9 miesięcy (prawie) bez zakupów ubrań!

Miałam taki ambitny plan, by nie kupować ubrań przez rok. Lubię wyzwania i czasami opuszczanie strefy komfortu. To bym taki mój test, jak dalece jestem gotowa mieć mniej. Nie jest to podyktowane kwestią finansową, spokojnie w ubiegłych latach, jak i tym, mogłabym pozwolić sobie na zakupy nowych ubrań. Chociaż przyznaję, że perspektywa zaoszczędzenia pieniędzy też dodatkowo mnie motywuje. W kwestiach finansów mam swoje priorytety i nimi się kieruję. O swoich wrażeniach pisałam już po 5 miesiącach <tutaj>. Jak poszło mi dalej?

Przede wszystkim nie chodziłam po sklepach, nie oglądałam najnowszych kolekcji w internecie, nie rozmyślałam, czym mogłabym dopieścić/ dopełnić moją garderobę czy styl. Bo zawsze mogłoby się coś takiego znaleźć. Czułam się z tym dobrze, korzystałam z tego, co miałam bez konieczności zwiększania częstotliwości prania. Czas płynął.

Czasami, gdy kogoś ujrzałam na żywo czy w internecie dobrze ubranego w rzecz, która wpasowuje się w mój gust, to coś tam w środku drgnęło. To jak z jedzeniem, czuję zapach gofrów, mam ochotę na gofry! Mój zdrowy rozsądek wygrywa i nie spełniam każdej swojej zachcianki. Czekałam dalej...

Eliminowałam kolejne części garderoby np. szorty, których nie noszę, bo za krótkie, legginsy, bo przetarły się na pupie.Spodnie, sukienka, topy,bo zaplamione i uporczywa plama nie zeszła nawet po kilku różnych odplamiaczach. Spodenki od piżamy z Oysho po 7-8 latach nie pamiętam dokładnie, też się podarły na pupie (potrzebuje nowe, bo innych nie mam). Wytypowałam 6 lepszych rzeczy na sprzedaż, do których wiem, że nie wrócę, bo nie mam okazji, by w nich chodzić lub nie do końca dobrze się w nich czuję. Podjęłam próby sprzedaży, na razie bez owocnej, a przepraszam, jedną rzecz udało mi się sprzedać (o tym za moment).

W międzyczasie oddałam jeansowe spodnie Levisy 710 do reklamacji, bo przetarły się na udzie. To były moje ukochane jeansy, ale ta ciemnoszara para zniszczyła się szybciej niż granatowa, którą nosiłam 2,5 roku, praktycznie bez przerwy. Początkowo reklamacja nie została uwzględniona, ale po odwołaniu już tak i zwrócono mi pieniądze. Które tak jak wspominałam na instagramie ponownie wykorzystam na ich spodnie (ale bliżej października), dając im jeszcze jedną szansę. Niektórzy twierdzą, że po roku spodnie mogą się przetrzeć, że to normalna kolej rzeczy. Osobiście uważam, że od spodni za 400 zł wymagam czegoś więcej. Nie chcę się tutaj rozpisywać o całej tej sprawie, bo nie sposób zamknąć ją w kilku zdaniach, ale nie chcę, by na samym procesie reklamacji skupiła się cała uwaga dzisiejszego wpisu na moim blogu, bo nie jest to najważniejsze.

Jeansy z Reserved, te co oddałam na początku roku do krawcowej do zwężenia i nosiłam intensywnie w kolejnych miesiącach, mają już bardzo widoczne ślady użytkowania. Jeszcze je zostawiłam, ale to dosłownie ostatnie ich dni. Takim sposobem zostaję bez jeansów.

Byłam na sprzedaży-wymianie ubrań organizowanej w jednej z Gdyńskich kawiarni. Ze swoimi 6 wieszakami z ubraniami, o których wspomniałam wyżej, sprzedałam jeden sweter, ale i nabyłam inny (który kiedyś mierzyłam w Zarze, ale uznałam za zbyt drogi!). Więc w sumie wychodzę na zero, chociaż zarobiłam na swoim więcej, to kupiłam też lemoniadę. I wszyscy są zadowoleni.

Idea takiego spotkania jest rewelacyjna i planuję sama wziąć się za organizację takiego spotkania. Sęk w tym, że na spotkaniu, na którym byłam, większość osób nastawiona była jednak na pozbycie się swoich ubrań niż na kupno, a ruch z zewnątrz był niewielki. Takim sposobem dziewczyny wróciły ze swoimi walizkami wypchanymi po brzegi do domów. Myślę, że trzeba zadbać o lepszą reklamę takiego wydarzenia, stosunkowo wcześniej poinformować potencjalnych zainteresowanych itd. Będę próbować!

Nie krytykuję pobudek, które kierowały danymi osobami, dlaczego chciały sprzedać dane rzeczy. Część chciała uszczuplić swoje zbiory, by mieć mniej. Część po prostu za zarobione pieniądze chciało kupić coś nowego, ale nie używanego. Popieram takie akcje, bo mimo wszystko dają drugie życie ubraniom niechcianym, chronią, chociaż w jakimś stopniu przez wylądowaniem w koszu na śmieci i zaleganiu na wysypisku.

Poczyniłam kolejne zakupy, które uważam za niezbędne. Nowe zastąpiły stare -> znoszone, nienadające się dłużej do noszenia ubrania. Taki scenariusz zakładam już na samym początku podjęcia tego "postu". Nie czuję potrzeby tłumaczenia się z poszczególnej rzeczy i właściwie już tutaj chciałam zakończyć dzisiejszy wywód. Piszę jednak więcej na wyraźną prośbę obserwatorów mojego bloga na facebooku.

