Aktywność fizyczna minionych miesięcy | a niedoczynność tarczycy

Dawno na blogu nie poruszałam tematu mojej aktywności fizycznej, a przecież nie ustępuje i od kilku już lat regularnie ćwiczę. Zmienia się tylko forma aktywności fizycznej, jaką wybieram w zależności od pory roku. Oraz częstotliwość wykonywanych ćwiczeń względem moich chęci czy po prostu samopoczucia. Czasami dzielę się tym, co robię na facebooku czy instagramie i stąd Wasze prośby o zgłębienie tematu i pytania, które bardzo ułatwiły mi napisanie tego postu. 

Ma on na celu przedstawienie mojej aktywności fizycznej minionych miesięcy, jak zmieniała się na przestrzeni jesieni-zimy. Czy schudłam, czy przytyłam, a może trzymam w dalszym ciągu tę samą wagę? Jakie są moje ulubione ćwiczenia/ programy treningowe? Piszę w kontekście choroby niedoczynności tarczycy, lecz na pewno i zdrowe osoby znajdą tu coś wartościowego dla siebie. Być może stanę się dla Ciebie motywacją do dbania o siebie albo zachęcę do wypróbowania innych form aktywności fizycznej? Będzie też o akceptacji własnego ciała oraz triki jak w kilka sekund optycznie się wyszczuplić. Pokazuję je po to, byście nie wierzyły/li ślepo w to, co kreują media. 

Po co ćwiczę? 
Ćwiczę nie po to, by być chudą, celowo użyłam słowa chuda nie szczupła czy zgrabna, by podkreślić moje oczekiwania względem siebie, jakie miałam jeszcze kilka lat temu. A o zgrozo byłam jeszcze lżejsza o kilka kilo niż teraz. Nie mam też wygórowanych oczekiwań, nie wymagam od siebie przebiegnięcia maratonu, ani "kaloryfera" na brzuchu. Nie chcę by moje ciało, było jak Chodakowskiej, Lewandowskiej, Gackiej i innej trenerki fitnessu, gwiazdy filmowej, czy najbliższej koleżanki, czy osoby, którą podglądam w internecie. 

Teraz moim priorytetem jest zdrowie! 

Odkąd choruję na niedoczynność tarczycy nauczyłam się lepiej odczytywać sygnały, jakie wysyła mi moje ciało. Owszem słucham się lekarza prowadzącego i wiem, że przy niedoczynności (hashimoto) trzeba włożyć więcej wysiłku w ćwiczenia, jak i dietę, by utrzymać prawidłową wagę ciała. Mimo wszystko,  w pierwszej kolejności słucham się siebie. 

Czasami odpuszczam i nic nie robię, dzień, dwa, a nawet tydzień. Czasami daję z siebie 100, a nawet 200%. To chęć bycia zdrowym jest dla mnie największą motywacją do wykonania określonego zestawu ćwiczeń, biegania czy po prostu wyjścia na spacer. Nie czuję przymusu do ćwiczeń, an tym bardziej wyrzutów sumienia, gdy tego nie robię. Tak niestety bywało kiedyś, a wydaje mi się, że stąd bierze się niepotrzebny stres, który jak każdy dobrze wie, wyrządza nam ogromną krzywdę. 

Jaką aktywność fizyczną wybieram?
EFEKTY PRAKTYKOWANIA JOGIWiosną i latem z ogromną przyjemnością biegam. Lubię przebywać na świeżym powietrzu i korzystam z każdej takiej możliwości. Mieszkam w Gdyni, lecz w dzielnicy położonej ok. 20-40 minut od morza w zależności od środka transportu. Za to moja dzielnica otoczona jest z trzech stron lasem oraz ma całkiem przyzwoitą ścieżkę rowerową. Jeździmy rowerami z mężem, najczęściej w weekend, czasami popołudniami. 

