Marie Kondo | Pionowe układanie ubrań - moje wrażenia po 3 miesiącach.

"Magia sprzątania" to była pierwsza książka w tym roku, którą przeczytałam. W bardzo szybkim czasie i na świeżo podzieliłam się odczuciami na jej temat: tutaj. Śmiało mogę stwierdzić, że to książka budząca najwięcej kontrowersji, ale mi osobiście przypadła do gustu. Pomimo, że największe odgruzowanie swojej przestrzeni miałam już za sobą, pozbyłam się ponad 700 rzeczy w ciągu roku, a nawet regularnie ubywają kolejne, przy czym zakupów jest znacznie mniej. 

W lutym, gdy ponownie mąż wyjechał na delegację podjęłam kolejne kroki. Nie bez powodu o tym wspominam, bo najczęściej właśnie wtedy, gdy go nie ma, przestawiam meble i urządzam naszą przestrzeń od nowa z pomocą tego co już posiadamy. Bez słowa sprzeciwu, czy po prostu jego sceptycznego podejścia do pewnych decyzji - jak się później zawsze okazuje - dobrych decyzji. 

Zdemontowałam trzydrzwiową szafę w sypialni i stworzyłam z niej dużo mniejszy mebel, do przechowywania moich i jego ubrań. Ten stary - nowy mebel, jak i łóżko oraz toaletka zmieniły swoją lokalizację. Zyskaliśmy przy tym bardzo dużo światła i przestrzeni. Usunęłam też wszelkie ozdoby ze ścian. Przydałoby się jeszcze na świeżo odmalować, ale to innym razem. Od tamtej pory dużo lepiej spędza mi się w sypialni wolny czas, łatwiej w niej wypoczywam. 
W walizce schowana jest mniejsza walizka o rozmiarach bagażu podręcznego.

Ale wróćmy do Marie Kondo, to dzięki jej metodzie, składania i układania ubrań w pionie mieścimy się z naszymi ubraniami na tak małej powierzchni. Sama w to nie wierzę, jeszcze kilka lat temu myślałam jaką komodę (najlepiej taką z 5-7 szufladami) dokupić, jak i gdzie ją ustawić? 

Jeśli czytałaś/łeś moją recenzję książki, to zaobserwujesz, że o tej metodzie nie myślałam wtedy na poważnie. Zaledwie wspomniałam jednym zdaniem, że Marie tak, a nie inaczej układa ubrania. Po czym stwierdziłam, że jeżeli sama nie spróbuję to nie będę wiedziała, czy to ma sens.

Ponieważ nie mam szuflad, do przechowywania ubrań posłużyły mi dwa duże tekturowe kartony z Ikea. Miałam je już wcześniej, ale przez ich wysokość, nie były zbyt praktyczne, najczęściej panował w nich bałagan. Więc z pomocą nożyczek, obcięłam i dopasowałam wysokość do własnych potrzeb. Z racji, że mamy kota, nie wchodziło w grę, aby ubrania leżały na górnej półce bez przykrycia.





Białe organizery z Ikea, też znajdowały się wcześniej w szafie.
Z ogromnym zapałem wzięłam się za składanie moich topów i bluzek, oraz męskich t-shirtów. Jak się okazało, stoją w kartonie bez większych problemów, chyba, że bluzka jest z bardzo lejącego się materiału, ale taką mam tylko jedną. Nie przewracają się też, gdy wyciągamy sąsiadujące elementy. A przez taki układ, dokładnie widzę co jest czym. Nie muszę przekładać kupek z bluzkami, by dokopać się do tej co jest na samym dnie w klasycznym układzie. Nie tworzy się przy tym bałagan. I tak jak widzisz, taki jeden karton pomieści bardzo wiele.

W ten sam sposób składam bawełniane sukienki, spódniczki, materiałowe spodnie. A nawet bieliznę w małych zielonych kartonach, których zawartości z oczywistych przyczyn nie zaprezentuję. Jeansy leżakują na metalowych koszykach, również zakupionych w Ikea, bo nasza szafa pomimo swoich wielkich gabarytów miała mało półek w komplecie. W białej szafce nocnej, składającej się z kilku tac, przechowuję sparowane skarpetki, oraz te, które oczekują na sparowanie, bo ich druga połówka zawieruszyła się w praniu.

