The Ordinary | Przetestowałam aż 10 produktów!

the ordinary aha 30 + bha 2 peeling solution

W poprzednim poście [tutaj] pisałam, że znam tę markę już ponad dwa lata. Opisałam też trzech swoich ulubieńców: serum Buffet na pierwsze zmarszczki, serum kofeinowe pod oczy na opuchnięcia oraz Serum z niacinamidem i cynkiem na problemy trądzikowe, po które sięgnęłam nie raz. Dziś czas na kolejne produkty, część z nich nie przypadła mi do gustu z racji moich preferencji co do konsystencji i/lub działania. Czasami po prostu znam lepsze produkty występujące na rynku z tej samej kategorii. Dlatego też z tego postu, być może wyniesiesz lekcję dla siebie. 

Złuszczanie naskórka 

 Glycolic Acid 7% Toning Solution 

Tonik peelingujący z 7% kwasem glikolowym to według moich obserwacji najczęściej wybierany produkt, który też zapewnił popularność marce. Kwas glikolowy to jeden z lepiej poznanych kwasów AHA wykorzystywanych w kosmetologii od lat. W zależności od stężenia może łagodnie, a nawet silnie złuszczać martwy naskórek, regulować pracę gruczołów łojowych, wyrównać koloryt skóry. Jeżeli chodzi o kwasy, to nie samo stężenie ma znaczenie, ale również pH zastosowanego produktu, im niższe pH, tym silniejsze działanie. W tym przypadku pH waha się pomiędzy 3,5-3,7 (dla przypomnienia prawidłowe pH skóry twarzy to 4,7-5,6). 

Tonik przeznaczony jest dla cery mieszanej, tłustej, dojrzałej, z przebarwieniami, poszarzałej. Do stosowania nie częściej niż raz dziennie, najlepiej wieczorem, przecierając twarz nasączonym wacikiem, po myciu przed aplikacją serum czy kremu. Tonik jest w wygodnej prześwitującej (tym razem plastikowej) butelce z dozownikiem. 

Moja skóra jest mieszana, latem częściej pojawia się przetłuszczenie w strefie T, czasami pojawiają się zmiany trądzikowe. Stosowałam w swoim życiu sporo produktów z kwasami. Regularnie już od początku studiów kosmetologii (od 18 roku życia) rok w rok wykonuję sobie serię zabiegów w okresie jesień-zima. Pilnując również, by przez cały rok stosować ochronę przeciwsłoneczną, szczególnie gdy przebywam na świeżym powietrzu. 

Jeżeli chodzi o ten tonik, to po prostu znam lepsze, przyjemniejsze w moich odczuciach w stosowaniu. Kupiłam go na próbę wraz z koleżanką, buteleczka ma 240 ml/39 zł podzieliłyśmy się na pół. Zużyłam i nie chciałam już do niego wracać. Też dlatego, że stosując go wieczorem, nie mogłam łączyć w jednym schemacie pielęgnacyjnym z ulubionym serum The Ordinary - Buffet. 

Znacznie wygodniej stosuje mi się tonik z kwasem salicylowym Clinique - clarifying lotion 1 dla cery suchej. Jest mniej drażniący w swoim działaniu i regularnie pojawia się w mojej pielęgnacji od lat, może być stosowany również latem. 

AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution 

Peeling kwasowy AHA 30% + BHA 2% łączy w sobie α-hydroksykwasy (kw. glikolowy, kw. mlekowy, kw. winowy, kw. cytrynowy) i β-hydroksykwas (kw. salicylowy). Ponownie polecany osobom z cerą mieszaną, tłustą, dojrzałą, z przebarwieniami, ale również bliznami potrądzikowymi. Ph produktu 3,5-3,7, w celu złagodzenia podrażnienia producent dodał do kosmetyku kwas hialuronowy, witaminę B5, sok z liści aloesu. Producent zaleca aplikację peelingu na czystą skórę twarzy na czas nie dłużej niż 10 minut, a następnie dokładne spłukanie produktu letnią wodą w celu neutralizacji.

Kolejny popularny produkt marki, którego ja nie polubiłam, ale tak jak wspomniałam wyżej mam zapewne większe doświadczenie co do kosmetyków z kwasami niż przeciętny konsument. Jeżeli chodzi o stężenie kwasu, aż 30% to dużo, na takich stężeniach zalecam mimo wszystko zabiegi u kosmetyczki/ kosmetologa. Mnie już na moment po aplikacji bardzo piekła skóra, nie lubię tak mocnego dyskomfortu. Wytrzymałam najdłużej 8 minut. Była też zaczerwieniona po zmyciu produktu. Jeżeli chodzi o widoczne łuszczenie się naskórka podczas kolejnych dni, występowało po 3 dniach od zrobienia peelingu. Następnego dnia od peelingu skóra była bardziej matowa, napięta. 

