Ile musisz mieć? Kiedy będziesz w końcu szczęśliwa/y?

Prawie dwa tygodnie temu obchodziłam swoje 28 urodziny. Przygotowałam z tej okazji rodzinny obiad oraz deser. Tort, zawsze piekę tort, na moje urodziny oraz urodziny męża. Tym razem nie zapomniałam włożyć świeczek, było więc oficjalne dmuchanie i życzenie składane sobie samej, po cichu w głowie. Niby się nie zdradza, by nie zapeszać. Jednak ja zdradziłam to życzenie mojemu mężowi, gdy już zostaliśmy sami wieczorem. A nawet podzieliłam się nim z moimi czytelnikami na facebooku.
"Chcę być zawsze taka szczęśliwa jak teraz."
Autentycznie, jestem szczęśliwa! Chociaż moje życie nie jest idealne, bywają wzloty i upadki. Staram się nie przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu. Tego nauczył mnie mój mąż i jestem mu za to wdzięczna. 

Jestem zdrowa, nie licząc małego epizodu grypy?. I niedoczynności tarczycy, z którą nauczyłam się żyć. Dbam o siebie, tak jak potrafię. Od roku poprzez dietę głównie roślinną, bo przecież wkrada się jeszcze jajko, ryba czy owoce morza, ale nie częściej niż raz w tygodniu, więc nie mogę nazwać siebie weganką. To nie istotne, ważne, że czuję się lepiej. A moje wyniki krwi są dobre, nawet lepsze niż w ubiegłym roku nie licząc niedoboru Wit. B czy wit. D. 

Witamina B magazynuje się w organizmie i pozostaje jeszcze na jakiś czas od zaprzestania jedzenia mięsa, różnie u jednych wystarczy na pół roku, u innych na rok. U mnie limit został już wyczerpany, więc włączyłam suplementację. Wit. D natomiast pozyskujemy wraz z promieniowanie słonecznym, którego w naszej szerokości geograficznej jest zbyt mało, szczególnie gdy nie leży się plackiem na plaży. Tę witaminę również wprowadziłam do suplementacji od września i zamierzam przyjmować ją aż do lata. 

Nauczyłam się akceptować swoje słabości, słabości wynikające ze wspomnianej niedoczynności. Kiedy mam gorszy, słabszy dzień po prostu odpuszczam, leniuchuję pod kocem, lub drzemię wraz z kotem. Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Po prostu wsłuchuję się w swój organizm, w ogóle nauczyłam się słuchać siebie. Mój endokrynolog i tak jest pod ogromnym wrażeniem, jak dobre mam wyniki i jak dobre samopoczucie pomimo niezmienionej dawki leków od 9 miesięcy.

Nauczyłam się słuchać i akceptować. Nie tylko to, że jestem czasami słabsza. Też to, że nie jestem idealna. Że nie będę podobać się każdemu i nie da się dogodzić każdemu. Że nie mam ani wzrostu, ani figury modelki. Jestem sobą i podobam się sobie. Z każdym elementem swojego ciała od czubka głowy po same palce. Może to brzmi narcystycznie, ale daleko mi do samouwielbienia. Po prostu siebie lubię i odkąd poprzestawiałam sobie parę spraw w głowie, czuję, że żyje mi się lepiej. Nie katuję swojego ciała godzinami ćwiczeń. Ćwiczę, gdy mam na to ochotę i czas. Aktualnie zafascynowana jestem jogą, na zajęciach dostaję extra mocny, robię to, czego nigdy wcześniej bym nie zrobiła, z powodu dziwnych lęków, ograniczeń. Uczęszczam dwa razy w tygodniu po 90 minut. Na zajęcia chodzi ze mną również teściowa, dzięki czemu zbliżamy się do siebie. 

Najlepiej żyć po swojemu, swoim tempem. Zawsze jednak szanuję drugą osobę i staram się tym byciem sobą nie krzywdzić innych. Moich bliskich, na których mi zależy. A zależy mi na mojej rodzinie. Jestem wdzięczna, że mam takich, a nie innych rodziców. Że wychowano mnie w ogromnej miłości, że dostałam od nich tak wiele akceptacji, tego, jak wyglądam, tego, kim jestem. Że nie musiałam i nie muszę wypełniać żadnego planu moich rodziców, a oni i tak są ze mnie dumni.