Drążek, który widzicie nad meblem, to drążek z szafy, przymocowany na metalowej lince, o pomoc w jego zamontowaniu poprosiłam już męża, który nazywa to "niewidzialną szafą". Inspiracje czerpałam ze zdjęć skandynawskich wnętrz. Na drążku wiszą przeważnie męskie koszule i niektóre t-shirty. Które po wyprasowaniu lubię układać kolorystycznie. I tak jak dzisiaj moja jeansowa koszula, więcej koszul nie posiadam, bo nie lubię i do mojego trybu życia nie potrzebuję.

Czy ubrania przechowywane w ten sposób się gniotą? Nie bardziej niż w klasycznym układzie. Ale muszę wspomnieć, że zanim składam ubrania, wszystkie prasuje. Nie lubię tej czynności, dlatego zostawiam ją na 1-2 wieczory w miesiącu. Wyprane pranie w pierwszej kolejności ląduje w workach z h&m home, które pokazywałam tutaj. Następnie, gdy uzbiera się pokaźna ilość i w sumie nie mamy już co na siebie włożyć, zabieram się za prasowanie. Umilam sobie ten czas serialem, filmem czy krótkimi filmikami na youtube np. z najczęściej używanymi angielskimi słówkami. Przyjemne z pożytecznym.

Prasuję każdą rzecz. W tym ręczniki, czym zadziwiam swoich znajomych a nawet najbliższą rodzinę. Dzięki temu mogę dokładnie przyjrzeć się każdej rzeczy, jedna po drugiej. Czy wszystkie plamki się sprały? Czy zniknęły ślady po antyperspirancie/pocie pod pachami czy na kołnierzyku? Czy szwy nie poskręcały się? Oraz czy nie pojawiły się ślady znoszenia takie jak blaknięcie koloru/wzoru, czy pojawiły się dziurki? Wtedy też podejmuję ostateczną decyzję, co należy wyrzucić i ewentualnie dokupić podczas następnych ubraniowych zakupów. Nie prasuję bielizny osobistej takiej jak majtki, biustonosze, skarpetki, ale im dokładnie przyglądam się podczas ściągania z linki i składania.

W naszym mieszkaniu jest jeszcze jedna szafa na przedpokoju. Wiszą w niej okrycia wierzchnie takie jak kurtki, płaszcz, żakiety. Oraz garnitur męża i moje 4 wyjściowe sukienki. Poukładane są w niej buty oraz odzież sportowa. Nie zmieniamy zawartości obydwóch mebli w zależności od pory roku, bo nie posiadamy więcej ubrań. Taka ilość w zupełności nas satysfakcjonuje.

Tak jak wspomniałam w tytule, taki sposób składania i układania ubrań praktykuję już 3 miesiące. Śmiało mogę stwierdzić, że sprawdza się idealnie i nie zamierzam z niego rezygnować. Jak widać do metamorfozy szafy czy domowej przestrzeni nie potrzeba dużych nakładów finansowych, można to uczynić właściwie za darmo. Wystarczy odrobina wyobraźni, chęci i wolnego czasu. 

W pisaniu miałam ostatnio przerwę i być może taki stan rzeczy utrzyma się, nie mogę nic obiecać. Nie martwcie się, wszystko u mnie dobrze, podglądać moją codzienność możecie na instagramie. Ale skoro napisałam już o ubraniach, praniu i prasowaniu, to myślę, że warto byłoby poruszyć jeszcze temat naturalnych środków do prania. Bo od kilku miesięcy używam kul piorących i są warte uwagi.

I jak Ci się u mnie podoba, może już sam/a praktykujesz metodę Marie Kondo, a może zaryzykujesz i poukładasz w ten sposób ubrania chociaż na próbę?