Późną jesienią zaprzestaję biegania z powodu pokrzywki idiopatycznej, którą dostaję na skutek wahań temperatury ciała i powietrza. Niestety do tej pory nie znalazłam dodatkowej przyczyny, być może jakiś składnik pożywienia wzmaga pokrzywkę. A leki, które otrzymałam od dermatologa, nie eliminują problemu, jedynie skracają czas trwania objawów. Wyjątek robię w przypadku nart biegowych, gdy spadnie śnieg. Biorę tabletkę przed i idę czerpać przyjemność z tych krótkich śnieżnych chwil w pobliskim lesie. Tę formę ruchu wybiera również mój małżonek. Co mnie ogromnie cieszy, że możemy spędzać więcej czasu razem, dbając o naszą kondycję fizyczną i zdrowie. 

Gdy nie sprzyja pogoda, lubię też ćwiczenia w domu z programami dostępnymi w internecie. Wiele piałam na ten temat już na blogu i aktywne linki znajdziesz u góry w zakładce popularne posty lub klikając w prawej kolumnie na zakładkę ćwiczenia. Nie potrzebuję dodatkowej motywacji w formie opłaconego karnetu na siłownię. W maju ubiegłego roku zupełnie przypadkiem natrafiłam na ogłoszenie o zajęciach jogi organizowane w pobliskiej podstawówce. To skłoniło mnie do praktykowania pod czujnym okiem instruktorki Marzeny, z którą szybko złapałam nić porozumienia. Myślałam o tym już wcześniej, aczkolwiek dojeżdżanie do specjalnych szkół jogi zajęłoby mi zbyt wiele czasu, który mogę poświęcić na inne czynności. 

Tak jak wspominałam wyżej, słucham swojego ciała. Ponieważ w okresie zimy mam mniej siły i chęci na aktywność fizyczną to właśnie joga wpisała się na stałe w mój grafik. Mogłabym godzinami wypisywać korzyści płynące z regularnego praktykowania. Dzięki jodze nie tylko się relaksuję, a przy autoimmunologicznej niedoczynności tarczycy to ważne, by zmniejszać ilość stresu w codziennym życiu. Również wzmacniam mięśnie i wydłużam, pogłębiam ruchomość stawów, dbam o swój kręgosłup i zaobserwowałam wiele pozytywnych zmian w swoim ciele i umyśle. 

Próbowałam różnych aktywności fizycznych, na szczęście jest ich tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie. Warto wypróbować kilku, by znaleźć coś, co najbardziej nam odpowiada, tempo, intensywność. Czy lubimy ćwiczyć z kimś, czy indywidualnie? Chodziłam kiedyś na zajęcia zorganizowane na siłowni, pilates, step, aerobik, aero dance, ćwiczenia na piłkach. Ćwiczyłam także na maszynach w siłowni. Jednak na dzisiaj nie chcę marnować czasu na dojazdy do tych miejsc. Nie odpowiadają mi godziny zajęć zorganizowanych, koszt karnetów, ani skupiska ludzi tam przebywających. Kiedyś chodziłam na siłownie, była mała, grupy kameralne, miła atmosfera. 

Teraz wszystkie siłownie są ogromne, a ja nie czuję już tego klimatu. Źle się też czuję, gdy maszyny są bardzo ciasno siebie ulokowane, bo co za przyjemność biec na bieżni i spoglądać na czyjś tyłek przed sobą, przy czym kolejna osoba ma mnie przed swoimi oczami. Czuję się jak chomik w kołowrotku. W takich miejscach czuję się źle, też dlatego, że często jest tam wyścig markowych ubrań, silikonowych biustów, napompowanych ust, twarzy pełnych makijaży. Może się mylę... 

Jak często ćwiczę i ile czasu? 
Praktykuję jogę 2 x w tygodniu (wtorek i czwartek) na zajęciach zorganizowanych o godz. 20, które trwają po 1,5 h. Co daje mi 3 h tygodniowo. To była główna aktywność fizyczna, której się poświęcałam jesienią i zimą. Nawet jak mi się nie chciało, bo nie zawsze mi się chce, wiedziałam, że po, będę wdzięczna za poświęcony sobie czas. 

