziców mamy dość, jak zawsze ;) Ale i tak mamy bardzo dobre stosunki. Cieszę się, że mogliśmy wkroczyć w dorosłość bez kredytowego bagażu. Nie wiem, czy mielibyśmy odwagę na kredyt.

    PS: Darzę Cię dużą sympatią, ale w niemal każdym poście zdarzają się błędy: "One mieszkanie" w tym, często mylisz końcówki "om" z "ą". Dopracuj to, a posty będzie się czytało o wiele przyjemniej :) nie mówię tego w ramach hejtu, po prostu nie lubię błędów językowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa super, że dogadujecie się z rodzicami. W niektórych rodzinach wspólny dach jest nie do pomyślenia, my nie mieliśmy takich możliwości. Ale jak już takie są to warto skorzystać chociaż na początku, by odłożyć trochę grosza:)

      Dziękuję Ci:) Nie obiecuję, że uda mi się poprawić te błędy w postach, które już się pojawiły. Ale przyłożę się do kolejnych. Każdy post przed publikacją czytam kilka razy, staram się wyłapywać błędy, ale tych: om, ą po prostu często mój mózg już nie zauważa...

      Usuń
  12. Fajnie sie czytalo Twoj post. Chetnie bym przeczytala wszystkie komentarze co ludzie mysla na ten temat. Ja mam swoje, bardzo sprecyzowane zdania. Tez mam mieszkanie i kredyt tez mam. Wedlug mnie to najlepsza inwestycja na swiecie. Jesli moge Ci podpowiedziec. Swojego nie sprzedawaj. Jesli chcecie zaoszczedzic moze wynajmijcie swoje a przeprowadzcie sie do mniejszego, tanszego, wynajmowanego? Dlaczego nie? Co do "biwaku" to tez bym mogla tak zyc, w campingu najlepiej. Zreszta jakby nie bylo kilka miesiecy w roku tak wlasnie zyje ;)) Pozdrawiam Cie cieplo i trzymam kciuki za docenienie kiedys decyzji kupna mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jest to opcja do rozważenia:) Pewnie za kilka lat docenimy im mniej będzie do spłaty:)

      Usuń
  13. ehhh, mieszkaniowe problemy to ciężki orzech. Ja na studiach 5 lat już mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu i bardzo mi w nim źle. Nie czuję się tu jak w domu. Odliczam dni kiedy będę się mogła stąd wyprowadzić i wrócić do rodzinnego Bielska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że to akurat nie jest miejsce dla Ciebie? Bo jak już takie znajdziesz, być może nawet gdzieś indziej niż w Bielsku to nawet na wynajmowanym poczujesz się dobrze. Jak to mówią dom jest tam gdzie miłość i rodzina, nie koniecznie tam gdzie 4 ściany.

      Usuń
  14. Wiesz, że nikt, absolutnie nikt, nie pisze o tym, że czasami kredyt to nie najlepszy pomysł? U mnie własne mieszkanie to prawie obsesja. Wiem gdzie wzięłabym kredyt, gdzie kupiłabym mieszkanie, jakie. Wiem ile to będzie kosztować, ile miesięcznie muszę odkładać, ale boje się zdecydować na ten krok. Wlasnie dlatego, żeby nie zostac wiezniem w swoim domu. Marzy mi się własny kąt, głownie dlatego, że mieszkam w domu wielorodzinnymi, ogromnym, z trzema pietrami. Jest tu zawsze pełno gości, gwar, dużo pracy i mało czasu dla "siebie". Podczas tych sporadycznych lat kiedy mieszkałam sama, było mi cudownie. I marzę o swoim małym mieszkanku, czymś co mogłabym finansowo udźwignąć. Ale jako osoba samotna, patrze na to nieco bardziej krytycznie= bo nie jestem przekonana czy udałoby mi się samej spłacić kredyt. I to w sumie mnie powstrzymuje przed tym krokiem. Trzeba być realistą. Większość moich znajomych jest na takim etapie swojego życia, ze kupuje teraz mieszkania i zastanawiam się czy moja mała obsesja na punkcie własnego M nie jest wywołana zazdrością, takim dziecinnym "Ja też chcę!". W pracy wszyscy mówia tylko o mieszkaniach, wśród znajomych również. Dziwia się jak można dalej mieszkać z rodzicami... Po przeczytaniu tego postu szał na własne mieszkanie nieco osłab, naprawdę! I muszę ci podziękować, bo zapominam czasami o tym co mam. Mieszkając z rodzicami podróżowałam, odłożyłam parę złotych i myślę, że finalnie pewnie tęskniłabym za tym naszym domowym rozgardiaszem. Dalej będę czekać na kogoś z kim lżej będzie się spłacać kredyt, bo samej byłoby bardzo ciężko. I tylko czasami będę przeglądać oferty mieszkaniowe w mojej okolicy, no powiedzmy, raz na trzy miesiące ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoją wiadomość:) Jeżeli masz możliwość mieszkać jeszcze z rodzicami i w sumie nie wchodzą Ci na głowę - to korzystaj! Odkładaj pieniążki na wkład własny - wtedy udźwignięcie kredytu na pewno będzie łatwiejsze. Albo równowartość swoich 6 miesięcznych wydatków, uwzględniając w to już "owy" kredyt. I jak to uzbierasz, to podjęcie decyzji będzie łatwiejsze. Bo w razie, gdybyś przykładowo straciła pracę, to masz pieniędzy na 6 miesięcy życia i szukania nowej:) Przemyśl to:)