Komentarze

  1. Marzy mi się garderoba, albo chociaż duża szafa. Lubię mieć uprasowane ubrania, na wieszakach. Nie prasuję tych, które składam i wkładam do szafki, bo nie widzę w tym sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, ja widzę, bo wtedy nie ma zagnieceń po praniu. Chociaż wiem, że niektórzy potrafią tak umiejętnie wieszać na suszarce do prania, by tych zagnieceń było jak najmniej, ja nie potrafię. I tak jak pisałam jest to też dla mnie taki czas, na przegląd każdej rzeczy:)

      Usuń
  2. Hej Bogusiu. Super sprawa. Zazdroszczę. Ja też zabrałam się jakiś czas temu za nasze szafy (a wiesz,że przy takiej ekipie, jak moja,samych ubrań jest sporo), ale z różnych powodów domowych musiałam to chwilowo przerwać. Jednak widząc takie super efekty, jak u Ciebie,mam coś w rodzaju kopa motywacji do kontynuowania działań. Jak już bęďą konkretne efekty,też się nimi pochwalę ��. A tym bardziej,że chłopcom szykuję się nowy pokój na poddaszu, więc przy okazji przeprowadzki będzie czystka i Nowa firma organizacji ich "dobytku" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej:) No pewnie, każda nawet mała zmiana cieszy. Chłopcy na pewno na samą myśl o nowym pokoju się cieszą, a jak jeszcze wszystko dobrze zorganizujesz to już w ogóle. Dla dzieciaków, myślę, że to świetny sposób, bo od razu zobaczą, która koszulka to ta z ulubionym wzorem, bez przekopywania tego co pięknie poukładasz.

      Usuń
  3. Hihi, znam jeszcze jedną osobę, która prasuje ręczniki i również niezmiennie wzbudza to we mnie niepohamowaną wesołość ;)

    Jako że przede mną jeszcze sporo czasu na wynajmowanych stancjach itp. to nie mam wpływu na meble jakimi dysponuję, ale wprowadziłam inną zmianę. Asia Glogaza w swoim "Slow Fashion" pisze, że nosimy tylko to, co widzimy: wszystkie ubrania jakie się da powinno się powiesić "na widoku", nie wolno wieszać dwóch ciuchów na jednym wieszaku i tak dalej. W październiku wprowadziłam to w życie i... rzeczywiście. Tych paru ciuszków, które leżały osobno, nie założyłam ani razu. A dzięki powieszeniu na widoku nosiłam w tym roku wiele ubrań, o których wcześniej zapominałam. Myślę, że rady Asi i Marie mają ze sobą trochę wspólnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie moje małe zboczenie, wtedy mogę wygładzić ich krawędzie:)

      Meble nie mają większego znaczenia, jeżeli przestaniesz do tego przywiązywać wagę, będzie Ci znacznie łatwiej w życiu. Owszem ważne jest łóżko, bo to w nim spędza się ok. 1/4 doby i ma wpływ na nasz komfort odpoczywania, snu. Reszta to tylko przedmioty mające posłużyć za "wieszak" :)

      To prawda. U nas wszystko jest w obiegu, to co nie - zostaje po prostu czy to oddane do kontenera PCK, czy ląduje w koszu na śmieci bo do ubrania się nie nadaje. Dla niektórych może to się wydać dziwne, że ja decyduję o ubraniach swoich i męża, ale on mi ufa i wie, że przecież nie wyrzuciłabym mu nic co lubi nosić. Nawet jak wyrzucam jakąś znoszoną koszulkę, dostaje na jej miejsce nową;)