Cieszę się, że mogę ich odwiedzić co niedziela. Że jemy wspólnie obiad, popijamy kawę, a ja kawę pijam tylko w dobrym towarzystwie. Dalej swobodnie ze sobą rozmawiamy, nawet gdy nasze poglądy są odmienne. Szanujemy siebie. Lubię też w tygodniu podjechać do Mamy lub zaprosić ją do siebie. Nie rozmawiamy często przez telefon, bardziej cenię sobie wspólny czas twarzą w twarz. Super, że rytm mojego życia pozwala mi na to. Tak samo ważne jest dla mnie rodzeństwo, chociaż ta relacja z biegiem czasu jest trudniejsza. Każdy ma swoje życie, swoje obowiązki. Jednak cieszę się ogromnie na każdą wspólną chwilę.

Mam przyjaciół, choć nie wielu, oszczędnie podchodzę do słowa przyjaciel. Jak inaczej nazwać kogoś, z kim znasz się od dziecka, przed kim nie masz tajemnic? Kto zawsze będzie przy Tobie, gdy tego potrzebujesz i wzajemnie. Kogoś, kto jest z Tobą bez interesownie, akceptuje Twoje wady. Mamy z mężem fajną paczkę znajomych, z którymi spędzamy wolne chwile. Jesteśmy w swoim towarzystwie swobodni, nikogo przed sobą nie udajemy.

Mam męża, którego kocham z wzajemnością. Jesteśmy razem już 6 lat po ślubie, a łącznie prawie 10 lat. Powtarzałam już wiele razy, że to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Zdaję sobie jednak sprawę, jak trudno musi być osobom samotnym, jak bardzo mogą pragnąć miłości. Bo z drugą osobą, jest po prostu łatwiej, pod warunkiem, że Cię wspiera, wierzy w Ciebie i ciągnie w górę. Nie można dać się zdominować, to czy z kimś jesteśmy w związku, czy nie, nie definiuje tego, czy jesteśmy wartościowi, czy nie. Nigdy tak nie powinno być! Nigdy! Lepiej być samemu niż z byle kim. Z kimś, kto nas nie docenia, nie szanuje i jeszcze obniża naszą samoocenę. Nie pozwólmy się krzywdzić.

Mam dach nad głową, mieszkanie, które czasami mnie wkurza, bo za duże i zbyt dużo kosztuje. W myśl by nie narzekać, więcej tego robić nie będę. Cieszę się z niego, pomimo że nie jest urządzone zgodnie z najnowszymi trendami. Nie potrzebuję tego do szczęścia. Bo właściwie ciągle można by coś udoskonalać, remontować, wymieniać stare na nowe i pragnąć więcej... Ktoś ma dwa pokoje, marzy o trzech, ma trzy marzy o czterech. Albo o domku co najmniej 100 m2 z ogródkiem, gdzieś za miastem, ale dalej w atrakcyjnej okolicy. I tak dalej i tak dalej... Gdy mówię, że marzy mi się malusi domek, jeszcze mniejszy od mieszkania, które posiadam, każdy puka się w głowę. Że to się nie opłaca i za mały. Ja serio niewiele potrzebuję do szczęścia...

Z takich rzeczy przyziemnych, mieszkalnych: wygodne łóżko, na którym można się wyspać. Kanapa, na której z mężem będziemy leniuchować i oglądać wspólnie serial. Albo zasiądziemy na niej ze znajomymi podczas gry w planszówki. Stolik, przy którym można zjeść posiłek. Podstawa jak lodówka, kuchenka do przyrządzenia posiłku, czy prysznic i wc do celów higienicznych. Cała reszta to tylko przedmioty, które mogą być, ale nie muszą. Czy kupujesz je dla siebie, czy po to, by zaimponować innym?

