26 lip 2016

PHYSICIANS FORMULA | Intensywnie odżywiający tusz do rzęs.

intensywnie odżywiający tusz do rzęs recenzja
Poszukiwania tuszu do rzęs o naturalnym składzie, nietestowanego na zwierzętach skierowały mnie w stronę marki Physicians Formula, dostępnej w perfumerii Douglas online, oraz niektórych sklepach stacjonarnych (dostępność można sprawdzić na stronie www sklepu). Z tego co pamiętam to jest kilka tuszy do wyboru z tej marki. Zanim podjęłam ostateczną decyzję porównałam szczoteczki i na podstawie własnych preferencji wybrałam tusz o nazwie 100% Natural Origin BBBiger! Better! Lashes! 

Dodatkowo przekonał mnie fakt, że tusz nie tylko zapewnia efekt wydłużenia, pogrubienia i zwiększenia objętości, ale również jego regenerujące, odżywcze i wzmacniające działanie. Moje rzęsy jeszcze kilka miesięcy temu były w fatalnym stanie i nie chciałam dodatkowo ich obciążać. Powróciłam również do stosowania serum Floslek - revive lashes, którego recenzję możecie przeczytać tutaj. 

Mija już ponad półtora miesiąca odkąd tusz PHYSICIANS FORMULA stosuje regularnie, praktycznie każdego dnia. Nie licząc niektórych niedzieli, gdy ograniczam makijaż do kremu BB z filtrem UV. Mam już na temat tego tuszu do rzęs wyrobioną opinię, ciekawa jedynie jestem na jak długo mi wystarczy (na pewno uzupełnię post o tą informację). Według producenta od otwarcia tusz zdatny jest do użytku przez 3m-ce, a ja staram się przestrzegać takich wytycznych. Tusz kosztuje 55 zł a ma pojemność 7,5 ml. Cena dla mnie jest do zaakceptowania. Większość naturalnych tuszy do rzęs niestety kosztuje w granicach 100 zł, a nawet więcej. 

Zacznę od tego, że tusz ma nietypowe opakowanie, które możesz zobaczyć na fotografii. Uchwyt szczoteczki początkowo dziwnie leżał mi w dłoni, ale po tygodniu już nie odczuwałam dyskomfortu. Szczoteczka jest silikonowa, elastyczna, a włoski na niej układają się w trójkąt, spoglądając na zakończenie. Nie wiem jak to opisać, ale jest dosyć nietypowa, specjalnie w tym celu zrobiłam kilka zdjęć. Ma rządek włosków przypominający grzebyczek, którym w pierwszej kolejności pokrywam rzęsy tuszem, a następnie skupiskiem wypustków po drugiej stronie grzebyczka rozczesuję rzęsy i pokrywam drugą warstwą  tuszu dla uzyskania mocniejszego efektu. 










Od lewej strony: rzęsy bez tuszu, po środku: z jedną warstwą, po prawej stronie z dwoma warstwami tuszu.  
Cera pokryta jest Clarins - BB skin detox fluid (00 fair) oraz Clarins - mineral losse powder (01 light). 
Brwi od ponad roku makijaż permanentny metodą piórkową. 

Tusz zaraz po otwarciu był bardzo wilgotny, co utrudniało aplikację. Ale po kilku razach oczyszczenia szczoteczki z nadmiaru tuszu o ręcznik papierowy nie stanowił już dla mnie problemu. Od samego początku zachwyciła mnie intensywna czerń tuszu, już przy pierwszej warstwie rzęsy są ładnie podkreślone, z przyzwyczajenia jednak aplikuję dwie, by w pełni cieszyć się efektem. A efekt jest naprawdę satysfakcjonujący. 

Tusz nie zastyga na rzęsach w 100%, nie usztywnia ich. Wydaje mi się, że cały czas są lekko wilgotne. Dla niektórych może to być minus kosmetyku. Czasami kseruje się na dolnej powiece, gdy maluję dolne rzęsy (mam dosyć długie), ale nie zawsze, wystarczy dobrze osuszyć skórę pod oczami pudrem. Testowałam tusz podczas upałów jak i podczas mocnych deszczy. Podczas noszenia nie odczuwałam też żadnego dyskomfortu, pieczenia, swędzenia czy zmęczenia oczu.

Nie jest wodoodporny, więc z łatwością też się go zmywa. Aktualnie do demakijażu używam naturalnego mleczka Smooth oraz płatków kosmetycznych wielorazowych obszerniej na ten temat, oraz mojej pielęgnacji cery przeczytasz tutaj.  Delikatny demakijaż na pewno też korzystnie wpływa na kondycję rzęs, których widzę poprawę. Nie ukrywam, że serum również przyczyniło się do wzrostu, odbudowy rzęs, ale myślę, że ten tusz chociaż nie szkodzi im tak jak te drogeryjne, ponieważ ma lepszy skład. 