Co więcej, gdy mam czas udaję się na samotny spacer po okolicznych lasach, czasami jest to pół godziny czasami godzina. Moje samotne spacery są bardzo energiczne i przebywam więcej km w określonym czasie niż z kimś. Lubię też spacery w towarzystwie przyjaciółki lub męża, wtedy najchętniej spaceruję po Gdyńskim skwerze, bulwarze, albo wybieramy się do Sopotu. Wtedy chłonę piękno natury, czerpię przyjemność z tu i teraz i z możliwości bycia razem. Chciałabym, by spacery na stałe wpisały się w mój plan dnia, lecz nie zawsze starcza czasu. Staram się jednak tam, gdzie mogę po zakupy spożywcze iść pieszo, zamiast jechać samochodem. 

Mijam niejednokrotnie outdoor gym, czyli siłownie zewnętrzne. Niestety bardzo rzadko zatrzymuję się przy nich, by poćwiczyć. Przyczyny są trzy. Pierwsza - nie chcę przerywać biegu. Druga - gdy jestem na spacerze, boję się, że zabraknie mi czasu na powrót do domu. Trzecia - zrobiłam sobie kilkakrotnie na nich krzywdę. Niestety na takiej siłowni jedynym obciążeniem jest ciężar naszego ciała. Sprzęty są dosyć masywne, metalowe? Część z ćwiczeń nie jestem w stanie wykonać prawidłowo, szczególnie tych na ręce/barki, bo mój ciężar jest zbyt duży. Natomiast ćwiczenia na nogi, są dla mnie za lekkie? I przykładowo pedałując na jednym z urządzeń, wysunęła mi się stopa i uderzyłam się metalowym podnóżkiem w piszczel. Co koszmarnie boli! Obserwuję jednak wiele osób korzystających z tych urządzeń. Myślę, że tak jak z każdym sportem, systematycznie powtarzane ćwiczenia mogą przynieść wymierne korzyści. Wystarczy z biegiem czasu zwiększać ilość powtórzeń/ czasu na maszynie, jeżeli nie mamy możliwości zwiększenia obciążenia. 

Gdy nie mam czasu na spacer, a czuję, że chcę zrobić coś więcej dla siebie, kręcę hula hop ok. 10-20 minut. Wykonuję przysiady, brzuszki czy po prostu spinam mięśnie pośladków podczas zwykłych czynności jak gotowanie, spinam się na palcach stóp, gdy stoję. Napinam mięśnie brzucha podczas chodzenia, prostuję plecy. Nie są to jakieś spektakularne ćwiczenia, ale zawsze coś. 

Efekty
To zapewne interesuje Cię najbardziej! Ponieważ na jodze ćwiczymy w kameralnym i raczej stałym gronie do 10 osób, instruktorka ma wystarczająco czasu, by skorygować każdego błędy, pomóc poprawnie wykonać daną pozycję. Możemy też dostosować tempo do uczestników. Większość praktykę zaczęła w październiku 2016, więc wspólnie przechodzimy od grupy początkującej do bardziej zaawansowanej. Przez całe zajęcia wykonujemy różne pozycje, które mają ułatwić wykonanie tej bardziej skomplikowanej, którą wykonujemy na koniec, przed savasaną (pozycją trupa). Dzięki zajęciom zorganizowanym, zamiast w zaciszu domowym, zdecydowanie polepszyłam technikę i poczyniłam ogromne postępy. 