A ubrań, ile ich potrzebujesz? Czy ciągle musisz mieć nowe, modne? Mam wiele okazji do rozmów z kobietami, często rozmawiamy o takich zwykłych babskich tematach jak moda czy uroda. I są ogromnie zdziwione, że nie kupiłam sobie nic nowego do ubrania od ponad 3 miesięcy. Wręcz uważam, że moja garderoba jest idealna i nic więcej nie potrzebuję. Że cieszy mnie ten sam płaszcz 3 rok z rzędu, że noszę te same kozaki już 5 rok i nie zamierzam kupować nowych. Czy Ty potrafisz powstrzymać się od zakupów, chociaż na miesiąc? Czy potrzebujesz kolejnej torebki, czy butów? Czy owe zakupy faktycznie dają Ci długotrwałą satysfakcję, czy to tylko chwilowy impuls szczęścia, który znika, jeszcze szybciej niż się pojawił?

Nie mam nic przeciwko, kupuj, jeśli sprawia Ci to radość, ale taką prawdziwą, długotrwałą. Szanuję Twoje wybory, tylko tak się zastanawiam, ile musisz mieć, by być szczęśliwym? Nie piszę tego, by Ciebie krytykować, tylko po to, by skłonić do refleksji. Często słyszę, ile to by trzeba wygrać w lotto, by wystarczyło na dostatnie życie. No właśnie, ile? Pół miliona, wystarcza zaledwie na średniej wielkości mieszkanie w większym mieście. Milion, no można by mieć mieszkanie, większe lub w bardziej prestiżowej dzielnicy, urządzone wysokiej klasy meblami, dodatkami. Jak spod igły. Albo dom, dwupiętrowy z kilkoma sypialniami. I samochód - nowy koniecznie! Lecz wciąż trzeba pracować, by mieć za co żyć, by teraz te luksusy utrzymać. Gdyby tak mieć 5 milionów, to można by nie tylko kupić coś sobie, ale i podzielić się z rodziną. Jak liczniejsza rodzina, to 5 milionów może być mało, potrzeba by co najmniej 10 ! Szaleństwo...

To tylko takie przykłady, uogólnienie. Rozumiesz, o co mi chodzi? Czy umiesz docenić, to co obecnie posiadasz? Czy jesteś szczęśliwa, szczęśliwy? Czy wybiegasz wciąż myślami do przodu, że dopiero jak będziesz mieć to czy tamto, to będziesz szczęśliwa/y? Czas leci, o czym świadczą kolejne świeczki na urodzinowym torcie i kolejne kartki kalendarza. Żyj tu i teraz, doceniaj, co posiadasz, jak duże masz szczęście, posiadając zdrowie, rodzinę, schronienie, jedzenie, ciepło. Ciesz się z małych rzeczy, nie narzekaj i nie zamartwiaj się rzeczami, na które nie masz wpływu. Rób to, co lubisz, we własnym tempie, bez pośpiechu. Twój grafik wcale nie musi być wypełniony od rana do wieczora obowiązkami, chociaż bycie zajętym, rozchwytywanym jest teraz takie modne. Zwolnij, zastanów się, co jest dla Ciebie ważne?

To taka, moja refleksja nad życiem, taka mała recepta na szczęście...

Komentarze

  1. Podziwiam Cie ze 3 miesiące bez zadnych zakupów.ja mam limit 1 rzecz na miesiac. Mam nadzieje ze z biegiem czasu bedzie z tym coraz lepiej i ze bede zadowolona z mojej szafy.no ale małymi krokami... :) masz racje co do swojego męża. Ja całkiem niedawno poznalazlam wspaniałego faceta i wszystko staje sie wtedy lepsze i piękniejsze:) chyba musiało byc na poczatku złe ,zeby teraz było tak mega dobrze... a przede wszystkim Bogusiu wszystkiego najlepszego !! abyś nadal była taka szczęśliwa jak jestes teraz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszelkie limity są dobre, ja tam limit "finansowy" jeżeli chodzi o kosmetyki już któryś rok z kolei i teraz nawet już nie muszę tego podliczać i pilnować a wydaję mniej:) Trzymam kciuki za Twoją garderobę. Oraz aby ten mężczyzna okazał się tym właściwym :*
      Dziękuję!

