25 kwi 2016

Kosmetyki i akcesoria, które kupiłam ponownie.

Podobno, aby blog odnosił sukces i miał grono czytelników należy pisać, często, nie czekać na wenę. Ale ja łamię te zasady, nie lubię przymusu. Czekam na wenę, która przyciągnie mnie do klawiatury, bym przelewała słowo za słowem. Nie będę pisać na siłę, niech każdy post na blogu wnosi wartość dodatnią. Tak samo z aktywnością fizyczną i nie mam wyrzutów sumienia, że ostatni tydzień był bezproduktywny. Spałam w dzień, gdy tego potrzebowałam, a w nocy czytałam książki. Przebywałam z mężem, rodziną i znajomymi, na tyle na ile było to możliwe. Nawet częściej niż zwykle jadałam na mieście, bo nie miałam chęci na stanie w kuchni. I podczas tych dni wena wróciła, chcę Ci opowiedzieć o kosmetykach i akcesoriach, które kupiłam ponownie, czy używam nieustannie. To według mnie najlepsza rekomendacja.

Zacznę od najbardziej przyziemnych jak: antyperspirant w suchym kremie Garnier, nie zliczę, które to już opakowanie. Pomiędzy skusiłam się na inne antyperspiranty, czy nawet DIY, ale posłusznie wracam do Garniera. Może nie jest to ideał, bo nie ma naturalnego składu, ale spełnia wszystkie inne funkcje, które od antyperspirantu oczekuję. Mianowicie niezawodna ochrona, suche pachy, bez przykrego zapachu i podrażnienia. 

Następnie krem do depilacji Bielenda - Vanity. Owszem, gdy mogę wybieram wosk, bo efekty są na dłużej. Ale, gdy nie mam czasu na zapuszczanie włosków pomiędzy jedną a drugą depilacją, albo zwyczajnie w świecie nie chcę cierpieć - sięgam po krem. Przetestowałam już kilka rodzajów, ale ten widoczny na zdjęciu jest najlepszy. W 10 minut usunie nawet mocniejsze włoski z bikini, jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Przy czym nie ma charakterystycznego (dla tego typu produktów) smrodliwego zapachu, który zraził mnie podczas pierwszej przygody z kremami kilka lat temu. Włoski odrastają miękkie, skóra nie jest podrażniona, tak jak mam w przypadku golenia maszynką. Depilację kremem wykonuję raz na tydzień - półtora.

Solna pasta do zębów Babci Agafii to niedawne odkrycie, aktualnie trzecia tubka w użyciu. W 99 % o naturalnym składzie, bez fluoru. Dobrze oczyszcza zęby w połączeniu ze szczoteczką elektryczną i odświeża oddech. Nie podrażnia moich dziąseł, które niejednokrotnie krwawiły przy stosowaniu innych past. Ma również znośny smak, co przemawia na korzyść, bo kto chociaż raz mył zęby pastą parodontax to wie, jaka jest paskudna!

Jeżeli mowa o higienie, to ponownie w mojej łazience pianka do mycia ciała Organique. Miałam już zapach kolonialny, pomarańczy z chili, a obecnie lawenda z cytryną. Musisz wiedzieć, że nie przepadam za zapachem lawendy, przeważnie mi śmierdzi i mnie męczy. Ale w sklepie stacjonarnym można powąchać każdy produkt a nawet wypróbować na własnej skórze. Tak też uczyniłam i mnie urzekł! Może nie jest to najtańszy produkt ok. 30 zł/200 ml, ale ja nie stosuję tej pianki codziennie. Genialnie sprawdza się podczas golenia nóg czy pach (niestety włoski po depilacji laserem diodowym dalej odrastają). Ułatwia poślizg a przy okazji pielęgnuje i nie przesusza skóry. 

Kolejny produkt marki Organique - maska do włosów. Nie widzę szczególnej różnicy między maską anti-age, którą aktualnie używam a wcześniejszą maską energazing, oczywiście poza zapachem. Z czystym sumieniem stwierdzam, że to jedne z lepszych masek do włosów jakie stosowałam. Doskonale nawilżają włosy i utrzymują ten stan, nawet przy trudnych warunkach (zima, ogrzewanie, suszenie włosów suszarką, ocieranie o szalik, płaszcz itd). Wysoką cenę produktu rekompensuje wydajność, maskę mam od 3 miesięcy a została jeszcze 1/4 w opakowaniu. Teraz przy krótkich włosach wystarczy mi na jeszcze dłużej. Inne skuteczne maski do włosów, po które sięgałam niejednokrotnie to maski L'biotica. Są tańsze, w większej pojemności i lepiej dostępne, ale mają rzadszą konsystencję przez co zużywają się szybciej. 