Wiem, że dużo osób przeciąga dłużej niż zalecany czas aplikacji - 10 minut. Absolutnie nie róbcie tego! Możecie wyrządzić sobie więcej szkody niż pożytku. W działaniach peelingów kwasowych ważne jest powtarzanie zabiegu i stopniowe budowanie tolerancji. Lepiej zrobić za pierwszym razem 2-3 minuty, kolejnym 5 min., itd. Brakuje mi na stronie producenta informacji jak często wykonywać peeling? Z własnego doświadczenia nie polecam częściej niż raz w tygodniu. Naskórek regeneruje się przez kolejne 28 dni od zabiegu, więc zdążycie zadziałać głębiej, wykonując regularne zabiegi przez najbliższe 2-3 miesiące. Pielęgnacja skóry to maraton nie sprint. W buteleczce z pipetką jest aż 30 ml produktu za cenę 32 zł. 

Plus tego produktu jest kolor, krwistoczerwony, dzięki czemu widzimy, gdzie produkt został zaaplikowany. Warto pamiętać, że aplikując kosmetyki z kwasami na twarz zrobić to możliwie blisko owłosionej skóry głowy, ale również poniżej linii żuchwy, najlepiej też na szyję, dekolt. Te miejsca też potrzebują odświeżenia, pielęgnacji, nie traktujmy po macoszemu. Możemy bardziej wrażliwe miejsca bliżej oczu, płatków nosa, usta posmarować wazeliną w celu ochrony. Pamiętajcie o ochronie przeciwsłonecznej w ciągu dnia! 

 To jeśli nie te produkty, a chcemy złuszczyć naskórek, to co polecam? 

Lactic Acid 10% + HA 

Peeling z 10% kwasem mlekowym i kwasem hialuronowym jednocześnie złuszczy martwy naskórek i nawilży skórę. W przeciwieństwie do poprzednika może być stosowany również w przypadku cer suchych, odwodnionych, ale przyniesie efekty również mieszanym, tłustym i dojrzałym. Po prostu będzie działał łagodniej. Można stosować go nawet 2-3 razy w tygodniu i z powodzeniem przez cały rok. Występuje również w stężeniu 5%. 

Stosuję już drugą buteleczkę tego produktu i właściwie nie robię już od tej pory innych peelingów, nawet enzymatycznych czy masek oczyszczających skórę. Nie czuję takiej potrzeby. Kiedy widzę w ciągu dnia, że makijaż zaczyna się brzydko osadzać, albo czuję pod palcami podczas mycia, że skóra zaczyna się robić szorstka, stosuję ten peeling na noc, zmywam dopiero rano. U mnie to raz, czasami dwa razy w tygodniu, ale nie częściej. Można posmarować nim również suchą skórę głowy, a rano zmyć pod prysznicem. Skóra już po pierwszym użyciu jest miększa w dotyku, lepiej nawilżona i nie ma suchych skórek. Nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu. 

Widzę, że The Ordinary ma w swojej ofercie również Kwas migdałowy oraz Azelainowy, są bezpieczne w stosowaniu przez cały rok, a kwas azelainowy dobrze wpływa również na skórę naczyniową. Niestety nie miałam czasu ich wypróbować, bo mam tylko jedną twarz, a jak polubię jakiś produkt, to jestem jemu wierna. 

Na przebarwienia, wyrównanie kolorytu 

i przeciwzmarszczkowo

Warto przyjrzeć się produktom z witaminą C, która to jest bardzo silnym antyoksydantem i nazywana jest witaminą młodości. Fantastyczny przewodnik z zastosowaniem witaminy C w kosmetykach, jej rodzajach przygotowała strona Cosibella [tutaj], wraz z listą kosmetyków dostępnych na stronie. Ja skupię się dwóch, które wybrałam z oferty The Oridanry i przetestowałam na sobie. 

Ascorbyl Glucoside Solution 12 %

Na początek wybrałam 12% witaminy C w glukozydzie askorbylu, która ma stopniowo uwalniać kwas askorbylowy, by dotrzeć do głębszych warstw naskórka i dłużej być aktywna na skórze niż kwas L-askorbinowy. 

Serum to stosowałam na dzień, przeplatając w swojej pielęgnacji z serum z peptydami. Serum ma żelową formułę, 3-4 krople wystarczyły na pokrycie całej twarzy, czasami aplikowałam na szyję i dekolt. Pozostawiało lekki film na skórze, ale po kilku minutach od aplikacji można przystąpić do makijażu. Czasami odczuwałam delikatne szczypanie skóry, które szybko mija, jest to normalne przy produktach z wit. C. 

Po zużyciu całej buteleczki 30ml/ 58 zł widziałam rozjaśnienie skóry twarzy, również w miejscach naczynek koło nosa czy policzki, które łatwo się czerwienią. Naprawdę to był dobry produkt! 