Spodnie Mohito, t-shirt Reserved. Brzydkie klapki, stare, nie lubię ich, ale nie chcą się zniszczyć :P

Tak jak podejrzewałam, potrzebowałam kolejnej pary spodni i zdecydowałam się w maju na spodnie materiałowe z Mohito z wyższym stanem. Bardzo je polubiłam i chociaż w momencie zakupu nie myślałam zbytnio o składzie spodni, kupiłam spodnie z poliestru. To był dla mnie bardzo trudny czas, dzień później wylądowałam w szpitalu z powodu bólu brzucha i wyrostka, który przechodziłam 4 dni! Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a spodnie idealnie pozwoliły mi dojść do siebie, nie uciskały brzucha, nie podrażniają blizn po operacji. W spodnie w rozmiarze 36 mieści się mój ponad 100 cm tyłek, w talii mam pomiędzy 68-72 cm, zależy ile zjem. Nie jestem wysoka, powiedziałabym, że średnia, mam 163 cm.

Kolejnym plusem tego sztucznego materiału jest fakt, że się nie gniotą, czy to w praniu, czy w codziennym użytkowaniu, więc zawsze wygląda się dobrze. Jeżeli chodzi o pocenie się w tych spodniach, to owszem, gdy jest powyżej 25 stopni, odczuwa się to w okolicach talii, gdzie są najbardziej dopasowane. Uwierzcie, jak jest powyżej 25 stopni na dworze to mi i w sukience czy spódniczce gorąco jak diabli.

Kolor granatowy dla mnie lepszy od czerni. Nie są to spodnie najlepszego gatunku, co prawda materiał się nie rozciąga, nie wypychają kolana, pupa, ale już zaobserwowałam lekkie mechacenie - kulkowanie się spodni na wysokości bioder, przy kieszeniach, gdzie najczęściej obciera o nie np. torebka. Wystarczy ogolić maszynką do ubrań i będzie ok. Wiadomo, że wolałabym, żeby tak się nie działo, ale nie można mieć wszystkiego. Cena spodni 139 zł, znośna. 
Body, w takim kroju dekoltu jestem zakochana!

Biały T-shirt oraz białe body z kopertowym dekoltem i rękawkiem 3/4 Reserved.
Białe góry stanowią bazę mojej garderoby i pasują mi do wszystkiego. Ogólnie zamysł był taki, by dokupić tylko jeden t-shirt w zamian za znoszony, ale gdy zobaczyłam to body, to musiałam je kupić! Miałam kilka lat temu body o tym samym kroju, uwielbiałam je nosić i wtedy, gdy już wydarłam w nim dziury, obiecałam sobie, że jak znajdę podobne, to kupię. Więc czuję się usatysfakcjonowana, dobrze się noszą i po kilku praniach jak na razie wyglądają nienagannie. Nie pamiętam cen, ale t-shirt ok. 30 zł, body ok. 70 zł.


Kupiłam też nowe majtki od stroju kąpielowego Calzedonia, poprzednie 3 lub 4-letnie przetarły się, rozeszły, nie wiem jak to nazwać, prześwitują w niektórych miejscach. Nie czułam potrzeby kupowania nowej góry od stroju, będę korzystać z tej, co już mam. Calzedonia ma bardzo duży wybór dołów od stroju, z niższym/wyższym stanem, mocniej czy mniej wycięte. Kupiłam majteczki o kroju uszy słonia i one idealnie zakrywają pooperacyjną bliznę, przy czym na pupie są wycięte jak figi brazylijskie, a ja taki krój majtek najbardziej lubię. Ceny są wyjątkowo (biorąc pod uwagę inne sklepy) atrakcyjne, ok. 70 zł. Rozmawiałam też z wieloma osobami, które posiadają stroje tej marki i są bardzo zadowolone nawet po latach. A mnie w tym roku, w październiku czeka wyjazd na Maltę! Przy okazji odsyłam do postu: jak szukam tanich lotów i noclegów?

Conversy mam w rozmiarze 38, takim samym jak standardowo kupuję obuwie, pasują nawet na lekko opuchnięte stopy podczas upałów. Są w kolorze śmietanki?, nie czystej bieli. 

Moje standardowe zużycie podeszwy, mam płaskostopie poprzeczne, stąd starcie gumy na środkowej części śródstopia. Prawy but dodatkowo cierpi bardziej podczas prowadzenia samochodu. 

Trampki Converse kupiłam dlatego, że moje trampki z Lidla po prawie 3 latach mają już dziurawą podeszwę. Nosiłam je intensywnie, prałam, nosiłam dalej. Czas się z nimi pożegnać. I teraz się okażę, jak wielką frajerką jestem, kupując materiałowe buty za 199 zł. Muszę chyba na własnej stopie przekonać się o fenomenie Conversów, by móc powiedzieć, czy warto? Pytałam na instastories, jakie buty wybieracie: conversy czy no name i pomimo licznych odpowiedzi szacowały się blisko 50:50. Moje pierwsze wrażenie jest  takie, że podeszwa jest gruba i przyjemnie się chodzi. Obtarłam sobie jedną piętę podczas pierwszego wyjścia - bez skarpetek, a tak lubię najbardziej. Chyba jednak będzie trzeba się przeprosić ze skarpetkami. Zobaczymy co dalej, czas pokaże...

Dochodzi do momentu, kiedy eksperymentem jestem zmęczona, co nie znaczy, że od razu rzucę się w wir zakupów. Widzę jeszcze, jaka część mojej garderoby jest nieużywana wcale i należy jej się prędzej czy później pozbyć, szukam tylko najlepszego sposobu, by zminimalizować szkody dla środowiska. Autentycznie martwię się tym, jak dużo ląduje na wysypiskach śmieci... Cieszę się, że chociaż w te 9 miesięcy kupowałam mniej, bo niektórych zakupów jak widać, nie dało się uniknąć.