Mój pies z głową w dół jest już o niebo lepszy niż na początku. Czasami wystarczą delikatne sugestie ze strony instruktorki, porady jak otworzyć bardziej klatkę piersiową, "położyć" brzuch na udach itd. Przygotowałam specjalnie do tego postu zdjęcia, nie są w żadnym wypadku zdjęciami instruktażowymi, nie są idealne, ale mają urozmaicić dzisiejszy post i być może jeszcze w przyszłości być punktem odniesienia do tego, co było, a co będzie. Nauczyłam się robić mostek, czego jeszcze kilka miesięcy temu nie potrafiłam. Stoję na głowie! Czego nie robiłam nigdy wcześniej w życiu! Bo się bałam. Dzięki Marzenie wiem jak stopniowo wchodzić w pozycję i wychodzić, by była ona bezpieczna i z korzyścią dla ciała. Jestem bardziej rozciągnięta. 
Nauczyłam się nie oceniać i nie porównywać z innymi. Każdy z nas ma inne predyspozycje. Ja mam większą ruchomość w biodrach i pozycja gołębia jest dla mnie przyjemna. Mam też bardzo dobrą stabilizację, równowagę i w drzewie mogę już nawet stać z zamkniętymi oczami. Natomiast wszelkie skłony, gdzie brzuch ma leżeć na udach, stanowią dla mnie wyzwanie. Mam też ograniczenia w prawym stawie barkowym. Wierzę i widzę już, że regularne ćwiczenia pomagają mi osiągnąć większą sprawność. 

Wtrącę tutaj, że moja teściowa w wieku 66 lat uczęszcza ze mną na zajęcia jogi. Ona również poczyniła od października spore postępy i mocno jej kibicuję! Jak widać, joga nie ma ograniczeń wiekowych, ważne, by jedynie trafić do odpowiedniej grupy (jeżeli chodzi o poziom zaawansowania) oraz instruktorkę, która będzie miała indywidualne podejście do uczestników. Ćwiczyć we własnym tempie.

Niestety nie udało mi się utrzymać mojej wagi 60 kg. Aktualnie waga wskazuje 63,7 kg/ przy 163 cm wysokości. Aczkolwiek noszę w dalszym ciągu ten sam rozmiar i model spodni co wcześniej (kupiłam nowe 3 tyg.temu). Mam świadomość, że mięśnie ważą więcej niż tłuszcz, a zajmują mniej miejsca objętościowo. Jednak przybyło mi po 2 cm tu i tam. Nie przejmuję się tym jakoś szczególnie, bo i tak wyglądam dużo lepiej niż przed rozpoczęciem leczenia tarczycy (nosiłam spodnie o 2 rozmiary większe). Mój brzuch w dalszym ciągu jest płaski, chociaż bez zarysowanych mięśni. Podobam się sobie i akceptuję siebie taką, jaka jestem. Jeszcze nigdy wcześniej nie miałam takiego komfortu psychicznego jak teraz. Wydaje mi się, że do pewnych spraw po prostu się dojrzewa. Lekarz endokrynolog proponuje, bym jednak postarała się wrócić do wagi 60 kg. Bo przy niedoczynności tyje się łatwiej, chudnie trudniej. 

Co dalej?
Zamierzam kontynuować praktykowanie jogi, ponieważ wciąż widzę efekty fizycznie, ale i psychicznie czuję się lepiej. Na okres wakacji niestety w szkole jest przerwa, lecz wtedy chętnie poćwiczę w domu. Niedawno odkryłam kanał Małgorzaty Mostowskiej na youtube i nawet zrobiłam już pierwszy trening na dobry początek dnia. 

Z racji tych kilku nadprogramowych kilogramów i z powiewem wiosny (odkąd świeci słońce, chce mi się więcej!) wróciłam do treningów z Ewą Chodakowską. Robiłam w ubiegłym roku miesięczne wyzwanie i moje uda, pośladki i brzuch pięknie w tym czasie wysmuklały. Na początek wybrałam skalpel, ponieważ jest najbardziej hm jakby to określić - statyczny? I chyba najprostszy z treningów Ewy Chodakowskiej. Mam zamiar przez miesiąc ćwiczyć 2 lub nawet 3 razy w tyg. Jeden tydzień mam już za sobą! Powroty zawsze są trudne, lecz z kolejnym treningiem jest coraz łatwiej. Zdam Wam relację po upływie miesiąca. 

