13 sty 2015

Ciemna strona życia blogerki.

Kiedyś (jeszcze zanim sama zaczęłam pisać) życie blogera/youtubera wydawało mi się być niezwykle interesujące, kolorowe, wspaniałe. Mówię tu głównie o tych piszących/ mówiących o kosmetykach, podróżach i innych cudownościach. Jedynie w takie lektury zanurzałam swój nos, lubiłam oglądać te zadowolone twarze na ekranie monitora. To oczywiste, że wolę otaczać się ludźmi uśmiechniętymi, ludźmi sukcesu, ponoć 
"z kim przystajesz takim się stajesz".
Wystarczająco dużo mam wokół cierpienia. Niezadowolonych, posępnych twarzy: sąsiadów, ludzi mijanych  na ulicach. Czy tych z komunikacji miejskiej z której pomimo prawo jazdy i samochodu dalej często korzystam.

Zaczęłam pisać i piszę do dziś dnia. Sprawia mi to przyjemność, poznałam sporo ciekawych, mądrych ludzi z którymi chętnie rozmawiam i spędzam czas. Od których czerpię pozytywną energię i inspirację. Wymieniamy się doświadczeniami, przepisami itd... Naprawdę bardzo to lubię i widzę wiele plusów! 

Dlaczego więc chcę pisać dzisiaj o ciemnej stronie życia blogerki? Bo nie potrafię się powstrzymać! Ślina sama nasuwa mi ten temat na język. Otóż pośród tych dobrych, motywujących zachowań społeczności blogerskiej jest też grzeszek, który popełniałam, ale mam zamiar z tym skończyć. 

Zbieranie śmieci. I nie mam wcale na myśli co roczne zbieranie śmieci z trawników/lasów praktykowane kiedyś z okazji Dnia Ziemi. Nie wiem czy dalej jest taka inicjatywa w szkołach. Nie mam nikogo ze znajomych/ w najbliższej rodzinie uczęszczającego do szkół podstawowych by się podpytać. Wiecie coś na ten temat? O ile rozumiem słuszność tego zjawiska, by dbać o nasza planetę dobrze pamiętam jak tego obowiązku nie lubiłam...

Dlaczego więc dobrowolnie zbieram i gromadzę śmieci we własnym mieszkaniu? Śmieci po zużytych kosmetykach: słoiczki, buteleczki, etykietki, kartony i kartoniki... 

Wczoraj przy porządkach (1 krok do minimalizmu) odnalazłam co najmniej 30 sztuk takich opakowań... Nie były porozrzucane po całym mieszkaniu, jedynie w jednej szafce, odkładałam kolejne i kolejne. Niby kontrolując całą sytuację. 

Zaczęło się od "projektu denko", które praktycznie każda urodowa blogerka dumnie prezentowała pod koniec miesiąca. Ile to zużyła i co takiego... Robiłam to samo... Na początku pisanie o "śmieciach" nawet sprawiało przyjemność. I te gratulacje, że tego tak dużo... Ale serio, co to za sztuka zużyć żel pod prysznic? Każdy się myje (mam taką dużą nadzieję), czy używa takiego bądź innego  kosmetyku regularnie. Później trochę z przyzwyczajenia,  poczucia obowiązku... W końcu zbierałam te śmieci regularnie przez cały miesiąc. Następnie część wyrzucałam, a część....

...odkładałam. Te mniejsze/praktyczniejsze pojemniczki, do przełożenia kosmetyków na podróż. Och, żebym ja jeszcze podróżowała. Dwa krótkie weekendowe wypady za miasto w skali 2 lat to nie powód by składować 30 opakowań! Podróżuję dalej w marzeniach... W końcu przejrzałam na oczy, wyrzuciłam tą stertę śmieci. Mam dwie wolne półki w łazience;) Dzisiejszym wpisem rozprawiam się do końca z tym bezsensownym zbieractwem. I zachęcam do tego samego. 