Wyjątkowo to lato jest ciepłe, okazuje się, że muszę zwiększyć częstotliwość prania, by mieć w czym chodzić. Ja się mocno pocę, pisałam na blogu: jak sobie radzę z nadmierną potliwością <tutaj>, muszę zmieniać koszulki częściej, nawet 2 razy dziennie. Tak samo sukienka po jednym dniu nie nadaje się do ubrania kolejnego. Częstsze pranie to częstsze prasowanie. Dla mnie to więcej roboty i zużytej wody. Zdecydowanie wolę mieć o te kilka sztuk ubrań więcej.

Podczas tych 9 miesięcy jeszcze lepiej poznałam swoje preferencje odnośnie do garderoby. Po co sięgam często: topy na szerokich ramiączkach, t-shirty z krótkim rękawem, gładkie ewentualnie w paski. Spodnie nosze chętnie, gdy jest chłodniej, sukienki, gdy cieplej. Brakuje mi szortów, ale nie chcę takich krótkich, co odsłaniają pupę. Spódniczki i sukienki lubię w pół uda, ale nie wszędzie taka długość pasuje. Są miejsca i okazje, gdzie czułabym się niekomfortowo. Tak samo głębsze dekolty czy odkryte plecy, zostawiam sobie wyłącznie na wolny czas na działce, nad jeziorem, na luźne spotkania.

Rozmyślałam o etycznej modzie, o cenach, ile warto, za jaką część garderoby zapłacić? Wciąż w tej kwestii mam wiele wątpliwości. Bo niestety nie zawsze cena idzie w parze z jakością. A poza tym, nawet kupując mniej, czy chcę wydawać 500 zł za 1 dzienną sukienkę? Przy mojej częstotliwości pocenia, brudzenia itd. Biorę pod uwagę zarobki, oszczędności, plany... Jej, nawet nie wiem jak to wszystko opisać, by miało ręce i nogi. Jak z kimś rozmawiam twarzą w twarz jakoś łatwiej. Moi bliscy i dalsi znajomi wiedzą, co tym myślę, bo czasami poruszamy takie tematy.

To chyba wszystko, co chciałabym dzisiaj napisać. Nie wiem, czy napiszę co dalej za kolejne 3 miesiące. Nic nie obiecuję. Zostawiam Was dzisiaj z tym, co napisałam, do przemyślenia, do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami. Może do spróbowania, chociaż przez miesiąc, dwa, trzy? Bo to wzbogaca! O różne uczucia, myśli... To nie do opisania!


Komentarze

  1. Ja mam na razie dość minimalizmu podyktowanego pześwitami w portfelu. Jeśli chodzi o dżinsy, porządne się tak szybko nie przetrą. Moje mają już 7 lat i wyglądają ciągle jak nowe, też nie chodzę w nich na okrągło, ale jednak. Takie spotkania wyprzedażowe to świetna akcja, chętnie bym skorzystała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie co innego minimalizm dobrowolny, a co innego wymuszony. 7 lat jak na jeansy świetny wynik, trochę mi się wydaje, chociaż mogę się mylić, że kiedyś rzeczy były trwalsze.

      Usuń
  2. Ja akurat trafiłam na taki egzemplarz Conversów że mam je dobre 3-4 lata i nadal wyglądają przyzwoicie mimo że są regularnie prane w pralce. Myślę że to był super zakup i ich cena rozłożyła się w czasie(zresztą nie była też bardzo duża bo mój rozmiar to 36, więc mogę sobie kupić dziecięce-wyglądają tak samo, a kosztują sporo mniej).

    Chciałam też podziękować za wpis o tanich podróżach. Natchniona Twoim wpisem zaczęłam przeglądać loty i dzięki temu mam za sobą kilka pięknych dni w Rzymie :) Wcześniej wyjeżdżałam na wakacje zawsze z biurem podróży, ale teraz widzę że samemu można to zrobić taniej i fajniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale masz fajnie z tym małym rozmiarem stopy! Zobaczymy ile przetrwają moje, ale jak patrzę na to, że buty za 40 zł z Lidla wytrzymały 3 lata intensywnego noszenia w sezonie wiosna-lato i wczesna jesień, to mam ogromne oczekiwania.

      Bardzo się cieszę, że mój post się przydał! Do odważnych świat należy :) A Rzym też bym z chęciom zobaczyła!

      Usuń
  3. Jesteś niesamowita, też chciałabym się kiedyś podjąć podobnego wyzwania ale na krótszą metę. Aż Ci zazdroszczę tet wytrwałości. Nie dość, że ciężko jest mi się zmobilizować do pozbywania ubrań to jeszcze nabywam nowe w lumpeksie i nie tylko. Nie mam żadnych spodni za 400 zł. rzeczywiście po takich spodziewałabym się mega trwałości. Mnie jeansy z Mohito rozczarowały, po 2-3 miesiącach prawie się rozleciały ale nie miałam paragonu aby je reklamować, krój był fantastyczny ale kolana się błyskawicznie rozepchały i całość nie nadawała się już do niczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, chociaż 1-3 miesiące :) Jak się nie uda i się złamiesz, to podejmiesz wyzwanie jeszcze raz . 2-3 miesiące na jeansy to dla mnie zdecydowanie za krótko, bo dla mnie to kolejny śmieć lądujący na wysypisku... Jednak dobrze trzymać jest paragony.

      Usuń
    2. Cześć, do złożenia reklamacji nie jest potrzebny paragon. Musisz tylko wiedzieć kiedy daną rzecz kupiłaś. Na pewno pomógłby wyciąg z konta. Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Wyciąg z konta owszem, ale nie w każdym sklepie wystarczy wiedzieć, kiedy się daną rzecz kupiło, niestety.