INCI: Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Water*, Glycerin+, Glyceryl Stearate SE, Cera Alba/Beeswax*, Microcrystalline Cellulose, Copernicia Cerifera Cera/Copernicia Cerifera (Canauba) Wax*, Tapioca Starch*, Stearic Acid, Hydrolized Corn Starch, Jojoba Esters, Oryza Sativa (Rice) Powder*, Cocos Nucifera (Coconut) Water*, Oryza Sativa (Rice) Extract*, Glyceryl Caprylate, Pisum Sativum (Pea) Peptide, Glycine Soja (Soyabean) Oil*, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Cucumis Sativus (Cucamber) Fruit Extract*, Olea Europaea (Olive) Leaf Extract*, Tocopherol, Leuconostoc/Radis Root Ferment Filtrate, Acacia Senegal Gum, Cellulose, Leuconostoc Ferment Filtrate, Magnesium Aluminum Silicate, Pullulan, Sorbitol, Trehalose, Aqua/Water, Parfum/Fragrence, +/- Cl 77499. 
* składniki organiczne 

Jak na razie z tuszu do rzęs jestem zadowolona. Z efektu jaki dzięki niemu otrzymuję, komfortu podczas noszenia i podczas demakijażu. Oczywiście za jakiś czas wrócę do tego wpisu i uzupełnię o informację jak służył mi podczas kolejnych miesięcy użytkowania. Jeżeli znasz inny naturalny tusz do rzęs i/lub  nietestowany na zwierzętach warty uwagi, podziel się tą informacją w komentarzach poniżej. Będę bardzo wdzięczna!

22 komentarze:

  1. Swojego czasu testowałam wiele różnych marek naturalnych i żaden z nich nie zadowolił mnie (mam zupełnie inne rzęsy i nie stosuję żadnych wspomagaczy). Może Ty będziesz bardziej zadowolona? ;) Zerknij na ofertę Dr. Hauschka, Inika, Lily Lolo, PHB Ethical Beauty,Living Nature, ZAO.

    Atutem prezentowanego tuszu jest jego czerń, która ładnie podkreśla Twoją tęczówkę :)

    Moim tuszowym odkryciem stała się jedna z maskar Kiko, normalnie petarda *_* będę niebawem o niej pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wspomagacz mam nadzieję tymczasowo, miałam już na prawdę biedę z nędzą z tymi moimi rzęsami, a i tak nie jestem regularna w stosowaniu. O Lily Lolo pamiętam, że coś czytałam ale raczej bez szału, a po za tym cena też jest wyższa. Ale innym się przyjrzę.

      Czekam też na Twoją recenzję maskary Kiko, z tego co widziałam również nie testują na zwierzętach. Kupiłam od nich kobaltowy eyeliner (na życzenie jednej z malowanych przeze mnie osób) i super jeżeli chodzi o kolor, trwałość i aplikator:)

      Usuń
  2. Jako nie wierze w dzialanie odzywiajace maskar ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem w stanie uwierzyć po przeanalizowaniu składu:) Dużo olei czy ekstraktów roślinnych, to na pewno lepsze niż zwykła chemia.

      Usuń
    2. Tak, ale w szamponach też można znależć tak ładne składniki i to przed zapachem, a jakoś i tak nie wierzymy że pielęgnują nam włosy :)

      Usuń
    3. Hm szampon z dobrym składem jeśli nie będzie pielęgnować to chociaż nie zaszkodzi, nie wysuszy itd. Po za tym szampon jest krócej na włosach niż tusz na rzęsach.

      Usuń
    4. Właśnie to chciałam napisać, szampon nie siedzi na włosach przez 8, 12 czy 16 godzin :P Także ja w odżywiające właściwości tuszu zdecydowanie wierzę, ale z drugiej strony myślę, że mogłyby one być widoczne tylko na zniszczonych rzęsach (zalotką, zwłaszcza taką podgrzewaną, złym demakijażem itp.). Za to na niezniszczonych po prostu nie będzie szkodził :)

      Usuń
    5. Aniu moje rzęsy są kiepskie przez niedoczynność tarczycy, teraz je trochę "podrasowałam" odżywką, ale była bieda z nędzą. Chciałabym docelowo nie musieć korzystać z serum.

      Usuń
  3. wow, naprawdę fajny efekt. normalnie nie lubie takich szczoteczek, ale czuję się mocno zaintrygowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest kilka maskar do wyboru, różne szczoteczki może znajdziesz wśród nich taką którą bardziej preferujesz:)

      Usuń
  4. Opakowanie jest niesamowite! Jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim. Jestem ciekawa kolejnego postu podsumowującego działanie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno za jakiś czas do tematu wrócę:)

      Usuń
  5. Szczoteczka i efekt końcowy zdecydowanie mi się podobają :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ze wszystkich naturalnych maskar jakie kiedykolwiek widziałam ta jako jedyna daje moim zdaniem naprawdę fajny rezultat. Sama nie skuszę się zapewne ze względu na brak zastygania tuszu, ale wiadomo już co polecić komuś szukającemu dobrej alternatywy dla przeciętnej maskary :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi to niezastyganie nie przeszkadza, nawet czuję większy komfort noszenia, bo nie mam usztywnionych rzęs. Nie rozmazuje się też podczas biegania (a nie zawsze do biegania wieczorem zmywam cały makijaż) gdy się spoci skóra, więc tym bardziej jestem zadowolona.

      Usuń
  7. Jaką Ty masz teraz piękną cerę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, obecna pielęgnacja przynosi oczekiwane efekty:)

      Usuń
  8. oooo, bardzo fajna opcja! Piękne rzęsy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy produkt- zazwyczaj tusze do rzęs osłabiają rzęsy, a tu inna propozycja :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny produkt, efekt końcowy zachwycający.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!