Jak widzicie, a na pewno widzicie skoro czytacie blogi: życie blogera ma swoje pozytywne strony. Ale ma też swoje minusy, które nie każdy wskaże Wam palcem. Ja piszę by Wam przypomnieć, że nie każde zachowanie jest warte naśladowania;) Dopóki wzbogacasz się o doświadczenia, emocje, przyjaźnie - super. Ale gdy zaczynasz się rujnować i przysypywać stertą śmieci, niepotrzebnych kolekcjonerskich rzeczy, by przypodobać się innym czy wpasować w jakiś określony schemat - uciekaj ile sił w nogach... zanim będzie za późno. 

Tutaj pod postem czekam na Wasz odzew! Czy to na temat zbieractwa śmieci/ opakowań/ pamiątek/ dowolnie... Czy Waszych odczuć na temat naśladowania (dobrych i złych nawyków) innych: przez Was, najbliższych czy znajomych znajomych... 

18 komentarzy:

  1. Ja zbieram opakowania i nie przestanę na chwilę obecną, bo potem przy każdym wyjeździe (a tych weekendowych bywa w okresie letnim sporo) mi brakuje pojemniczków :) Nawet na wakacje musiałam specjalnie kupować mniejsze pojemności żeby się zmieścić do bagażu bo nie miałam nic żeby przelać :)

    Także - cieszę się, że jest Ci lżej z nowymi dwiema półkami w łazience i że udaje Ci się realizować Twoje plany dążenia do minimalizmu, ale na chwilę obecną mi by to nie było na rękę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i pisanie co miesiąc o denku jednak sprawia mi przyjemność, znacznie większą niż post "nowości", który ostatnio pominęłam :))

      Usuń
    2. Basiu - jeżeli tych opakować używasz nie widzę w tym nic złego;) Ale czy uważasz, że gromadzenie przeze mnie 30 opakowań ma sens, skoro z żadnego nie korzystam?;p

      Jeżeli sprawia Ci to przyjemność to pisz śmiało, po za tym Twój post zawsze zawiera sporo informacji dla szukających więc popieram pojawianie się jego;)

      Usuń
    3. No 30 to zdecydowanie sporo :))) ja mam może z 10 takich miniaturek, a pełnowymiarowych może z kilka

      Dziękuję :*

      Usuń
  2. Myślę, że zbieranie śmieci też można mieć pod kontrolą. W moim ostatnim poście tego typu znalazły się 32 opakowania, ale wszystko leżało w jednym kartoniku na szafie. Pudełek też nie zbieram, chyba że są to bardzo dobre opakowania po pudrach i te nadające się na odsypki czy próbki, którymi się wymieniam. Więcej nic :)

    Jest dużo rzeczy, którym nie chcę poświęcać pełnych postów, a tak mogę wspomnieć o nich w zdaniu czy dwóch. Bardzo mi odpowiada taka forma przedstawiania kosmetyków. U innych dzieczyn zawsze mogę dopytać, sama też chętnie odpowiem na pytania :)

    Lubię czytać świeże posty, z nowymi pomysłami, ale denko mi nie przeszkadza. To dzięki takiemu zbieractwu zaczęłam zużywać kosmetyki sytematycznie. Może kiedyś przestane publikować śmieciowe posty, ale póki co - trzymam kciuki za tych, co chcą to zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też w jednym kartoniku, później przerodziło się w dwa kartoniki:P Te malutkie opakowania w ilości rozsądnej nie są groźne:)

      Osobiście nie miałam problemu z regularnością używania kosmetyków, chyba, że do pielęgnacji ciała - ale to się nie zmieniło podczas pisania "denek" ani na plus ani na minus.