      Usuń
  15. Razem z chłopakiem wynajmujemy mieszkanie (trochę po znajomości - stosunek ceny do metrażu w miarę korzystny, niskie opłaty), ale planujemy zakup własnego. Tylko w mniejszym mieście. Chyba oboje źle się czujemy w dużych miastach, no i wiadomo - ceny o wiele wyższe. Chłopak pracuje już kilka lat, mi zostało 1,5 roku do końca studiów. Studia mam dzienne, łączę je z pracą, ale w zasadzie zarabiam tyle co "na czynsz" i ciężko jest coś odłożyć. Rozumiem Twój punkt widzenia, ostatnio spotykam wiele osób, które np. całkowicie nie uznają kredytu na mieszkanie. Ale przez to, że i ja, i mój partner wychowywaliśmy się w domach jednorodzinnych, gdzie każdy miał swój kąt, chcielibyśmy to samo zafundować naszym dzieciom, które mam nadzieję, będą :) To fakt, że dzisiejszy świat nie zachęca do przyjścia na niego, ponadto jestem z panem mundurowym i na samą myśl, że w służbie społeczeństwu, coś mu się stanie i zostanę sama dodatkowo z kredytem i dziećmi sprawia, że decyzja musi być przemyślana.

    Trafiłam przypadkiem, przez post o minimalizmie w garderobie, a tu takie refleksje. Dziękuję za ten wpis, dobrze poczytać coś "świeżego".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniejsze miasta - tańsze mieszkania, to jest pewne. My akurat lubimy Gdynię w której mieszkamy i cenię sobie to, że mam tu wszystko. Gdyby nie zakupy odzieżowe to w ogóle mogłabym się nie ruszać z mojej dzielnicy:) Ale dobrze, że jesteście zgodni co do tego gdzie chcecie i jak mieszkać. I jeżeli czujecie się na siłach, to kupujcie. Tylko może chociaż mój wpis trochę skłoni do refleksji czy serio, na początku swojej wspólnej drogi potrzeba aż tak dużego kredytu i tak dużego mieszkania. Dzieci, też kiedyś o nich myśleliśmy. Nie mówimy też nie w przyszłości. Ale ta przyszłość oddala się oddala. I na początek pewnie byłoby nam łatwiej z niższą ratą a i mniejsze mieszkanko byłoby wystarczające by żyć komfortowo;)

      Proszę;) Postów - pogadanek na różne tematy obiecuję więcej!

      Usuń
  16. Hej, szkoda, ze wczesniej tego nie napisalas, zebym mogla to przeczytac i moze zmienic zdanie co do podjetej juz decyzji. Moj wyrok - 31 lat, ciazy na mnie od pazdziernika tego roku :-) Jestem swiezo upieczona posiadaczka kredydu i nie czuje sie z tym najlepiej. Czesem tez mysle o zalozeniu szat i zaszyciu sie w lesie amazonskim :-)) Gdyby nie te pajaki i inne poczwary... Jedynie co mnie pociesza, to fakt, ze mieszkanie kupilam w Londynie, w miescie, w ktorym ceny nieruchomosci rosna szybciej niz biceps Popeye'a po szpinaku, wiec jak juz bede miala dosc, to chetny sie znajdzie w ciagu jednego dnia... Nie zmienia to faktu, ze chyba nie docenialam wygody wynajmu, teraz rury, dachy, przecieki i bojlery trafily na liste moich glownych zainteresowan :-/ Z dziecmi tez mi sie nie spieszy, wiec za pewne na lozu smierci bede mogla dumnie wystekac, ze mam mieszkanie, a pozniej i tak przejmie je bank, panstwo, krolowa? :-)) Pozdrawiam, Marta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, może nie będzie aż tak źle:) Skoro nieruchomość zyskuje na wartości to tylko się cieszyć:)