      Usuń
  2. Cudowny wpis! Pielęgnuj to szczęście!
    Ja też mogę o sobie powiedzieć, że jestem szczęśliwa! Cieszę się wszystkim co mam - tym co robię i jak żyję. Doceniam wyjątkowość mojego męża, serdeczność najbliższych i innych ludzi w koło. Raduję się fakt, że mając 28km do najbliższego miasta mogę ćwiczyć jogę! A potrzeba kupienia sobie jakiegoś ciuchu czy kosmetyku, ot tak, już dawno we mnie umarła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się pielęgnować to uczucie, drobnymi gestami :)
      Widzę, że Tobie też dobrze idzie i oby tak dalej!

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się Twoje podejście. Też z wiekiem zauważyłam, że zwracam coraz mniejszą uwagę na rzeczy materialne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że jest więcej takich osób :)

      Usuń
  4. Piękny wpis ;) Warto było poświęcić czas aby dobrnąć do końca :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że poświęcony czas nie jest stracony :) Pozdrawiam !

      Usuń
  5. Bogusiu, jak jak zwykle podzielam zdrowo rozsądkowe podejście i podziwiam bezpośredni sposób przekazu.
    Z rzeczy materialnych praktycznie mam wszystko, co jest potrzebne do życia - mam nawet dużo więcej. Śmiało mogę powiedzieć, że żyję na niezłym poziomie. Ubraniowo nie szaleję, ponieważ nie przepadam za tego typu zakupami. Wybieram uniwersalne, ponadczasowe wzory / kolory, dzięki czemu szafa prezentuje się całkiem nieźle mimo niewielkiej ilości. Kosmetyki - tak, lubię, kupuję i używam (słowo klucz!), nie trzymam milionowych zapasów, sklepy są otwarte 365 dni w roku, więc nie ma potrzeby.
    Jedyne o co się trochę martwię, to zdrowie, bo dość sporo się posypało w tym względzie. Też borykam się z tarczycą, i nie tylko - cały system hormonalny mam rozwalony, więc dotyka mnie DUŻO skutków ubocznych. Niestety. Dobra materialne są dobre do czasu, dopóki nie dotykają ludzi większe tragedie. Najważniejsze jest zdrowie, rodzina i wsparcie. Wszytko inne można kupić za pieniądze. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest bezpośrednio, bo chyba nie umiem ładniej ubierać w słowa, taka już jestem:)
      Również wydaje mi się, że mam dużo więcej niż potrzeba i doceniam to, grzechem by było postępować inaczej. Z dostępnością kosmetyków i innych przedmiotów, zgadzam się:) Nie ma co robić zapasów.
      Trzymam kciuki za Twoje zdrowie, sama wiem jak było mi ciężko na początku choroby, właściwie wtedy, gdy nie byłam zdiagnozowana i szukaliśmy co to takiego. Cieszę się, że pieniądze pomogły nam podczas badań, czy dostępności lekarzy, ale bez wsparcia najbliższych byłoby ciężko. Jeszcze raz zdrówka :*

      Usuń
  6. widzę, że jesteśmy równolatkami i mamy podobne przemyślenia :)

    u mnie podstawową jednostką szczęścia jest czas spędzony z moim najdroższym, najwspanialszym mężem, reszta jest absolutnie drugorzędna.

    znajomi komentują że teraz, kiedy zarabiamy więcej możemy zrobić flip i przenieść się w lepsze, nowsze miejsce do zamieszkania zamiast tego mieszkania z rynku wtórnego - a ja się zawsze pytam, po co, skoro jest mi tu dobrze? ;) mogłabym przenieść się dwa bloki dalej, gdzie jest większy balkon, ale poza tym jest super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też podejrzewam, że sporo moich czytelniczek jest w podobnym wieku do mnie:)
      Twój mąż musi być super! :)
      Nie słuchajcie innych, róbcie tak jak podpowiada Wam serce/rozum, skoro jesteście szczęśliwi w mieszkaniu w którym mieszkacie, nie ma co zmieniać :P Balkon, balkonem ale zawsze można wyjść na spacer po okolicy!

