Komis odzieży damskiej w Gdyni - wywiad z właścicielką

Pod koniec ubiegłego roku w rozmowie ze znajomą dowiedziałam się, że w Gdyni jest komis odzieży damskiej. Pomyślałam, że świetnie się składa, bo brakowało takiego miejsca! Nie każdy ma czas na wystawianie ubrań w internecie, robienie zdjęć, opisywanie. W komisie można też za ułamek pierwotnej ceny kupić coś wyjątkowego i jest to bardziej komfortowe dla wielu osób niż zakupy w typowym sklepie z używaną odzieżą.

KOMIS EKO znajduje się na Hali Targowej w Gdyni ul. Wójta Radtkiego 36 box 34 (w pobliżu dwora głównego). Ma swoją stronę na facebooku <tutaj> i właścicielka p. Gabriela na bieżąco pokazuje dostępne ubrania, a nawet tworzy z nich zestawy. Ponieważ ta inicjatywa bardzo mi się spodobała, postanowiłam przeprowadzić mini wywiad i opublikować go na moim blogu.


Kiedy został otwarty komis?

To była połowa listopada, wiec nadal są to jego początki. Dużo się zdążyłam w tym czasie nauczyć i jakieś błędy również zaliczyłam. Jednocześnie przyjęcie było i  jest bardzo pozytywne. Usłyszałam wiele  ciepłych, zachęcających słów, wiec sprawia mi to ogromna przyjemność.

Skąd pomysł na otwarcie komisu?

Pomysł narodził się z potrzeby. Rosły stosy ubrań moich i córki. Próby sprzedaży na Allegro czy innych portalach tego typu nie przynosiły rezultatów. Nie miałam problemu z wyrzuceniem rzeczy zniszczonych, ale już przy innych był problem. Wrzucałam ubrania do kontenerów Caritas, ale poczułam rozczarowanie, kiedy się dowiedziałam, że nie trafiają bezpośrednio one do biednych. Tylko są hurtowo sprzedawane za grosze i dopiero tak pozyskane pieniądze trafiają do potrzebujących. Ale co z rzeczami ciekawymi, wyjątkowymi? Które....nie oszukujmy się, każda z nas ma. W domu okazuje się, że to jednak nie ten rozmiar, albo kolor jednak nie jest dla mnie, albo  nie trafia się okazja, żeby założyć itd... Okazało się, że zainteresowanie tą formą sprzedaży ubrań jest bardzo duże. Wspaniały odzew od Pań, którego się nie spodziewałam. Taki problem, jak ja, ma mnóstwo osób.

Na jaki czas wstawia się rzeczy do komisu?

Ubrania, dodatki przyjmuje na 30 dni, ale jestem elastyczna. Kiedy dane rzeczy cieszą się zainteresowaniem, są nietuzinkowe, to chętnie je przetrzymuje. Po trzech tygodniach zazwyczaj ustalam z dana Panią, że poucinamy ceny. Wtedy następuje ożywienie tematem.

Kto ustala cenę rzeczy oddanych do komisu?

Lubię, kiedy Panie wiedzą, ile za dana rzecz chciałyby otrzymać. Niektóre wola, żebym to ja wyceniła. Do ustalonej sumy doliczam marże: 30-50%. Kiedy otrzymuje rzeczy markowe, nowe, wartościowe to moja prowizja jest niska. Ważne, żeby cena na metce była atrakcyjna.

Jakie rzeczy można oddać/ są przyjmowane?

Najchętniej nietrafione zakupy i prezenty. Bez metek, ale i tak nowe. Również ubrania noszone, ale bez śladów użytkowania, czyste. Modne lub ponadczasowe. Markowe, z sieciówek lub innych sklepów. Ciekawe lub wyjątkowe. Trafiają się prawdziwe perełki. Jest to sklep specyficzny, wiec trzeba poświecić trochę czasu, żeby wszystko spokojnie poprzeglądać. Służę pomocą w wyszukaniu danego rozmiaru lub stylu. Kiedy Panie wychodzą zadowolone to jest dla mnie ogromna frajda. Oczywiście zachęcam też do przynoszenia swoich ubrań.

Czy planuje Pani poszerzenie działalności o odzież męska?

