18 kwi 2016

Co zrobiłam z niechcianymi książkami?

Nie pisałam od tygodnia, czas zajmują mi inne aktywności te ważniejsze i mniej ważne. Slow life po prostu życie, w moim własnym niewymuszonym tempie. Jest mi tak dobrze, chociaż z drugiej strony tęsknię. Ale im dłużej ta przerwa trwa tym trudniej, pomimo, że mam kilka pomysłów na posty. I to takie sprawdzone przeze mnie rozwiązania już od jakiegoś czasu. Układam słowa w głowie, ale brakowało motywacji, chęci sama nie wiem czego, by usiąść i przelać je na klawiaturę. 

W każdym bądź razie w dalszym ciągu zapisuję co ubyło, a co przybyło? [To seria postów - bilansów z dalszego oczyszczania mojego mieszkania i świadomych nowych zakupów. Z przemyśleniami, uczuciami jakie mi wtedy towarzyszą.] I chociaż nie mam już wielkiego parcia na pozbywanie się przedmiotów a ilość posiadanych coraz bardziej mnie satysfakcjonuje, to od lutego ubyło tak wiele, że jeden post może nie unieść takiego ciężaru. Postanowiłam omówić chociaż część tych "ubytków" w osobnych postach, szczególnie te na których temat mam do powiedzenia coś więcej. 

Dziś będzie o książkach, tych przeczytanych, ale już nie chcianych. I pomimo, że niektóre bardzo mi się podobały, nie mam zamiaru do nich wracać. Bo książek jest tak wiele, a czasu zawsze za mało, bym mogła przeczytać wszystko czego zapragnę.
olx (dawna tablica)
To było pierwsze miejsce o którym pomyślałam chcąc sprzedać książki. Ogłoszenie ustawiamy za darmo, ale możemy również je odpłatnie promować. Co kilka dni przysługuje nam darmowe "odświeżenie" ogłoszenia, więc ponownie przyciągnie wzrok potencjalnych nabywców. Jak to z każdym produktem, który sprzedać chcemy, by zwiększyć szanse: należy go wyczerpująco opisać i umieścić dobrej  jakości zdjęcie. Oczywiście trzeba się liczyć, że nie odzyskamy całej sumy zainwestowanej w książkę, bo do kosztów książki często trzeba doliczyć koszt przesyłki. A nikt nie chce używanej książki w cenie nowej do nabycia w księgarni. Najlepiej sprzedają się książki na topie, trylogie sprzedawane w komplecie lub książki starsze na podstawie których nakręcono filmy. I takim sposobem udało mi się sprzedać kilka sztuk. Nie zarobiłam na tym kokosów, ale zawsze to kilka złotych w mojej kieszeni i satysfakcja, że książka będzie przeczytana jeszcze przez kogoś.
skupszop 
To miejsce o którym dowiedziałam się od jednej ze znajomych, która czyta mojego bloga i ujawniła się w komentarzach (dlatego tak cenię sobie Wasze komentarze!). Na tym portalu można sprzedać wszystkie książki wydane po 2005 roku (oprócz podręczników). Cena ustalana jest indywidualnie do danej pozycji, po wpisaniu na stronie numeru ISBN (na tylnej stronie okładki, pod kodem kreskowym). Jeżeli satysfakcjonuje Cię suma, którą oferuje skupszop dodajesz książkę do "koszyka sprzedaży", ale nie musisz. Decyzja należy do siebie. Aby sprzedać książki musisz uzyskać sumę 15 zł (co można osiągnąć nawet przy jednej nowszej książce), bez górnego limitu. Aby kurier odebrał od nas książki za darmo trzeba uzbierać sumę 25 zł. Poniżej tej sumy wysyłamy we własnym zakresie, a skupszkop zwraca nam 8 zł za przesyłkę na podany numer konta w potwierdzeniu (do wydrukowania/przepisania ze strony) oraz przelewa ustaloną wcześniej sumę za książki. Ja właśnie w ten sposób sprzedałam kilka książek. Było to dla mnie prostsze i bardziej opłacalne niż w przypadku olx. Z szybkości transakcji byłam bardzo zadowolona, o czym wspominałam na facebooku już jakiś czas temu. I chętnie z tego portalu skorzystam ponownie. To nie koniec możliwości, na skupszop można zakupić książki używane, nie brakuje tam książek, które właśnie są na topie;) 