Jeżeli chodzi o skalpel, to nie znoszę 18-20 minuty treningu. Gdy leży się na plecach, ze zgiętymi nogami w kolanie, uniesioną pupą i na zmianę unosi się i opuszcza nogę. Zamiast raz ćwiczyć na jedną nogę, następnie na drugą, to wykonuję po 4 powtórzenia jedną, 4 powtórzenia drugą itd. Aż do końca tego ćwiczenia. Równie nieprzyjemne są dla mnie kółka stopą, gdy leży się bokiem na macie z uniesiona jedną nogą w 21 minucie treningu. Wykonuję je, ale czasami robię sobie na sekundę przerwę. 

Być może później wprowadzę inne treningi, na razie nie mam ochoty na nic bardziej energicznego, jakieś podskoki itd. Wrócę też z przyjemnością do biegania, jazdy na rowerze. Na razie nie obmyślam w tym zakresie konkretnego planu działania. Tak jak będzie mi podpowiadać ciało. Jeżeli będę chciała ćwiczyć codziennie lub co dwa dni to będę to robić. Jeżeli będę potrzebować dłuższej przerwy, taką zrobię. 

Od siebie mogę również polecić treningi z Natalią Gacką, wykonywałam kiedyś jej trening brzucha oraz trening na ramiona. Ogromnym sentymentem darzę również treningi z instruktorem Shaun T, widzę, że ma całkiem sporo filmów na youtube i być może jego energia przemówi do Ciebie bardziej niż osobowość Ewy Chodakowskiej. Zainteresowała mnie również osoba Fit Mom - Ania Dziedzic jak sama nazwa mówi, pokazuje zestaw ćwiczeń dla kobiet po ciąży. Uwzględniając rozejście kresy białej mięśni prostych brzucha. A nawet treningi wraz ze swoim partnerem. 

A na zakończenie pokażę jak w kilka sekund optycznie wysmuklić ciało. Wystarczą wysokie obcasy, inna pozycja, a nawet inne ułożenie tych samych spodenek, by wyglądać szczuplej. Bez Photoshopa! Dlatego weź poprawkę na to co pokazują Ci media. 


Przede wszystkim pamiętaj, że każdy z nas jest inny, ma inne możliwości, tempo chudnięcia/tycia czy budowania masy mięśniowej. Nie porównuj się, rób swoje, dla siebie! A dopiero w drugiej kolejności dla dzieci, partnera czy koleżanki...

A Ty jaką formę aktywności fizycznej wybierasz? Jak często ćwiczysz? Zastanawiałaś/łeś się, dlaczego to robisz? Czekam na Twój komentarz. 

Komentarze

  1. Kurczę przyznam, że mnie zmotywowałaś. Ostatnio się rozleniwiłam i potrzebowałam takiego kopa w dupę by wziąć się za siebie. Masz świetna figurę :)! Ja też chce taką, no ale nic samo się nie zrobi. Mi niestety pozostają ćwiczenia w domu, od dobrych kilku lat zbieram się za jogę i wziąć nie mogę. Dziękuję za radę odnośnie zdjęć :P Przyda się ! Życzę powodzenia w dalszych realizacjach planów ćwiczeniowych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Ćwiczenia w domu mają sporo plusów, przede wszystkim możesz ćwiczyć zawsze wtedy, gdy masz chwilę czasu, w czym masz ochotę i nie tracisz czasu i pieniędzy na dojazdy czy karnet. Trzymam kciuki również za Ciebie!

      Usuń
  2. Bogusiu, naprawdę sporo tego wszystkiego! Najważniejsze, że Twoje samopoczucie jest coraz lepsze,a przy chorobach tarczycy wyczerpująca aktywność fizyczna nie jest wskazana. Najważniejsze to znaleźć coś dla siebie, co sprawia nam radość i pozwala dbać o zdrowie.