      Usuń
  7. Piękny post Bogusiu za który bardzo Ci dziękuję ! Czytając go uzmysłowiłam sobie rzeczy o których dawno już zapomniałam lub zaniedbałam z powodu braku czasu, a tak naprawdę były i są one dla mnie bardzo ważne... poza tym obecnie jestem w dość trudnym momencie mojego życie i przede mną wile skomplikowanych spraw i wyborów z którymi będę musiała się zmierzyć... wierzę, że mi się uda. Właśnie kończę czytać bardzo interesującą książkę "Okulary szczęścia" - jest to egzemplarz recenzencki. Lektura tej pozycji spowodowała, że zadałam sobie pytanie = czy jestem szczęśliwa? teraz pracuję nad odpowiedzią... pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, życzę Ci abyś to szczęście odnalazła, w prostych czynnościach, w każdym dniu swojego życia! I trzymam kciuki, za podjęte decyzje, myślę, że nie ważne co wybierzesz, to będzie słuszny wybór! Pozdrawiam

      Usuń
    2. Będę pamiętać o tej książce!
      Ja obecnie czytam "Małe życie" i powiem Ci, że to bardzo ciężka pozycja, trudna, aż mam problemy ze snem. Ale po niej jeszcze bardziej doceniam to co właśnie mam.

      Usuń
  8. Piękny post, który rzeczywiście skłania do refleksji. Dobrze, że do takich refleksji dochodzisz w tak młodym wieku... (jestem od Ciebie 31 lat starsza ;))... wydajesz się być wspaniałą osobą. A ja... ja jestem szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już chyba dwa lata mija od tego, gdy miałam wypadek samochodowy, tak sobie myślę, że musiało to się wydarzyć. Bym była w tym miejscu w którym jestem i doceniła to co mam;)

      Wiek to tylko cyferki, liczy się stan ducha! I niech Twoje szczęście trwa ! :)

      Usuń
  9. cieszę, że jesteś szczęśliwa. oby tak dalej!

    ja jestem względnie szczęśliwa. i ne chodzi mi tu, że chcę więcej materialnie; po prostu nie spełniłam jeszcze swojego największego marzenia - sprzedania biznesu w UK i powrotu z rodzinką do Polski na stałe, gdzie mielibyśmy swój dom, swoje miejsce na ziemi i rodzinę blisko... ale to potrwa, z różnych przyczyn nie do przeskoczenia, jeszcze kilka lat niestety :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem co masz na myśli, brakuje Ci właśnie tej bliskości rodziny z której ja korzystam kiedy tylko mogę. Jest wiele osób, które mają rodzinę blisko,a nie doceniają tego. Mam nadzieję, że jednak uda się Wam szybko poukładać wszystkie sprawy z biznesem, z przeprowadzką. A ten czas oczekiwania nie będzie taki straszny:)

      Usuń
  10. Fajny jest moment kiedy potrafimy docenić to co mamy. Szczególnie jeśli życie wcale nie jest idealne. Kiedy zdarzają się problemy i choroby i tragedie. A my nadal podchodzimy do dzisiejszego dnia z wdzięcznością.
    Zakupy? Meble? Dodatki? Bombki na choinkę? Czysta podłoga? To wszystko staje się tak mało ważne jak odnajdzie się w życiu prawdziwy cel, radość i poczucie spełnienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję Ci za ten post. Był mi bardzo potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę! A ja dziękuję, za Twój komentarz :*