wiewiórka
Z wiewiórki korzystałam oddając stare płyty z muzyką, grami w oryginalnym opakowaniu i w ten sposób na kartę płatniczą wróciło do mnie ok. 18 zł. I byłam usatysfakcjonowana. Nie oddawałam innych przedmiotów, więc się nie wypowiadam. Ale Kasia z drogadominimalizmu opisywała tutaj swoje doświadczenie. Niestety za książkę (posiadająca kod kreskowy, oprócz SAG i Harlequinów) otrzymujemy z powrotem jedynie 1,14 zł i minimalna ilość, którą oddajemy to 10 sztuk. Kurier odbiera od nas przedmioty za darmo w specjalnym worku, który otrzymujemy przy rejestracji na stronie. Plus wiewiórki to możliwość wspierania wybranych przez nas fundacji charytatywnych. 

biblioteka
Z tego co mi wiadomo, można swoje książki oddać (za darmo) do biblioteki, jednak ja tego nie próbowałam. Nie wiem jakie jest zainteresowanie ze strony biblioteki starszymi książkami. Czy kolejnym tomem "50 twarzy Greya", pisząc o tym przypomniał mi się link znaleziony w sieci, o Walijskim sklepie charytatywnym, który z egzemplarzy tej książki wybudowało fort. Jeżeli masz jakieś doświadczenie w tej kwestii, zostaw proszę komentarz: co i jak?

bookcrossing i inne 
Również forma nie zarobkowa, w Gdyni książki można zostawić na regałach bookcrossing w C.H. Batory <zdjęcie>, na przeciwko sklepu Piotr i Paweł i początkowo tam chciałam zostawić część książek. Myślę, że takie akcje organizowane są też w innych miastach. Ale ostatecznie zostawiłam je w kawiarni Mikroklimat <zdjęcie> na ul. Antoniego Abrahama 26 (koło C.H. Batory). Jeżeli będziecie w okolicy, koniecznie skosztujcie kawy i deseru (normalne i wegańskie opcje w menu). Wracam tam co jakiś czas, jest tam pięknie i pysznie, a ostatnio i ja zdecydowałam się zabrać stamtąd książkę do domu, którą wczoraj zaczęłam czytać. 

charytatywne aukcje allegro
U Matyldy przeczytałam o tym, jak sprzedała 23 książki za 551,50 zł! Imponujący wynik! Nie wiedziałam o takiej możliwości wcześniej, szkoda, że tak mało o tym się mówi, dlatego tym bardziej odsyłam do przeczytania postu Matyldy. 

Więcej możliwości nie znam, ok, można książkami wymienić się z rodziną czy znajomymi. Co również w miarę możliwości robię. 

Oczywiście są też książki, które po przeczytaniu dalej zasilają moją biblioteczkę (regał w pokoju, czy czytnik Kindle). A nawet są tytuły przeczytanych przeze mnie książek (pożyczonych), które chciałabym mieć na własność. Może za miesiąc, dwa, a może za rok lub później jej zawartość ulegnie zmianie, ważne by biblioteczka była dopasowana do moich potrzeb.

Minimalizm według mnie nie wyklucza posiadania przez nas książek, ważne by ich obecność w naszym życiu i domu nam nie ciążyła. Bo po co nam regał wypchany po brzegi, gdy nie mamy w skali roku czasu na przeczytanie nawet jednej książki? Ja korzystam. Gdy mogę - czytam, Mąż nazywa mnie molem książkowym, ale przesadza! Na pewno są bardziej zaczytane osoby ode mnie. Ale w tym roku przeczytałam już 10 książek, biorąc pod uwagę fakt, że w 2015 przeczytałam 15 pozycji, mam szansę pobić swój rekord:)

Wracam do życia, a Ciebie proszę - zostaw po sobie ślad w postaci komentarza, bym wiedziała, że nie piszę "do szuflady". Miłej nocy!

