3 gru 2015

Trudne decyzje

W swoim życiu co rusz podejmujemy decyzje, te mniej ważne i te ważniejsze. Do mniej ważnych na pewno zaliczyłabym to co wybieram codziennie na śniadanie, czy dziś zjem owsiankę, a może kanapkę? Owszem powtarzanie często tego samego schematu może mieć konsekwencje w przyszłości, ale czy raz zjedzone gofry na śniadanie zrujnują fit sylwetkę? Myślę, że nie. 

Natomiast te ważniejsze decyzje to dla mnie takie, które raz podjęte mają konsekwencje w dłuższym okresie czasu. Jak wybranie studiów, partnera, decyzja o potomstwie czy kosztowniejsze zakupy sprzętów agd, rtv, samochodu, mieszkania czy domu?  Takich decyzji też musiałam w życiu już kilka podjąć. Z niektórych jestem zadowolona z innych z biegiem czasu już mniej, a inne dopiero mam podjąć za tydzień, za miesiąc itd. 

Pewnie, że z niektórych decyzji można się wycofać, zaprzestać edukacji na danym kierunku, przebranżowić się, rozwieść, sprzedać sprzęty czy mieszkanie. Z dziecka wywinąć raczej się już nie da, na tych co porzucają własne dzieci (nie mam na myśli oddania do domu dziecka, różnie toczy się życie), ale tych cwaniaczków wykręcają się od płacenia alimentów chętnie bym kastrowała! Nie okłamujmy się każda z tych decyzji odbija się echem na naszym życiu, psychice, światopoglądzie... Jednak nie o dzieciach chciałam dzisiaj pisać, bo ten temat mnie nie dotyczy, świadomie na dzień dzisiejszy dzieci nie chcemy. 

Tylko o podjętych już przeze mnie trudnych decyzjach życiowych z perspektywy mijającego czasu. A nawet o dylematach jakie mi ostatnio towarzyszą. Między innymi chciałabym napisać: o mojej decyzji o ślubie na tydzień przed 22 urodzinami, o tym jaką formę "wesela" wybraliśmy ile pieniędzy na to przeznaczyliśmy, o wyborze i zakupie mieszkania na 30 lat kredytu hipotecznego (5 lat spłacania już za nami), o remoncie czy wyposażeniu mieszkania, o przygarnięciu kota, o zakupach ubrań czy aktualnie nowego samochodu. 

Jeśli oczywiście Cię te tematy interesują, może rozwieją jakieś Twoje wątpliwości. Może to będzie dobry moment to rozpoczęcia dyskusji, poznania opinii innych osób na dany temat, świeżego spojrzenia. Szczególnie, że z moich obserwacji otoczenia wynika, że myślę odmiennie, nie tylko od starszych ode mnie ale również moich rówieśników. Od młodszych mi osób na pewno, ale doświadczyłam na własnej skórze, że nastoletnie lata życia żądzą się własnymi prawami. Moje zdanie po części różni się od innych przez minimalistyczne zapatrywania. 

Myślę, że może to być ciekawa seria postów, co Ty na to?

16 komentarzy:

  1. jak najbardziej chce takie posty!:) jestem studentka i jak to sie mowi "całe zycie dopiero przede mna" i chciałabym zeby było mądrze zorganizowane i żebym pozniej niczego nie zalowala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recepty na szczęście nie dam, ale może chociaż na coś się przydadzą moje przemyślenia;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy temat posta... dający do myślenia... decyzje, a w następstwie konsekwencje ich podjęcia... zarazem te dobre i złe... w przeszłości wiele razy zastanawiałam się "co by było gdybym postąpią tak albo tak" jednak na przestrzeni ostatnich kilku lat zrozumiałam, że to po prostu bezsensu... nie da się zmienić przeszłości... można ją oczywiście strać się zweryfikować, ale tylko wtedy gdy uznamy, że naprawdę tego chcemy i że zmiana przyniesie dla nas coś dobrego - lepszego niż dotychczas. W przeciągu ostatniej dekady podjęłam kilka bardzo trudnych życiowych decyzji... nie było łatwo, ale było warto ! Dziś wiem, że nie ma złych decyzji tylko są niewłaściwe, które na przestrzeni czasu uczą nas jak podejmować te właściwe :) Jak mawiała moja śp. Babcia "nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło" ! Czekam na serię Twoich postów Bogusiu - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałować nie ma co, nawet kiedyś już o tym pisałam, że niczego nie żałuję. Ale wiadomo, że z biegiem czasu mamy trochę inaczej oceniamy pewne sytuacje, decyzje. Nie mówię by je negować, ale brać naukę na przyszłość jak najbardziej:)

