5 gru 2015

Najlepszy czas na małżeństwo? | Osobiste wspomnienia i refleksje o ślubie w wieku 22 lat.

W internecie na dzień dzisiejszy można znaleźć już wszystko! Tematyka ślubna przewija się wszędzie, burzliwe dyskusje o: oświadczynach, pierścionkach, ile powinno trwać narzeczeństwo?, sukienkach, weselach, prezentach dla gości i od gości itd.... Sama w tej machinie uczestniczyłam niejednokrotnie, przygotowując panny młode i weselnych gości. Z roku na rok zaobserwowałam coraz bardziej rozbudowane formy świętowania tego jedynego dnia w życiu, taki trochę wyścig szczurów. Owszem trafiają się też skromniejsze uroczystości, ale zdecydowanie rzadziej. 

Panny młode na ogół mają 25-35 lat. Część zbliża się do 40-tki. Mowa tu o pierwszych małżeństwach, nie ponownych. Tych młodszych jak ja, biorących ślub na kilka tygodni przed 22 urodzinami jest niewiele. W sumie się nie dziwię, że średnia wieku jest wyższa niż za czasów moich rodziców. Chcemy studiować, rozwijać się, pracować, kupić mieszkanie, samochód i dopiero później myślimy o zakładaniu rodziny. No i najważniejsze, to ma być decyzja na całe życie!

Nikt nie jest w stanie określić jaki czas bycia ze sobą przed ślubem, czy samego narzeczeństwa jest odpowiedni. Czy to 3 miesiące, 3 lata a może 6? Stwierdzam, że najlepiej zdecydować się na małżeństwo, gdy nie ma się żadnych wątpliwości co do swojego obecnego partnera/partnerki. Przydałoby się trochę lepiej poznać, poczekać aż opadną pierwsze zachwyty, przeżyć co nieco razem, tych przyjemnych ale i trudniejszych chwil szarej rzeczywistości. Jeśli już pojawiają się wątpliwości to chyba lepiej odpuścić i pójść każdy w swoją stronę. 

Decyzje o ślubie podjęliśmy spontanicznie, tydzień po zaręczynach i napisaniu podania o przyspieszenie małżeństwa staliśmy w Urzędzie Stanu Cywilnego wygłaszając przysięgę. Skromnie ubrani: ja w koktajlową sukienkę w kolorze śmietanki z pożyczonym bolerkiem a małżonek w garniturze kupionym 2 lata wcześniej na inną uroczystość. Staliśmy tam z uśmiechem na ustach i najbliższymi z rodziny obok. To był nasz czas i zrobiliśmy to w taki sposób jak tego chcieliśmy! Nawet do ślubu pojechaliśmy naszym starym fordem bez przyozdobienia. A obrączki kupiliśmy najprostsze jakie można było kupić "od ręki". Nie zdecydowaliśmy się na wesele, świętowaliśmy jedynie przy obiedzie przyrządzonym przez moją mamę. I kupnym torcie truskawkowo-śmietanonym - był pyszny! 

Nasza decyzja zadziwiła sporo osób: znajomych, przyjaciół i rodzinę z którą utrzymujemy bliższy kontakt. Właściwie chyba nas samych też i rodziców oby dwu stron - w końcu poznali się dopiero na 3 dni przed uroczystością. I wiesz co? Nikt się na nas nie obraził, że nie wypił weselnej wódki i nie tańczył na naszym weselu. No dobra, jedna osoba szczególnie dopomina się do dnia dzisiejszego, ale wszystkim dogodzić się nie da... My cieszyliśmy się, że było skromnie, bez stresu i spinki, do dziś dnia nie żałujemy tej decyzji. Ok, żałuję jedynie, że nie mamy z tego dnia porządnych zdjęć. 

Co nas skłoniło do takiej a nie innej decyzji? Zabrzmi głupio, a nawet wiele było na ten temat dowcipów, że ludzi do ślubu zmusza wspólny kredyt na mieszkanie. Słynna "rodzina na swoim" dofinansowana z budżetu państwa przez najbliższe 8 lat. A mieszkanie znaleźliśmy przypadkiem w wakacje, blisko miejsc naszej pracy. O mieszkaniu napisze innym razem, bo to nie był przecież główny motyw, głównym motywem ślubu była i zawsze powinna być miłość. Mieszkanie to jedynie bodziec, który pomógł nam podjąć tą decyzję. 