      Usuń
  4. Ja przestałam prasować ręczniki odkąd dowiedziałam się, że nieuprasowane wchłaniają 1/3 wilgoci więcej ze względu na odstające, niewygładzone włókna i włoski.
    Składanie i składowanie pionowe uprawiam również od kilku miesięcy z dużym powodzeniem dla naszej czwórki. Nauczyłam też dzieci, wstawiłam im do szuflad małe pudełka po butach i rolują sami majtki i skarpetki.
    Też pozbyłam się w ten sposób wielkiego i przytłaczającego mebla.
    Marrus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, nie wiedziałam o tym. Aczkolwiek lubię podczas prasowania ręczników wygładzać ich krawędzie, takie tam małe zboczenie:P
      Super, że udało Ci się też nauczyć czegoś pożytecznego dzieciaki, to na pewno zaowocuje w przyszłości. A na pewno tak będzie im łatwiej układać bluzki, niż w klasyczny sposób składać - zawsze miałam z tym problem, bo ubrania pomimo jednej rozmiarówki potrafią się różnić od siebie szerokością, długością itd.

      Usuń
  5. a ja przez nową pracę musiałam kupić i uszyć sobie trochę nowych ubrań. nie żałuję, czuję się w nich świetnie i nie żałuję. oczywiście nowe zastąpiły stare. mam dużo ubrań, ale też musiałam przestać ciągle nosić to samo codziennie (bo praca). eksperymentuje, bardzo dużo radości mi to przynosi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca często wpływa na nasz styl ubierania się, nie wszędzie wszystko pasuje. Ja np. unikam dekoltow, czy za krótkich spodnic czy spodni. Lubie styl wygodny ale jednocześnie kobiecy i lekko elegancki, ale do temp wystarczą dobrej jakości dodatki jak buty, torebka, marynarka. I obowiązkowo schludny makijaż :)

      Usuń
  6. Bardzo podoba mi się Twój minimalistyczny styl, który wprowadziłaś w swoje życie. Wyrzucanie rzeczy, układanie. To mój ideał, ale mam przed sobą strasznie długą drogę, bo jestem z tych co zbierają, bo wszystko może się przydać. Widzę jednak światełko w tunelu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po jednej rzeczy dziennie i do przodu:) Albo jedna nowa - dwie stare do kosza;)

      Usuń
  7. U mnie ta metoda sprawdza się bardzo dobrze, a praktykowałam ją zanim dowiedziałam się, że wymyśliła ją Marie Condo ;) Dzięki pionowemu układaniu ubrań za jednym otwarciem szuflady mam cały przegląd garderoby i wybieranie zestawów jest bardzo sprawne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ona jej osobiście nie wymyśliła, ale przekonuje do jej stosowania - jak widać skutecznie;) Ja niestety nie miałam szuflad do dyspozycji nawet, gdy mieszkałam u rodziców.

      Usuń
  8. z racji tego, że mam sporo szuflad, praktykowałam tą metodę zanim jeszcze przeczytałam książkę :) sposób sam w sobie jest super, widać wszystkie ubrania i bałagan nie tworzy się szybko. Jeśli chodzi o samą książkę, to dla mnie nie ma w niej nic odkrywczego, dlatego też nie wywarła na mnie większego wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób już tak układało ubrania i w książka Mari ma też wiele oczywistości, ale jak widać nie dla każdego:) Ja nie miałam niestety szuflad do dyspozycji nawet, gdy mieszkałam u rodziców.

      Usuń
  9. Może kiedyś nauczę się porządkować rzeczy i wtedy kupię takie organizery.
    Na razie ciężko u mnie nawet z parowaniem skarpetek po praniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kupuj nowych organizerów, użyj to co już posiadasz:) Ten wpis nie miał na celu promowanie organizerów z Ikea, tylko pokazałam, jak nie posiadając szuflad można poukładać w ten sposób ubrania. Równie dobrze do tego celu mogą posłużyć kartony po butach, ja już dysponowałam wcześniej tymi organizerami (5 lat). Skarpetki paruję już na suszarce na pranie, wtedy składanie to chwila moment:)