      Usuń
  4. Ja mimo, że też planowałam nie szaleć z zakupami - bo niby stwierdziłam, że wszystko mam, to jednak te ciągłe upały, konieczność codziennego chodzenia do pracy (też piorę ciuchy po jednym ubraniu - nie wyobrażam sobie założyć spoconej rzeczy na drugi dzień), no i wyprzedaże sprawiły, że w ciągu zaledwie 2 miesięcy kupiłam między innymi 4 sukienki i spódnicę. Na swoje usprawiedliwienie muszę dodać, że skorzystałam przy tych zakupach albo z rabatów albo z wyprzedaży. Mimo tego portfel troszkę to odczuł, bo w większości nie były to zakupy z sieciówek, tylko chciałam coś lepszego - polskich firm (solar, taranko). Owszem jedną sukienkę kupiłam z medicine - kosztowała połowę mniej niż te pozostałe i mimo, że jest z wiskozy, tak jak np. sukienki taranko, to jednak wiskoza wiskozie nie równa, ponieważ sukienka z medi już po jednym praniu stała się jakaś taka powycierana, no materiał nie jest najlepszej jakości. Obecnie mam nadzieję, że na tym moje zakupy się skończyły i już nic więcej nie kupię. A Twoją postawę podziwiam, bo jesteś chyba jedną z nielicznych osób, która tak szczerze opowiada o minimaliźmie i swoich poglądach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, czerp radość z kupionych rzeczy i oby jak najdłużej Ci służyły. Chociaż masz nauczkę, że ta sukienka z Medicine nie jest najlepszej jakości, może ją zareklamuj? Kiedyś odpuszczałam te małe sumy, ale z drugiej strony dlaczego? Przez taką postawę pokazujemy, że godzimy się na bylejakość bo w niskiej cenie.
      Dziękuję za miłe słowa, staram się, ale nie na pokaz, dlatego też jakby nie odczuwałam potrzeby opisywania powodów dla których coś kupiłam i tłumaczenia się. No ale skoro chcą czytać, to piszę. Celowo nie wklejam linków do sklepów, gdzie te rzeczy, czy do sklepów z podobnymi rzeczami (linków afiliacyjnych) bo nie chcę zarabiać na nakłanianiu kogoś do zakupów, wzorowania się na mnie. Ma być to tylko refleksja dla innych, bo to się sprawdza u mnie np. fason, nie każdemu będzie pasował itd. Chodzi mi o to, by każdy indywidualnie podchodził do swojej garderoby, dla jednego minimalizm to 10 rzeczy (ubrań), dla innego 33 itd...

      Usuń
  5. ja nie kupuję drogich ubrań, niestety bardzo często trafiałam na buble, podobnie z butami, a potem miałam jeszcze dodatkowo wyrzuty sumienia, że kupiłam coś niezgodnego z "moją rozsądną ceną"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie ma co przekraczać swojej granicy rozsądnej ceny, bo to nigdy nie będzie cieszyć. Z butami skórzanymi, które są droższe do tej pory mam same dobre doświadczenia. Zobaczymy jak będzie z tymi sławnymi szmaciakami :P

      Usuń
  6. Zacznę wesoło :P też ścieram w tych miejscach buty :D
    Co do niekupowania to bardzo ładnie Ci poszło choć to nie rok, ale już samo nie chodzenie po sklepach, nie szukanie czegoś jeśli nie jest potrzebne tylko dlatego, że nowa kolekcja czy wyprzedaż. Brawo ;) ja szczerze mówiąc też rzadko kupuję coś nowego, z kilku powodów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, stawiamy podobnie stopy. A nie odczuwasz dyskomfortu podczas długiego chodzenia? Ja w krytycznych sytuacjach muszę ratować się wkładkami ortopedycznymi.
      Rozumiem, każdy ma inne powody, dla których kupuje - bądź nie ;)

      Usuń
  7. To nie dla mnie, nie widzę w tym sensu, ale gratuluję wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i nie mam zamiaru przekonywać na siłę :)

      Usuń
  8. A widzisz warto bylo reklamowac Levisy. Fajnie ze tak się udało. Ja w body swego czasu chodzilam non stop ale jakoś mi minelo choc bardzo lubilam i moze kiedys znowu kupie.Swoje coversy udalo mi sie kupic 5 lat temu w ciucholandzie za 20 zł, sluza mi dzielnie i sa bardzo wygodne. Natomiast w tym roku nabyłam klapki, ktore niby sa wygodne ale przy dluzszym chodzeniu czuje dyskomfort i strasznie mi niszcza stopy w jednym miejscu podeszwy- robi mi sie tam coraz wieksze zgrubienie i zastanawiam sie czy ich nie sprzedac bo pewnie strace sporo na tym interesie. Kupilam tez w ciucholandzie tego lata też sandałki sportowe i sa to najwygodniejsze buty jakie mialam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kupiłabym akurat używanych butów z racji mojej wady stóp, bo każdy inaczej buty ściera, odkształca w środku, no chyba, że byłyby w nienaruszonym stanie. Jeżeli klapki robią Ci krzywdę, to bez względu na cenę bym je sprzedała, uwierz, że droższe jest później leczenie, albo nawet nie możliwe, gdy dojdzie do zwyrodnień w stopach, to wpływa na cały organizm,kręgosłup itd.

      Usuń
  9. Gratuluję wytrwałości :D Pozdrawiam!
    wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie opłaca się kupować ubrań, których nie będziemy nosić. Jest taki przesyt ubrań, że nie da się ich potem pozbyć (sprzedać, wymienić). Potem ciuch zalega, bo go szkoda. Zajmuje miejsce a nosimy go tylko sporadycznie. Podziwiam Twoje podejście, mi niestety jest daleko do ubraniowego minimalizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie. Rozumiem też, że minimalizm nie jest dla każdego.