      Usuń
  17. Witaj :) Mam wrażenie, że post już trochę przebrzmiały, ale po jego przeczytaniu miałam ochotę wtrącić swoje trzy grosze ;)
    Jako osoba pracująca, 28-letnia, mężatka jestem otoczona przez ludzi posiadających lub planujących posiadanie własnego miejsca na tym świecie... ale nie za swoje, tylko za bankowe... Zawsze mnie dziwiła łatwość z jaką ludzie godzą się na bycie zależnym od jakiejś instytucji, posiadać na swojej szyi przysłowiową finansową obrożę. Ta perspektywa była zawsze dla mnie powodem do obaw, bo a co jeżeli (i tutaj długa lista możliwych scenariuszy łącznie z wypadkiem, chorobą, etc.).
    Osobiście sama od ponad 9 lat (studia plus okres pracy) mieszkam na wynajmowanych pokojach. I to dosłownie pokojach... Nigdy nie miałam wynajmowanego na własne potrzeby mieszkania. Przez pierwsze 6 lat dzieliłam pokój z koleżanką. Po krótkim okresie współlokatorem w pokoju stał się obecny mąż. Po ślubie pojawił się dylemat - ile można mieszkać w mieszkaniu z obcymi ludźmi? Mam wrażenie, że w pewnym wieku człowiek robi się na to po prostu za stary ;)
    Pojawiły się więc opcje:
    1. Wynajęcie własnego mieszkania 2 pokojowego (z doświadczenia wiemy, że 1 pokój to na nasze potrzeby zdecydowanie za mało)
    2. Zakup mieszkania w mieście
    3. Zakup domu poza miastem w cenie mieszkania w mieście
    4. Zakup działki i budowa własnego domu od zera (zakładamy ok. 3-4 lat tak optymistycznie)
    Okazało się, że w Poznaniu, w którym mieszkamy wynajem ładnego mieszkania plus koszty utrzymania to ok. 2 tysięcy złotych. Dużo... Pojawia się myśl - czemu za te pieniądze nie iść na swoje? Mieszkanie na własność - ale po co znosić sąsiadów, brudną klatkę, małe metraże i brak ogródka i w dodatku spłacać za to wiele lat kredyt? To może budować dom? Ale gdzie my się podziejemy przez 3, a nawet 4 lata. To może kupić dom, stary lub od dewelopera, szeregowiec, bliźniak, wolnostojący...
    Istny kogel-mogel. Ale do czego zmierzam - od czasu tych przemyśleń zrewidowaliśmy nasze finanse, posumowaliśmy oszczędności (ja jestem z natury chomikiem finansowym, ja już tak mam - zawsze mam jakieś oszczędności), wdrożyliśmy w życie plan odkładania środków i ograniczania wydatków. My się zastanawialiśmy, jeździliśmy, dumaliśmy, rozmawialiśmy z różnymi osobami, a pieniążków przybywało. W końcu, pojawiła się ta jedyna oferta i po 1,5 roku zastanawiania się decyzja została podjęta w 2 tygodnie :) Kupiliśmy bardzo mądrze zaplanowany podmiejski domek z małym ogródkiem, wolnostojący, od dewelopera. Miał się zbudować w 7 miesięcy od podpisania umowy - to nam dało kolejny impuls do zrewidowania planu finansowego. Te łącznie ponad 2 lata skrupulatnych przygotować pozwoliły nam początkowo podpisać umowę kredytową na jedynie 26% wartości nieruchomości, którą w momencie uruchomienia jeszcze zmniejszyliśmy do 20%. Kredyt jest na 10 lat, ale jest możliwość nadpłacenia do 50% wartości kredytu w ciągu 3 pierwszych lat, oraz całkowita spłata po 3 latach. Dzięki preferencyjnej umowie kredytowej dużo zaoszczędziliśmy na ubezpieczeniu domu, bo ok. 600 zł rocznie, co tak naprawdę zmniejsza kość kredytu. Jesteśmy przygotowani z mężem na 2 scenariusze - spłacamy kredyt przez 10 lat zgodnie z planem przy pogorszeniu naszej obecnej sytuacji finansowej, bądź przy zachowaniu obecnych trendów spłacamy go po 3 latach.
    Kończymy właśnie prace wykończeniowe i z końcem lutego zamierzamy się wprowadzić. Każdy kąt tego domu cieszy nas jak mało co, każde wybrane płytki i panele...
    Podsumowując, kredyty mieszkaniowe to narzędzie - jeżeli umiemy z nich rozsądnie korzystać pozwolą nam spełnić nasze marzenia. Ale może czasem warto rzeczy dobrze zaplanować, przemyśleć i nie koniecznie nakładać sobie na 3 dekady finansową obrożę.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kylpie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kylpie! Dziękuję Ci za ten komentarz:) Temat nadal bardzo aktualny i poczytny, więc jeśli nie przydadzą się Twoje rady mi osobiście - to innym pomoże rozwiać wątpliwości. Zgadzam się z Tobą w 100%, że kredyt mieszkaniowy to narzędzie, my postąpiliśmy może niezbyt mądrze, byliśmy młodzi i szybko chcieliśmy mieć wszystko. Teraz po latach opisałam moje doświadczenia. Odkładanie i zbieranie na wkład własny, by rata kredytu była niska lub czas kredytowania krótki to bardzo mądre posunięcie, które polecałabym teraz każdemu.