    Sama borykam się z Hashimoto, ale moja waga pozostaje stała. Również po ciąży dość szybko zrzuciłam nadprogramowe kilogramy. Z uwagi na to, że jestem na urlopie wychowawczym to mam mało czasu na zorganizowaną aktywność fizyczną poza domem. Codziennie jednak chodzę na spacery 5-6 km oraz dodatkowo w ciepłe dni jestem kilka godzin na świeżym powietrzu, spaceruję, biegam, skaczę i takie tam. ;)

    Od stycznia tego roku postanowiłam wrócić do jogi. Kilka lat temu chodziłam na zorganizowane zajęcia, ale przyznam, że nie byłam zadowolona i nie widziałam postępów w takim tępie, w jakim bym chciała. Teraz dużo bardziej rozumiem słowo "praktykować". Czasem wymyślam więc sobie własne sekwencje. Czasem ćwiczę z filmikami na YT. Na rozruszanie zaczęłam z programem 30 Days of Yoga with Adriene, a niektóre asany doskonaliłam z serią jej filmików Foundations of Yoga. Ty chyba również kiedyś praktykowałaś z Adriene, z tego co pamiętam? Plusem jest to, że kiedyś chodziłam na zajęcia i wiem jak mają wyglądać poszczególne asany, a możliwość praktykowania w domu w ogóle umożliwia mi jogowanie, często, gdy mąż późno wraca po prostu nie miałabym z kim zostawić dziecka, aby udać się do szkoły jogi. Praktykuję codziennie od 30 minut do godziny. Joga nauczyła mnie wiele pokory wobec własnych ograniczeń i mrówczej pracy nad ciałem.

    Jestem pod wrażeniem, jak prezentują się Twoje asany. Gratuluję!

    Życzę powodzenia w realizacji celów i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak mówisz, wyczerpująca aktywność fizyczna prowadzi do jeszcze większego stresu.

      Super, że udaje Ci się trzymać stałą wagę ciała i to jeszcze po ciąży:) Jak widzisz nawet spacery pomagają i pozwalają utrzymać sylwetkę, dlatego też chciałabym by pojawiały się u mnie częściej, gdy nie mam ochoty na intensywniejsze ćwiczenia.

      Tak, ćwiczyłam z Adriene, jednak to zajęcia zorganizowane lepiej podciągnęły mnie w asanach. Ale nie wykluczam ponownego praktykowania w domu, jako treningi uzupełniające np. latem, właśnie z Adriene bo polubiłam jej filmiki :) Chętnie zapoznam się też z Foundations of Yoga.

      Podziwiam, że praktykujesz codziennie :) Dziękuję, Tobie również życzę sukcesów i pozdrawiam.

      Usuń
  3. Jak dla mnie masz idealnie apetyczną figurę. Chciałabym potrafić uczynić takie wygibasy :) Trzymam kciuki za dalsze postępy i wytrwałość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam Hashimoto (to chyba jakaś plaga po Czarnobylu ...), ale w zasadzie tego nie odczuwam, przestałam nawet zażywać Euthyrox.
    Z aktywnością fizyczną jest bardzo kiepsko, bo najzwyczajniej w świecie wieczorem, gdy dzieci juz śpią (3 lata i 0,5 roku) wolę odpocząć np. przy laptopie jak teraz niż jeszcze się męczyć ćwiczeniami.

    Nawadze mam ok 10kg więcej niż ważyłam w moim najlepszym okresie w trakcie studiów (ale to dawno bylo, z 12 lat temu), ale w zasadzie pogodzilam się z tym i nawet dni pochłaniania 2 dużych czekolad Milka dziennie nie psują mi nastroju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może właśnie dlatego, że nie przyjmujesz Eutyroksu nie masz siły i chęci na ćwiczenia? Mnie joga nie męczy a głównie relaksuje, chociaż niejednokrotnie następnego dnia mam zakwasy.