Ascotbyl Tetraisopalmitate Solution 20% in Vitamin F 

Następnie moja ciekawość zawędrowała w kierunku wyższego stężenia wit. C, ale w formie olejowej. Ascorbyl Tetroisopalmitate jest najbardziej stabilną formą wit. C. Skwalan pomagał w przenikaniu składników aktywnych, nawilża i poprawia elastyczność. Do tego łagodzący wyciąg z pomidora i witamina F. Dzięki temu nie odczuwałam podczas aplikacji serum żadnego szczypania. Ten produkt jest nieco droższy od poprzedniego: 80 zł/ 30 ml. 

Teraz już wiem, że forma olejowa nie jest dla mnie. Stosowana na dzień w przypadku mojej mieszanej cery przyspiesza przetłuszczanie w strefie T i po prostu makijaż gorzej się trzyma, a ja nie lubię robić poprawek w ciągu dnia, nie chcę sobie zawracać tym głowy. Natomiast stosując na noc, wydawało mi się, że otłuszcza włosy, poduszkę i cała jestem jakaś spocona. 

Z tego względu ciężko wypowiedzieć mi się na temat działania i przyjmijcie moją opinię bardziej jako wskazówkę, że ma szansę zadziałać u osób z cerą suchą lub lubiącą olejowe formuły. 

Jeżeli chodzi o produkty innych marek z witaminą C, które lubiłam i mogę polecić z czystym sumieniem to: Liqpharm - Serum Liq CC rich oraz Resibo - Energetyzująca esencje odmładzającą

Pycnogenol 5%

Serum antyoksydacyjne z ekstraktem z kory sosnowej to co prawda nie produkt z witaminą C, ale również działa antyoksydacyjnie na skórę, czyli chroni przed starzeniem skóry. Tym razem najmniejsza, bo 15 ml buteleczka kosztuje 45 zł. To serum ma formę olejową, ale 2-3 krople ładnie wchłaniały się w moją skórę, dodając jej zdrowego blasku w ciągu dnia, ale bez nadmiernego świecenia. Stosując na noc, budziłam się z ładnym, równomiernym kolorytem skóry. Ciekawy produkt, być może jeszcze do niego kiedyś wrócę. 

Baza pod makijaż - High-Adherence Silicone Primer

To ostatni produkt The Ordinary, który wypróbowałam, właściwie mam jeszcze połowę 30 ml tubki/ 22 zł. Silikonowe bazy mają na celu optycznie wygładzić skórę, drobne zmarszczki, nierówności, zmatowić skórę i przedłużyć trwałość makijażu. Przyznam szczerze, że kiedyś byłam bardzo sceptyczna, nawet obwiniałam dodatek silikonów w kosmetykach za powstawanie zmian trądzikowych. Jednak gdy cała pielęgnacja jest dobrze przemyślana a demakijaż dokładnie wieczorem wykonany, to nie zaobserwowałam ani jednej zmiany trądzikowej po zastosowaniu tej bazy. 

Nie używam jej codziennie,  bo nie czuję takiej potrzeby, ale czasami się przydaje, szczególnie teraz w tym okresie zimowym. Na dworze przez długi czas panowały temperatury na minusie, a ja stosuję kuracje retinalem, która uwrażliwia skórę na zmiany pogody. Taka dodatkowa warstwa ochronna. Na pewno nie jest to produkt pierwszej potrzeby dla każdej cery. 

Baza nałożona cieniutką warstwą wygładza nieco rozszerzone pory skóry w strefie T, a nawet drobne zmarszczki pod oczami. Zwiększa poślizg na skórze, więc trzeba sprawdzić, czy dobrze zgrywa się z fluidem/ kremem BB. Nie zaobserwowałam natomiast, by makijaż jakoś wyjątkowo dłużej się trzymał, ale stosuję na co dzień głównie lekki krem BB i utrwalam go pudrem rozświetlającym. 

To już wszystko! Bardzo się cieszę, że udało mi się zebrać te wszystkie informacje w jednym miejscu. Dla siebie by, pamiętać na przyszłość, ale również dla innych osób, które mnie pytają o markę The Ordinary. Jeżeli ten post był dla Ciebie pomocny, zostaw komentarz, miło też będzie, jeśli udostępnisz go dalej w mediach społecznościowych. 

Komentarze

  1. Marka The Ordinary co raz częściej pojawia się w testach i porównaniach. Świetnie, że zebrałaś aż tyle wiedzy w jednym miejscu! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mi zajęło zebranie się w sobie i opisanie tego wszystkiego, ale w sumie na same używanie tylu produktów potrzebowałam sporo czasu.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ten AHA30% + BHA2% ? Fajnie by było gdybyś napisała też jaką masz cerę i jak często stosujesz :)

      Usuń
  3. Taki test to dopiero musi być lekcja poznawcza. Ja potrafię siedzieć godzinami w galerii przeglądając co kupić.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!