Znaliśmy się bardzo dobrze, no tak w 90%, niektóre "kwiatki" wychodzą po ślubie. Ale na szczęście dla nas nie takie, których nie bylibyśmy w stanie zaakceptować, zmienić. Ślub wzięliśmy po 3,5 roku bycia parom. Nie wiem czy to idealny czas, myślę, że w idealnym czasie się poznaliśmy i zaczęliśmy tworzyć poważny związek. Kończyłam liceum, szłam na studia, mój małżonek jest ode mnie starczy o prawie 4 lata, więc już pracował. Bardzo podobała mi się jego dojrzałość, zupełnie co innego niż mieli w głowach wtedy moi rówieśnicy. Dogadywaliśmy się świetnie od pierwszego spotkania. Mało się kłóciliśmy i do dziś dnia jesteśmy niekonfliktowi. I co według mnie jest bardzo ważne odnosimy się do siebie z szacunkiem, czego niektórym parą (jak obserwuję) brakuje. Ufamy sobie, nie jesteśmy chorobliwie zazdrośni w sumie chyba wcale nie jesteśmy zazdrośni, bo nie dajemy sobie ku temu powodów. 

Więc po tych 3,5 roku razem byłam już po studiach i rozpoczęłam prace. Mogliśmy więc razem wkroczyć w dorosłość, przekalkulowaliśmy jedynie na chłodno "czy się utrzymamy?" i zaryzykowaliśmy. Było warto! Jestem żoną z 5 letnim stażem. Nie wiem czy tak samo wyglądałoby dziś nasze życie, gdybyśmy dalej jedynie "chodzili" ze sobą, spotykali się tylko wtedy, gdy mamy na to ochotę, a kiedy nie to nie. W pewnym okresie życia trzeba podjąć ważne decyzje, wóz albo przewóz. Wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, pokazać całemu światu, że kocham tą i tylko tą osobę. Dbać o siebie nawzajem i dołożyć wszelkich starań "by małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i  trwałe"* 

*fragment przysięgi małżeńskiej w Urzędzie Stanu Cywilnego. 

To na dzisiaj koniec, liczę na Twój odzew w postaci komentarzy. 
Podyskutujmy o tym najlepszym czasie na małżeństwo;)

26 komentarzy:

  1. U nas podobny scenariusz. Też miałam prawie 22 lata, byliśmy razem trochę dłużej bo prawie 7 lat. Ślub w USC, skromne przyjęcie na 14 osób w pięknym małym dworku (rodzice, rodzeństwo, świadkowie i my). I również bodźcem były sprawy finansowe. Wcześniej... nie było PO CO brać ślubu bo nie był i nie jest nam potrzebny papierek do potwierdzenia naszego związku. A organizować się nie chciało bo człowiek wygodny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak, szybciej zaczęliście być parą, mnie wcześniej nie bardzo interesowały związki, a może po prostu nie było odpowiedniego faceta w okolicy?

      Tak człowiek z wiekiem się robi wygodny, ale ciężko mi też pojąć, że skoro ludzie są ze sobą 10-12 lat czemu związku nie zalegalizują, przecież to też wiele spraw ułatwia, urzędowych, zdrowotnych itd...

      Usuń
    2. Jeszcze odnośnie par z długim stażem...powiedzmy ok 10 lat lub więcej.
      Znam kilka przypadków, gdzie padła decyzja o ślubie (ku uciesze rodzin, pewnie trochę pod presją) i co? Minęły tygodnie, miesiące i...rozwód !! To jest dla mnie totalnie niezrozumiałe. Skoro osoby są partnerami przez tyle czasu, przeważnie mieszkają już razem i nagle buum...małżeństwo przekreśla to wszystko? Gdzie całkiem spora grupa ludzi twierdzi, że "papierek" nic nie zmienia. No na chwilę obecną, nie jestem w stanie tego pojąć ;)

      Usuń
    3. Sama się temu dziwię, ale może to ta presja otoczenia i sama otoczka przygotowania idealnego ślubu/wesela poróżnia później takie pary. Albo są ze sobą a nie chcą, ale boją się rozejść?

      Usuń
    4. Też mnie to zastanawia. Może czasem to takie bycie razem z przyzwyczajenia? A może kiedy już nie ma wspólnego celu (przygotowanie ślubu i wesela) i przychodzi szara rzeczywistość to okazuje się, że to jednak nie to?
      Nie ma pewnie jednego scenariusza i każda para to inna historia...