      Usuń
  10. Podoba mi się ta metoda. W ogóle wszelkie metody na utrzymanie porządku, a raczej na zapanowanie nad bałaganem - podobają mi się. Te worki na rzeczy do prasowania -to jest rewelacyjna sprawa. Muszę sobie takie koniecznie sprawić, bo też nigdy nie chce mi się prasować, a podobnie jak Ty nie wkładam rzeczy niewyprasowanych do szafy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierw chciałam tylko jeden worek, ale skusiłam się na promocji 2 w cenie 1 i wzięłam dwa, nie żałuję bo mieszczą idealnie tyle ile prania się uzbiera w moim domu. Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Też podeszłam do tej metody dość sceptycznie. Z naszymi ubraniami nie mamy za bardzo możliwości (jeszcze przez jakiś czas), ale poskładałam tak wszystkie ubrania Juniora! I jest to genialny sposób na porządek (o ile rzecz jasna Młodzieniec nie wkroczy do akcji :P). Potraktowałam też w ten sposób moją bieliznę i o dziwo namówiłam (skutecznie!) męża na to samo. Wreszcie mamy porządek ze skarpetkami! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczysz, że też tworzy się mniejszy bałagan;) Heheh małe dzieci mi zawsze bardzo przypominają koty (oczywiście mam nadzieję, że się nie obrazisz za porównanie), ale też się wszędzie wciskają i psocą;P

      Usuń
  12. Bogusiu! Nie ukrywam, że czekałam na Twój post na ten temat. Ja od kilku miesięcy (bodajże 8) stosuję metodę Marie Kondo i jestem zachwycona. Wprawdzie brakuje mi konsekwencji i czasem na szybko upycham rzeczy do szuflad „klasycznym sposobem”, ale najdalej po 3 dniach wszystko równiutko układam. U mnie ten sposób się sprawdza, widzę co mam i faktycznie rzeczy zajmują znacznie mniej miejsca. My już dawno zrezygnowaliśmy z szafy i mamy po prostu stojaki z ubraniami, pewnie nie wygląda to tak efektownie jak ładna szafa, ale w naszym przypadku się sprawdza i nie ma też pokusy upychania rzeczy. Czasem denerwuje mnie, że rzeczy z lejących tkanin trzeba wieszać i wtedy nie mam wszystkiego w jednym miejscu, ale nie narzekam, gdyż jest znacznie lepiej niż było. Pozdrawiam 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że wpasowałam się tematem w Twoje zainteresowania;) Też czasami wrzucę coś na szybko, ale zaraz się poprawiam, bo tak jest łatwiej i na dłużej panuje porządek. Dziękuję za Twój komentarz, na pewno rozwieje też wątpliwości innych czytelników:)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Bardzo ciekawa sprawa, nie znałam tego sposobu ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Odnośnie Magii Sprzątania - mam nieco mieszane uczucia.
    Poukładałam jednak według zasady KM bieliznę [majtki orasz koszulki] i szczerze mówiąc zdziwiłam się, jak o wiele mniej miejsca zajmuje bielizna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto być otwartym na zmiany, można się pozytywnie zaskoczyć:)

      Usuń
  15. Nie widzę jakiejś większej różnicy od układania ich w ten sposób jak u Ciebie, a ten zwykły w szafce... Średnio ubrania zajmują tyle samo miejsca, są jedynie ułożone w pionie - przez co lepiej je wyjmować z kartonu. Z szafki czy szuflady - gdzie tych ubrań byłoby szerzej (patrzę pod kątem mojej komody z szerokimi szufladami) chyba nie byłoby już to takie wygodne... melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szafce bluzki leżą jedna na drugiej, u mnie mieściły się wszystkie tylko wtedy, gdy stworzyłam dwa rzędy jeden za drugim i to po samą górę, co utrudniało wyjmowanie, bez tworzenia bałaganu. W ten sposób jest mi o wiele łatwiej i chyba nie miałoby tu znaczenia szerokość/wielkość szuflady, bo po wyciągnięciu prawie wszystkich rzeczy nawet te ostatnie się nie wywracają - co pokazałam na zdjęciu u góry. Ale oczywiście mogę się mylić. Każdy powinien sam spróbować i przekonać się co dla niego wygodniejsze:)

      Usuń
  16. Ciągle się zbieram do przeczytania książki Marie Kondo :) super post! jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej mobilizacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię mieć porządek, nie koniecznie lubię go często robić. Więc wszelkie usprawnienia chętnie wprowadzam w życie.