      A co do sąsiadów? Na szczęście nie wchodzimy sobie w paradę i całe życie mieszkałam w bloku więc do takiej społeczności jestem przyzwyczajona. A ogródek? Wcześniej nie miałabym na to czasu, mam piękny i duży balkon z którego często korzystamy, czy to opalając się, czy hodując w doniczce pomidorki koktajlowe i truskawki, a nawet pijąc wieczorem z mężem winko;)

      Usuń
  18. Razem z M stoimy właśnie na rozdrożu wynajmować/kupić. Z jednej strony jesteśmy za wynajmowaniem, bo nie musielibyśmy się martwić o remonty, zmianę okolicy pod kątem bezpieczeństwa/komunikacji z drugiej strony nie chcemy już nikogo dorabiać (czyste i zadbane mieszkania w normalnych dzielnicach z dobrą komunikacją mają zdecydowanie zawyżone opłaty najmu) i być "na swoim". Mamy też możliwość skorzystania z kredytu hipotecznego dla pracownika banku (brak kosztów ubezpieczenia itd.), więc koszt całkowity kredytu jest korzystniejszy niż gdybyśmy nie mieli takiego bonusu. Cała ta "szopka" przyprawia mnie już o ból głowy. Tak jak napisałaś to jest jedna z tych trudnych decyzji, a podjęcie jej odsuwamy z miesiąca na miesiąc ze strachu przed konsekwencjami - 30 lat niewolniczej pracy dla banku albo brak własnego miejsca i częste przeprowadzki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A rozważaliście opcję, by przez 1-2 lata przyoszczędzić jakąś sumę na wkład własny i wziąć kredyt na mniej niż 30 lat? Ponoć na 25 raty wcale nie wychodzą aż tak kolosalnie większe niż na 30.

      Usuń
    2. Tak, nad tym też się zastanawialiśmy, bo mi też zależy na jak najkrótszym czasie spłacania.
      Wczoraj nadrabiałam Twoje wpisy, a w nocy mi się śniłaś :D

      Usuń
    3. Im krótszy czas tym lepiej. Albo te raty malejące z czasem.
      Hehehe aż tak? ;) Mi się dziś śniło mięso hahha, bo rozmawiałam wczoraj z przyjaciółką dużo na temat jedzenie i nie jedzenia mięsa:p

      Usuń
    4. Malejące raty mają moi rodzice i w zasadzie są zadowoleni. Na początku się przemęczyli, a teraz już na spokojnie i nie martwią się, że jakby była jedna pensja mniej to nie dadzą rady. Zawsze to jakiś komfort psychiczny, którego przy 30 letnim kredycie brakuje.

      Przyznam, że sama się zdziwiłam :D ale to pewnie dlatego, że wspominałam o Twoim blogu koleżance z pracy, a później rozmawiałam z M o tej notce ;)

      Usuń
    5. No warto rozważyć, jak braliśmy kredyt ja nie słyszałam o takiej możliwości, dopiero rok czy nawet dwa później mój brat w taki sposób skredytował zakup mieszkania:)

      Hehhe tak, jak o czymś rozmawiamy, powtarzamy komuś to się wkręca na głowę:) Cieszę się, że moje notki na coś się przydają, a przynajmniej skłaniają do dyskusji i zastanowienia się nad różnymi kwestiami.