Sklepik jest mały, wiec nie myślę o odzieży męskiej ani dziecięcej. W przyszłości kto wie? Może przyjdzie dobry moment na rozwój? Proszę mi tego życzyć.

Dziękuję za rozmowę, szczerze kibicuję i życzę wiele zadowolonych klientek! 

Od siebie chciałabym zachęcić osoby z trójmiasta i okolic, aby z takiej formy oddawania ubrań korzystały. Nie tylko można w ten sposób odzyskać parę złotych, ale również dba się o przyrodę. Ubrania jeszcze komuś posłużą, zamiast kończyć swój żywot na wysypisku śmieci.

Zachęcam też do odwiedzania Komisu Eko w celach zakupowych, bo niejednokrotnie przekonałam się, że zakupy z drugiej ręki mogą być lepsze od ubrań nowych z dużych sklepów. Nie tylko ze względu na cenę, ale również jakość.

Jeżeli chodzi o wspomniane pojemniki na odzież Caritasu, odsyłam do wartościowego artykułu Juli z na nowo śmieci o faktach i mitach.

A Ty, co sądzisz o komisach odzieży?

Komentarze

  1. bardzo chciałabym aby taki komis był w moim mieście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jest, albo powstanie w Twoim mieście;) Bo widzę coraz większa świadomość osób, po pierwsze, żeby nie marnować ubrań, a po drugie, że te używane są tak samo dobre/wartościowe niż nowe.

      Usuń
  2. Super sprawa, muszę odwiedzić w wolnej chwili :) Szkoda, że komis jest malutki (boxy na Hali są naprawdę niewielkie), przydałoby się coś na większą skalę. Podejrzewam, że gdybym zrobiła porządki w szafie, to byłoby tego kilka toreb ;) A tu raczej tylko takie wybrane miałyby sens. Kiedyś wystawiałam na OLX czy allegro, ale poświęcałam wiele godzin na robienie zdjęć, pisanie ogłoszeń za np. bluzkę za 5 zł, o którą nikt się nigdy nie odezwał :P Po pewnym czasie uznałam, że to bez sensu i zaczęłam po prostu wywalać ciuchy do Caritasu dla własnego świętego spokoju - wiedząc, że nie trafiają, gdzie powinny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam problem z sprzedażą rzeczy na olx czy innych portalach, mam wrażenie, że nie ja jedna. Chyba minęły czasy kiedy ludzie chętnie kupują używane rzeczy skoro na wyprzedaży za szmatki mogą zapłacić grosze (często co sezon wymieniają odzież). I jak tak obserwuję to czasami nawet za darmo nie chcą (np coś jest uszkodzone i naprawa u krawcowej wyniosłaby ich pewnie grosze). Trochę mnie to dziwi, ale staram się nie oceniać (choć czasami jest mi ciężko). Ja przeważnie oddaję rzeczy po prostu potrzebującym już też nie bawie się w zdjęcia i wystawianie - jakoś szkoda mi na to czasu

      Usuń
    2. Niestety muszę się zgodzić, że szkoda czasu :( Bo odzew na ciuchy był u mnie strasznie mały, a wystawiałam naprawdę za grosze typu 5 zł za bluzkę czy 20 zł za jakąś marynarkę ładną... I jeszcze specjalnie ubierałam wszystko do zdjęć bo wtedy wiadomo, że ładniej wygląda niż np. na leżąco na łóżku. I co? I nico :( Nawet mojej naprawdę pięknej sukni ślubnej za 500 zł sprzedać nie mogłam! Gdzie była bardzo funkcjonalna z wiązanym gorsetem, więc wejdzie S, M i L, zależy jak się ściśnie, więc to nie kwestia rozmiaru. Masakra