      Ja to już wolę się nie porównywać z tym co było, gdy chodziłam na studia, liceum kończyłam ważąc zaledwie 50 kg. Też minęło od tej pory 10 lat. Czekolady nie jem ze względu na nietolerancję laktozy, czasami kupuję wegańską, ale i tak nigdy nie umiałam zjeść całej na raz bo było mi za słodko. Czy jedzenie w nadmiarze psuje mi humor? Nie, wyzbyłam się już takich dziwnych reakcji, wyrzutów sumienia itd. A kocham jeść :)

      Usuń
  5. Daję Ci wielkiego plusa za te ostatnie fotki - genialny pomysł! Być może komuś wybije z głowy myśl, że modelki po wstaniu z łóżka wyglądają tak, jak na zdjęciach w czasopismach :)
    Mały minusik za to za gramatykę na blogu - bardzo często zamiast stawiać przecinek, zaczynasz nowe zdanie, np. Stoję na głowie! Czego nie robiłam wcześniej. Bo się bałam. Zamiast 3 zdań powinno być 1 ;) Jestem purystką językową, więc być może tylko mnie to przeszkadza :)
    Trzymam kciuki za Twoje postępy sportowe i dalszy rozwój bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Co do gramatyki, być może, akurat tymi zdaniami chciałam podkreślić fakt stania na głowie. Może też czasami robię za krótkie zdania, bo coś przerywa mi pisanie i nie piszę w jednym ciągu całego tekstu. Później już nie zwracam na to uwagi. No i przyznaję, że nigdy nie byłam orłem jeżeli chodzi o j. polski. Umiałam pisać wypracowania jeżeli chodzi o przekaz informacji itd. a gramatyka i ortografia nigdy nie były moją mocną stroną. Ja to bardziej umysł ścisły i dla mnie ma się zgadzać jak w zadaniu z matematyki 2+2 = 4 :) Czyli piszę, by przekazać swoje spostrzeżenia, wiedzę. To, że nie koniecznie zawsze poprawnie wiem, staram się, ale jak widać wciąż nie jest idealnie.
      Dziękuję ogromnie:)

      Usuń
  6. Baaardzo ciekawy tekst. Jako hashimotka przeczytałam z tym większym zainteresowaniem :) Zwłaszcza że ogólnie mam podobną sytuację, łącznie z parametrami (z tą różnicą, że jestem wyższa i odpowiednio cięższa).

    Ja uprawiam sport w 90% dla dbałości o zdrowie (i to nawet nie na dzień dzisiejszy, tylko z myślą o starości), a w 10% po to, żeby móc trochę więcej zjeść zanim zacznę tyć ;) Dwa razy w tygodniu chodzę na zumbę, którą uwielbiam. Marzę, by w moim klubie wprowadzili trzecie zajęcia z niej, bo chodziłabym na pewno :) Żadna inna aktywność fizyczna nie potrafi mnie tak zachęcić, żebym w weekend wyszła z domu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, ja też myślę o przyszłości, by być sprawną jak najdłużej;) A jeść kocham, więc ćwiczenia to naturalna kolej rzeczy. Nie próbowałam jeszcze zumby, trochę się boję bo mylę prawo-lewo i na tym aero dance nie byłam jakaś wybitna. Może jak będzie więcej chętnych to i powstaną te 3 zajęcia? :) Podpowiedź osobie prowadzącej.

      Usuń
  7. To ile godzin tygodniowo cwiczysz? Ja sie wyrobic czasem nie moge teraz paluje porzadki wiosenne. Jak wyglada Twoj uklad dnia ile w tym pracujesz? Moze opisalabys kiedys to na blogu? Odnosnie organizacji czasu min, ile poswiecasz na prace, odpoczynek, cwiczenia itd. ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3 h tygodniowo to punkt stały, reszta różnie czasami 1h czasami 2h spaceru.
      Teraz trening Ewy Chodakowskiej skalpel to ok. 40 min x 2 lub 3 w tyg daje dodatkowe 1,5-2 h.
      Nie pracuję w pełnym wymiarze godzin na etacie, ale to nie jest najważniejsze. Byłam aktywna zarówno wtedy, gdy chodziłam do liceum, czy studiowałam + pracowałam, czy w momencie pracy na własnej działalności + 2 dni w tyg. na zlecenie. Więc myślę, że najważniejsze są priorytety, ja nie mam nieskazitelnie czystego domu, zawsze na błysk, za to wolę poćwiczyć i przygotować sobie i dla męża zdrowy posiłek. Przez posiadanie mało przedmiotów w mieszkaniu nie muszę też robić specjalnych porządków na wiosnę czy na święta BN. Tylko takie zwykłe, codziennie. Dla mnie ćwiczenia (joga, spacer) to również odpoczynek :) Nie oglądam telewizji i jeżeli nie mam czasu nie piszę bloga, nie czytam innych itd. Lubię za to czytać książki i to na nie staram się znajdywać te 10-20 min. przed snem.