      Usuń
  12. Z przyjemnością przeczytałam ten post :) Osobiście powoli przestaję czytać wszelakie blogi "rozwojowe" i motywacyjne ponieważ w moim życiu wyrządzają więcej krzywdy aniżeli pożytku, powoli zaczęło mnie denerwować to ciągłe "musisz wychodzić ze swojej strefy komfortu!", "musisz się rozwijać!" działało to na krótką chwilę dostawałam kopa energii aż do pewnego momentu kiedy w moim życiu zdarzyło się coś co zachwiało mną na moment (w tamtym czasie myślałam, ze to koniec świata ;)) i raz, że popchnęło mnie do zrobienia rzeczy, które robiłam bo przecież "powinnam" bo to mnie rozwija ale tak na prawdę nie przynosiło mi satysfakcji tej takiej "prawdziwej" i o wiele więcej stresu zaczęło mi to przysparzać, "zastój", nie chęć bo "muszę się rozwijać, bo ludzie lubią się otaczać tylko osobami, które mają ciekawe zycie, którzy pchają ich do przodu - motywują innych do działania" itd, itd nie wiem czy to co piszę wgl ma sens albo może ja jestem już totalną osobą bez ambicji :) Szkoda, że nikt nie chce napisać, że przecież stabilizacja też jest ok! Że nie ma nic złego w tym, że zamiast wieczorami "trzaskać" km albo podnosić kolejne ciężary ktoś woli spędzać czas z książką lub filmem, że jeżdżenie w Polskie góry albo nad morze a nie co roku zwiedzanie innego egzotycznego kraju też jest ok! Albo to, że nie będę drugim Billem Gatesem albo że nigdy nie bede zarabiac x tysięcy a mimo to skromna 4 cyfrowa wypłata kogoś zadowala? Dlaczego stabilizacja - punkt w którym stwierdzamy, że jest nam całkiem ok, ze może nie mamy ciekawego życia, nie mamy pasji której historiami moglibyśmy zabawiać znajomych jest uważana za coś złego?
    Przepraszam za taki chaotyczny komentarz, potrzebowałam się troszkę wyżalic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co napisałaś, to wyjęłaś mi z głowy hehhe i ja tak skromnie zawarłam to w ostatnim akapicie tego postu. Bo już nie wiedziałam jak to ubrać w słowa i bałam się, że ten tekst tak jak kilka innych ugrzęźnie gdzieś w sieci, bez publikacji.

      Ja uważam, że to wcale nie jest złe, lubić tą stabilizację:) Że nie trzeba, chociaż się tego od nas wymaga, tego bycia ambitnym, ganiającym za rekordami, życiówkami, sukcesami w pracy itd. Nie jesteś bez ambicji, po prostu doceniasz życie jakim jest, nie musisz mieć ciągle więcej i więcej. Życie może być ciekawe nawet takie spokojne, właśnie, film, książka czy kawa/herbata w miłym towarzystwie:) I nie musi być w sieciowej kawiarni, może być w domu, albo nawet z termosu na łące, bo czemu by nie??

      Dziękuję Ci za ten komentarz, jest dla mnie bardzo cenny, myślę, że nie tylko dla mnie, ale i dla reszty moich czytelników. Jeszcze raz dziękuję :* I żyj tak jak lubisz, bo życie jest tylko jedno :) p.s. Zdradź co tam ciekawego czytasz:P

      Usuń
  13. Pozytywne nastawienie bije od Ciebie na 600 km i dociera do mnie nawet na południe Polski :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Fajnie się tym dzielić z innymi.

      Usuń
  14. Witaj Bogusiu
    Pierwszy raz komentuję chociaż czytam Cię od dawno, ale dzisiejszy post bardzo mnie zainspirował.
    Uwielbiam czytać Twoje posty, bo "są bardzo życiowe". Nie piszesz o kolejnych zakupach x kosmetyków, nie porównujesz 10 odcieni różów. Tak, jak ma to miejsce na innych blogach, ja oczywiście tego nie krytykuję ale nie oszukujmy się, żadna przeciętna dziewczyna nie posiada 10 różnych podkładów. Zawsze zazdrościłam im, że dostają tyle kosmetyków, ale teraz jak o tym myśle to ta ilość chyba by mnie przytłoczyła. Sama zużywam wszystkie swoje zapasy( niestety jeszcze pozostałości po pasji posiadania wielu kosmetyków) i kupuję tylko wtedy jeżeli dany kosmetyk mi się skończy. Niestety mam ogromne problemy z cerą trądzikową dlatego mam dużo kosmtyków do twarzy, bo wciąż nie mogę trafić na takie, które mi odpowiadają, ale w innych kategoriach prawie udało mi się wprowadzić minimalizm;)
    Dlatego mam prośbę, Bogusiu pisz dla nas jak najczęściej :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za Twój komentarz. Nie ma chyba czego zazdrościć, ja się zawsze zastanawiam, kiedy one to zużyją i czy faktycznie mają na to czas? By wypróbować każdy z tych kosmetyków.