      Usuń
    3. Ja rowniez probowalam wielokrotnie sprzedac ubrania na allegro, olx itp i rowniez bez odzewu. Wezcie pod uwage, ze kupujac w internecie trzeba doliczyc przesylke-rejestrowana to koszt ok. 10zl wiec cena musi byc naprawde niska zeby oplacalo sie taka uzywana rzecz kupic. Niestety ale jesli na wyprzedazy moge miec nowa bluzke za 20-30zl to raczej nie kupie uzywanej za 20, chyba, ze jakos wybitnie mi sie spodoba. Jak dla mnie (zarowno jako kupujacej jak i sprzedajacej) rzecz uzywana jest uzywana, niewazne jak dlugo, czy zalozona 2 razy. To nie jest juz rzecz nowa. Co do sukni slubnej to mysle, ze ile kobiet tyle gustow i naprawde musialabys trafic na jakas kobiete, ktorej sie akurat ta Twoja spodoba. Przede wszystkim uzywana suknie i tak trzeba na ogol w mniejszym lub wiekszym stopniu przerabiac-cos tam zwezic czy skrocic a to sa dodatkowe koszty. Znalezienie kobiety o podobnych wymiarach, wzroscie i jeszcze guscie w tym temacie to jak wygrana w totka:) W dodatku raczej wiekszosc kobiet woli miec w tym dniu na sobie nowa suknie-taka "swoja" i potrafia odkladac pieniadze, zeby sobie takak kupic. Dodatkowo raczej nikt nie kupi tak waznego stroju bez przymiarki a to rowniez wiaze sie z kosztami dojazdu czy czasu. U mnie w miescie dziala taki komis i mysle, ze to jest bardzo fajna sprawa. Sprzedalam tam duzo rzeczy nowych, z metkami natomiast rzeczy uzywane wogole sie nie sprzedaly.

      Usuń
    4. Basiu jeżeli chodzi o powierzchnię boxu na Hali to faktycznie, nie są duże. Jednak jeśli (a ja mocno kibicuję!) idea komisu się przyjmie i ludzie równie chętnie będą oddawać i kupować ubrania, to może komis się powiększy :)
      Tak jak mówisz, nie jest łatwo sprzedać używane ubrania w internecie, bo jest tego sporo. Do tego opisywanie, robienie zdjęć jest czasochłonne. Tutaj przewaga komisu - będąc na miejscu można sobie dane rzeczy obejrzeć, przymierzyć.
      Też wiele rzeczy, które były w dobrym stanie wrzuciłam do kosza Caritasu, nawet jeśli mają później trafić do lumpeksu czy coś. Ważne, że nie będą zabrudzone i nie będą marnować się na wysypisku śmieci.
      Suknie ślubne to w ogóle inna bajka, wiele kobiet marzy o tej jedynej, wymarzonej stąd też często kupują nowe. I z myślą, że później sprzedadzą i jakiś tam koszt sukni się zwróci. Rzeczywistość jest jaka jest, procent sprzedawanych sukien ślubnych jest niewielki, dlatego właśnie komisy - ułatwiają sprzedaż.

      Co do wypowiedzi Anonima, nie każdy jest tak uprzedzony do odzieży używanej. Mi nie przeszkadza, że ktoś przede mną ubrania nosił. Jeśli są w dobrym stanie i mi się podobają to chętnie kupię, czy w sklepie z używaną odzieżą czy komisie. Przewaga takich zakupów nad internetowymi - to możliwość przymierzenia i od razu zobaczenia jak na mnie leży.
      Co do sukni ślubnej, znam kilka osób co suknie sprzedało i znam też takie do kupiło używane. Koszt dopasowania nie jest wcale taki wielki i mimo wszystko wychodzi korzystnie kupić używaną i dopasować. Tylko jeśli chodzi o sprzedaż to nie ma co zwlekać miesiąca, dwóch, trzech, czy roku. Bo modele szybko się zmieniają, moda w sukniach ślubnych również.

      Usuń
    5. Bogusiu, mi nie chodzi o bycie uprzedzonym-ja sama nie mam problemu z kupowaniem rzeczy uzywanych i nie przeszkadza mi, ze ktos juz to ubranie nosil-od czego mam pralke ;) Chodzi mi bardziej o wartosc danej rzeczy. Kupiony-uzyty nie rowna sie nowy. Ja to w ten sposob widze po prostu. Kamila

      Usuń
    6. Anonimie z 18:13 – oczywiście nie dziwię się, że niektórzy wolą zakupić nową odzież dokładając np. 10 zł niż używaną w prawie tej samej cenie. Jednak wiem jak wygląda jakość bluzek z przeceny po 20, 10 a czasami nawet 5 zł. Często po jednym praniu nadają się tylko na szmatkę. Jednak wiem, że wiele osób tak woli i np. co sezon mieć nowe rzeczy. Jeśli chodzi o używane rzeczy to np. ja wiele razy kupiłam za niską cenę super jakość (niezniszczalną np. spódnicę jeansową (?) LEVISa za raptem 10 zł, czy jeansy H&M za parę groszy które nosiłam jakieś dwa lata). Pytanie co dla kogo jest ważne, bo ja np. mogę kupić używane ale też przy tym zakupie zawracam uwagę i na jakość i na wygląd. Np. nie kupię używanej rzeczy którą trzeba naprawić bo wiem, że mogę dostać za jakiś czas taką ale cała nie do naprawy.