      Usuń
  11. Ja poszalałam na wyprzedaży w Zarze. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ciuchy kupuję praktycznie tylko na wyprzedażach. Kupiłam sporo rzeczy uniwersalnych, które będę nosić jesienią i zimą. A także ponadczasowych typu parka, kamizelka a la trencz, tshirty czy klasyczne koszule. Podobnie skórzane buty w Wojasie, przecenione z 400 na 140. Nie kupuję sezonowych hitów, bo szybko wychodzą z mody.

    Spodnie bardzo fajne. Również zwracam uwagę na materiały, ale spodnie kupuję głównie w Mohito (typu joggersy) i H&M, bo inne jakoś na mnie nie leżą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli to są rzeczy, które będziesz używać, to nie ma się co tłumaczyć ;) Najważniejsze byś Ty była zadowolona. Hity i must have omijam z daleka, kieruję się tylko tym, co mi się podoba.
      Zastanawiałam się nad jeansami z H&M, może kiedyś.

      Usuń
  12. Cóż, jestem pod wrażeniem Twojego podejścia. Czasem mam takie przebłyski świadomości, że chciałabym zminimalizować swoją szafę do ubrań w których faktycznie chodzę. Jednak później otwieram szafkę i stwierdzam, że "czasem" chodzę we wszystkim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że są ubrania w których chodzimy "czasem", mam takie dwie sukienki wyjściowe na różne poważniejsze okazje i dwa topy, które zakładam na wyjścia :)
      Robiłam eksperyment, że noszone ubrania układałam po praniu po prawej stronie szuflady, nienoszone przekładałam na lewą i to po tych kilku miesiącach pokazało czarno na białym czego absolutnie nie tykam :)

      Usuń
  13. Cieszę się, że otrzymałaś zwrot za spodnie:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli mogę to poruszę kilka tematów w jednym komentarzu :)
    Ja niestety ale nie przebrnęłam przez swoją szafę jeszcze do końca. Postanowiłam jednak wrócić do sposobu, który wcześniej praktykowałam- przypięłam agrafkami do wszystkich ubrań kolorowe kawałki tasiemki i jeśli daną rzecz zakładałam to zdejmowałam tasiemkę. Później po pół roku analizowałam rzeczy, które nadal były z tasiemką. Według mnie to dość dobry sposób, bo widzimy naocznie czego na pewno nie założyliśmy.
    U mnie niestety problem tkwiący w mojej głowie to zostawianie rzeczy na lepszy moment lub tzw. "oszczędzanie rzeczy".
    Drugi mój problem stanowi jeszcze brak określonego stylu. Chciałam zacząć ubierać się bardziej w stylu biznesowym, ale czuję się niekomfortowo ze względu na niewygodę (np. podkoszulka, a koszula; dżinsy a spodnie w kant itp- myślę, ze rozumiesz o czym mówię). Dodatkowo, nie potrafię manewrować dodatkami. Noszę tylko kolczyki wkręty, których zbytnio nie widać, zegarek i biżuterię ślubną. Nie lubię naszyjników, apaszek, bransoletek czy kolorowych butów. Mój strój wydaje mi się być nijaki, bo często noszę np. biały T-shirt i dżinsy i to wszystko.

    W tym roku w upały odczułam wielki brak sukienek dlatego kupiłam kilka sztuk w kwocie około 30 zł ze sztucznych materiałów. Stwierdziłam podobnie jak Ty, że przy częstym praniu nie ma sensu aż tak bardzo inwestować w dzienne sukienki. Szukałam sukienek na lato w second-hand'zie ale niestety nie trafiłam na nic godnego uwagi, a ceny wahały się między 20-40 zł. Stąd decyzja o zakupie nowych.
    Przy okazji chciałabym polecić Ci poszukanie szortów właśnie w sh, gdyż ja znalazłam trzy sztuki (czarne, beżowe i turkusowe) z materiału (bawełna, pewnie z domieszkami), bardzo przewiewne i przede wszystkim w długości do pół uda. Dodatkowo radzę szukać w działach męskich. Ja jestem ogromnie z nich zadowolona

    Ostatnimi czasy odkryłam również, że na naszym rynku w sektorze z ubraniami, można kupić spodnie polskich producentów w dobrych cenach, co skłoniło mnie, żeby pomyśleć jednak o zmianie dżinsów na bardziej eleganckie spodnie (niekoniecznie w kant). Radzę poszukać w swoich miejscowościach takich targowisk, bo niestety ale przez naszą polską mentalność te miejsca kojarzą nam się z tandetą i raczej wiejskim style, ale to jest nieprawda i warto szukać.

    Kolejna sprawa to body. Ja jeszcze nigdy nie miałam body i sama się sobie teraz dziwię, bo przez to że jestem wysoka, miałam zawsze problem z za krótkimi bluzkami, które wykasywały mi się ze spodni. Myślę, że w tym roku kupię coś z długim rękawem na zimę.

    Ja zawarłam z sobą umowę, że jedna stara rzecz wychodzi z szafy, żeby mogła przyjść jedna nowa. Ja na razie udało mi się wyrównać bilans, ale nadal są rzeczy "na lepsze czasy".

    Co do cen, to ja również mam mieszane uczucia, bo ja bardzo szanuję ubrania i nie często zdarza się, że niszczę, czy coś się z nimi dzieje, bez względu czy kosztowały 30 zł czy 300 zł. Duża cena dodatkowo generuje u mnie problem z "oszczędzaniem rzeczy".

    To co mnie bardzo cieszy, to przez pół roku nie kupiłam żadnej torebki i w sumie nie planuję zakupu żadnej bo wystarczą mi te które mam obecnie. To akurat jest dla mnie ogromny plus, bo zawsze do torebek miałam słabość. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej! Dziękuję za taki wyczerpujący komentarz!
      Co do wstążeczek to robiłam podobnie tylko do męskich koszulek na wieszaki doklejałam naklejkę, a moje ubrania układałam w szufladzie, po praniu noszone lądowały po prawej stronie,nie noszone przesuwałam na lewo i widziałam czarno na białym, po co nie sięgam miesiącami. Łatwiej mi wtedy z tymi rzeczami się pożegnać, chyba, że wiem, że to "wyjściowa" bluzka i sięgam po nią od czasu do czasu.