      Usuń
    5. Dokładnie różne osoby, różne historie, nigdy nie wiadomo co komu siedzi w głowie.

      Usuń
  2. Piękny post Bogusiu... :) U nas decyzja o ślubie zapadła w podobny sposób ale bodziec był zupełnie inny niż decyzja o zakupie mieszkania czy potomek w drodze... Mój MM jest obcokrajowcem więc wiele spraw wygląda nieco inaczej niż w przypadku zawarcia związku z rodakiem.... Sam ślub odbył się w Urzędzie Stanu Cywilnego, byli tylko nasi świadkowie, moja Mama, koleżanka i tłumaczka. Ubrani byliśmy normalnie - ja w prostą sukienkę, MM w garnitur. Po uroczystości zjedliśmy obiad w znajomej knajpce wraz z bliskimi. W nocy pojechaliśmy na lotnisko... MM poleciał, a ja zostałam... od tego momentu minęło ponad 3 lata. Jesteśmy zgodną i szczęśliwą parą pomimo różnic kulturowych jakie zawsze będą między nami znaleźliśmy kompromis i wspólny dom... na razie w RP :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, bo na pewno jest trudniej niż z rodakiem pogodzić dwie kultury, sposób wychowania, bo w sumie nawet w śród rodaków istnieją nieraz różnice w wychowaniu nie do pogodzenia w przyszłym wspólnym życiu.

      Usuń
  3. mam 25 lat, niby niektórzy już biorą ślub i myślą o dzieciach tymczasem dla mnie to ostatnia rzecz na jaką mam ochotę :P no cóż, ludzie są różni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że są różni. Jeżeli tego nie czujesz to najwidoczniej nie odpowiednia chwila dla Ciebie:) Moim marzeniem też nigdy nie był ślub, dzieci itd. Tak po prostu się sprawy potoczyły, chcieliśmy być razem i jesteśmy:)

      Usuń
  4. Ja wzięłam ślub mając 28 lat i nie żałuję, że to był ten moment. Gdybym zdecydowała się na to wcześniej (z innym mężczyzną), nie byłabym chyba tak szczęśliwa jak teraz. Tak jak napisałaś, to ma być na całe życie, a nie szybko szybko bo już czas. Nasz ślub był wymarzony, wszystko było tak jak chcieliśmy i oboje stawaliśmy do przysięgi w kościele świadomi tego, że zmieniamy nasze życie. Byliśmy parą 3 lata i po tym czasie zdecydowaliśmy się na małżeństwo. To dobry okres by poznać się dobrze, ale nie przechodzić związku. Ślub braliśmy z miłości i pragnienia, nie stało za tym dziecko w drodze czy sprawy finansowe. Uważam, że nie można oglądać się na innych - koleżanki, rodzinę. Każdy ma swój czas na małżeństwo, na mieszkanie i dzieci. Każdy z nas ma inne priorytety i najważniejsze by patrzeć tylko na siebie i swoje potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika pięknie to ujęłaś! Dlatego ja też sztywno nie trzymałabym się jakiś ram czasowych, że np. rok od zaręczyn itd. Każdy musi to sam poczuć i przede wszystkim robić w zgodzie ze sobą i drugą połówką;)