      Usuń
    7. Kamila, dla mnie używana odzież kupiona przeze mnie traktowana jest jak nowa:) Bo u mnie jest nowa. Nie kupuję ubrań zniszczonych, a nawet niejednokrotnie okazywały się jakościowo lepsze od tych zupełnie nowych ze sklepów. Bo nieraz bluzka nawet za 100 zł po praniu wygląda kiepsko. Miałam taką wtopę z sukienką koszulową z Mango w ubiegłym roku, po 3 praniach rozeszła się na szwach. I owszem, reklamowałam ją i zwrócono mi pieniądze, ale szkoda mojego czasu.

      Używanej rzeczy też bym nie kupiła, gdybym musiała ją naprawiać, bo to się już mija z celem, co innego naprawiać swoje ubrania, które się przetrą, a je lubimy i nie chcemy się z nimi rozstawać.

      Usuń
  3. Świetna inicjatywa ! Racja, że nie każdy ma czas na robienie zdjęć w ujęciach, które podkreślą ich walory, wstawianie rzeczy itp. Sama z wielką chęcią skorzystałabym z takiego miejsca.
    Do tej pory zawsze wysyłałam bezpośrednio ubrania do domów samotnych matek itp, bo nie chciałam "ryzykować" z Caritasem .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to jakieś rozwiązanie, moja Sis wysyłała ubrania do Wioski Sos, miała tam kiedyś praktyki i pierw wysłała zapytanie, czy te ubrania im się przydadzą. Tak chyba najrozsądniej, spytać się, czy im się rzeczy przydadzą :)

      Usuń
    2. Dokładnie tak. Często też piszą co jest potrzebne więc można zrobić zbiórkę po rodzinie czy znajomych :)

      Usuń
  4. W Wielkiej Brytanii funkcjonuje fajny sposób prowadzenia 'lumpeksów' - są to tak zwane charity shops. Można do nich oddać praktycznie wszystko - od ubrań, butów, dodatków zarówno damskich, męskich, jak i dziecięcych, poprzez rzeczy do domu, dodatki, elementy dekoracyjne, meble, sprzęty elektroniczne, skończywszy na książkach, płytach, kosmetykach etc... Wymieniać można bez końca! Oczywiście oddając takie rzeczy, nie otrzymujemy za to żadnych pieniędzy, ale część pozyskanych pieniędzy ze sprzedaży musi być przeznaczona na jakieś okreslone cele charytatywne. Ja się właśnie w taki sposób pozbywam rzeczy, których nie jestem w stanie sprzedać na portalach lub nie mam ich komu oddać. Sama też lubię raz na jakiś czas pobuszować po tego typu sklepach, ponieważ można znaleźć w nich prawdziwe perełki.
    Fajnie, że w Polsce powstają takie inicjatywyw! Chociaż temat dopiero raczkuje, ale jest potencjał i pozytywny odzew, a to jest najważniejsze! Trzymam kciuki za sukces komisu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Charity shops super sprawa w Wielkiej Brytanii dużo osób oddaje rzeczy ale i kupuje w tych miejscach. Wiem, że w Gdyni i Sopocie też jest taki sklep i co jakiś czas organizują jakieś licytacje, ale już po samych zdjęciach tych przedmiotów widzę, że raczej cieszą się małym zainteresowaniem, bo to głównie stare bibeloty...
      Komisy wydają mi się być na dzień dzisiejszy atrakcyjniejsze.

      Usuń
  5. Bardzo ciekawa sprawa. Własnie odesłałam do producenta koszulę, która na mnie nie pasowała wiedząc, ze nie zwróci mi pełnej ceny, ponieważ kupowałam ją w promocji "3 sztuka" gratis. Ale uznałam, że i tak wole te pewne 20 zł niż wystawiać ją na OLX czy grupie sprzedażowej., bo więcej zachodu a efekt niepewny. Gdybym miała taki komis pod ręką (może mam ale nie wiem o tym) pewnie bym zostawiła ją w takim miejscu, bo była nowa z metkami.