      Usuń
  3. U mnie jest tak, że zbieram opakowania do denka, ale potem wyrzucam wszystko, nic nie zostawiam. To znaczy powiem tak - jak mam jakiś mały fajny słoiczek, to zostawię, albo jak z Pl mam kilka tych małych słoiczków, co dają w Douglasie czy Sephorze to też sobie zostawiłam, bo w UK nie ma takich słoiczków, tutaj albo nie mają, jak chcesz próbkę, a jak już mają, to są to niewygodne opakowania, czasami bez pipetki, którą by się dało coś wyciągnąć ze środka i muszę to potem wyciągać patyczkiem kosmetycznym (te opakowania czasami pokazuję, jak mam jakieś próbki podkładów, pewnie widziałaś), także słoiczki to jest super sprawa, no ale nie zaraz, żebym miała 50, mam ich chyba z 8 i 3 większe, plus dwie buteleczki takie kupione specjalnie, żeby wziąć sobie 100 ml (bo taka jest dopuszczalna ilość w samolocie, a ja latam, więc fajnie coś takiego mieć), nie składuję jednak opakowań tylko dlatego, że ładne to, czy coś. Mam jeden puder, zużyty już z Diora, zachowałam go tylko z sentymentu, bo to był mój pierwszy wysokopółkowy kosmetyk, ale też coraz bardziej dojrzewam do tego, żeby go wyrzucić:) No ale wiesz - zbieram za to pomadki :) Nie zużyte, tylko jeszcze używalne (bo zużyte wywalam bez żalu), ale to jest moja kolekcja, to lubię, tak jakbym zbierała znaczki, czy unikatowe monety :) Jednak wracając do zachowywania opakowań, to nie robię tego, nie wiadomo jak piękna byłaby dana rzecz... Chociaż nie powiem - jakby mi się jakieś Meteorki Guerlain skończyły to pewnie zachowam puszkę i coś fajnego bym w niej trzymała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka sztuk nie jest groźne, tym bardziej jeżeli je używasz:)

      Meteorytki Guerlain mam, ale opakowanie w kufrze kosmetycznym niestety nieco i się wgniotło i już po takim czasie raczej nie jest ozdobą:/

      Usuń
  4. NO NARESZCIE! W końcu ktoś zaczyna mówić sensownie :D Mówiłam już o tym - nawet ostatnio u Słomki - że jak dla mnie bez sensu jest robienie tych wszystkich wpisów z denkami. Traktuję to jak jakąś formę przechwalania się z domyślnym oczekiwaniem pochwał w stylu "wow, ale jesteś skurpulatna/oszczędna/zdeterminowana..." niepotrzebne skreślić. I kiedy widzę jakiś wpis denkowy to na 99% w ogóle go nie odpalam bo dla mnie to strata czasu i miejsca. Ostatnio dałam się przekonać na publikację denka z kolorówką, ale to też - na prośbę bardziej niż z potrzeby serca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też omijam, chyba, że widzę pośród tej gromady akurat coś co mnie zainteresowało, ale gdy brakuje sensownego obszerniejszego opisu to i tak i tak odpuszczam.

      Usuń
  5. Bogusiu, wiesz, że rzadko Ci "cisnę", bo do tej pory raczej zgadzałam się z tym, co piszesz. Ale dziś przecieram oczy i nie wierzę, co czytam. Albo inaczej - nie wierzę, że czytam tak przepełniony goryczą tekst u Ciebie.

    Nie uważam, że zbieranie opakowań (oczywiście nie wszystkich, ale takich, z których zrobi się użytek później), to przywara blogerek. Ja sama robiłam tak jeszcze na długo przed założeniem bloga. Myślę, że nie jestem w tym odosobniona - przynajmniej z podpatrywania moich dobrych znajomych tak wynika. Oczywiście, jeżeli dana rzecz nie jest przydatna, to nie ma sensu jej magazynować, ale zdziwiło mnie to, że jest to wg Ciebie grzeszek blogerek. Nie mogę się zgodzić. Jeżlei chodzi konkretnie o śmieci związane z projektem denko, to oczywiście - ten dotyczy już wyłącznie naszego światka. Ale to już moim zdaniem kwestia każdej z nas - jakie posty publikuje, jakie lubi. Nie lubisz pisać o denkach, wiemy to już od dawna. Ale każdy może przecież pisać o czym chce (to dotyczy również Ciebie i tej notki ;) ). Piszę tak, ponieważ z tonu Twojej wypowiedzi jednoznacznie odczytuję "nakaz".