      Usuń
  5. Cześć :) całkiem niedawno zaczęłam tu zaglądać i wczytywać się w treści tworzone przez młodszą siostrę Agnieszki ;) powoli zaczynam "zarażać się" minimalizmem, a raczej "odkurzam" go w sobie. Jak byłam młodsza uwielbiałam mieć wokół siebie tylko niezbędne przedmioty i tu przejdę do tematu poruszonego w tym konkretnie poście...gdyż po ślubie rzeczy uwielbia przybywać, w jakimś kosmicznym tempie, bez kontroli...a jak małżonek jest typem chomika to już w ogóle masakra! ;)
    Wyszłam za mąż w wieku 23 lat (jestem koleżanką Agnieszki z klasy LW ;)), mąż jest ode mnie starszy 7 lat...podobnie jak Ty niezbyt odnajdywałam te odpowiednie cechy partnera w rówieśnikach. Po roku znajomości były oświadczyny i po 8 miesiącach ślub. Bardzo drażniły mnie komentarze typu "na pewno jest w ciąży". Tak się też złożyło, że ze względu na przejściowe problemy ze zdrowiem, przytyłam ok 10kg. Plotki i domysły były nieznośne, ale bardzo szybko się uodporniliśmy na tego typu domysły. Dziś się śmiejemy, że uratowałam męża przed zostaniem starym kawalerem (3 tyg przed ślubem miał 30-te urodziny). Jednak nasz impuls był zupełnie inny - męczyły nas dojazdy do siebie, marnowanie czasu w korkach, a już naprawdę od samego początku czuliśmy, że to jest TO...rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, małżeństwie :) I tak też minęło już 5 lat - jak w Waszym przypadku. Nie wiem czy istnieje najlepszy czas na małżeństwo. Każdy musi po prostu poczuć to gdzieś w sobie i być gotowym na tę odpowiedzialność, jakiej się podejmujemy składając przysięgę. Czasem wydaje mi się, że gdyby nie ten "papierek", to mogłabym mieć momenty, aby rzucić to wszystko i żyć spokojnie jako singielka (potrafię być momentami zbyt emocjonalna). Ale wiadomo emocje po jakimś czasie opadają, wtedy jest na spokojnie szczera rozmowa i pracujemy nad sobą. Dlatego nie żałuję swojej decyzji o małżeństwie, lubię to poczucie bezpieczeństwa, że z byle głupiej kłótni się nie rozstaniemy, tylko musimy i chcemy szukać kompromisu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć:) Kojarzę Cię bardziej z widzenia niż poznałam osobiście, tym bardziej mi miło, że tu zaglądasz:)
      Mi również po ślubie przybyła masa rzeczy z którymi teraz walczę, ale na szczęście coraz tego mniej. Nawet Mama się wzięła u siebie w domu za porządki - aż jestem w szoku, bo nagromadzili tego przez lata kolosalne ilości.
      Skąd ja to znam, mnie też niektórzy pytali "ale, musicie?" sugerując ciążę. Śmieszne, że niektórzy uważają, że jedynie ciąża w młodym wieku zagania młodych przed ołtarz. Tak, marnowanie czasu na dojazdy, który można spędzić razem, nas też to męczyło. Chociaż wcale nie mieliśmy do siebie aż tak daleko, ale wiadomo jak to jest z komunikacją miejską po godzinie 22. I jechać 2 godziny licząc drogę tam i z powrotem by spotkać się na godzinę to bywało męczące do takiego stopnia, że nieraz spotykaliśmy się tylko po to by położyć się na kanapie i zasnąć przy włączonym telewizorze. A jak zaczęłam pracę to już w ogóle, bo nie raz w tygodniu siedziałam w pracy do 21 + pracujące soboty.
      Mam podobne odczucia co do Ciebie, że gdyby nie ten "papierek" uciekłabym, gdzie pieprz rośnie z błahych powodów. Ale na szczęście ja nauczyłam się nie wybuchać od razu, nie krzyczeć nie robić afery, tylko na spokojnie przegadać za godzinę czy dwie, by nie mówić rzeczy których wcale nie mamy na myśli tylko emocje podsyłają nam do głowy. A mój mąż będzie temat drążył tak długo aż się dogadamy i pogodzimy. Nie trzaska się drzwiami i nie ucieka, jak w przypadku wolnych związków. Bo im więcej czasu mija od kłótni i wypowiedzianych przykrych słów tym trudniej relację odbudować, z resztą baby same ze swoimi myślami to zwariować mogą dopowiadając sobie w głowie różne dziwne historie.

      Usuń
  6. Wyszłam za mąż w wieku 24 lat,po 6 latach w związku, po 4 latach wspólnego mieszkania. Oświadczył mi się jeszcze jak byliśmy w liceum, po paru tygodniach od zostania parą..więc w pewien sposób długie było to nasze narzyczeństwo. Myślę, że to był najwyższy czasna ślub. Nie było żadnego przymusu (ciąży, kredytu itd.). Miałam dość zabawy w "dom", potrzebowałam stabilizacji,kolejnego kroku/etapu jakim było małżeństwo. Trzy tygodnie temu świętowaliśmy 15 lat razem :-) Wkurzałam się na mojego M. wiele razy, ale nigdy nie żałowała, że jestem właśnie z nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Oświadczyny w liceum? Dzisiaj takie historie spotykane jedynie, gdy dziewczyna zachodzi w ciąże i to głównie przymus rodziców z obu stron.
      Dobrze to ujęłaś w słowa "dość zabawy w dom" ;) Gratuluję tych 15 lat i życzę jeszcze więcej i więcej w zgodzie i miłości;)

      Usuń
    2. Tak, tak. W liceum :-) Oczywiście to było takie tylko dla nas. Nigdy ich nie powtarzaliśmy na zasadzie "oświadczyny dla rodziny", bo tamte były jedyne i niepowtarzalne.

