Purederm | Złuszczająca maska do stóp. Bardzo subiektywna opinia. Przekonaj się na własnej skórze, czyli MINI ROZDANIE.

Markę Purederm znam już od dobrych 3 lat. Bardzo chwalę sobie ich płatki kolagenowe pod oczy, jako uzupełnienie zabiegów kosmetycznych czy chwilę relaksu. Gotowe maski do twarzy w nasączanych płatach też są niczego sobie. Nic więc dziwnego, że po fali pozytywnych opinii na temat złuszczającej maski do stóp oraz atrakcyjnej cenie promocyjnej ok. 14 zł uległam pokusie i zakupiłam dwie pary. Od razu wspomnę, że moja opinia do tych chwalących pod niebiosa należeć nie będzie, ale tak już jest, że jednym coś służy innym nie koniecznie. Wypełniając ankietę pod koniec posta, będziecie miały/mieli okazję przekonać się na własnej skórze, bo drugie opakowanie zostanie rozlosowane w ramach mini-rozdania!

Niestety nie zaprezentuję Wam swoich stóp przed, ani w trakcie czy po zabiegu z dwóch powodów: nie umiem sama dobrze sfotografować podeszwy stóp (próbowałam kilkakrotnie), ani nie byłby to żaden przyjemny widok dla Waszych oczu. Musicie mi uwierzyć na słowo, a mam nadzieję, że znamy się już na tyle długo, że mi ufacie/ 

Moje stopy są jakie są, postaram się Wam zobrazować słowami:

Najczęściej chodzę w płaskim obuwiu, ścierając podeszwę na pięcie bardziej na zewnętrznej stronie. I to właśnie tam pięty odgniatają mi się najmocniej tworząc zgrubienie. Kilka lat temu okazało się też, że mam płaskostopie poprzeczne, czyli kości śródstopia (poniżej paluszków) źle się układają. Przez tą wadę ciężar ciała spoczywa w innym miejscu, zaraz pod najmniejszym paluszkiem od zewnątrz. Lubię też chodzić na boso, nawet do obuwia rzadko ubieram skarpetki (wyjątek buty zimowe czy do biegania). Od biegania pod górę czy zbiegania też nabawiłam się kilku modzeli (potocznie nazywanymi odciskami), nawet kilkakrotnie stłukłam sobie paznokcie od dużych paluchów, czy straciłam u małych. Na dzień dzisiejszy wyglądają już o niebo lepiej, ale wiedźcie, że bywa różnie. 

Trzeba mieć realne oczekiwania!
Wiedziałam, że złuszczająca maska do stóp/ skarpetki złuszczające nie dadzą mi stóp gładkich jak u niemowlaka (tego nawet nie zagwarantuje Wam pedicure frezarką). W większości zgrubienia powstałe na naszych stopach są efektem ubocznym, ale po części ułatwiającym życie w dzisiejszych czasach: masowej produkcji/sprzedaży obuwia, kiepskiej jakości, czy pędu w jakim żyjemy. To tak jakby oczekiwać, że w tydzień schudniemy 10 kg. Chciałam jedynie by stopy były gładsze, bez nagromadzonego martwego naskórka - cel został osiągnięty. 

Dlaczego więc jestem niezadowolona?
Czas oczekiwania na efekty od momentu ubrania maski na stopy (w formie dwóch foliowych skarpetek z płynem w środku) jest okropnie żmudny i męczący!  Sam zabieg trwa do 90 min, myjemy stopy, osuszamy, zakładamy wspomniane wcześniej skarpety i czekamy... Im dłużej skarpetki miałam na nogach odczuwałam nieprzyjemne pieczenie w okolicy paznokci (skóra wymęczona po porannym biegu). Ok, zmyłam preparat z nóg i się zaczęło. Przez kolejne dni odczuwałam ściąganie skóry, tak jakby było jej za mało na powierzchni podeszwy. Dopiero 5 dnia pojawiło się powoli złuszczanie, w miejscach najmniej odgniecionych. Po tygodniu skóra schodziła płatami z podeszwy, aż do 10-12 dnia. Wtedy pozostał jeszcze na miejscach najbardziej zgrubiałych. Przez ten cały czas chowałam stopy w zakryte obuwie typu baleriny. Jak raz przechadzałam się po domu w klapeczkach i akurat odwiedziła mnie siostra to była przerażona jak zobaczyła moje stopy. Więc jeżeli macie wrażliwych mężczyzn - nie pokazujcie im się wtedy! Miałam ochotę zrywać tą skórę płatami! 
Nie zaobserwowałam złuszczania się skóry z wierzchniej strony stopy, co występowało u innych blogerek. Przez ten czas, tak jak producent nakazał nie złuszczałam niczym innym naskórka, ani nie smarowałam kremem. Po dwóch tygodniach nie wytrzymałam i resztki dotarłam pumeksem. 

Według mnie gra nie warta świeczki. Wystarczy pójść na pedicure do gabinetu kosmetycznego, 1-1,5h i cieszymy się pięknymi, gładkimi stopami! Z kolorową emalią na paznokciach i masażem stóp:) 


Zgłoszenia przyjmowane są do 18.08.2014 i najpóźniej 21.08.2014 ogłoszę zwycięzcę pod tym postem oraz na fb. 

W drodze losowania wygrała: joanna blog
Postanowiłam też nagrodzić drugą osobę: pozytywnamama. Wybór padł na osobę biorącą aktywny udział na facebooku pod postem o Złuszczającej masce do stóp, tak, aby Was zachęcić do tworzenia (poprzez komentowanie, polubienia czy udostępnianie) fan page razem ze mną! Do zwyciężczyń wysyłam informacje i czekam na odp. zwrotną!