42 komentarze:

  1. Ja mam to do siebie, że książek nie potrafię się pozbyć :) Mają one dla mnie jakąś nadzwyczajną wartość, więc wszystkie grzecznie kurzą się na półkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem czy dla mnie istnieje jakakolwiek rzecz, która miałaby nadzwyczajną wartość:P Ale rozumiem, że inni mogą tak odczuwać.

      Usuń
    2. Też tak myślałam, dopóki przez lato nie przeczytałam wszystkich książek, ktorych tak bardzo nie chciałam oddać. Zostawiłam tylko te, które faktycznie, po wielu latach, maja dalej nadzwyczajna wartość. Tak w ramach ciekawostki, wszystkie książki o Muminkach, rozleciane, z potarganymi okładkami, które czytaliśmy jako dzieci. :)

      Usuń
  2. ja mam z książkami problem ,uwielbiam czytac a w bibliotece nie ma wszystkiego. Chyba czas na nocy cel -kindle :) ( ps siedząc przy laptopie i otwierając posta nakładalam krem pod oczy i wsadziłam sobie palec do oka ,teraz wyglądam jakbym płakała cały dzien :D ale Bogusia dodała posta to od razu trzeba otworzyć !)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety biblioteki nie są wstanie mieć wszystko o czym zapragniemy, zawsze możesz kupić też papierową książkę i ją później sprzedać:P
      Ojej oby szybko przestało boleć!

      Usuń
  3. skupszop nie jest oplacalny. 22 grosze za ksiazke mi naliczylo, a nie byla taka stara. Przesadzaja z kwotami.
    Uwielbiam olx. Udaje mi sie tylko na olx sprzedawac i dosc sprawnie wszystko idzie :). Juz sie nie moge doczekac, az znikna mi wszystkie niechciane rzeczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak spisałam wszystko, co miałam do oddania (ponad 30 książek), to w sumie wyszło... 11zł. Trochę się wtedy zdenerwowałam, bo straciłam czas na wpisywanie kodów (z których części nawet nie rozpoznało), a ostatecznie wpakowałam książki w siatkę i zaniosłam do nowo powstałej biblioteki plenerowej ;)

      Usuń
    2. Ja sprzedałam tam 5 książek i uzbierała się suma 25 zł, na olx wisiały i wisiały a nie było zainteresowania. Owszem były i książki za które chcieli dać 16 groszy, ale takich po prostu tam nie oddałam.

      Usuń
    3. A mi za 5 książek naliczyło 45 zł :) Być może te za 22 grosze to jakieś bardzo stare, ja chciałam sprzedać głównie książki z lat 2013-2015

      Usuń
    4. Też tak mi się wydaje;) To co dla nas jest "cenne" dla innych nie koniecznie musi być.

      Usuń
  4. nie wiedziałam o skupszopie. fajna sprawa :) ja staram się nabywać książki w wersji elektronicznej,a papierowe, których już nie chcę, oddaję do charity shopów, bo tak mi najwygodniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz też kupuję elektroniczne odkąd mam kindle, ale są pozycje o których myślę, że chce mieć papierowe a później po przeczytaniu chęć mija:P Charity shop - świetna sprawa!

      Usuń
  5. Chyba i ja się skusze i popatrze na polkach

    OdpowiedzUsuń
  6. Zamiast kupować wypożyczam. :) kupuję tylko takie dobrze wydane książki do których będę wracać - specjalistyczne, naukowe, jakies przepisy lub o zywieniu, wartościowe, żadnych słabych beletrystycznych na jedno czytanie. Słabych lub jednorazowych :) książek pozbywam się na allegro, rzadziej na Olx. Moja znajoma za radą bibliotekarki oddala swoje dziecięce książki do domu samotnej matki, ale musiały być w dobrym stanie. Czasem zostawiam tez książki przy portierni w budynku w którym mieszkam - zawsze od razu znikają - pewnie starsze osoby biorą. Tak pozbylam się tez nieużywanych notatnikow i kalendarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pożyczanie to najoszczędniejsza i najbardziej minimalistyczna opcja;) Ale czasami chcemy coś dla siebie. Również kupuję książki kucharskie w wersji papierowej np. jadłonomia bo tak najłatwiej mi się z niej korzysta, lub te naukowe, do których chcę wrócić na wyrywki a nie umiem tak sprawnie odszukiwać tych informacji na czytniku kindle.
      Świetny pomysł z tą portiernią u mnie niestety nie ma takiej opcji, dlatego zaniosłam do kawiarni:)