      Wiesz, zawsze musicie myśleć o przyszłości, też o tym czy będziecie się decydować na potomstwo (nie wiem jaki masz do tego stosunek), bo to też stawia kobietę w innym świetle, odchodzi nieraz jedna pensja, bądź macierzyńskie nie jest w wysokości regularnych zarobków bo odchodzą premie itd, a i dzieciątko kosztuje, więc trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw kredytowi.

      Usuń
  19. Hej,
    rozumiem Twój punkt widzenia i się poniekąd zgadzam. Jednak w przypadku osób które mają stabilność finansową, wiedzą na pewno że będą żyć w danym miejscu kredyt na mieszkanie jest naprawdę opłacalnym rozwiązaniem. Wynajmując mieszkanie dajmy nawet za te 1500zł (w jakim mieście mieszkasz, jeśli mogę wiedzieć : )? daje nam koszt roczny aż 18 tysięcy które nie są już nasze i nie przyniosą nam nic w zamian. Jest to naprawdę spora kwota. Myślę że kredyt mieszkaniowy przy wkładzie własnym 40-50% jest naprawdę opłacalny. Wiadomo, jest to bardzo wielki ciężar psychiczny i poważne zobowiązanie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej:) Mieszkam w Gdyni. "W przypadku osób które mają stabilność finansową to pojęcie względne, jak rozumować stabilność finansową?
      Całą swoją wypowiedź odnoszę do moich warunków, do młodych ludzi jeszcze przed 30 rokiem życia. Wynika to również z obserwacji, może jedna osoba z moich znajomych ma na 40-50% wkładu własnego przy cenie mieszkania 300 tys. zł.
      Co innego jak ma się te 40 lat, ale gdzie mieszkać wcześniej? Albo wynajmować, albo mieszkać z rodzicami.

      Usuń
  20. Jednym z moich strachów życiowych jest to, że nie będę miała gdzie mieszkać na starość. Mam taką przyszywaną ciocię, która w wieku 60 lat nadal się tuła po pokojach, ma niewielką emeryturę, nie ma dzieci i zbytnio rodziny. Obecnie zastanawiam się nad zakupem mieszkania pod wynajem, aby się samo spłacało, a ja miała na stare lata zabezpieczenie w postaci nieruchomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkanie własnościowe to też koszta: czynszu i mediów, ja się i tak obawiam, że na obecne mieszkanie w przypadku gdyby zostało tylko jedno z nas: ja lub mąż na starość to i tak może się okazać za drogie dla emeryta:/

      Usuń
  21. Cześć. Złotej rady nie ma. Trudno mi powiedzieć jaki kredyt macie, jaką nieruchomość kupiliście. Za 3 lata proponuję sprawdzić możliwość refinansowania kredytu. Może będą lepsze okazje na zamianę kredytu dzięki czemu podwyżka wynikająca z końca RnS będzie bardziej akceptowalna. Ewentualne plusy można wyliczyć na http://www.refinansowanie.pl/kalkulator/ Postarajcie się może coś nadpłacić, może skrócić okres kredytowania bo rady typu druga praca to zdaję sobie sprawę... jeśli uwiera Wam kredyt dajcie znać zajmuję się tym zawodowo. Pomogę za darmo nawet jeśli nie będziecie moimi klientami. Tymczasem zapraszam na mój blog http://blogkredytowy.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć:) Dziękuję za rady, na pewno sprawdzimy jak sprawa wygląda po okresie dofinansowania, bo jak na razie to każdy doradca finansowy i tak mówi, że kredyt jaki posiadamy obecnie jest najkorzystniejszy. Kolejna praca odpada, chcemy mieć też czas na życie, a nie tylko zarabianie na nie. ;) Dziękuję i pozdrawiam! Na ogół, nie pozwalam wklejać tutaj linków, ale w tym przypadku zrobię wyjątek, może ktoś jeszcze skorzysta.

      Usuń
  22. Aaaaaaaaaaa dzięki za możliwość zostawienia linku :) swoją drogą to linki do dobrych miejsc się zostawia to jest ważne też dla Twojego SEO.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!