W temacie włosów na uwagę zasługuje jeszcze kompaktowa szczotka Tangle Teezer, która nie załapała się na zdjęcie. Ale stosuję codziennie od ponad 4 lat i jestem bardzo zadowolona z zakupu. Nie ciągnie za włosy, dobrze rozczesuje na sucho i na morko. Wersje kompaktową łatwo zabrać ze sobą w podróż, czy do torebki a ząbki nie odkształcą się. Spadła mi kilkakrotnie na ziemię, bo jestem niezdarą i trochę odeszła złota farba z górnej części, ale nie wpływa to komfort użytkowania.

Tak samo od 1,5 roku w użyciu są gumki Invisi Boble przypominające sprężynki. Obecnie mam drugie opakowanie, ale tylko dlatego, że dwie sztuki z pierwszego (sprzedawane po 3 szt.) gdzieś się zagubiły (pewnie kocur, przede mną ukrył, bo to dla niego najlepsza zabawka). Nie szarpią włosów i nie zsuwają się z nich nawet podczas biegania czy innych aktywności fizycznych.

Ogromną sympatią darzę suche szampony Batiste, szczególnie wersję XXL volume z lakierem. Nie raz ratował mi włosy, na kilka minut przed niespodziewanym wyjściem, czy na wyjazdach z utrudnioną możliwością częstego mycia włosów. Oczywiście suchy szampon nie zastąpi tradycyjnego mycia, co powtarzam za każdym razem, gdy o nim wspominam, ale warto mieć go na czarną godzinę. I pamiętaj, przy stosowaniu suchych szamponów należy raz na jakiś czas porządnie oczyścić włosy i skórę głowy peelingiem. Gotowy peeling można zakupić w sklepie lub salonie fryzjerskim, ale można też wykonać samodzielnie w domu. Mieszając mieloną kawę, cukier i szampon do włosów w proporcjach 1:1:2. Następnie wmasować w wilgotną skórę głowy i obwicie spłukać wodą.

Kawa (na zdjęciu) to mydło peelingujące Ministerstwo Dobrego Mydła które stosuję do masowania i złuszczania martwego naskórka z ciała. Po przetestowaniu różnych produktów: żeli peelingujących, peelingów cukrowych, czy słynnego peelingu kawowego Body Boom stwierdzam, że kostka myjąca jest dla mnie najwygodniejsza w użyciu. Pierwszy raz styczność z tego typu produktem miałam kilka lat temu, dostałam w prezencie od Emilii (która niestety porzuciła blogowanie) własnoręcznie zrobione mydełko. Później robiłam też w domu, rozpuszczałam mydło w kąpieli wodnej, dodawałam mieloną kawę, przekładałam do foremek, zamrażarki itd. Ale moje lenistwo bierze górę i z wygody sięgam po gotowce. A wiem, że Ministerstwu Dobrego Mydła można zaufać, to młoda, prężnie rozwijająca się polska firma:) Kawa słynie z właściwości ujędrniających, więc tym chętniej po to mydełko sięgam co 2-3 dni pod prysznicem, masując nogi, pupę, brzuch a nawet ramiona i plecy. Nie brudzi tak bardzo otoczenia jak peeling Body Boom. Nie ma właściwości natłuszczających, ale nie zauważyłam by przesuszyło moją skórę, a nie jestem regularna w balsamowaniu ciała. Chociaż ćwiczę ostatnio mniej, nogi i pupa zachowują swoją jędrność. Mydło zamówiłam w dzień kobiet (8 marca) i od tej pory zużyłam około połowę. Za ręcznie robione mydełko o naturalnym składzie trzeba zapłacić 21 zł/100 gram + koszt przesyłki (szybkiej i pięknie zapakowanej). Uważam, że warto!