    Osobom lubiącym pisać denka, a nie chcącym gromadzić śmieci, polecam zrobić zdjęcie tuż przed wyrzuceniem rzeczy do kosza, a zużycia opisywać na bieżąco (to tak, jakby ktoś za bardzo się przejął i postanowił zarzucić pisanie postów o denkach, aby ślepo pójść w stronę minimalizmu :D ). Wybacz ten żart, Bogusiu, ale trochę tak też traktuję ten post. Na końcu napiszę tak - cieszę się (mówię poważnie!), że za tytułem "Ciemna strona życia blogerki" znalazłam taką błahostkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Goryczą? Nie to miałam na myśli:P

      Nie mówię też, że tylko blogerki zbierają puste opakowania;) Pewnie wśród innych osób też się takie znajdzie, ale jednak większość tych "urodowych" taki epizod w życiu ma za sobą, bądź praktykuje dalej.

      Jeżeli zrobisz pożytek z tych opakowań (a wiem, że Ty potrafisz) to nie widzę też w tym nic złego. Chodzi mi głównie o to do jakich rozmiarów u mnie to już urosło:p Przyznasz mi rację, że 30 sztuk nie jest mi potrzebne w podróży? Czy codziennym użytku:P I to może stąd moja złość na samą siebie jak mogłam do tego doprowadzić. Zostawiłam teraz 2 sztuki buteleczek i 4 malusie słoiczki na próbki i to uważam za rozsądne.

      A w poście nawet nie chodzi o to czy lubię czytać/ pisać o denkach. Ale o to, że często widzę takie wpisy, które nic właściwie nie wnoszą. Zdjęcie i zero konkretnego opisu... Oczywiście nie generalizuję, nie jest tak u każdej osoby, bo pewnie nawet widziałaś moje komentarze u Zielonego Serduszka czy u Ciebie pod postami denkowymi.

      Niczego też nie zabraniam, to autora podwórko i robi na nim to co chce;)

      A tytuł celowo jest nad wyrost;) Można by przecież napisać też o innych kwestiach, z którymi zmagają się szczególnie popularni blogerzy - hejterzy, brak prywaty itd., itp. Ale ja tego osobiście nie doświadczyłam i mam nadzieję, że dalej tak pozostanie.

      Usuń
  6. Hm, być może denko przestało Ci sprawiać przyjemność i faktycznie te śmieci u Ciebie są bez sensu, ale nie ukrywam, że to jeden z moich ulubionych typów postów, bo uważam recenzje po zużyciu całego opakowania są najbardziej rzetelne. Problem w tym, że widzę na wielu blogach/u vlogerek, że uwielbiają zachwycać się rzeczami, które posiadają i trochę same w swoich oczach gloryfikować jakiś produkt, który kupiły, więc ulubieńcy nie do końca są wiarygodni (używałam jakiś produkt przez 3 tygodnie i uważam go za świetny, ale za chwilę może zgęstnieć, zważyć się na twarzy, może mnie po nim wysypać, może przesuszać, pomadka może się znudzić). Jeśli ktoś zużył całe opakowanie (zwłaszcza jeśli chodzi o kolorówkę), i jeszcze ma zamiar kupić następne opakowanie to dla mnie najlepszy wyznacznik tego, że produkt jest dobry. Poza tym przy zużyciu całego produktu mamy dostęp do większej ilości informacji o produkcie - czy jest wydajny, czy da się wydobyć całość z opakowania, czy nic się nie zmienia w jego strukturze z upływem czasu. Dla mnie to ważne kwestie. A co do pustych opakowań - jeśli nie są Ci potrzebne to je wyrzucaj, ja robię dużo kosmetyków naturalnych i ciągle mi tych pojemniczków brakuje, gdybym nie zostawiała ich sobie po kremach, musiałabym je kupować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego u mnie recenzje pojawiają się dopiero wtedy, gdy produktu jestem w 100% pewna:P Już wtedy "na oko" można przewidzieć na ile produkt wystarczy, przykładowo jeżeli po miesiącu regularnego używania mam połowę szamponu do włosów, to wiem, że przy takiej samej częstotliwości wystarczy na kolejne 3-4 tyg.