      A zastanawiałaś się, czemu "oszczędzasz" rzeczy, albo odkładasz na "lepszy moment". Może są zbyt strojne? Albo za drogie i boisz się, że je zniszczysz? Ja lubię cały czas wyglądać i czuć się dobrze, ale nie znaczy to, że chodzę w koszulach bo ich zwyczajnie nie lubię,jest mi nie wygodnie,krępują ruchy itd. Kupuję już wyłącznie kroje ubrań, które mogę nosić w 80% przypadków, sytuacji. A wyjściowe mam dwie sukienki i dwa topy, tyle mi w zupełności wystarczy na wszelkie "okazje" w roku.

      Co do stylu, to jeansy + t-shirt to też styl. Te spodnie co pokazałam są w lekki kant, ale są przy tym takie wygodne i można je różnie nosić, mniej oficjalnie z t-shirtem, bardziej oficjalnie z bluzką czy koszulą. Może właśnie materiałowymi spodniami nadasz bardziej elegancji swojemu ubiorowi, jeżeli na tym Ci zależy. Albo zamiast koszuli, na t-shirt ubierz ładny żakiet zimą wełniany, latem z lnu. Klasyka, która zawsze się obroni.

      Nie potrzeba wcale dużo dodatków. Noszę podobnie jak Ty, kolczyki wkrętki, pierścionek,obrączka. U mnie styl podkreśla skórzana kurtka, buty i torebka. Myślę o większych kolczykach, ale też na wkrętki "od wyjścia", może zażyczę sobie na 30te urodziny :)

      Sh bardzo lubię, ale podobnie tak jak Ty, jeżeli mam wydać 40 zł na coś co nie do końca mi pasuje, a znajdę idealną w tej cenie w normalnym sklepie i np. w wymarzonym kolorze to wybieram ten normalny sklep. Też myślałam, by pójść do sh po szorty, może mi się uda znaleźć coś odpowiedniego, ale mam już w głowie plan, jak chcę by wyglądały.

      Kiedyś wszyscy ubierali się na targowiskach,moja mama czasami też kupuje w takich miejscach bardzo fajne ubrania z bawełny, lnu i nie za miliony monet. Widziałam jak z nią byłam fajne sukienki, ale, że "nie kupuję" to nie mierzyłam.

      Body jest świetne, tylko koniecznie przymierzaj ze spodniami do których chcesz nosić, czy nie dzieli pupy :) Dobrze wycięte body nie będzie widoczne i będzie się komortowo nosić.

      Zasadna wymiany starego na nowe, jest bardzo fajna;) Też się staram, by na miejsce jednej rzeczy nie dochodziły dwie czy trzy. Ale też nie szukam na siłę pretekstu by czegoś się pozbyć,by kupić coś nowego. Staram się wycisnąć z danej rzeczy jak najwięcej.

      A jeśli mogę spytać to ile masz torebek?

      Usuń
    2. Ja oszczędzam rzeczy, bo uczyli mnie od tego rodzice. Zawsze był podział na ubrania do szkoły i ubrania po domu czy na dwór. Zawsze też mi szkoda jakiejś rzeczy, bo wydaje mi się że zaraz je pobrudzę, zniszczę i nie będę ich już miała.
      To też wynika trochę z mojego nieunormowanego stylu, że nie wszystko do wszystkiego pasuje. Ale postanowiłam już, że muszę przez to powoli przebrnąć, bo irytuje mnie ilość rzeczy i ilość zajmowanego miejsca przez nie.

      Dodatkowo odczuwam, że więcej osób podchodzi do świadomych zakupów itp i coraz trudniej sprzedać rzeczy. Sama próbowałam z kilkoma sukienkami i straciłam więcej siły i ochoty w zrobienie zdjęć, później zalogowanie na portalach i dodaniu ogłoszeń, że nie do końca opłacała mi się w to bawić. Przeliczając pieniądze na zainwestowany czas, niestety ale wychodzą grosze.
      Ja od lat wysyłam ubrania do domów samotnej matki itp.

      Aktualnie mam 4 torebki z których regularnie korzystam + torba mojego męża, którą czasem pożyczam. Do tego na strychu leży kilka których nie używam, a próbowałam sprzedać.
      Niestety nie mam żadnej skórzanej torebki, co przekłada się na to że kupuję dość niskiej jakości. Choć z drugiej strony kosztują one w granicach 20-30 zł co daje mi kila różnych torebek rocznie, które mogę zmieniać w zależności od stroju czy uroczystości. Powiem szczerze, że jeszcze nie wiem jak to rozgryźć, bo z jednej strony chciałabym mieć porządną torebkę, ale z drugiej lubię tę różnorodność i wybór.

      Usuń
    3. Może spróbuj zacząć od podstaw, czyli najczęściej noszony przez siebie typ torebki kup w wersji skórzanej? Myślę, że dla większości kobiet może to być czarny skórzany shopper - ja akurat ich nie noszę, ale na ulicy widać, że to taki evergreen :) Ale pewnie mając te cztery torebki wiesz najlepiej, którą nosisz najczęściej i/lub którą nosisz "od zawsze", bo po zniszczeniu wymieniasz na bardzo podobny model :)

      Wydaje mi się, że są dwa rodzaje oszczędzania ubrań:

      Z jednej strony mamy racjonalne noszenie w domu nieco mniej wyjściowych rzeczy (bo wiadomo, że do gotowania obiadu nie staniemy w białym T-shircie) albo wiszące w szafie ubrania na większe okazje, bo mało kto na co dzień chodzi w takiej samej kreacji jak na wesele czy kolację w eleganckiej restauracji.