Do masowania i oczyszczania skóry twarzy od października (mój prezent urodzinowy) regularnie używam szczoteczki sonicznej Foreo Luna mini. Co prawda już tylko raz dziennie, a nie dwa tak jak na początku, ale w zupełności mi to wystarcza by cieszyć się czystą i promienną cerą. Ponieważ szczoteczka jest wodoodporna, najczęściej używam ją pod prysznicem, gdy na włosach mam maskę. A później twarz spłukuję obwicie wodą. Te 2 minutki to dla mnie dogłębne oczyszczenie i masaż twarzy w jednym. Po zwykłym myciu dłonią i żelem czy z pomocą ściereczki, pory skóry nigdy nie były tak czyste, a skóra miękka w dotyku. W połączeniu z naturalną pielęgnacją dobrze zapobiega pierwszym oznakom starzenia. Jest na tyle delikatna, że nie można wyrządzić sobie nią krzywdy, nawet przy delikatnej i naczyniowej cerze. Dla jednych to będzie tylko drogi gadżet, dla mnie to pewnego rodzaju inwestycja. W szczoteczce nie trzeba wymieniać nakładek, wystarczy ją odkazić i może być stosowana nawet przez kilka osób jednocześnie. Więc mój mąż też od czasu do czasu z niej korzysta. Kolejny plus, to mniejsze zużycie produktów do mycia twarzy, bo doskonale spienia produkt. Właśnie mam na wykończeniu 200 ml żelu Organique, a od zakupu minęło pół roku!

Ponownie zachwalę wielorazowe płatki kosmetyczne, bo używam ich dzień w dzień do demakijażu. Niestety nie załapały się na zdjęcie zbiorowe, bo aktualnie wszystkie sztuki oczekiwały na pranie. 15 sztuk daje mi ten komfort, że wystarczy wyprać je raz na tydzień - półtora dorzucając do białego prania. A, że piorę w ekologicznych kulach piorących, nie mam obaw, że mają kontakt z chemią, czy zanieczyszczam środowisko.

Do nocnej pielęgnacji cery używam oleju z pestek śliwek z Ecospa. Pierwszy kontakt z olejek z pestek śliwek miałam podczas zakupów z Ministerstwa Dobrego Mydła, jako gratis do zakupów dodawano 15 ml oleju. Ten olej jest chwalony przez wiele osób, z różnymi cerami od suchej do tłustej i ogromnie mnie zainteresował. Fakt, że mam kapryśną cerę trochę studził mój entuzjazm. Ale jak już testowałam przez 2 tygodnie i nie zapchał mojej cery, a dobrze utrzymywał poziom nawilżenia i cera po przespanej nocy z tym olejkiem wyglądała promiennie - zdecydowałam się na zakup większej pojemności. Dlaczego z Ecospa? Bo jest taniej, a mają również ze sprawdzonego źródła półprodukty kosmetyczne i nigdy wcześniej mnie nie zawiedli. Nie widzę różnicy we właściwościach i działaniu oleju z MDM a tego z Ecospa, więc po co przepłacać? Olej z pestek śliwek według wielu osób pachnie marcepanem, potwierdzam. Zapach nie jest duszący a ja przy dłuższym kontakcie czuję go wyłącznie podczas aplikacji. Na skórę twarzy aplikuję go po dokładnym demakijażu i oczyszczeniu cery żelem i tonikiem. Mieszam olej z kwasem hialuronowym i taką mieszankę nakładam na twarz, szyję, dekolt a nawet biust. W czystej postaci olejem smaruje ramiona, na których od szamponu do włosów pojawił się wyprysk kontaktowy w postaci suchych placków. Olej z pestek śliwek doskonale sobie radzi z tymi problematycznymi miejscami i rano mam piękną, zadbaną skórę. Czasami tłustymi dłońmi po aplikacji oleju smaruję biodra w miejscach kilkuletnich rozstępów. Olej aplikowałam też kilka razy na dzień, pod makijaż, ale w moim przypadku nie wchłania się do matu i powoduje szybsze świecenie skóry twarzy.

O tym, że mój makijaż jest prosty i delikatny pisałam wiele razy. Spośród wielu pędzli, które posiadam (z racji zawodu) i które testowałam wygrywa Super Kabuki - Lily Lolo. Mogę z jego pomocą szybko zaaplikować puder na całej twarzy, a nawet jaśniejszy puder na okolicę oczu czy bronzerem wykonturować delikatnie twarz. To pędzel wielofunkcyjny, więc używam każdego dnia i zabieram w każdą podróż. Baby Buki również posiadam i używam, ale głównie do rozświetlacza, czasami aplikacji różu, więc schodzi na dalszy plan.