      W piątek byłam świadkową na ślubie koleżanki. Państwo Młodzi też na podobnym etapie, bo jednak już parę ładnych lat razem mimo młodego wieku (ona 25 lat, on 31 lat), wspólnego mieszkania, brakowało takiej kropki nad i...

      Usuń
    3. U nas też nie było oświadczyn dla rodziny, jedynie pojechaliśmy do rodziców z winkiem i kwiatami by ich poinformować ;)

      O to pan młody już taki w sam raz na wydanie:P Kropka nad i, hm ja byłam na kilku weselach i w sumie jedno zrobiło jedynie na mnie ogromne wrażenie:P

      Usuń
    4. Hehe, Pan Młody w sam raz na wydanie, dobrze powiedziane :-)

      Usuń
    5. Później już dziwaczeją :p Z resztą babki też mają swoje przyzwyczajenia i coraz więcej nierealnych wymagań.

      Usuń
  7. Ale trafiłaś - w same sedno! I czuję że jeszcze więcej nas łączy, w lutym trzaśnie mi 22 a w czerwcu zostanę żoną ;))) mój przyszły "małż" :) również jest 4 lata starszy haha jakie to historie ludzi są podobne ;) z mojej perspektywy wygląda to tak: wszyscy dookoła pytają się po co ? że tak wcześnie....blablabla że jeszcze zobaczymy , że nam się odechcę, że się nie wyszalejemy(?!)....kochamy się, jesteśmy bardzo odpowiedzialni , planujemy szybko założyć rodzinę ( dodam bo pewnie będą pytania już owe słyszałam- nie, nie jestem osobą religijną, ale osobą wierzącą w dobroć drugiej osoby) zawsze powtarzam że najwyżej się rozejdziemy ,jestem realistką, choć oczywiście tego nie zakładam. Znamy się 5 lat , dokładnie jak Wy jesteśmy niekonfliktowi, czy małżeństwo coś zmieni? tak , będę nosić dumnie jego nazwisko albo dokleję jego do mojego, będziemy mieli dzieci które będą miały rodzinę której nie będziemy mogli "rozwalić" tak szybko. No i najważniejsze moim zdaniem, czy małżeństwo przeszkadza w studiowaniu? w rozwijaniu pasji? w imprezach? Jestem kobietą niezależną , nowoczesna, liberalną ale każdy chce być kochany a małżeństwo polega również na wielkim wsparciu a nie na ograniczeniach. Jeżeli wiemy że to właściwa osoba to uważam za rozsądne aby mogła w razie wypadku zadecydować czy mam oddać organy , zaopiekować się dziećmi albo po prostu będzie mnie wspierać na dobre i na złe. Cała ta sytuacja i nasze decyzje przyjmowane są ze zdziwieniem i niedowierzaniem, pytania czy jestem w ciąży słyszałam milion razy...no bo kto teraz bierze ślubu z miłości? szaleńcy !! :)))) fajnie do tego grona należeć :D Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale radość tryska z Twojego komentarza;) Trzymam za Was kciuki! Jeżeli czujecie, że to odpowiedni czas - to tak właśnie jest. Podziwiam też wczesną decyzje macierzyństwa, ja do tej pory nie jestem na to gotowa. Ślub nie przeszkadza w studiowaniu, sama po ślubie robiłam jeszcze roczny wizaż, a mąż kończył studia bo poszedł na nie później niż ja. A imprezy? Razem ale i czasami osobno, tzn. ja idę z przyjaciółką potańczyć, bo mój mąż raczej z tych nie tańczących.

      Usuń
  8. Ja brałam ślub mając 32 lata, nie była to decyzja spontaniczna, tylko bardzo przemyślana, choć obyło sie bez wielkiej pompy, weselicha na 100 osób i białej, wielkiej sukni księżniczki. byliśmy razem 3,5 roku i prawie cały ten czas mieszkaliśmy ze sobą, a ponad 3 lata byliśmy zaręczeni. Uważam, że każdy ma swój dobry moment na ślub, dla jednego jest to wcześniej, dla innego później, a czas i tak pokaże czy była to właściwa decyzja. Ja wierzę, że tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - trzymam za Was kciuki! ;) Za nas w sumie też, każdego dnia;)

      Usuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!