    Moje doświadczenie z OLX jest takie, że trzeba się trochę narobić przy wystawianiu, a i tak schodzą nietypowe rzeczy: ocieplane spodnie po dzieciach, stroje sportowe (nawet podniszczone), łyżwy, ostatnio sukienka komunijna. Z tego względu rozumiem właścicielkę tego komisu, że nie bierze jak leci "basiców" z H&M do sprzedaży, bo tylko się przy tym napracuje a zysk, jeśli będzie, to znikomy.

    Życze rozwoju biznesu!

    Ange76

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zrobiłaś!

      Po dzieciach ubrania łatwiej sprzedać niż po dorosłych, co jest zabawne. Kobiety chętnie kupują swoim dzieciom używane, ale sobie już wolą nówki... Nie oceniam, zastanawia mnie tylko to zjawisko.

      Jak najbardziej rozumiem selekcję ubrań przyjmowanych do komisu, to ma go wyróżniać od lumpeksu, w którym są przeróżne rzeczy w różnym stanie.

      Usuń
    2. Po dzieciach łatwiej sprzedać bo dzieci rosną więc i tak kupuje się na sezon. Jak byłam w trzeciej ciąży po 10-letniej przerwie to całą wyprawkę zakupiłam w ciucholandach. Rzeczy jak nowe i wiele z nich prawie w takim samym stanie odsprzedałam. Tak więc w sumie to wyprawka nie kosztowała mnie nic. Dzieci też nie szanują ubrań, tu plama z marchewki tam z błota, a nowe ubrania dla dzieci mają często takie ceny, że głowa boli. Kupuję nowe ubrania ale głównie na wyprzedażach. Dla siebie też kupuję używane i nie mam z tym problemu. Tak jak piszesz u mnie są one "nowe".

      Usuń
    3. Ciężko od malucha wymagać,by się nie pobrudził skoro ja się zawsze czymś ubrudzę :p
      Z tego też względu mi żal kupować drogie bluzki i nawet nie przekona mnie to, że "szyte w pl".
      Dla dzieci widziałam wiele pięknych ubranek jak nowe w sklepach z
      używaną odzieżą, więc też bym pewnie tam kupowała:) Fajnie, że udało Ci się właściwie większość pieniędzy za wyprawkę w ten sposób też odzyskać !
      Używane czy nowe, w mojej szafie nowe. Dobrze, że jest więcej osób z takim podejściem.

      Usuń
  6. u mnie w okolicy chyba jest tylko jeden, nigdy nie bylam ale moze wejde z ciekawosci

    OdpowiedzUsuń
  7. Od razu po przeczytaniu wpisu wygooglowałam czy w moim mieście również jest takie miejsce. Dzięki Tobie dowiedziałam się że jest, dziękuję Bogusiu i ślę pozdrowienia! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow, nie wiedziałam, że jest takie fantastyczne miejsce! Na pewno odwiedzę jak się ogarnę z remontem, przeprowadzką i szafą! Akurat mam kilka rzeczy które mogłoby być fajne i tak się zbierałam, żeby wystawić je na OLX, ale trochę się waham, bo więcej z tym roboty niż zysku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować :) Dać też sobie czas na ewentualną sprzedaż.

      Usuń
  9. Taki komis - to super sprawa! Niedaleko mnie jest sklep charytatywny, tam oprócz ubrań (często vintage albo zagranicznych markowych, tyle że używanych) są też stare meble, naczynia kuchenne i mnóstwo wspaniałych rzeczy, które można kupić za grosze, a przy tym wspomóc też NGO ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Gdyni i Sopocie też jest sklep charytatywny, ale jeszcze tam nie dotarłam! muszę to zmienić.

      Usuń
  10. O jeny, ale super inicjatywa! Postaram się w ten weekend tam iść! Dzięki za wyszukanie tak fantastycznego tematu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że temat się spodobał i mam nadzieję, że Komis rozkwitnie :)

      Usuń
  11. Brzmi zachęcająco, trzymam kciuki za rozwój tego gdyńskiego oraz liczę na takie w innych miastach ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!