      Usuń
  17. Ja przeczytałam dwa rozdziały z tej książki i więcej nie potrzebowałam, bo jej pomysły są mi bardzo bliskie :) Ale zmobilizowała mnie do zrobienia porządków, wywaliłam od razu (w ciągu tygodnia) dwa worki ciuchów a potem kolejne trzy w ciągu chyba 3 miesięcy. Pionowo układam bokserki synka i jego spodnie, bo leżą w płaskich szufladach a resztę klasycznie - mam meble robione na wymiar z powodu nietypowego układu mieszkania i wyjątkowo krzywych ścian - nie mogę sobie pozwolić ani na demontaż, ani nawet na przestawienie. Ale przestrzeń wykorzystałam maksymalnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Widzę, że poszłaś jak burza. Na pewno jest Ci teraz lżej i masz więcej miejsca w szafie. Nie namawiam do demontażu skoro szafa jest robiona na wymiar;) Sama korzystam z szafy na korytarzu jeszcze po starych właścicielach mieszkania, bo idealnie wpasowuje się w tą przestrzeń - jedyne co zrobiliśmy, to odmalowaliśmy ją na biało i wymieniliśmy uchwyty bo poprzedni żółty odcień sklejki? mi się nie podobał.

      Usuń
  18. Hej :) jestem twoja wierną czytelniczką ale przyznam się... ten wpis mi jakoś umknął ;) i jak tylko wróce z pracy mam plan wyciagnąć z szafy wszystkie ubrania i zrobić w końcu porządek i wyżucić/oddac to w czym niechodze ani ja ani narzeczony, chociaż tyle ale myslę w niedalekiej przyszłości zakupić polecaną lekturę i również zagłebić sie w techniki układania ubrań:) W temacie minimalizmu jestem tez Bogusiu ciekawa twojego mieszkania tj. wnętrz, często coś dokupuję do mieszkania a potem stwierdzam, że jest to kolejny "kurzołap" ;) Jak narazie jestem dumna, że udało mi sie ogarnąć kwestię kosmetyków zarówno do pielęgnacji jak i do makijażu w tym temacie już jestem minimalistka;) jestem szcześliwa i mój portfel też ;) kolejne kroki ida właśnei w stronę "szafy" czesto coś kupiłam a potem wisi w szafie bo nie ma do czego ubrać... ale już jest coraz lepiej... moje zakupy sa bardziej przemyślane nawet jak coś kupie wrócę do domu to przymierzam do innych rzeczy i zapada ostateczna deyzja zostaje czy zwrot :) no i właśnie zostało mieszkanie .... mam słabości do sklepów i dodatków do mieszkania :(.. oki kończę bo sie rozpisałam hihihi :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za porządki:)
      Moje mieszkanie jest urządzone skromnie, nie chcę pokazywać całości ze względów bezpieczeństwa, nie czułabym się dobrze, gdyby każdy mógł zajrzeć do mojego domu, bez wchodzenia do niego. Mam nadzieję, że rozumiesz co mam na myśli. Cząstkę swojego mieszkania pokazuję czasami na instagramie, na pewno był kawałek dużego pokoju, przedpokoju czy kuchni. Z rzeczy dekoracyjnych to u mnie bardzo skromnie, może kiedyś o tym napiszę;) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Hej :) Oczywiście, że rozumiem i szanuję Twoją prywatność:) Bardziej chpodziło mi o opis mieszkania co jest dla ciebe zbędne a kiedyś wydawało się " tak musze to mieć " :) i jakieś rady związane z minimalizmem w mieszkaniu nie tylko w kwestiach "szafowych" ;) Pozdrawiam i życzę miłego dnia :*