      Owszem w ulubieńcach miesiąca mogę wytypować coś co zachwyci szybciej, ale roczni ulubieńcy (o których też piszę) weryfikują to co sprawdziło się najlepiej w dłuższym okresie czasu. Nie oznacza to też tego, że poprzednich ulubieńców już nie lubię. Dalej ich lubię, ale to naturalna kolej rzeczy, że coś nowego może pobić swojego poprzednika.

      A to czy produkt gęstnieje, rozwadnia się podczas dłuższego czasu użytkowania to nie zawsze wina samego produktu, czasami to w jaki sposób z produktu korzystamy, przechowujemy. Oczywiście, że nam przykro gdy tak dzieje się stosunkowo szybko. Ale do miesiąca to myślę, że może być wada towaru, później my też mamy na to wpływ.

      Ważenie się produktu na twarzy, wysyp niedoskonałości to też często bardzo osobiste odczucia na co składa się więcej niż jeden kosmetyk. Przez pielęgnację twarzy, po warunki atmosferyczne (inne w zimie inne w lecie). Takie uwagi zawsze można dodać do recenzji, które już się pojawiły wcześniej.

      Pochwalam zachowywanie pojemniczków, jeżeli się z nich korzysta, jeżeli nie - tak jak to było u mnie, to trzeba ganiać i tępić:P

      Usuń
  7. No właśnie miałam to samo, odkładałam do mojego przygotowanego pojemnika, ale w końcu w tamtym tygodniu wywaliłam wszystko, bo tylko zawala, a mąż dziwi się tylko po co to trzymać, na bloga? Wyrzuciłam i nie będę więcej kolekcjonować pustych opakowań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe faceci czasami sprowadzają nas na ziemię "po co Ci to?" hehe;)

      Usuń
  8. Rozpisałam się i wszystko zniknęło, eh :D
    Ale zacznę od nowa. Po pierwsze chyba każda blogująca osoba ma taki moment, kiedy uslnie stara się być na fali blogowych zachwytów - promocja w Biedronce, dodatek w gazecie, nowa limitka... Większość się nawet nie zastanawia nad potrzebą, skupiając się nad chęcią posiadania konkretnej rzeczy. I ja w taki wir swego czasu wpadłam, co skończyło się zapasami kosmetyków na kolejny rok i utopioną kasą w niepotrzebnych rzeczach. Ale z wszystkiego można się otrząsnąć i wrócić na właściwe tory.
    W kwestii śmieciowych denek - ja takie posty lubię, nie traktuję ich jako przechwałki. Moja lista 'przychodów i rozchodów' pozwala mi kontrolować zakupy i stan posiadania, czasami hamuje drogeryjne zapędy i chciejstwa :) Ale to jest indywidualna rzecz, czy takie posty robimy, czy nie.
    Zostawianie sobie pustych opakowań nie ma dla mnie już teraz większego sensu - mam kilka miniatur, które na weekendowe wypady się przydają, a jeśli wybieram się gdzieś na dłużej zabieram mniej. Mniejsza różnorodność pozwala spakować pełnowymiarowy krem czy żel pod prysznic, a przecież na urlopie nie tworzymy skomplikowanych makijaży, żeby brać cały cieniowy dorobek. Podobnie z resztą jest z pielęgnacją. Przynajmniej ja tak mam - na urlopie człowiek odpoczywa, a nie odmacza się w wannie nakładając na siebie cuda :)
    Minimalizm świetnie się z takimi zbieraczymi przyzwyczajeniami rozprawia - ja jestem na dobrej drodze do ogarniania swojego otoczenia, czego i Tobie życzę :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!