      Usuń
  7. Na szczęście nie jestem 'książkoholiczką' i mam same ulubione pozycje, do których wiem, ze będę wracać. Także sprzedaż mnie ominie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najlepsze co może się przydarzyć :)

      Usuń
  8. Mam dobry kontakt z paniami pracującymi w bibliotece ( kontakty zawodowe :). Nie raz opowiadały, że ktoś się obraził bo nie chciały przyjąć książek do biblioteki. Prawda jest taka, że ludzie przynoszą stare książki, takie których nikt nie czyta albo te które już są w księgozbiorze - nie nowości. Biblioteka nie jest z gumy, szczególnie ta gminna z małą ilością miejsca. Ja oddałam książki właśnie na skupszopie - wyszły grosze, ale dla mnie ważniejsze było oczyszczenie mojej przestrzeni z nadmiaru rzeczy. Teraz wypożyczam książki z tej małej biblioteki właśnie. Nie jest prawdą,że w bibliotekach nie ma nowości - w kilkutysięcznej gminie znajdę premiery z przed roku. Już sporo oszczędziłam na książkach i nie mam bałaganu :) Dodam, że teraz biblioteki są super nowoczesne, można przeglądać nowości i zamawiać książki przez Internet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to rozumiem, jak najbardziej. Biblioteka to nie wysypisko śmieci czy czyjaś piwnica, do której oddajemy niechciane rzeczy. A swoją drogą to powinnam się w końcu zapisać do biblioteki, na mojej dzielnicy ponoć jest dobrze prosperująca biblioteka i też można zrobić sobie rezerwację na książkę:)

      Mi też nie zależało na wzbogaceniu się, za 5 książek na skupshop otrzymałam 25 zł i mi to nie przeszkadzało, pewnie, że mogłabym pojedynczo wystawiać książki itd. ale musiałabym też 5 razy iść na pocztę;P

      Usuń
  9. zaciekawiłaś mnie tym skupszopem. może spróbuję.

    bibliotece nie bardzo wypada odmówić przyjęcia darów książkowych. często biorą i mają problem (ewentualnie używają jako podpałkę ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, z komentarzy powyżej widzę, że nie każdy jest tak optymistycznie nastawiony, ja owszem nie zarobiłam kokosów, ale przynajmniej pozbyłam się jednorazowo większej ilości książek.

      Chyba wypada, nie mają ścian z gumy:P O używaniu jako podpałkę nigdy nie słyszałam, ale może w mieście to się po prostu nie da.

      Usuń
  10. I mnie temat pozbywania się książek nie jest obcy. Jednak przede wszystkim skorzystałam z opcji zasilenia zasobów biblioteki miejskiej (dział dla dorosłych oraz dla dzieci), a także biblioteki szkolnej. ( w szkole, do której uczęszczają moi chłopcy). W obu przypadkach było to jakże trafne posunięcie, sądząc po reakcjach pań bibliotekarek. Wiem, że mogłam sporą część z tych książek wystawić na sprzedaż, ale nie zrobiłam tego z jakże prozaicznego powodu - czas. Tak jak napisałaś, trzeba zrobić dobre foto, solidnie opisać produkt itp. Ja niestety nie mam czasu na takie "bawienie się", więc zrezygnowałam z tej opcji. I tak zresztą mamy jeszcze sporo egzemplarzy, których nie potrzebujemy, może któregoś dnia dojrzeję jednak do opcji sprzedaży... Acha, część książek jednak sprzedałam - jako makulaturę - te bardzo zniszczone, czy stare podręczniki itp. Trochę kasy do skarbonki wpadło - ponad 60zł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że spotkałaś się z tak miłym przyjęciem. Ja nie mam nikogo w wieku szkolnym, więc u mnie działa to w drugą stronę - nie chce mi się iść do szkoły i pytać czy przyjmą książki. Dlatego opcja z skupszop była dla mnie najatrakcyjniejsza, wszystkie książki w jedną paczkę i po problemie. Wow 60 zł za makulaturę super!