      Usuń
  19. Wszyscy czytają "Magię sprzątania". W końcu wypożyczyłam z biblioteki i przeczytałam w jeden wieczór. Moje spostrzeżenia:
    Najpierw te na minus:
    1. Książka sprawia wrażenie, jakby była pisana przez jakiegoś guru sekty czy profesjonalnego przedstawiciela firmy w sprzedaży bezpośredniej (np. cytaty klientek, jak bardzo książka zmieniała ich życie),
    2. Książka jest napisana językiem pełnym emocji - ciągle czytam tylko o radości, dziękowaniu przedmiotom za doznaną radość czy odpoczynku należnym przedmiotom - trochę czułam się, jakbym czytała książkę dla dzieci (tam też przedmioty są personifikowane).
    Teraz pozytywy:
    1. System układania ubrań jest świetny - co prawda układam je trochę inaczej - bardziej w rulonik sushi, ale od 2 tygodni nie mam bałaganu w szafie (a miałam go całe życie i myślałam, że to choroba genetyczna). System jest świetny, gdyż: a) ubrania widać i nie trzeba nic przekładać, b) układam je kolorystycznie i po prostu ładnie wyglądają w pudełkach, aż nie chce się tego niszczyć.
    2. Kiedy już przestałam zwracać uwagę na te peany pochwalne na rzecz radości zwróciłam uwagę na aspekt praktyczny - autorka ma rację: o ubrania trzeba dbać - będą wtedy lepiej służyć (rozciąganie i wygniatanie ubrań, nawet skarpetek i rajstop nie przedłuża życia ubrania); warto wyrzucić wszystkie przedmioty, które nie sprawiają radości - dla mnie znaczy to tyle: mam w domu mnóstwo przedmiotów, których używanie i o których myślenie mnie dobija, np. sterta papierów, gwarancji, rachunków, umów - na samą myśl, że mam otworzyć tą szafkę jest mi niedobrze; albo: mam pod umywalką stertę ściereczek i płynów, które "może się przydadzą", ale ich nie używam, bo są stare, brudne. W końcu wzięłam i wyrzuciłam je wszystkie - zostały tylko te, które regularnie używam - nie będę twierdzić, że wzbudzają moją radość, ale w końcu tamte przestały być moim wyrzutem sumienia.
    3. Chyba najważniejszy punkt - przeczytanie tej książki to kolejny zastrzyk energii dla sprzątania - udało mi się nawet pozbyć 20 książek z biblioteczki, choć w moim przypadku to trudne.
    Zasadniczo polecam - sama chciałam dać książkę do poczytania mojej mamie (ale nie chciała), która ma mnóstwo ubrań - ostatnio policzyłam, że ma ponad 70 koszulek z krótkim rękawem - a gdy wyjeżdżała na weekend to i tak pożyczyła ode mnie, bo szukała klasycznej białej z bawełny i żeby nie była zniszczona (mam ok. 20 koszulek - moim zdaniem i tak za dużo). Wyobrażacie sobie - mogłaby przez 2,5 miesiąca nosić inną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izabelo na początku ogromnie Ci dziękuję za tak obszerny komentarz!
      Też do niektórych rzeczy byłam nastawiona sceptycznie, wiadomo, to dziękowanie jest takie dziwne, ale czy w duchu nie myślimy czasami, że dana rzecz dobrze nam służyła? To takie a'la podziękowanie. Witać z domem się nie witam, ale z kocurem który w nim czeka zawsze;) I zaraz po powrocie wkładam swoją torebkę do szafy, buty do szafki itd. więc powielam Mari Kondo niektóre schematy i żyje się łatwiej;)
      Tak, wszelkie lektury tego typu dają mi kopa do sprzątania, więc warto po takie sięgać. Jeżeli Mama nie chciała, nic na siłę, moja też jest większym chomikiem, ale na nią nie naciskam, sama musi do tego dojrzeć. Daj jej dobrzy przykład ;)

      Usuń
  20. Rewelacja! Ja stosuje ten trik w przypady skarpet/rajstop/ bielizny i sprawdza się świetnie! Ale o bluzkach i reszcie nie pomyślałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie akurat bielizna i skarpetki mają pełną swobodę;P

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!