Ostatni już produkt o którym chcę Ci powiedzieć, to serum do rzęs Revive Lashes - Floslek. Zatęskniłam za firankami rzęs, które miałam w zeszłym roku, właśnie dzięki serum. Szczególnie teraz, gdy robi się coraz cieplej, a w wolne dni daję rzęsom odpocząć od maskary. Z pośród trzech różnych firm (AA Oceanic - 4 long lashes, Givenchy - mister lash booster, Floslek - Revive Lashes)  ponownie wróciłam do Revive Lashes. Bo jeśli mnie pamięć nie myli, to było najdelikatniejsze serum dla moich oczu. A efekt był świetny i ten stan utrzymywał się jeszcze na długo po zaprzestaniu stosowania. Dlatego aplikuje od tygodnia i czekam na ponowne efekty. 

To na dzisiaj wszystko, może napiszę w przyszłości o zabiegach kosmetycznych, które lubię i do których wracam regularnie. Bo widzę pewną zależność od danego sezonu, na jesień/zimę i na wiosnę/lato. Tymczasem chciałabym, abyś podzieliła się ze mną (i z innymi) w komentarzu: kosmetykami, akcesoriami, które kupujesz ponownie lub regularnie używasz od dłuższego czasu. 

33 komentarze:

  1. Ja czaję się na pędzel Lily Lolo, bo słyszałam same dobre opinie :)
    Pozdrawiam serdecznie, Juliet Monroe KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli szukasz jednego pędzla dobrego pędzla, wielofunkcyjnego to polecam:) Jest świetnie wykonany.

      Usuń
  2. Ja właśnie wczoraj byłam na stronie Ecospa i chce zrobić u nich zakupy:) zacznę od jakiego hydrolatu, miałaś może jakiś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam różne hydrolaty nawet już nie spamiętam wszystkich, ale na pewno oczarowy i różany i różany uwielbiam:)

      Usuń
  3. Uwielbiam szczoteczkę soniczna do twarzy Foreo! Tez o niej niedawno pisałam. I suchy szampon Batiste także jest moim must have!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie musiałam przegapić u Ciebie ten post:) Ale wydaje mi się, że większość posiadaczy Foreo jest zadowolonych;)

      Usuń
  4. Ja tęż uwielbiam pędzel Super Kabuki i właśnie zastanawiałam się nad zakupem kolejnego pędzla tego typu. Nakładam nim podkład Meow, puder, rozcieram róż. Miałaś może kabuki od Hakuro, H100? Ciekawe czy sprawdza się równie dobrze, kusi mnie ceną, o połowę niższą niż SK od LL.
    Szczoteczka do twarzy jest od dawna na mojej liście, chyba sprawię sobie na urodziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Hakuro mam flat topa nie pamiętam numeru, ale jest za sztywny i pędzel do pudru ale też nie pamiętam numeru, pożyczyłam siostrze, więc nie mam jak sprawdzić.

      Usuń
  5. Ta lawenda z cytryną mnie zaintrygowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz okazję powąchać w sklepie stacjonarnym to zachęcam:)

      Usuń
  6. z mydeł peelingujących świetne mydło kawowe ma Lawendowa Farma. to porządny zdzierak o pięknym zapachu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Garnier Neo też lubię i kupuję choć lady speed stick jest mi bliższa ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lady Speed Stick kiedyś też kupowałam bardzo często.

      Usuń
  8. Ja uwielbiam zapach lawendy i bardzo chętnie wypróbowałabym tę pianką do mycia ciała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie tym bardziej może Ci się spodobać:)

      Usuń
  9. Dużo fajnych kosmetyków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, stwierdziłam, że nie ma co miesiąc czy dwa co typować ulubieńców, wolę takie wspólne podsumowania po kilku miesiącach:)

      Usuń
  10. Kusi mnie strasznie ta szczoteczka foreo, ale na razie jestem zadowolona ze swojej clarisonic. Wprawdzie muszę do niej dokupywać szczoteczki, ale jej działanie mi to wynagradza :) Jeśli chodzi o kosmetyki, to do mycia buzi zużywam właśnie trzecią buteleczkę żelu z Organiqa i na pewno kupię kolejną! Zresztą uwielbiam też ich balsamy z masłem shea - które używam jako krem do stóp i do dłoni.