      Usuń
  3. Decyzję o studiach podjęłam wybitnie głupią, myląc hobby z pracą ;) Na szczęście spotkałam na swojej drodze ludzi, dzięki którym mam możliwość rozwijania się, ciągle uczę się czegoś nowego i w sumie spełniam się zawodowo. Decyzja o dzieciach jest dla mnie trudna i ciągle odkładam ją na później. Lubię swoje życie takim jakie jest i nie wyobrażam sobie wywrócić go do góry nogami ;) Ale myślę, że najbliższy rok będzie tym, w którym będę musiała się zadeklarować, w prawo czy w lewo ;) I pozwól, że poskaczę po tematach - z kotami to wybór mimo woli. Jestem pedantką i wprost nienawidzę bałaganu, który koty (zwłaszcza te małe) generują - WSZĘDZIE żwirek, ale tu nie jestem w stanie przełożyć swoich oczekiwań nad rzeczywistość, ilekroć jakaś bieda stanie na mojej drodze, zgarniam na chatę. Jedna właśnie leży mi na kolanach i podgląda, co do Ciebie piszę ;))

    serdeczności :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas przygarnięcie kotków było decyzją przemyślaną, bo to jednak żywe stworzenie o które trzeba dbać, choć jest mniej wymagające niż pies. Ale fajnie mieć w domu takie kochane futra :)

      Usuń
    2. Elle dziękuję za komentarz! :) Ja wyboru studiów nie żałuję, ale teraz też widzę inne perspektywy, co mogłam zrobić wcześniej. Ale furtka na przyszłość jeszcze nie jest zamknięta, więc kto wie może jeszcze poniesie mnie w innym kierunku. Trzymam kciuki za Twoje decyzje, my dajemy sobie jeszcze co najmniej 2 lata, ja się nie chcę śpieszyć, mam przecież dopiero 27 lat:P
      Heh pierwszego kota brałam bez wahania, teraz myślimy nad drugim, ale to już trudniejsza decyzja o wiele trudniejsza...

      KasiaS1980 tak jak mówisz, to żywe stworzenie i pomimo, że mniej wymagające niż pies, nie chcę decyzji podejmować pochopnie.

      Usuń
  4. Sama mam już kilka z tych poważnych decyzji za sobą, choć żadnej nie podjęłam mając 20 czy 25 lat. Mieszkanie kupiłam mając niespełna 30 (oczywiście na kredyt, bo jakże inaczej w dzisiejszych czasach), za mąż wyszłam mając ponad 30, dzieci jeszcze nie mamy, ale kto wie co przyniesie przyszłość :) Bardzo lubię takie posty, więc z przyjemnościa poczytam jak to było u Ciebie. Zwłaszcza zainteresował mnie temat wczesnego dość zamążpójścia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie napisze na pewno! I chętnie poznam Twoje odczucia jako nieco starszej koleżanki ;)

      Usuń
  5. Dobry pomysł!!! W moich czasach wczesnej młodości....ale zabrzmiało!!! Nie miałam niestety możliwości choćby poczytania o doświadczeniach moich rówieśników lub ciut starszych ludzi jedynie własny instynkt. Oczywiście konsekwencje błędów ponosiłam.....szkoda gadać. Ale nauczyłam się przez te doświadczenia jednego!!! Nawet po niewyobrażalnie bolesnych konsekwencjach wyciągać tylko plusy ,a nie dołować się całe życie.Zapewniam, że one zawsze są.np:zostawić człowieka który krzywdzi choć nie rozumiemy jak to się mogło stać.....ale za to mamy cudownego SYNA!!Mam nadzieje ,że rozumiesz o co Mi chodzi.Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć na własnych błędach uczymy się najlepiej:) A synek jest i będzie zawsze nieodłączną częścią Twojego życia:) Po za tym, kiedyś coś czułaś do jego taty, więc jest to uwiecznienie waszego uczucia:)

      Usuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!