      Usuń
  11. Super! Skorzystam z Twojego wpisu, jest tu dla mnie kilka interesujących pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo Ci dziękuję za ten post! Mam cały karton książek, których nikt ode mnie nie chce, więc może teraz będę umiała bardziej umiejętnie dać im drugie życie i przy okazji odzyskać kilka groszy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś weszłam na skupshop i zniechęciły mnie niskie ceny jednostkowe książek, ale do tej pory na olx nie udało mi się sprzedać tych pozycji, więc tak czy siak chyba skorzystam z szopa :D

    Świetne pomysły! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ma się miejsce, można trzymać i czekać, aż może ktoś kupi na olx. Ale książki się starzeją, więc ja wolałam oddać w jedno miejsce, za jedną przesyłka na skupszop

      Usuń
  14. Fajny post, lubię Twoje podsumowania dotyczące pozbywania się rzeczy, nawet jeśli nie będą regularne ;)Dzięki za polecenie skupszopu, skorzystam z ciekawości. Mi udało się ostatnio sprzedać dwie sagi (komiksową i książkową) za prawie 300 zł, właśnie na OLX. Do jednej było sporo chętnych nawet mimo tego, że nie zrobiłam na początku zdjęć. Także OLX sobie chwalę, ale tak jak piszesz: sagi się sprzedają, mniej poczytne pozycje leżą tygodniami.

    Swoją drogą, ja jestem ciekawa, jakie książki zostają w Twojej biblioteczce. W końcu całe to pozbywanie się ma nam pomóc w docenieniu tego, co mamy, prawda? U mnie zostaje głównie ukochana fantastyka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Wow! Gratuluję, to niezła sumka wróciła na Twoje konto;) A co do książek, które u mnie zostają to książki autora Dan Brown, bo z przyjemnością do nich jeszcze kiedyś wrócę, czy Millenium, które mam już na czytniku, oraz różne poradniki/naukowe na temat żywienia - lubię w formie papierowej by wrócić na wyrywki. itd.:)

      Usuń
  15. Ja akurat książek nie czytam (a jesli juz to pozyczone, chyba jeszcze nigdy nie kupilam książki) wiec nie musze ich sprzedawc ale zawsze warto wiedziec ze istnieja takie stronki;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli chodzi o oddawanie książek do biblioteki to oddaję je tam od czasu do czasu (dokladnie do biblioteki prowadzonej przy jednostce wojskowej-mówiąc tak w uproszczeniu). Pani bibliotekarka mówiła, że sprawdzają u siebie w zbiorach czy mają taka oddana książke, jeśli już mają to wtedy kontaktują się z innymi bibliotekami (np. miejską, więzienna) i przekazują dalej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, wiadomo, że książkami, które już mają nie koniecznie będą zainteresowani. A taka wymiana między bibliotekami to super sprawa! :)

      Usuń
  17. Jeszcze jedna opcja mi sie przypomniała :-) mam konto na stronie Lubimy Czytać (jest to jakby wirtualna biblioteczka) i tam w "nowych dyskusjach" uzytkownicy wystawiaja ksiazki, ktore chca sprzedac. Mi osobiscie nie udalo sie sprzedac, ale kupilam 3 ksiazki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam tam konto, ale jakoś nie wdawałam się w "dyskusje" :) Dzięki za podpowiedź. Pozdrawiam

      Usuń
  18. Ja oddalam prawie 200 książek do biblioteki osiedlowej. Byly to wartościowe pozycje, wiec nie zastanawiałam sie nad tym czy sie przydadzą, bo wiedziałam, że tak. Jeszcze trochę mam tytułów i zamierzam się ich pozbyć w ten sam sposób. Pozdrawiam, strilinga:)

    OdpowiedzUsuń
  19. pierwsza opcja jest bardzo interesująca! jutro chyba się tym zajmę :) dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  20. Książki to te rzeczy, których nie chcę się pozbyć. Może przyjdzie i na to kiedyś odpowiednia pora...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!