      Usuń
  8. Super! Podziwiam! ;* I niesamowity efekt z tymi obcasami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) No w obcasach to się zawsze lepiej wygląda :p

      Usuń
  9. Bogusiu, wspaniałe zdjęcia i super, że udaje Ci się to wszystko realizować w zgodzie ze sobą. Zdjęcia ze spodenkami i obcasami dają mocno do myślenia, różnica jest ogromna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję;) Staram się wszystko co robię, robić w zgodzie ze sobą;) A tak pomyślałam, że zdjęcie w szortach + obcasach będzie interesujące, bo łatwo za pomocą pozy się wyszczuplić. O czym często zapominamy, oglądając media, i wzdychając do różnych obrazków. Też lubię oglądać ładne rzeczy/ludzi, ale wiem, że nie wszystko zawsze wygląda tak rewelacyjnie. Że ludzie to tylko ludzie, a nie roboty:p

      Usuń
  10. Bardzo dobrze ze mowisz o cwiczeniu dla samej siebie! W szczegolnosci teraz gdy kazdy cwiczyczy, bo jest to po prostu modne :)
    Mam pytanie troszke odbiegajace od tematu, co bylo pierwszym sygnalem dajacym znac o niedoczynnosci tarczycy? Czy po prostu kontrolnie przy morfologii zbadalas tez tsh? Czy bardzo wykraczalo poza normy? Bardzo dziekuje za odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku sprawa była bardziej zagmatwana, wszystko nawarstwiło się w czasie, gdy na początku listopada miałam wypadek samochodowy, którego konsekwencje ciągnęły się za mną jeszcze kilka miesięcy. Poza bólem odcinka piersiowo-szyjnego, miałam napady i uczucie lęku, duszności, kołatania serca. Niechęć do życia, zmęczenie. Pierw schudłam do 57 kg później przybrałam gwałtownie do 65 kg. Byłam spuchnięta na twarzy, ramionach i całym ciele. Stąd różne badania kontrolne, w tym rozszerzone badanie krwi. Tsh, ft3 i ft4 miałam i mam w normie, dopiero przeciwciała wskazały hashimoto i usg tarczycy. Zdiagnozowano mnie dopiero na początku maja.

      Usuń
    2. Dziekuje za odpowiedz, tez musze zrobic usg tarczycy, ale niestety dopiero za jakis czas by miec na takie wizyty pieniadze :)

      Usuń
    3. Poproś lekarza pierwszego kontaktu o skierowanie, z tego co się orientuję to usg wchodzi na NFZ.:)

      Usuń
  11. ja muszę sobie badanie zrobić na tarczyce :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób jeżeli podejrzewasz, że coś może być nie tak, pozdrawiam!

      Usuń
  12. Miłego i słonecznego dnia kochana :) :* Udanej środy ! :*

    OdpowiedzUsuń
  13. I ja myślę o jodze, boję się tylko, że się złamię ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Najważniejsze jest to, żeby czuć się dobrze z samym sobą i robić to czego chcemy my i nasz organizm. Od dawna chcę się zapisać na jogę, ale zawsze jakoś mi to wyleci z głowy. Zapisuję do kalendarza i koniecznie się umawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny post - jakbym o sobie czytała :)

    OdpowiedzUsuń
  16. GOSIR ma bezpłate zajęcia jogi w wtorki na 18:00.
    Grupa jest dość zróżnicowana, ale każdy znajdzie coś tam dla siebie.
    Mi się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, wiem, że mają też zajęcia zumby, na pewno w soboty, ale jest chyba jeszcze jakiś termin w tygodniu :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!