      Z drugiej strony mamy trochę mniej racjonalne odkładanie na bok rzeczy, które nadają się do noszenia codziennego, a jednak wiszą w szafie i czekają na święte nigdy. Boimy się że jak się zniszczą to nie będziemy ich mieć, ale prawda jest taka że jeśli ich nie nosimy to efekt jest dokładnie taki sam jakbyśmy ich faktycznie nie miały! A potem często gęsto zmienia nam się gust, figura czy cokolwiek i już w ogóle nie ma mowy o włożeniu tej czy innej sztuki ubrania. To jest dopiero szkoda :<

      Usuń
    4. Aniu świetnie to ujęłaś! Ja chodzę cały dzień w ubraniach w których jestem gotowa wyjść na dwór i może przez to częściej niszczę, bo zaplamię. Ale jakby nie jest mi szkoda, bo wolę je nosić, niż by się kurzyły w szafie. Czy właśnie, miałabym przytyć i już się w coś nie zmieścić. Ok, dwie wyjściowe sukienki czy dwa topy to wystarczająca ilość wyjściowych ubrań dla mnie. Jasne na wiosne i lato, ciemne na jesień i zimę. Nie przeszkadza mi, że ktoś mnie w tym widział. To jest mój styl i już.

      I słusznie Ania mówi z torebkami, ja mam dwie - duża Dziki Józef i mała Przywara Strzałka, są tak ładne, że podkręcają każdą prostą stylizację i czuję się jak milion dolarów :)

      Usuń
    5. Aniu mas rację, że są dwa rodzaje oszczędzania ubrań i ja chyba obydwa stosuję w sowim życiu :( u mnie jeszcze dochodzą ubrania do pracy w ogrodzie, malowania itp, które się brudzą np. farba ale zakładam je zawsze do malowania (póki nie zniszczą się całkiem), żeby nie niszczyć innych, tych po domu.
      Sprawa z ubraniami jest bardzo skomplikowana i często nie da się przyłożyć jednego schematu do wszystkich.
      Metoda małych kroczków jest tutaj najskuteczniejsza wydaje mi się :)

      Co do torebki to preferuję listonoszki ale prostokąt w pionie (jeśli wiecie o co mi chodzi :P). Sprawdzałam te dwie firmy, które polecasz Bogusiu ale powiem szczerze, że trochę szkoda mi inwestować, aż tak dużą kasę w torebkę. Jednak połap powyżej 200 zł jest dla mnie zbyt wysoki.
      Postanowiłam, że na razie wykorzystam te które mam, a później się zastanowię.

      Usuń
    6. Wykorzystaj te, które masz :) to najrozsądniejsze i może zbieraj na nową? Ja odkładam 5 zł na remont, ostatecznie już otworzyłam puszkę i wiem, że jest tam 1000 zł, a zbieramy od listopada i planujemy kupić za to odkurzacz, który ułatwi nam życie. W ogóle nie odczuliśmy odkładania tych 5 zł w ciągu tych kilku miesięcy.

      Usuń
  15. Uwielbiam Twoje przemyślenia dotyczące świadomego podejścia do zakupów :) ja sama dość mocno ograniczyłam zakupy, próbuję też sprzedaż nienoszone rzeczy na vinted i częściej zaglądam do sh, niż normalnych sieciówek. Zgodzę się z Tobą, że tego lata (przez temperatury) potrzebna jest większa ilość ciuchów, dlatego też nie żyję w ascezie i zaopatrzyłam się w kilka sukienek i nie zamierzam tego żałować :) Staram się także 'donaszać' rzeczy i bez sentymentu pozbywać się tych, z których nie korzystam.
    PS. Ja tam ochotę na gofry mam zawsze! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie! Sprzedaży na vinted nie próbowałam, ale może powinnam? Nie ma co żałować, jeśli tylko nie leżą nieużywane,to nie ma co:)
      Hehehe gofry są super!

      Usuń
  16. Co do Calzedonii, potwierdzam, ze są to kostiumy bardzo dobrej jakości. Mam od nich dwa różne i oba nadal są w dobrym stanie, choć już kilkuletnie.
    Ja w tym sezonie kupiłam pierwszy raz białe trampki. Też celowałam w Converse, lae uznałam, że to nie jest obuwie, które nosze na codzień i nie chcę wydawać na taka rzecz 200 lub 300 zł, wiec kupiłam za 79,90 z BIG STAR. Na razie są super, ale jeszcze ich nie prałam. Kupiłabym z LIDLa, bo polecałaś, ale nie dotarłam do sklepu, gdy były w sprzedaży ;)

    Bardzo mis ie podobają Twoje przemyślenia, staram się myśleć podobnie, ale póki co nie zdecydowałabym się na taka abstynencje zakupową. Staram się ograniczać zakupy przez chodzenie tylko na wyprzedaże 2 razy do roku i zawsze z listą potrzebnych rzeczy. No i generalnie nie lubię zakupów ciuchowych, więc w naturalny sposób jestem chroniona przed zakupowym szałem :D

    Ange76

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie kolejna pozytywna opinia na temat Calzedonii.
      Ciekawe jak spiszą się Twoje nowe trampki. Ja w trampkach chodzę często i z pewnością zabiorę je też na wakacyjny wyjazd, bo jak się dużo chodzi to wygodne obuwie jest przydatne.