    Chciałam też dodać coś od siebie na temat depilacji laserowej, dwa lata zrobiłam sobie serię zabiegów w strefie bikini. Oczywiście włoski odrastają, ale w porównaniu do tego co było zanim zaczęłam "kurację" odrasta mi może 10% i nie przeszkadza mi to aż tak bardzo. Właśnie jestem w fazie zastanawiania się, czy zrobić sobie kolejne kilka zabiegów na usunięcie tej "resztki" czy jednak zainwestować w jakieś urządzenie do depilacji domowej (typu philips czy remington) i bawić się w usuwanie włosków co jakiś czas i t nie tylko w jednej strefie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli masz Clarisonic to chyba nie ma sensu kupować jeszcze foreo. Też nie wykluczam powrotu do żelu Organique, ale chcę jeszcze przetestować Sylveco. Miałam z Ograniqe specjalne masło do stóp i uważam, że jest super, a to, że można kupować na wagę to kolejny atut.

      Niestety po depilacji laserowej pach odrastają mi prawie wszystkie włoski, a nie tylko 10 %:( Efekty zadowalające były pomiędzy zabiegami, praktycznie zero włosów, na 2-3 miesiące po odrastało ok. 30% a teraz wydaje mi się, że już wszystko. Niestety może ja mam tak przez chorą tarczycę, nie wiem, ciężko mi powiedzieć. I chyba w takim przypadku jak mój to faktycznie lepiej by się spisał taki sprzęt domowy, do powtarzania depilacji.

      Usuń
  11. Zaintrygowało mnie mydło z kawą i chyba zdecyduję się na zakup. Trochę znudziły mi się już DIY peelingi... poza tym mam jeszcze błoto z morza martwego ale jak to błoto... strasznie brudzi :( Po przeczytaniu Twojej recenzji zakupiłam jakiś czas temu krem Bielenda i jestem bardzo zadowolona z efektów działania. Osobiście dla mnie nr 1 wśród antyperspirantów to Garnier Mineral Invisible Fresh - serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mydełko peelingujące jest super, mają też inne wersje, na pewno ogórek i coś jeszcze, ale jednak kawa wygrała przez swoje właściwości ujędrniające. Do błota czy glinek to ja nie mam cierpliwości. Cieszę się, że krem do depilacji spełnił swoją funkcję. A Garnier Mineral znam, ale niestety dla mnie jest trochę za agresywny i podrażnia moją skórę. Pozdrawiam

      Usuń
  12. ten krem do depilacji rzeczywiście nie pachnie ładnie, nowsze wersje są nieco łagodniejsze i zapach czuje się dopiero przy zmywaniu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mnie nie zrozumiałaś, właśnie ten krem dla mnie nie ma śmierdzącego zapachu, tak jak inne, które miałam okazję używać.

      Usuń
  13. Ja moge polecić: Proszek do zębów Vicco Vajradanti, Ajurwedyjskie mydełko sandałowe bardzo lubię te produkty, nigdy nie miałam lepszych zębów i zdrowych dziąseł po proszku vicco, oba produkty kupione na helfy i produkcji Indyjskiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno poczytam na temat tego proszku i być może i ja się przekonam do tego produktu;) nie wiem co na to mój mąż, bo on bardziej sceptyczny do takich eksperymentów.

      Usuń
  14. Muszę spróbować do serum Floslek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie już powoli widać pierwsze efekty:)

      Usuń
  15. Czy ta pasta do zębów jest słona w smaku? Miałam wcześniej taką z Eco Cosmetics na bazie glinki bodajże z olejkiem z czarnuszki i była całkiem sympatyczna. Słyszałam też o paście bazyliowej, na nią też mam ochotę. Za to prawdziwy minimalizm to mycie zębów olejem kokosowym, o którym czytałam. Z pędzla super Kabuki od Lily Lolo też jestem bardzo zadowolona. Nie zamieniłabym go na inny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, miętowa;) ale czuć czasami te drobinki soli pod zębami, jak się nie dokładnie wypłucze usta. Też czytałam o myciu zębów olejem kokosowym, ale nie wiem czy odczuwałabym wtedy świeżość, ale może kiedyś spróbuję, tak z czystej ciekawości.

      Usuń
  16. Z Twoich propozycji znam jedynie Super Kabuki... i absolutnie go uwielbiam. To najlepszy pędzel w mojej kolekcji i nic nie jest w stanie mu dorównać ( ogromnie polecam też pędzel do bronzera ) - jestem u Ciebie pierwszy raz, ale z przyjemnością dodaję do obserwacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie znam tego pędzla, ale mu się przyjrzę :)

      Usuń
  17. Ja również, kiedy pokocham jakiś kosmetyk pozostaję mu wierna :) Zainteresował mnie krem do depilacji z Bielendy, chętnie wybróbuję :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!