Komentarze

  1. Jeszcze nie próbowałam, mam je w zapasie. Szczerze mówiąc, na cuda już nie liczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na cuda nie ma co liczyć. Efekt jest, nie najgorszy, ale jednak za bardzo upierdliwe.

      Usuń
  2. Z czystej ciekawości wypróbowałabym tą maskę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również kierowała ciekawość.

      Usuń
  3. Mam ją ale nie specjalnie mam na nią ochotę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się napaliłam jak szczerbaty na suchary, w najgorsze upały! łuszczenie i chowanie stóp w buty...

      Usuń
  4. Jestem ciekawa tego zabiegu:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Należę do tradycjonalistek więc nie dla mnie takie wynalazki ;) Od kiedy zmieniłam nawyki i poświęcam moim stopom więcej uwagi ich kondycja jest pod kontrolą :) No i zakup tarki do stóp był najlepszym posunięciem. Zainwestowałam jednorazowo trochę grosza, ale opłaciło się.

    Z przyjemnością przeczytałam Twoją recenzję i była to jedna z najbardziej wyczerpujących pozycji w tym przedziale :) tzn. jeżeli chodzi o skarpetki złuszczające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też najczęściej sięgam po tarki, bo wystarczy kilka sekund dziennie co jakiś czas (szczególnie, gdy ubiera się sandałki z gołymi piętami). A widziałam tą Twoją tarkę - świetnie się prezentuje!

      Chociaż mam też dostęp do frezarki to samemu nie robi się tego tak łatwo.

      Cieszę się, że recenzja zaspokoiła Twoją ciekawość, musiałam to wszystko z siebie wyrzucić, wyszedł niezły tasiemiec, kosztem opisywania opakowania itd.

      Usuń
  6. U mnie 4 dnia było już lekko widać złuszczanie, a 5 kombo :). Skóra zeszła z prawie całej stopy, potem stópki były miękkie i gładkie, szybko zszedł mi cały martwy naskórek. Ja jestem bardzo zadowolona z efektów, bo niestety kremy z Scholla za 18 zł nie potrafią sobie poradzić z moimi stopami, wolę wydać 20 zł na takie skarpetki raz na jakiś czas, i tańszy krem za ok 5 zł żeby podtrzymać efekt. Teraz mogę przynajmniej chodzić w sandałach i pokazywać stopy :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam krem nigdy sobie nie poradzi, ale tarka czy frezarka tak i to dużo szybciej.

      Usuń
  7. Chciałam właśnie zakupić tą maseczkę ale nigdzie już jej nie znalazłam:( Muszę zadbać porządnie o stopy..:)

    OdpowiedzUsuń
  8. sam proces mnie nie zniechęca jak Ciebie, ale pozostałe wrażenia mam podobne. Ja znów wolę taką wersję niż wybrać się do salonu. Musiałabym mieć mega zaufaną osobę :)) Góra stóp nie złuszczyła mi się wcale, modzele zostały i małe nagniotki o których myślałam, że poradzi sobie. Pięty za to wyglądają o wiele lepiej. Udało się się zrobić parę zdjęć, więc na dniach wrzucę posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się co bać kosmetyczka krzywdy Ci nie zrobi, podpytaj znajomych może mają jakąś sprawdzoną osobę? Wtedy już na pewno nie będzie Ci się chciało bawić w skarpetki złuszczające.

      Usuń
    2. może jestem dziwna, ale o swoje stopy jakoś wolę sama dbać ;p z tym zaufaniem to jest też tak, że i "służbowo" spotykam wiele osób, które najróżniejszymi rzeczami się pozarażały w salonach i może przez to też nie przekonałam się.
      Może jak po prostu trafię na świetną kosmetyczkę to się przekonam :) póki co myślę o jakimś elektrycznym pilniku itp.

      Usuń
    3. Zarazić się można wszędzie niestety a szczególnie w miejscach publicznych takich jak komunikacja miejska, przechodnie zdrowia (gdzie są chorzy i zdrowi pacjenci), knajpach, toaletach, szatniach, basenach czy przymierzalniach w sklepie. A gabinety raczej w większości dbają o higienę, nakładki na frezarkę są jednorazowe, pilniki również, a to co wielokrotnego użytku podlega dezynfekcji i sterylizacji.

      Usuń
  9. ja pierw kazałam ich użyć mojemu facetowi, bo sama się bałam jak to będzie :D potem zdecydowałam się podjąć wyzwanie i jestem zadowolona. Widzę, czuję różnicę. Myślę, że za jakiś czas znów wrócę do tych skarpetek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurcze a ja jeszcze tych złuszczających wynalazków nie testowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie było fajnie tuż po zabiegu, niestety szybko efekt gładkich stóp minął. Nie minął nawet tydzień i już musiałam szaleć z pumeksem. Zatem chyba jest to gra nie warta świeczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już poprawiałam. Nie warty czekania, bo już po kilku minutach można samemu rozprawić się z martwym naskórkiem.

      Usuń
  12. Zimą zużyłam jedno opakowanie takiego preparatu marki Cosmabell. Efekt był świetny, więc chętnie przetestowałabym i te :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz wypróbować i się przekonać samemu, które lepsze.

      Usuń
  13. mam takie same zdanie :) wolę zrobić porządny manicure niż bawić się w te skarpetki przez 2 tygodnie :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Zachowaj kulturę osobistą, nie obrażaj mnie, ani innych blogerów. Nie wklejaj linków. Masz pytanie - pisz, odpowiem tutaj lub w osobny poście jeżeli temat będzie wymagał rozwinięcia. Zawsze możesz też napisać do mnie maila, a ja najszybciej jak będę mogła odpiszę!