      Kupowanie tylko na wyprzedaży-> potrzebnych rzeczy z listy to bardzo rozsądne i godne podziwu :)

      Usuń
  17. Też byłam kiedyś na takim swapie ubraniowym i było toczka w toczkę tak, jak to opisujesz: przygotowałam walizę ubrań, zrobiłam do nich metki, cudowałam, a jak przyszło co do czego to na swapie pojawiło się więcej sprzedających niż kupujących. O ile pamiętam, sama nie sprzedałam nic, za to pod koniec dnia chwyciłam za darmo czy za grosze parę drobiazgów, które ktoś postanowił olać i zostawić na miejscu. Także dla mnie to była spektakularna porażka ;P

    Ja w tej chwili kupuję już baaardzo mało ubrań, ale kupuję, bo nie dopracowałam szafy w stu procentach. Z ubrań jako takich jestem już bardzo zadowolona, ale chciałabym dopieścić kilka stref pobocznych: ubrania sportowe, ciuchy po domu; no i może trochę wycyzelować mój własny styl. Natomiast mam wielką nadzieję, że już niedługo dojdę to takiego punktu, w którym będę mogła rzucić sobie to wyzwanie niekupowania przez rok! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, czyli jednak, większość chce sprzedawać i ewentualnie za zarobione pieniądze kupić coś nowego:/ Wielka szkoda.

      Trzymam kciuki za dopracowanie szafy, po Twoich ubraniowych postach widzę spójne elementy i kolorystykę. Więc jesteś na bardzo dobrej drodze :)

      Usuń
  18. Gratulacje! Wiele z nas nawet nie zdaje sobie sprawy, ze wiele ubran kupujemy pod wplywem impulsu, nie zastanawiajac sie przesadnie czy na pewno sa tego warte. Sama lapalam sie na tym, ze wydawalam niemale pieniadze na ubrania zalozone raz i potem zalegajace mi w szafie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie warto zrobić taki "post" od zakupów :)

      Usuń
  19. Co to za model Twoich nowych trampek? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://converti.se/click/19ddcbef-da0ce7a2-a6d66e34/?deep_link=https%3A%2F%2Fwww.eobuwie.com.pl%2Ftrampki-converse-ctas-big-eyelets-ox-560659c-egret-egret-egret.html

      Usuń
  20. Nosisz bardzo mały rozmiar 36

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy mały, czy duży? Ciężko mi się do tego odnieść.

      Usuń
  21. Cieszę się, że za drugim razem udało Ci się odzyskać pieniądze za spodnie! :) No i co do eksperymentu - nic na siłę! Jeżeli czujesz potrzebę zakupu, brakuje Ci czegoś, to absolutnie nie widzę powodu, by się hamować na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację,nie chcę robić nic na siłę :) A w te upały jest ciężko!

      Usuń
  22. Ty to lubisz wyzwania ;D Ale to już napisałaś w pierwszym zdaniu ;) Przeczytałam z ciekawością i to naprawdę bardzo fajny eksperyment. Ja miałam też taki okres w życiu, że prawie nie kupowałam ubrań, nie chodziłam do sklepów i wtedu bardziej poznalam siebie, swoją szafę i preferencje ;) Teraz czasem mam tak, cze muszę sobie coś kupić (ale konkretnego co siedzi mi w głowie) a czasem przed kilka miesięcy nic i też jest dobrze. Czasem słyszę od mamy lub siostry, że ciągle chodzę w tym samym.. No i?? Lubię, nie gniecie się, jest przewiewne - to chodzę ;))
    Ty dla mnie we wszystkim wyglądasz ładnie. Pamiętam tę sukienkę z Meet Beauty - cudo!
    I fajne te granatowe spodenki z wysokim stanem ;) Mam podobne z HM, tylko czarne i mimo że niby nieodpowiednie do mojej figury ;p to bardzo lubię je nosić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o to chodzi, by poznać siebie lepiej:) A to, że dla kogoś wciąż chodzimy w tym samym, a nam nie przeszkadza, to się nie ma co przejmować :)
      A co pasuje do figury czy nie, to też trzeba się kierować swoimi preferencjami,bo gdybym tak słuchała każdego, to chyba musiałabym chodzić w worku:P

      Usuń
  23. to brawo za wytrwałość! pozdrawiam :* zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękne zdjęcia, ja bym tyle nie wytrzymała, kocham kupować rzeczy i jest mi z tym dobrze,w każdej z nich chodzę jeśli mowa o ciuchach,więc nie widzę problemu w moich zakupach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok jeśli z nich korzystasz, to nie jest tak źle :)

      Usuń
  25. Witaj w moim świecie ;) Chodzę na zakupy 1-2 razy w roku i to mi w zupełności wystarcza ^^ Jedynie co to mam ogrom butów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, ja nie przepadam za kupowaniem butów, bo ciężko znaleźć takie, które rzeczywiście będą wygodne.

      Usuń
  26. Kurcze kocham zakupy ale ostatnio zauwazylam, ze mam pełną szafę i klasyczne "nie mam sie w co ubrac"... musze chyba robic bardziej przemyslane zakupy. Nie to co mi sie podoba, tylko to , co bede mogla dopasowac do czegos innego. ALe chyba roku bez zakupów ubraniowych bym nie wytrzymala!! wiec gratulacje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj miesiąc, dwa. A jak coś kupujesz, to przeanalizuj, do czego będzie pasować, ale juz do tego co posiadasz, a nie dokupię to czy tamto...

      Usuń
  27. jesteś z Trójmiasta, więc jeśli chodzi o dżinsy, to polecam kupować w Fashion House na Szadółkach (obecnie chyba nazwa jest inna :) ) Mają tam sporo dobrych marek, ceny niższe niż w normalnych sklepach i można tam znaleźć spodnie dobrej jakości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, tylko z moim rozmiarem już trochę trudniej w takich outletach:/

      Usuń
  28. jak ja bym chciala miec czas na taką totalną zmianę garderoby

    OdpowiedzUsuń
  29. Dobre postanowienie. może i jak spróbuje

    OdpowiedzUsuń
  30. Super sprawa. 9 miesięcy bez zakupów ubrań. To musiało wiele kosztować ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. ja też zaczęłam sprzedawać :) więcej miejsca w szafie i nie mam wyrzutów, teraz staram się bardziej analizować kolejne zakupy :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!