      Co do problematycznej cery i większej ilości kosmetyków, w moim przypadku im prostsza pielęgnacja tym skuteczniejsza. Jak wprowadzasz coś nowego, to daj temu czas, by zobaczyć czy działa. I nie wprowadzaj zbyt wiele nowych elementów jednocześnie. Zastanów się, co może Ci szkodzić? Przeanalizuj składy. Prowadź dzienniczek i zapisuj, co jadłaś, co użyłaś i jak wygląda danego dnia Twoja cera:) Może to Ci pomoże.
      Postaram się pisać częściej! Pozdrawiam

      Usuń
  15. Okresy "bez zakupów" wypełniam realizacjami diy w domu z rzeczy nienoszonych lub znudzonych. Taki detoks działa na mnie bardzo twórczo :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zajęło mi to sporo czasu żeby osiągnąć ten poziom szczęścia i zadowolenia z siebie i akceptacji swoich słabości, ale myślę, że jestem już na tym poziomie wtajemniczenia gdy żyje się dla siebie, po swojemu, swoim tempem. Nie jest jeszcze idealnie, ale jestem cholernie i piekielnie szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nigdy nie będzie idealnie, ale bardzo blisko ideału już tak, więc warto czerpać z tego radość ;)

      Usuń
  17. mądrze prawi, polać jej! :) a tak na serio to akurat przechodzę mały (?) kryzysik i Twój post BARDZO mi pomógł. muszę się nauczyć doceniać takie małe rzeczy a nie ciągle narzekać...
    Pozdrawiam mikołajkowo!
    /magdasierocinska.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe, ale mnie rozbawiłaś :) Kryzys minie, zobaczysz! Jeśli potrzebujesz takiej małej motywacji, to codziennie wieczorem zastanów się, co wydarzyło się miłego, co zrobiłaś dla siebie, co sprawiło Ci radość ;) Pozdrawiam

      Usuń
  18. Uwielbiam czytać takie wpisy i rozumiem co chcesz powiedzieć, bo pół roku temu ja popełniłam podobny wpis: https://checkingmyself.wordpress.com/2016/06/26/37-zadowolona-25/?wref=pil
    Cieszę się, że są ludzie, którzy doceniają małe rzeczy i mówią o tym głośno. Może zainspirujemy jeszcze kogoś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością przeczytam Twój post:) Warto o tym pisać, bo tak jak mówisz, można kogoś zainspirować :)

      Usuń
  19. Na Twój post natknęłam się tego samego dnia kiedy się u Ciebie pojawił ale zachowałam go dotąd otwartego w karcie, potrzebując poświęcić na niego tyle czasu, by go na spokojnie przeczytać. Wyczułam, że będzie genialny i się nie zawiodłam. Bardzo podoba mi się sposób w jaki piszesz. Co więcej mogę powiedzieć? Marzę o tym by być w takim stopniu usatysfakcjonowana ze swojego życia, także tego uczuciowego. Osobiście zaprzyjaźniam się z cukrzycą więc rozumiem przez co przechodzisz. I mimo że to inna przypadłość u mnie wygląda to identycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Skoro już zaprzyjaźniłaś się z cukrzycą, to będzie już tylko lepiej. A życie uczuciowe ułoży się zapewne wtedy, gdy nie będziesz się tego w ogóle spodziewać! Nic na siłę ;)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  20. Piękny tekst! Bardzo lubię, jak poruszasz takie tematy na blogu :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo mądry wpis i mnóstwo zdrowego spojrzenia na życie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękny wpis :) Pełen wdzięczności i miłości.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!